Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Nickchwilowy

Użytkownik
  • Zawartość

    10
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. A jak to jest z terapią na NFZ? Muszę mieć jakieś skierowanie, czy wystarczy się zapisać i czekać?
  2. Trochę mnie to podbudowało, jednak nadal nie potrafię znaleźć rozwiązania problemu. Ok, niech będzie że kobiety lubią nieśmiałych facetów, ale co to zmienia w mojej sytuacji? W sytuacji każdego nieśmiałego faceta? Wbrew pozorom taka bariera jest bardzo trudna do przebicia. Tak ^^ Dużo od siebie wymagam, ale nigdy nie wydawało mi się że za dużo. To źle że chce zapewnić byt potencjalnej rodzinie? Albo nawet nie rodzinie, sobie? Zawsze mierzyłem wysoko i starałem się osiągać jak najwięcej samemu (żebym nie musiał być nikomu za nic wdzięczny i dłużny), nigdy nie pomyślałbym że będzie to stawiane jako wada. Z tymi kobietami to... sam nie wiem. Bardziej bym powiedział że idealizuje je niż że nie mam o nich za dobrego mniemania. O kobietach z reguły myślę w kategoriach "co taka ładna/bystra/miła/whatever kobieta może we mnie widzieć" niż jakoś sztucznie zaniżać ich wartość. Fajnie by było usłyszeć to od kobiety . Poza tym ładne idee to jedno, ale życie to drugie. Dobra uwaga, zacznę się nad tym zastanawiać :) PS. Jeszcze raz dzięki za odpowiedzi. Poświęcanie swój czas na dobrowolne pisanie, bardzo to doceniam :)
  3. Czyli muszę albo zacząć się w końcu przełamywać, albo czekać cierpliwie na dziewczynę która przejmie inicjatywę. Jedno gorsze od drugiego...
  4. Się dwa Przemki rozgadały Nie popadałbym w takie skrajności, po prostu widzę że właśnie tacy ludzie zbierają atencje innych. Tacy jak ja, spokojni, małomówni i trzymający się na uboczu z reguły na tym uboczu zostają. Może to błędne wrażenie. Dla mnie wystarczająco. Ale ja to ja. Może po prostu wymagam od siebie więcej niż od innych? Może... sam już nie wiem... dopiero mi się mętlik teraz w głowie zrobił... Nie?
  5. Trochę mnie to dziwi, dlaczego większość z was odnosi się cały czas do sprawy zdrady. Owszem, wspomniałem o tym bo wydaje mi się że to jest przyczyną problemów, jednak mnie interesuje jak zwalczyć skutki. To nie jest tak że ja o tym myślę cały czas, że rozważam dlaczego tak się stało i co zrobiłem źle. To już jest przeszłość, zostawiłem ją za sobą, problem w tym że nie potrafię sobie poradzić teraz. Za każdym razem kiedy mam możliwość nawiązania znajomości przychodzi fala myśli typu "jak wypadnę, co powiem, a co będzie gdyby (...)", i z tym nie potrafię sobie dać rady, z pokonaniem własnych uprzedzeń i przełamania się. Nie wiem, czy powinienem to leczyć czy radzić sobie w jakiś inny sposób? A co mam? Średnio płatną pracę której od 3 lat nie mogę zmienić mimo starań? Żadnych konkretnych perspektyw? Sobie nie jestem w stanie zapewnić komfortowego bytu i stabilizacji, a miałbym w to pakować jeszcze drugą osobę? Nie jestem duszą towarzystwa, nie potrafię sprawić by ludzie się nie nudzili, jestem 100% introwertykiem. To co mogę dać? Miłość? Zaufanie? To wystarczy? Komu? Akurat wygląd to mój największy atut, tak się nie chwaląc oczywiście (2m wzrostu i genetycznie uwarunkowana dobra budowa ciała). A pracuje w warsztacie samochodowym, ale zajmuje się też obsługą klienta. Właśnie problem w tym że nie pisze. Wysłała mi zaproszenie, przyjąłem je, ale zamiast się z miejsca coś odezwać, to jak zwykle tydzień rozmyślałem "jak to, co to" i tak jakoś zleciało. A teraz tak już chyba trochę bez sensu pisać.
  6. Nie. Mówimy sobie "cześć" jak się widzimy (są w końcu z jednej miejscowości więc trudno się nie mijać od czasu do czasu), jednak nie rozmawiam z nimi, nie utrzymujemy żadnych kontaktów.
  7. Oddaje, bo wbrew pozorom nie przeżyłem tego jakoś tragicznie. Cała sprawa odbyła się bardzo po cichu, bez kłótni i wojen. Na pewno jakaś szrama na podświadomości została (w końcu skądś te moje problemy się biorą), jednak nie przeżywałem tego ani długo, ani mocno. Może z tym marzeniem trochę przesadziłem. To nie jest jakiś mój nadrzędny cel w życiu, nie jestem desperatem który poleci przed ołtarz z pierwszą lepszą laską. Jak na razie mam inne cele i inne priorytety, jednak chciałbym kiedyś znaleźć jakąś kobietę na stałe, mieć dzieci, ustatkować się itd. A w tym kierunku akurat nic się nie dzieje, co zaczyna mnie trochę frustrować. Płacić za seks? Nie ma dla mnie nic bardziej poniżającego. Zresztą, co to za przyjemność obcować z kimś blisko mając jednocześnie świadomość że druga osoba robi to tylko ze względu na 150 zł. które po sprawie jej dasz, a później nie będziecie mieć żadnego kontaktu, o ile nie będziesz miał następnych 150?
  8. Przede wszystkim dziękuje za odpowiedzi, każda dla mnie dużo znaczy, bo w realu (nie, nie tym sklepie) nie mam z kim o tym pogadać. Pewnie nawet nie umiałbym się przyznać że mam problemy z kobietami, łatwiej przecież zarzekać się że jest się samemu z wyboru. Ale ja wiem że to już przeszłość, ja nie myślę o tym jakoś tak cały czas. Z tym że nawet jak się zawezmę i próbuje poczynić jakieś kroki to dość szybko się poddaję i usuwam w cień. Cholera, nawet teraz tak mam. Dwa tygodnie temu byłem na weselu (sam), poznałem bardzo fajną dziewczynę, przegadałem z nią trochę czasu, trochę się pobawiliśmy na parkiecie (też była sama, po alkoholu jakoś tak hamulce się luzują), na następny dzień wysłała mi zaproszenie do znajomych na fejsie, a ja zamiast napisać coś to kilka dni drapie się po głowie jak ostatni (...) czy pisać czy nie. I znowu fala myśli: "a co jak nie odpisze, o czym z nią będę rozmawiał, jak wypadnę" itd. I miałem pisać dzisiaj CV i list motywacyjny, a zamiast tego pisze tutaj i się zastanawiam co by było gdyby. Możliwe że tak jest. Witam w klubie, mam nadzieję że to się jakoś leczy. Albo że z czasem mija, bo chyba w jakąś depresję można nawet popaść przez to.
  9. Witam. Może na początku opiszę mój problem. Bez zbędnego owijania w bawełnę: jestem chorobliwie nieśmiały wobec kobiet. Tylko i wyłącznie. Kiedyś myślałem że to jakaś fobia społeczna czy coś, ale z czasem zdałem sobie sprawę że z facetami nie mam problemów jeśli chodzi o kontakty (no homo). Ba, nawet z klientkami rozmawiam normalnie i na luzie (mam taką pracę że codziennie mam do czynienia z różnymi klientami, różnej płci, w różnym wieku). Nie mam problemu z nawiązywaniem znajomości i utrzymywaniu kontaktów z mężczyznami, a z kobietami nie potrafię sobie poradzić. Nie potrafię z nimi nawiązywać i utrzymywać więzi. Kiedy z jakąś rozmawiam to kompletnie nie wiem co mam mówić, robię się czerwony i szybko ogłaszam odwrót. A nawet jeśli z jakąś już nawiąże jakiś bliski kontakt to błyskawicznie próbuje go zakończyć. Nie wiem dlaczego, ale każdą znajomą traktuję jak potencjalną partnerkę i zamiast cieszyć się z nowej znajomości wyobrażam sobie nie wiadomo jakie rzeczy, że co mogę zaoferować takiej kobiecie jako potencjalny partner itd. Wiem, głupie, ale co poradzić. Czy może to być spowodowane pewnym incydentem z przeszłości (moja pierwsza i jedyna jak do tej pory dziewczyna mnie zdradziła, była dla mnie bardzo ważna, a się okazało że była ze mną tylko dlatego żeby zbliżyć się do mojego przyjaciela, którego notabene jest teraz żoną)? Ma ktoś podobny problem? Jak sobie z tym radzić? Zaczyna mnie to strasznie dołować, bo mam już 27 lat, marzę o założeniu rodziny, tymczasem nie potrafię się nawet odezwać przez facebooka czy zagadać. Znajdzie się ktoś do pogawędki?
×