Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Neur

Użytkownik
  • Zawartość

    10
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Tak, BPD mam już zdiagnozowane od dłuższego czasu. Wydawało mi się to tak oczywiste, że nawet nie napisałam.
  2. Nadszedł moment, w którym muszę się "wypisać" i poprosić o odpowiedź zwrotną. Od paru miesięcy kompletnie się pogorszyłam. Zawsze było tak, że najbardziej obrywały osoby, z którymi byłam najsilniej związana emocjonalnie - teraz On. Mężczyzna mojego życia, który wytrzymuje wszystko. Wytrzymywał, aż w końcu jego cierpliwość, nerwy i duma też zaczęły pękać. Boję się, że to się kiedyś skończy, że czar pryśnie, że znajdzie kogoś lepszego i już rok trwam w takim przekonaniu, a z tego strachu zachowuję się tak, że w końcu osiągnę ten niechciany skutek. Kiedy uroję sobie jakąś myśl, przybiera kształt kuli śnieżnej i rośnie, rośnie coraz bardziej. A ja wtedy jestem złośliwa, ironiczna i wbijam szpile. Słowa tracą dla mnie znaczenie, więc mówię to, co przyjdzie mi do głowy. Byle mocniej. Byle bardziej bolało. A potem On pęka i też nie wytrzymuje. Następstwem czego jest mój płacz, histeria i użalanie się nad sobą. Rzucanie czym popadnie, przekleństwa. Ostatecznie on ma mnie dość, a ja czuję wyrzuty sumienia, strach przed konsekwencjami i cała ta złość zamienia się w lęk, przed tym, że "teraz jeszcze bardziej się popsuje". Jakbym była zupełnie kimś innym. Ostatnio wściekam się o wszystko. Drażliwość, wściekłość i smutek. I wybuchy powodowane byle czym. Nie potrafię się zatrzymać. Te kilka tygodni, odkąd zamieszkaliśmy razem zamieniłam w piekło. Dlaczego? Przede wszystkim ze strachu - głupiego, irracjonalnego lęku przed odrzuceniem. Przez kompleksy i swoje własne, kretyńskie nadinterpretacje tego, co się dzieje wokół mnie. Nie chcę się już złościć. Byłam na konsultacji, będą jeszcze dwie, a potem czekanie na psychoterapię. Ale zanim się doczekam, mogę po prostu zniszczyć wszystko, co mam najlepsze. Piszę to i ledwo widzę klawiaturę przez łzy, bo najbardziej jest mi źle z tym, że powinnam być najszczęśliwszą osobą na świecie z tym co mam, a nie umiem się tym cieszyć. Kiedyś to stracę, a wtedy chyba zwariuję z bólu i żalu, że mogłam tak to wszystko zmarnować. Czytam książkę o terapii behawioralnej i w miarę wolnego czasu staram się wykonywać ćwiczenia w niej zawarte. Ale potrzebuję jakiejś "rady". Co robić, żeby się powstrzymać. Co robić, żeby ta złość i napięcie spadło. Jak mam się uspokoić. Przecież ja nie mam absolutnie podstaw do takich zachowań, tylko sama je sobie wyszukuję na siłę. Pisanie tu, jest moim świadomym aktem desperacji.
  3. Swojego czasu miałam do czynienia ze sporą dawką fluoksetyny na bulimię atypową oraz jeszcze wtedy depresję. Byłam z tego powodu dosyć spokojona, bo interesowałam się lekami i wiedziałam, że po fluoksetynie nie przytyję, a mój obsesyjny strach na punkcie tycia od zawsze objawia się tym, że nie wezmę ani jednej tabletki, gdy w recepcie jest taki skutek uboczny. I nie przytyłam. W miarę "zdrowienia" nawet zrzuciłam. Nie martw się tym i nie sugeruj się demotywującymi opiniami. Musisz pamiętać o tym, że nie ma co zrzucać na lek. Oczywiście są takie przypadki, gdzie środek zaburzając gospodarkę hormonalną i funkcjonowanie organizmu, wywołuje tycie niezależne od sposobu odżywiania się, ale nie zawracaj sobie tym głowy - leki bierzesz po to, żeby pomogły Ci wyzdrowieć i pozbyć się również tych stanów depresyjnych. Ważna jest terapia, która pomoże Ci zmienić zaburzony sposób patrzenia na Ciebie i Twoje ciało. Pozdrawiam i życzę powodzenia.
  4. Jak niektórym poprzednikom, też mi niekontrolowanie przeszło przez myśl, jak to jest uprawiać wyimaginowany seks. To znaczy, przecież autorka tematu widzi, słyszy i prawdopodobnie również odczuwa swojego "partnera". Z boku musiałoby to wyglądać dość zabawnie. A zupełnie poważnie, to osobliwy przypadek. Coś jak w przypadku małych dzieci, które często wymyślają sobie wyimaginowanych przyjaciół jako ekwiwalent rówieśnika, który w realnym świecie go na przykład nie lubi. Umiejscawia wtedy żywą osobę w misiu, czy tam lalce. Z jednej strony ciekawe, wygodne rozwiązanie. Pewnie niejedna osoba chciałaby pobawić się w taki zaczarowany ołówek. "Wymyśliłam i mam." Z optymistycznego punktu widzenia, zrobiłaś niezły trik, a mogłaś w tym czasie leczyć się z depresji po byłym. Ale patrząc realnie i godząc się z granicami i normami naszej (często cholernie mało komfortowej) rzeczywistości - to jest iluzja. Nie zaprosisz go na obiad, ani nie zabierze Cię na pokera z jego przyjaciółmi. Dlaczego? Bo nie istnieje. Pozornie atrakcyjne rozwiązanie, które znalazła Twoja podświadomość na pozbycie się bólu, wprowadziło Cię w pułapkę, z której nie wyjdziesz sama, bo nawet nie dostrzegasz problemu. Różnie się to może skończyć. A już na pewno w szpitalu.
  5. Neur

    Środowe "cześć".

    Oddałabym dużo, żeby nie mieć czym się "wymieniać", Kontraście. Swoją drogą, też tak rejsujesz? Dziękuję. Właściwie, to mam wsparcie - nawet trochę więcej, niż na nie zasługuję. Przydałby się jeszcze kopniak do działania Akurat temat leków już mnie najmniej interesuje, więc wolałabym nie korzystać. Zobaczymy, może coś pożytecznego uda się znaleźć, póki brak lepszej alternatywy
  6. Neur

    Środowe "cześć".

    Wybuchł. Wybucha co chwilę. I jeszcze wiele razy wybuchnie, bo trochę przestałam nad nim panować. Łatwo przekroczyć granicę i stracić kontrolę.
  7. Neur

    Witajcie

    Dlaczego "nie możesz się wydać przed matką"? Jesteś w drugiej, czy trzeciej klasie liceum?
  8. W sumie nie wiem od czego zacząć, może po prostu: dzień dobry, jestem Neur. Neur, od "neurotyczka". Choć tyczką wcale nie jestem. Przybłąkałam się tutaj w poszukiwaniu informacji, a nuż, może jakieś wnioski wpadną do czaszki. Po dzisiejszym "obdzwonieniu" wszystkich okolicznych darmowych placówek, gdzie za każdym razem padała formułka: "czas oczekiwania na psychoterapię to rok/dwa/półtora", wiem już, że teraz wszystko zależy wyłącznie ode mnie. Niezależnie od tego, czy bliscy chcą, czy nie chcą, to już nie mój upór, tylko zwykły brak możliwości. O ironio, akurat w momencie, w którym sama uznałam, że regularna rozmowa z psychologiem przyniesie mi więcej, niż nieudolne próby samodzielnego wyciągania się z kłopotu. Po epizodzie depresji, mającym miejsce jakieś 2 lata temu, dopadło mnie zaburzenie osobowości modnie i elegancko nazwane "borderline". Nic tu nie jest modne i eleganckie, bo składem przypomina kubeł na śmieci, który co jakiś czas wybucha jak wulkan. I tym pozytywnym akcentem zakończę swoje powitanie. Pozdrawiam, Neur.
×