Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Laghima

Użytkownik
  • Zawartość

    1
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Laghima

    Witam

    Witam wszystkich na forum. Nie wiem tak naprawdę od czego zacząć by jak najlepiej opisać swoją sytuację. Myślę, że na początek powiem coś o sobie, a potem wypunktuje najważniejsze problemy z którymi się borykam (choć właściwszym byłoby określenie, które powalają ale nie potrafią dobić). Aktualnie mam 27 lat, ukończone technikum, licencjat, inżynier i magisterka na finiszu (ale nie wiem czy skończę). Papierków trochę się nazbierało i leżą w szufladzie. Pracuję na 3 zmiany fizycznie. Wydaje mi się, że fizycznie jestem zdrowy chociaż ostatnio mam pewne problemy z trawieniem no i trochę ze wzrokiem (na własne życzenie - wszystkie strony na powiększeniu) i ze słuchem (chociaż laryngolog twierdzi inaczej), oprócz tego jestem zdrowy jak ryba. Dziewczyny nie mam, kolegów mam 2. Jestem niewierzący. Nie piję, nie palę, nie zażywam. Postanowiłem napisać ten post, ponieważ nie wiem czy ktokolwiek z forumowiczów miał/ma problemy tożsame z moimi. Na pewno tak, ale wojna którą do tej pory wygrywałem zbliża się ku końcowi. Ostatni partyzanci Nadziei w mojej głowie czekają strudzeni na pojmanie lub po tylu latach pewnie na rozstrzelanie. Walka nie trwała, aż tak długo - 2 lata góra, jednak ostatnie miesiące są nie do zniesienia. Moim głównym źródłem nieszczęścia jest głupota. Głupota, lenistwo i hedonizm. Najgorsza mieszanka na świecie. Nawet nie chciało mi się pisać tego postu mimo tego, że nie mogę zasnąć i jest mi tak źle. I nie - nie mam niskiej samooceny. Przykłady ? Nie potrafię używać prostych narzędzi takich jak wiertarka, wkrętarka, piła tarczowa. Nie mam w ogóle do tego drygu. Nie potrafię zapewnić prostych napraw w domu, serwisowania sprzętu itp. Nie umiem czytać książek, nie rozumiem ich treści tzn na początku tak, ale gdy przyjdzie coś trudniejszego do zrozumienia mój umysł nie potrafi tego ogarnąć, jedynym ratunkiem są filmiki. Nie potrafię powtórzyć po kimś czynności, które dana osoba pokazuje np czynność w pracy lub nawet ćwiczenia na siłowni (tych trudniejszych bo te podstawowe jeszcze łapię). Często osoby muszą mówić do mnie 2 razy lub wprost żebym coś zrozumiał. Można by tego mnożyć w nieskończoność ale drugim problemem jaki mnie męczy to samotność. O wiele łatwiej nawiązuje kontakty niż je utrzymuje, chociaż to pierwsze przychodzi mi z dużym trudem. Nie mam o czym rozmawiać z ludźmi - zaczyna się od profilu a kończy na pogodzie. Nie mam zainteresowań. Moimi największymi były i teraz po części są piłka nożna i gry, ale mógłbym je rzucić z dnia na dzień. Apetyt mam i śpię długo, tak naprawdę te 2 rzeczy sprawiają mi przyjemność w szczególności ta druga ponieważ prawie co noc mam jakiś sen, który jest o wiele ciekawszy niż tydzień z mojego życia. Nie wiem co ze sobą począć. Czuję że życie ucieka mi przez palce. Szukałem dziewczyny na portalach randkowych, żadna nie odpisała może nawet dobrze. Nie chcę nikogo sprowadzać w dół, dlatego się rozwodzę nad sobą jak najmniej ale jest coraz ciężej. Nie chcę mi się już nawet zakładać tych masek. Ile można ? Poza tym nie wiem co bym jej napisał, jak widzę że ktoś ma milion zainteresowań ? Co bym z nią robił żeby jej nie znudzić ? Pływać już się chyba nie potrafię nauczyć, na nartach nigdy nie jeździłem, na podróże nie mam pieniędzy. Z mojej wypłaty praktycznie nic nie mogę ruszyć (wszystko idzie na wypłaty i długi, które zostały zaciągnięte na okres studiów i inne, jedynie na jakąś spożywkę mogę sobie pozwolić parędziesiąt zł wydać). Myślę, że tutaj padła ostatnia baszta. Nie mogę sobie darować tych lat, które poświęciłem na nic nie robieniu. Często przeliczam ile straciłem na tym pieniędzy i ilu nie zyskałem (powiedzmy 1500*12*5). Zadaje sobie pytanie kim byłbym teraz gdybym poszedł do pracy i dlaczego tego nie przerwałem od razu, tkwiłem w nieświadomości i "wirtualnym świecie". I nie - nie imprezowałem, nie znalazłem przyjaciół na amen i nie zasmakowałem "niezapomnianych chwil dla których było warto". Może to głupie ale myślę, że wolałbym spędzić te lata w więzieniu(o ile bym najpierw nie zawiązał sznura - ale pewnie bym nawet tego nie umiał). Często czuję pustkę. Na przemian z burzą w mojej głowie. Burza jawi się nieokiełznanymi(tak !) przemyśleniami. Mogę siedzieć, leżeć lub chodzić z tak naładowaną głową nawet 2-3h nie robiąc nic lub jeśli muszę to robiąc. Przydaje się w robocie bo dniówka szybciej zlatuje, ale częściej jest pustka. Pustka, która nie kontaktuje, nie ma dla niej teraźniejszości. Podświadomość odpowiada słowami, ale reszta jest zimna, obojętna. Najgorsze jest to, że nie zawsze taki byłem. To wykiełkowało. Boję się co będzie dalej. Mógłbym pisać tutaj i pisać ale tak TL;DR to jestem tylko głupim zlepkiem krwi i kości bez żadnych perspektyw, celu, sensu, dao, możliwości i pieniędzy. Paradoksalnie nawet w takiej sytuacji pozostaje tchórzem. Nie wiem czy iść do psychoterapeuty, nie stać mnie na to. Nie wiem czy to w ogóle depresja czy przegryw(leczenia przegrywu chyba jak na razie brak). Zawsze miałem przekonanie, że póki mam 2 ręce i nogi to czystą głupotą jest się zabijać. Pomimo tego, te myśli zawsze mnie uspakajały. Marzyłem o czarnym dnie, żeby się od niego odbić i dotychczas działało. Teraz już zmieniłem definicję. Samobójstwo to nie czysta głupota. To najgorsze, ale jedno z możliwych wyjść. Ściągnąłem sobie audiobooka Biblia Tysiąclecia Nowy Testament. Cały czas się zastanawiam czy słuchowisko coś mi pomoże czy jedynie zaszkodzi, bo jestem sceptycznie do tego nastawiony. Pewnie posłucham 2 rozdziałów, na trzecim się zatrzymam, bo nie będę go rozumiał. Zacznę googlować w necie, szukać odpowiedzi, przeczesywać fora. W końcu brak klarowności będzie mnie drażnił tak bardzo, że zrezygnuję. Jak zwykle... Dobra przestań już pisać ! Jest jakiś magiczny napój na moją beznadziejność (nikt nie lubi użalania, no wiem, ale już doświadczyłem "ogarnij się", "nie pie*dol", "ogar ogar" także gdzieś muszę !) ? Edit: Gratulacje, że wytrwałeś/wytrwałaś do końca !!
×