Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

chlipek

Użytkownik
  • Zawartość

    9
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. mam swój świat, swoje pasje, które w twórczy sposób realizuję :) ale nie można być do końca egoistą trzeba troszczyć się o ludzi, zwłaszcza tych, których się kocha moja mama ma problemy ze swoimi furiami i bardzo źle na mnie to działa. I z kolei ja się boję, że moje dołki i ciągła potrzeba wsparcia stanie się męczące dla mojego kochanego. nie uzależniam się od niego, raczej bardzo mi na nim zależy :) po prostu nie wiem gdzie jest granica między szukaniem wsparcia, a byciem ciężarem
  2. mój chłopak jest wspaniałą osobą i właśnie boję się kiedyś będzie miał dość takiego świra jak ja
  3. Podejrzewam, że przeżywasz chyba jakiś chroniczny stres, który blokuje Cię przed konstruktywnym działaniem... Na razie tyle umiem wywnioskować z tego, co piszesz :)
  4. Cześć, dziś rano czułam się lepiej, ale znów przeżywam załamanie i to dość poważnie, ciągle wstrzymuję się by nie płakać, aby nie zwracać na siebie uwagi rodziny w mieszkaniu. Zaczęłam się zwierzać ze swoich problemów mojemu chłopakowi, ale bardzo ostrożnie dawkuję mu swoje zwierzenia. O "sednie sprawy" praktycznie nie wspominam.. I boję się, że gdy moja miłość pozna moją prawdziwą naturę (czyli przewrażliwionego introwertyka z ciężką depresją, który ciągle potrzebuje wsparcia aby przeżyć) w końcu nie wytrzyma. Ludzi pociągają radosne osoby, twardo stąpające po ziemi, a mi coraz trudniej jest przy moim chłopaku kogoś takiego udawać Dziś znów wywołałam wymioty, nie mogłam się powstrzymać, zjadłam teraz małą garsteczkę żelek (które praktycznie z samym płynem z zupy i trzema jabłkami są jedyną rzeczą jaką zjadłam dziś) i już czuję, że się obżarłam (to absurdalne, ale nie wygram z tym). Gdyby mój ukochany dowiedział się kim naprawdę jestem pewnie załamałby się. Nie wiem co robić, bo nie chcę go stracić, a zarazem jest mi coraz trudniej "trzymać się na wodzy". A miałam taki piękny ranek, ale znów czuję mocny spadek nastroju i tę typową do mnie "nienawiść do siebie". Jak niektórzy radzą sobie z tym, aby pomimo depresji być wciąż znośnym dla tych, których się kocha??
  5. chlipek

    ot

    miałam fantazje w tym stylu, jak miałam 8 lat, serio
  6. Thx za wsparcie zaczęłam pisać tutaj o tym problemie głównie po to, aby zebrać myśli i podzielić się anonimowo swoimi poważnymi rozterkami. I czuję się trochę lepiej dzięki wsparciu, które szybko tu otrzymuję No cóż, muszę się zebrać, na razie moje skromne finanse uniemożliwiają mi pełną niezależność od toksycznych rodziców. Ale warto walczyć ze swoimi demonami, choćby dla mojego chłopaka. Gdyby nie on, byłoby mi duuużo trudniej
  7. Dziękuję za odzew :) Hmmm, spróbuję odpowiedzieć na te pytania, choć nawet nie wiem od czego zacząć, więc z góry proszę mi wybaczyć ewentualny brak porządku w mojej wypowiedzi Otóż gdy byłam małym dzieckiem byłam raczej izolowana od rówieśników, rodzice byli wobec mnie nadopiekuńczy i nie pozwalali na samodzielność. Gdy podejmowałam jakieś własne działania z góry zakładali, że na pewno zakończy się to porażką. Z jednej strony moja mama w ogóle nie nauczyła mnie życia, a z drugiej krytykowała, że mam dwie lewe ręce i jestem nieżyciowa. W podstawówce byłam naiwna i mój goły tyłek był wręcz wystawiony na ludzi do kopania. Szybko stałam się kozłem ofiarnym, wydawało mi się, że nie zasługuję na posiadanie godności, wszyscy są lepsi ode mnie i w ogóle jestem śmieciem. To i tak małe piwo. Moja rodzina ma opinie w miarę porządnej, ale rzeczywistość jest trochę mroczniejsza. Mój ojciec ma naturę despoty i potrafi w czasie kłótni zwyzywać i zmanipulować człowieka tak brutalnie, że potem nie mogę patrzeć na siebie w lustrze. Jego wzrok jest osaczający. Matka ma skłonności do wpadania w furię. W ogóle moi rodzice są ekspertami w psychicznej przemocy, nawet sami o tym nie wiedzą. Nigdy nie hamowali się w awanturach, usłyszałam od nich pełen repertuar poniżania (żałuję, że cię urodziłam, możesz w każdej chwili wy*****ć z domu, mamy nad tobą pełną władzę, masz się nas słuchać, bo jesteś nikim, możesz się powiesić, nam nie szkoda). To i tak mizerny ułamek rzeczy, które od nich usłyszałam (wielu się wstydzę cytować). Odkąd mam chłopaka (którego naprawdę kocham i wspieram jak mogę, całą sobą) czasem padały określenia typu "szmata", "wyglądam jak dziwka". Najgorsze jest to, że czasem moi rodzice zachowują się całkiem w porządku i to jest matnia. Jestem całkiem zagubiona. W gimnazjum miałam depresję, nerwice i napady paniki w nieoczekiwanych momentach. Liceum było znośniejsze, choć echa tamtego okresu wciąż dawały o sobie znać. Teraz trochę dojrzałam, panuję nad sobą, ale jest mi cholernie trudno. Jeny, dziękuję każdemu, kto to wyczyta do końca.
  8. Witam Was Mój problem to wyjątkowo perfidna sprawa. Mam wielu znajomych, chłopaka, wyrobiłam się w kontaktach z ludźmi i jakoś sobie radzę. Jakoś... Odkąd pamiętam nienawidzę siebie. Nienawidzę swojego ciała, głosu, a najbardziej charakteru. Najchętniej opisałabym siebie wulgaryzmami, ale z szacunku do Was ich nie użyję. Ciągle krytykuję siebie, mam ochotę się nad sobą znęcać. Teraz zmuszam się do niejedzenia, przed ludźmi udaję że wszystko w porządku i zdają się w to wierzyć (zwracają uwagę na moją sylwetkę, Bóg daj by nie poznali genezy mojego chudnięcia). Jestem obrzydliwa, chciałabym karać siebie za każdy błąd, wstydzę się... po prostu siebie. Mam głęboką depresję i kompleks niższości, to aż boli mentalnie i fizycznie. Często mam mdłości, chroniczny stres nie pozwala mi żyć, czasem zaciera mi się obraz mojego prawdziwego ja. I tu moje pytanie - dlaczego to odczuwam? Mam wrażenie jakbym nosiła jakiś ciężki krzyż, jakkolwiek patetycznie to nie brzmi. Przecież nie jestem aż tak podłą osobą... A tak podle siebie traktuję. Płaczę tylko jak nikt nie patrzy. Cięłabym się, ale blizny mogłyby mnie zdradzić, a nigdy nikomu nie odważę się zwierzyć z tego. Dlatego mało jem, czasem zmuszam się do wymiotów, one działają jak catharsis. Ale dlaczego?! Jestem dobrym człowiekiem, chcę się realizować, żyć... Nawet mój chłopak nie wie o moim problemie (choć domyśla się pewnych rzeczy może bo po alko robię się wylewna). Jestem pewna, że zostawiłby taką wariatkę jak ja, on zasługuję na lepszą dziewczynę niż ja. Jaka może być natura mojego problemu? Czy ktoś czuje coś podobnego? Dziękuję każdemu kto doczytał do końca, a jeszcze bardziej będę wdzięczna za każdą odpowiedź.
  9. i z góry dziękuję za wszelkie rady i chęć pomocy, propsiki
×