Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Kalina1984

Użytkownik
  • Zawartość

    8
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Byłam wczoraj u nowej lekarki. Zleciła moklar- brałam poprzednio. Zdecydowanie powiedziała, że powinnam brać leki. Jakie to jest trudne...
  2. A robiłaś możee TSHtrab? Ja też mam podobny wynik do Twojego i pewnie mam GB.
  3. Ten lek przepisała mi moja "stara" lekarka. Skonsultuje się jeszcze z jednym lekarzem i zobaczę co powie. Moja ginekolog jest za tym żebym leki brała. Strasznie się cieszę, że ktoś tu jest, że ktoś odpisuje!
  4. Tak- czytałam. Stąd moja obecność tutaj :) Dziękuje
  5. Dzień dobry. Będę chciała przeczytać cały wątek ale wcześniej kilka słów o mnie. Wybaczcie, to samo mam opisane w oddzielnym wątku i chyba nie ma sensu pisać od nowa. Mam nadzieję, że przyjmiecie mnie do siebie. Mam 31 lat i od 10 lat jestem szczęśliwą mężatką. A raczej powinnam być szczęśliwa. Kilka lat temu chorowałam na zaburzenia lękowe, brałam leki i po jakimś czasie niestety sama je odstawiłam. Ok 5 lat miałam względny spokój ale ten czas choroby był dla mnie najgorszym czasem w życiu. Bałam się, że umieram, bałam się chorób. Całe dnie płakałam, nie wstawałam już w pewnym momencie z łóżka. Nie miałam siły na nic. W tym czasie zdiagnozowano u mnie w gąszczu badań guzki na tarczycy- po biopsji łagodne i wycięto mi nowo powstałe znamię- czerniak młodzieńczy- lekarz zapewniał, że łagodna zmiana. Oczywiście skonsultowałam diagnozę z google i okazało się, że to trudne znamię do diagnostyki i może zostać pomylone z prawdziwym czerniakiem. Odchodziłam od zmysłów ale powoli, krok po kroku wyszłam z tego i uwierzyłam w diagnozę. Jakiś czas temu zaczęliśmy się z mężem starać o dziecko. Nie udawało się więc zaczęliśmy się leczyć. Po wielu miesiącach leczenia zapadła decyzja o in vitro. Druga procedura udała się i dziś jestem w 23 tc, Radość była olbrzymia. Oczywiście martwiłam się o dziecko ale wydawało mi się, że w granicach "normalności". Aż pewnej nocy dostałam dużego krwawienia. Pewna, że straciłam ciąże pojechałam do szpitala. Trzęsłam się jak nigdy w życiu. Dostałam jakiegoś szoku... Okazało się, że to krwiak ale dziecko żyje. Nakaz leżenia w łóżku, po ponad 2 miesiącach krwiak zniknął. Ale we mnie też coś się zmieniło... jakbym przestała kochać to dziecko... szłam na badania totalnie obojętnie. Mój mąż mówi- zobacz wszystko dobrze a ja nie czułam nic! NIC! Jakby ta cała miłość gdzieś uciekła. Do tego zaczęły się lęki... początkowo, że ktoś jest w moim domu, że ktoś nas zabije. Wizje, że jestem schowana w szafie a ktoś zabija mojego męża! Bałam się spać, miałam koszmary. Teraz wszystko przeszło do takiego stanu jak kilka lat temu. Wyciągnęłam stare badania, powrócił temat pieprzyka. Przecież jestem w ciąży a diagnoza była błędna, patomorfolog się pomylił i będę miała przerzuty- ciąża temu sprzyja. A nawet jak nie to to mam anemię- to chłoniak. Itp itd. Przebywanie z mężem sprawia mi ból bo kocham go nad życie a jak go widzę to myślę tylko o tym, że będzie cierpiał, że nie wie co go czekam... Nie mam już siły. Byłam u psychiatry u którego leczyłam się poprzednio, zlecił leki ale boję się że zaszkodzą dziecku bardziej niż moja choroba. Chodzę do psychologa ale to pomaga tylko na chwilę. Nie wiem gdzie mam szukać pomocy a potrzebuje jej. Czuje się bezsilna i totalnie wykończona psychicznie.
  6. Dziękuje. Muszę sobie jakoś z tym poradzić. W czwartek idę do jeszcze jednego psychiatry i się skonsultuje.
  7. Dzień dobry. Mam 31 lat i od 10 lat jestem szczęśliwą mężatką. A raczej powinnam być szczęśliwa. Kilka lat temu chorowałam na zaburzenia lękowe, brałam leki i po jakimś czasie niestety sama je odstawiłam. Ok 5 lat miałam względny spokój ale ten czas choroby był dla mnie najgorszym czasem w życiu. Bałam się, że umieram, bałam się chorób. Całe dnie płakałam, nie wstawałam już w pewnym momencie z łóżka. Nie miałam siły na nic. W tym czasie zdiagnozowano u mnie w gąszczu badań guzki na tarczycy- po biopsji łagodne i wycięto mi nowo powstałe znamię- czerniak młodzieńczy- lekarz zapewniał, że łagodna zmiana. Oczywiście skonsultowałam diagnozę z google i okazało się, że to trudne znamię do diagnostyki i może zostać pomylone z prawdziwym czerniakiem. Odchodziłam od zmysłów ale powoli, krok po kroku wyszłam z tego i uwierzyłam w diagnozę. Jakiś czas temu zaczęliśmy się z mężem starać o dziecko. Nie udawało się więc zaczęliśmy się leczyć. Po wielu miesiącach leczenia zapadła decyzja o in vitro. Druga procedura udała się i dziś jestem w 23 tc, Radość była olbrzymia. Oczywiście martwiłam się o dziecko ale wydawało mi się, że w granicach "normalności". Aż pewnej nocy dostałam dużego krwawienia. Pewna, że straciłam ciąże pojechałam do szpitala. Trzęsłam się jak nigdy w życiu. Dostałam jakiegoś szoku... Okazało się, że to krwiak ale dziecko żyje. Nakaz leżenia w łóżku, po ponad 2 miesiącach krwiak zniknął. Ale we mnie też coś się zmieniło... jakbym przestała kochać to dziecko... szłam na badania totalnie obojętnie. Mój mąż mówi- zobacz wszystko dobrze a ja nie czułam nic! NIC! Jakby ta cała miłość gdzieś uciekła. Do tego zaczęły się lęki... początkowo, że ktoś jest w moim domu, że ktoś nas zabije. Wizje, że jestem schowana w szafie a ktoś zabija mojego męża! Bałam się spać, miałam koszmary. Teraz wszystko przeszło do takiego stanu jak kilka lat temu. Wyciągnęłam stare badania, powrócił temat pieprzyka. Przecież jestem w ciąży a diagnoza była błędna, patomorfolog się pomylił i będę miała przerzuty- ciąża temu sprzyja. A nawet jak nie to to mam anemię- to chłoniak. Itp itd. Przebywanie z mężem sprawia mi ból bo kocham go nad życie a jak go widzę to myślę tylko o tym, że będzie cierpiał, że nie wie co go czekam... Nie mam już siły. Byłam u psychiatry u którego leczyłam się poprzednio, zlecił leki ale boję się że zaszkodzą dziecku bardziej niż moja choroba. Chodzę do psychologa ale to pomaga tylko na chwilę. Nie wiem gdzie mam szukać pomocy a potrzebuje jej. Czuje się bezsilna i totalnie wykończona psychicznie.
×