Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Pinokio

Użytkownik
  • Zawartość

    17
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Hah, rodziny nie ma co słuchać. Przecież to nie oni będą się męczyć w małżeńtwie.
  2. Kastet jest nielegalny ale przecież nie rząd będzie decydował, co mogę nosic. Podejrzewam, że po ataku nie czekałbyś na policję tylko uciekał i pozbył się narzędzia. Zresztą jak nawet komuś pięścią zrobisz krzywdę to będziesz mieć problemy bo polskie "prawo" chroni bandytów. Adamantium, nie miałem pojecia że w psychiatrykach takie akcje odchodzą. -- 17 wrz 2014, 10:32 -- Haha, spójrzcie w jakim chorym kraju żyjemy. Na portalu policja.pl radzą co zrobić w razie napadu: - powiadom najbliższe osoby z otoczenia, może widziały kierunek oddalenia się sprawców lub udzielą ci innej pomocy, - powiadom Policję dzwoniąc na numer 997 lub 112, jeśli przy napadzie zostałeś pobity powiedz o tym policjantowi, - jeśli to możliwe nie oddalaj się z miejsca zdarzenia, postępuj zgodnie z poleceniami policjanta. Chory, chory kraj. Przecież w przypadku zawiadomienia policji, nie raz na rozprawach ujawniają przestępcom dane ich ofiar. Potem delikwent dostaje wyrok w zawiasach a ofiara ma zjarany samochód i połamane nogi. "Nie oddalaj się" w ogóle rozbrajające. A teraz najlepsze: "2. podejmując jednak obronę pamiętaj, aby: - stosując znane sposoby samoobrony nie przekraczać ich granic (obrona musi być współmierna do zagrożenia)." W praktyce oznacza to ostrożne podejscie do napastnika. Takim czymś można najwyżej napastnika wkurwić.
  3. No stary, bez terapii z czegoś takiego się nie wyjdzie. Nie masz żadnej władzy nad swoim ciałem, nie odnosisz nawet małych sukcesów, pewnie ciągle próbujesz i nic to nie daje. Co prawda też jestem leniem zaawansowanym, ale skandalicznym nie ponieważ odnoszę małe sukcesy i udało mi się trochę zmienić (np. dużo jeżdżę na rowerze). Też poszedłbym na terapię ale liczę, że jeszcze się sam ogarnę, poza tym godzina z psychologiem kosztuje 100 zl, a zarabiam bardzo malutko. Ale jestem przekonany, że o własnych siłach nie masz szans z tego wyjść. Terapia, i to najlepiej od zaraz. Haha, natomiast ktoś pisze, że jaki to leń skoro pisze posty. Problem w tym, że pisanie jest frajdą, ale gdyby szef w pracy kazał mu napisać te 7 postów na inny temat, odkładałby to do porzygania :)
  4. Super postawa, tylko pogratulować. Ja pracuję nad tym, żeby stać się w miarę napakowanym - wtedy 90% czepialskich żuli odpadnie, bo będą się bali zaatakować silnego. Sztuka walki to moim zdaniem rzecz drugorzędna - oczywiście dobrze jest znać chwyty, ale poświęcanie lat ciężkiej pracy na to, żeby lać się na streecie jest mało efektywne, nieopłacalne. To tak jakbym uczył się chińskiego, bo pracuję w restauracji i zawsze może przyjść Chinol bez znajomości inglisza. Dlatego stawiam na 2 rzeczy: siła fizyczna (co za tym idzie - wygląd twardziela), paralizator (taser) czy inny gaz, ucieczka (najmniej możliwa, jak cię napadną kiedy jestes z dzieckiem albo żoną i generalnie w większości sytuacji). Mówisz, że miałbyś nerwicę lękową. To może ja wcale nie mam obsesji, tylko lęk przed napadem jest naturalny, kiedy jest się słabym i wielokrotne zaczepki na koncie? -- 16 wrz 2014, 15:19 -- Do sztuk walki trzeba mieć odpowiednie warunki fizyczne. Jeśli ktoś np. jeździ na wózku, to w ogóle się nie ma szans obronić. Ale większość ludzi spokojnie może trenować karate. -- 16 wrz 2014, 15:24 -- Polecam taser, ale jest nieco drogi. Strzelasz w gościa z 5 metrów tym paralizatorem i jest koniec. Do gazu natomiast dobrze mieć kastet, samego gazu nie polecam bo niewiele on może zdziałać. Psikniesz po oczach i uciekasz, a jak jesteś np. z matką albo dziewczyną? A na motywację nic nie działa tak jak oglądanie zdjęć ludzi którzy wstawiają foty przed i po. Cudze efekty są napędzające.
  5. Pinokio

    Brzydota

    Porady, które mówią aby szukać brzydkich bo u nich ma się szanse, są beznadziejne. Po pierwsze - taki związek jest z natury raniący, ciężko być z kimś wiedząc, że jest z nami bo po prostu nie ma szans na ładniejszego. Jak można aż tak się poniżać, tak żebrać o miłość, a raczej jej namiastkę. Zdecydowanie lepiej być samemu, jeśli ma się trochę honoru. Po drugie - jest to nieuczciwe wobec drugiej strony. Żeby zaakceptować siebie: Można robić sobie dużo zdjęć, wybrać te na których wyszło się dobrze i często je oglądać. Znaleźć aktora, który jest do nas podobny, polubić go - i w ten sposób docenić swój wygląd. (Ja tak zrobiłem!) Wynieść z domu lustro, nie przeglądać się w witrynach, etc (kieszonkowe lusterko używane do golenia powinno starczyć). Chodzenie na prostytutki może pomóc, ponieważ jest szansa że trafi się na dobrą aktorkę i nawet uwierzy się w jej komplementy.
  6. No właśnie Ferdek. Policja nie jest w stanie ochronić człowieka przed napaścią, rząd nie jest w stanie nic zrobić, ale robią jeszcze wszystko, żeby te napaści ułatwić. Tak więc normalny człowiek nie ma dostępu do broni, kiedy odpiera atak i uszkodzi delikwenta, musi płacić na niego rentę. Zamiast dostać medal za to, że sprząta, ma gwarantowane kłopoty. No i te żałosne "pobicia ze skutkiem śmiertelnym", "trudne dzieciństwa, które sprawiają że człowiek musi się wyładować" i inne "nie panowanie nad emocjami z powodu wychowania". Tragedia. Dlatego - jak powiadam - każdy powinien jakoś się uzbroić.
  7. Hehe, zgadza sie. Nadopiekunczosc wygladala w ten sposob ze jesli chcialem cos zrobic sam, rodzice podnosili nieslychany alarm. Pamietam jak nie pozwalali mi samemu napompowac kola od roweru. Przynosili mi wszystko pod nos. Ale niepotrzebnie analizujemy przyczyny mojego leku, raczej poszukajmy rozwiazania. Silownia, zmiana wizerunku (soczewki zamiast okularow), nauka podstawowych chwytow, noszenie gazu - tyle mam. Co dalej?
  8. Dobre pytanie. Nie, nie zdarza się to często. Wszystko opisałem łącznie z częstotliwością. Chyba szkoła tak mi siadla na mózg, że wszędzie czuję zagrożenie. Kiedy idę po chodniku, nienawidzę jak ktoś idzie za moimi plecami. We mnie jest parę rzeczy - noszę okulary (w najbliższym czasie zamienie na soczewki, jak dostane wypłate, żeby nie wyglądać na ofiarę z 10 kiloemtrów). Poza tym chyba zachowuje się niepewnie, może mam frajerowaty wyraz twarzy (jak jestem np. na przystanku otoczony przez młodzież to celowo robię groźną minę, żeby nie roztaczać aury ofiary xD).
  9. Skąd. Normalnie mam dziewczynę. Ona nie wie, że byłem lany w szkole i myśli, że jestem twardy. Serio.
  10. Też o tym myślałem, chyba tak zrobię. Jednak obawiam się, że to mnie jeszcze bardziej nakręci. Kiedyś (przed obsesją) myślałem o samoobronie tak: bez sensu latami uczyć się sztuki walki, skoro przez całe życie mogą mnie najwyżej raz czy dwa napaść, a i wtedy można uciec albo bronić się gazem oraz mięśniami (jeśli się jest zbudowanym). Poza tym samoobrona nie zadziala jeśli nie ma się mocnej psychiki. Poseł Biedroń ma chyba pomarańczowy pas, a jestem pewien że w sytuacji zagrożenia nic by nie zdziałał. I to nie jest kwestia dzielnicy, chociaż owszem, mieszkam w nienajlepszej, ale nigdy mnie tu nie zaczepiali. Ja mam lęk wszędzie - na przystanku, w parku, w kinie nawet (to rzadziej).
  11. Nie strzelałbym do nikogo, najwyżej pogroził. Chociaż powiem szczerze, że gdyby mnie ktoś napadł bez świadków, w ciemnym lesie, to prawdopodobnie bym zabił - w końcu przysługa dla społeczeństwa :)
  12. Racjonalizuję to sobie, ale nie mogę tu zdziałać wiele. Fajnie, że nosisz coś. Uważam, że każdy powinien chodzić z jakimś uzbrojeniem, ponieważ żulerstwo czuje się bezkarnie. Noża nie polecam - trzeba się nim umieć posłużyć i na większą liczbę debili nie podziała. Gaz za to otumania parę osób jednocześnie. Natomiast zupełnie serio rozważam broń palną - tylko skąd ją zdobyć?
  13. Pinokio

    Samotność

    Zupełnie błędne założenie, żeby szukać miłości jako leku na depresję. Jasne, zakochanie ma w sobie coś takiego, że człowiekowi bardziej się chce. Jednak w przypadku opisanym przez ciebie, istnieje zbyt duża szansa, że wniosłabyś swoje zaburzenia do związku i zadręczała potencjalnego chłopaka. Więc polecam najpierw doprowadzić siebie do porządku, żeby być gotowym na miłość. Jeśli chodzi o zdobycie przyjaźni, to może jakieś koło zainteresowań? Np. koło biegaczy. Pozdrawiam
  14. Witajcie kochani, dwa miesiące temu pisałem że jestem uzależniony od dzwonienia do prostytutek i masturbacji przed telefonem. Od dnia napisania tego postu (dwa miesiące bez dwóch dni) już tego nie robię. Problem więc czasowo rozwiązany, chociaż muszę być bardzo czujny by znów nie ulec pokusie i nie wrócić do tego. Mam jednak jeszcze inny problem. Otóż byłem wychowywany w cieplarnianych warunkach, rodzice trzymali mnie pod kloszem, np. pierwszy raz posprzątałem pokój w wieku 16 lat. Zero obowiązków. Ojciec (który w sumie jest ostatnią fajtłapą) nie nauczył mnie jak być mężczyzną. Odbiło się to tym, że miałem słabą osobowość i rówieśnicy zauważyli to w szkole. Byłem więc przez kolegów napierdzielany przez 6 lat podstawówki, a jak poszedłem do gimnazjum, to nie było dnia żebym np. nie zarobił krzesłem albo nie był zrzucony ze schodów. Dopiero w LO było normalnie i dziwiłem się, jak można chodzić do szkoły bez pewności łomotu. Było super. Obecnie mam 20 lat, za rok wybieram się na studia, pracuję jako opiekunka do dzieci. Jednak kiedy wychodzę z domu, mam lęk przed tym, że zostanę pobity. Gdy widzę grupy młodzieżowe idące w moją stronę, albo napakowanych gości, od razu włącza mi się lampka i sięgam do kieszeni po gaz (nie ruszam sie bez tego, kiedyś chodziłem z kastetem, a jeszcze wcześniej z pałką teleskopową - bez jednego z tych przedmiotów nie wyjdę). Raz wyszedłem bez tego i całą drogę myślałem o zagrożeniu. Mój lęk nie bierze się też znikąd. Poza trudnymi czasami szkoły, wielokrotnie byłem na ulicy zaczepiany. Raz byłem poważnie napadnięty (zdołałem uciec), innym razem kiedy byłem z 5 letnią dziewczynką, nacierało na mnie dwóch pijanych żuli, na szczęście poprzewracali się zanim do czegoś doszło. Innym razem grupa pijanych żuli chciała mnie okraść (też uciekłem), a poza tym zdarzają się okrzyki w moją stronę, próby zaczepienia - głównie właśnie przez podpitych panów i podpitych dresów, a tego cholerstwa wszędzie pełno. Zdarzają się takie sytuacje - rzecz jasna - niezmiernie rzadko. Dlatego podejrzewam u siebie obsesję, że wyolbrzymiam zagrożenie. Pomyślałem, ze jak zbuduję poważną masę mięśniową, to mi przejdzie. Dlatego kupiłem ławeczkę, sztangę, hantle, i ćwiczę. Co mogę ze sobą jeszcze zrobić? A może to nie obsesja tylko zwyczajna czujność? Pozdrawiam!
  15. Nie chodzi o to, żeby ulegać pokusom i stać się niewolnikiem własnych szkodliwych pragnień. Mam dziewczynę, zobowiązałem się. Chodzić na k... można wtedy, kiedy się jest samotnym. Mogę pochwalić się, że udaje mi się już 3 dzień tego nie robić. Chcę jednak przygotować się na moment, w którym pokusa znów przyjdzie.
×