Skocz do zawartości
Nerwica.com

mlody92

Użytkownik
  • Postów

    2
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez mlody92

  1. mlody92

    Pomocy

    Hej kochana, sam przed chwilą napisałem swój pierwszy post i jestem zaskoczony, że mimo że w ogóle się nie znamy, piszesz jakbyś pisała o moich uczuciach. "Chciałabym choć jeden pełen dzień poczuć się cudownie." - ja też, wspaniale byłoby poczuć się tak radośnie jak kiedyś, ale skoro innym się udaje, to dlaczego nie nam? I podobnie jak Ty, też okropnie mierzi mnie na myśl o lekach ale wraz z czytaniem postów innych użytkowników nabieram przekonania, że może to jednak nie takie złe. A powiedz proszę: jakieś szczególne wydarzenie wywołało u Ciebie tą niechęć do wszystkiego? Był jakiś przełomowy moment, który wszystko zmienił?
  2. Witam serdecznie, zabierałem się do napisania tu postu od równo 10 miesięcy - dziś pomyślałem, że wypadałoby w końcu podzielić się z kimś moją przypadłością. Trudno jest w końcu tłamsić w sobie uczucia, bo z czasem pytania jedynie się mnożą. Nie chciałbym od początku zniechęcać swoich czytelników, ale problem rozpoczął się w dosyć upokarzający dla mnie sposób. Otóż w trakcie poprzedniej sesji postanowiliśmy wraz z kolegą wspomóc się w nauce przed egzaminem pewnym stymulantem umysłu, tj. mefedronem (tfu). Dałem się przekonać koledze a z nauki i tak nic nie wyszło, ale nie o tym tutaj. Zawsze byłem bardzo przeciwny twardym używkom, ale wcześniej spróbowałem już 2 razy (na przekroju 2 lat) i jakoś nic mi po tym nie dolegało - ba, raz nawet poszedłem na trening reprezentacji koszykówki po jednej z takich "przygód". Tym razem jednak było troszeczkę inaczej. Na następny dzień kompletnie się rozłożyłem, nie chciało mi się wychodzić z łóżka, byłem mało żywotny i ogólnie strasznie przygnębiony. Przede wszystkim miałem okropne wyrzuty sumienia, że przekroczyłem pewne bariery których żaden człowiek z charakterem przekroczyć NIE POWINIEN. Na początku było mi z tym przeraźliwie źle, przypominając sobie o tym wpadałem w jakieś lęki a serce zaczynało mi kołatać jak oszalałe. Niedługo po moim traumatycznym przeżyciu miałem styczność z naćpanym człowiekiem, na co zareagowałem paniczną ucieczką do domu, w którym prawie zemdlałem przy 150 uderzeniach serca na minutę. Z czasem trochę zdystansowałem się do całej sytuacji, lęki już mi się nie zdarzają, choć przez wyrzuty sumienia czasami czuję się nieswojo również w towarzystwie ludzi - mam wrażenie, że coś się zmieniło, że już nie jest tak, jak dawniej - jednocześnie mając świadomość, że to jedynie autosugestia. I stąd zaczynają się kolejne rozkminy, które podparłem lekturą X stron w internecie: 1. Podobno zażycie narkotyku może uaktywnić ukryte w organizmie nerwice. Czytałem sporo wypowiedzi na innych forach z których wynikało, że przy nerwicy gorsze samopoczucie, rozkojarzenie i uczucie dyskomfortu w towarzystwie ludzi w zasadzie jest normalne i przechodzi wraz z nerwicą. Jeżeli tak by było, to byłbym W MIARĘ spokojny, że trafiło mi się to, co wielu innym i jakoś się z tego pozbieram. Ale skąd właściwie ta nerwica? Ano właśnie; 2. W momentach gorszego nastroju, który napadał mnie głównie wieczorem, szczególnie kiedy zabierałem się do nauki (tak jest również teraz, kiedy piszę ten post), napadały mnie wyrzuty sumienia związane z moim niechlubnym wyskokiem :/. Widocznie sytuacja wieczornej nauki mocno utrwaliła mi się w głowie w kontekście ehh.. narkotyku. No i nieraz w takich sytuacjach czytałem sobie o wpływie dziwnych świństw na mózg. Czytałem o różnych przypadkach, w większości ludzie przyjmowali codzień 3x większe dawki niż ja jednego dnia przez wielomiesięczny okres, a jakoś wychodzili z tego i wszystko było u nich w porządku. Z drugiej strony czytałem również o "nieodwracalnych zmianach w mózgu", o "uszkodzeniu ośrodkowego układu nerwowego", choć według większości źródeł do tego prowadzi regularne zażywanie narkotyków a nie jednorazowe wyskoki. Niemniej jednak mam przeokropne wyrzuty sumienia głównie z powodu świadomości tego, że zafundowałem sobie jakąś substancję X której działanie jest w zasadzie niewiadome. I tutaj zamyka się koło: sam sobie wkręcam, że wyrządziłem sobie jakąś niebywałą krzywdę (a może żyję po prostu w takiej obawie). Z tym, że mierzyłem sobie kilkukrotnie IQ i za każdym razem wyniki oscylują wokół tego, co zawsze - w granicach 125-140 IQ. Czyli głupszy teoretycznie się nie zrobiłem. Jak to więc jest, że mam wrażenie otępienia? Sporo nad tym rozmyślałem. Czasami mam tak, że potrafię wypowiedzieć się bardzo elokwentnie i wyciągnąć błyskotliwe wnioski jak dawniej, najczęściej jednak mam wrażenie bycia za jakąś barierą, zza której myśli drugiej osoby do mnie nie docierają, a ja jedynie analizuję swój wyimaginowany problem. I faktycznie w rozmowie mogę wydawać się głupszy, jeżeli 90% pamięci operacyjnej mojego mózgu przetwarza co innego niż to, o czym mowa ;D Po prostu ciągle powracam pamięcią do tego feralnego zdarzenia. Nie jestem już tak radosną, energiczną osobą jak niegdyś i liczę tylko, aż w końcu ten "przełącznik" o którym wielu z was pisało przeskoczy, i ja znów poczuję wszystkie pozytywne emocje, które czułem dawniej. Dziś jakby trochę chowam się przed światem za murem obojętności. Chciałbym jednak znów móc skoncentrować się na życiu. Napisałbym chętnie coś jeszcze lub poprawił post, ale zrzuciłem to z siebie i nawet nie mam już siły czytać go ponownie. Proszę podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami i powiedzcie, czy w takiej nietypowej sytuacji mogę znów być taki, jak kiedyś. Pozdrawiam :)
×