Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Seeker81

Użytkownik
  • Zawartość

    11
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. boberator Może to z nerwów? Przy nerwicy czy depresji, wydziela się mnóstwo kortyzolu (hormonu katabolicznego) który powoduje rozpad białek mięśniowych. Każdy inaczej na to reaguje, jeden bardziej inny mniej. Ja mam non stop stresa, ale powiedzmy umiarokwanego i wtedy jakoś trzymam wagę. Natomiast w okresach mega shiz i nerwów, waga mi leci momentalnie w dół. Więc moze u Ciebie już przy niewielkim stresie wydziela się dużo kortyzolu? Albo upał to powoduje, latem ludzie zazwyczaj tracą na wadze, nieraz sporo i szybko.
  2. marta80 - pewnie ze wszystkim ma nerwica coś wspólnego, ja u siebie zauważyłem, że jak gdzieś przeczytam, usłyszę, zobaczę o jakiejś choreobie, to mam objawy. Np. moje gardło, ogólnie oprócz bólu i zaczerwienienia, i takiego drapania nic mi nie jest. Wczoraj gadałem z jednym facetem u mnie w pracy, móię mu o tym moim przydługawym zaziębieniu, ten że znał gościa też myślał że przeziębienie mu się w zapalenie płuc wdało, po 2 miesiącach już zmarł na raka płuc. Ja oczywiście lekka panika, wracam do domu, w neta....wiem wiem nie można, ale to często silniejsze ode mnie, no i czytam rak krtani objawy najważniejszy chrypka dłuższa niż ileś tam. Do tej pory nie miałem jakoś szczególnie zachrypniętego tego gardła... budzę się dzisiaj rano i co? no mam chrypę od rana albo przynajmniej mi się wydaje że mam ehh... pewnie znowu mój umysł sobie dorobił objaw do tego co usłyszał
  3. nervuska81 dzięki :) to mnie trochę uspokoiło, mi się ciągnie to gardło miesiąc, tydzień choroby dwa tygodnie przerwy i teraz znowu tydzień spowrotem, lekarz laryngolog nic tam złego nie widział, powiedziała że tak może być :) co mnie jakoś nie uspokaja, hehe oczywiście pani doktor nie do końca ufam, dzisiaj mam konsultację u innego, jakaś profesor, może się będzie lepiej znała. Jak badałem to CRP to dziwne ale chciałem żeby wyszło wysokie żeby to była baktreria, dostał bym antybiotyk i pewnie by przeszło, a tak CRP wzorcowe, a mnie gardło boli, węzeł powiększony, stan podgorączkowy (chociaż nigdy wcześniej nie mierzyłęm temp, moze też być tak że już tak mam okolice 37 zawsze). Wszyscy dookoła mówią że nic mi nie jest i to nerwica, leczyłem się trochę ale jakoś ciągłe żarcie escitalopramu mi się nie widziało, do psychologa chodzę ale też teraz miesiąc przerwy miałem bo jej nie było. Jak się uspokajam to sam się z siebie smieję, że za chwile mi się raki skończą do wymyślania. Rak jelita/wątroby/trzustki przeszedł mi jak sobie USG jamy brzusznej zrobiłem w lutym, zapalenie serca jak mi serce przebadali i byłop ok też mi przeszło i tak dalej i tak dalej. Zastanawiam się czy czekać jak mi to gardło minie czy iść robić tą morfologię bo mam skierowanie, ale lekarka kazała się wyleczyć, odczekać z tydzień dwa i dopiero robić, a mnie nosi żeby już lecieć i robić.
  4. kaarolinaa Mam dokładnie to samo, przerabiałem już kilka raków (ziarnica, trzustki, jelita, wątroby, płuc, mózgu, krtani). W samym tym miesiącu byłem już 3 razy u rodzinnego, u dentysty raz i raz u laryngologa. Zaczęło się od gorszego samopoczucia i bólu gardła, mojej pani doktor nie było była inna, mówię że gorączki nie mam, w sumie w mairę się czuję ale boli mnie agrdło, zerknęła chwilę zza biurka świecąc latarką, przepisała Biseptol i kazała czymś tam płukać. Wróciłem do domu, czytam o tym biseptolu no i tak jak Ty że jakieś świństwo nie będę brał bo od tego umrę, no ale po dwóch dniach narzeczona mnie zmusiłą do łykania tego, łykałem 3 dni, oczywiśće wystąpiły wszystkie objawy uboczne leku, pomęczyłęm się jescze kilka dni i odstawiłem. Gardło mi przeszło, to dostałem kłucia w klatce piersiowej i duszności, myślę sobie aha niewyleczyłem dobrze i dostałem zapalenia mięśnia sercowego, z tym "zapaleniem" pochodziłem tydzień jakoś minęło. Więc zacząłem znowu ćwiczyć, jeździć na rowerze i wode z lodówki a po pracy wieczorem zimne piwko, minęło kilka dni i znowu gardło... tym razem Pani doktor kazała mi CRp sobie zbadać, że jak będzie ileś tam to wirus ileś tam bakteria no i ogólnie stan zapalny wkaże. Zrobiiłem i wyszło 0,20 w normie od 0 d 5 więc wysłała mnie do laryngologa, ta obejrzała, nawkłądała mi jakiś patyków do gardła, świeciłą macała, no i stwierdziła że jak nie mam gorączki tylko stan podgorączkowy i crp było w normie to jakieś podostre zapalenie gardła, dała Eurespal jakieś pastylki do ssania i odesłała do domu. Oczywiśćie Eurespal też ma same skutki uboczne więc z początku nie brałem, teraz biorę od jakiś 3 dni bo mi nie przechodziło, skutków ubocznych na szczęśćie brak, ale stresuje się że mi tak powoli przechodzi, gardło ciągle boli, chyba już bardziej od tego że sobie śluzówkę podrażniłem ciągle płukając a to woda z wodą utlenioną, a to wodą z solą, a to 10 pastylek neo anginu w ciągu dnia. Ehhh i w związku z tym teraz tak, albo wkręcam sobie obniżoną odporność (co może być bo ostatnio siedziałem w domu i często piłęm a alkochol obniża), albo HIV bo obniża, albo od wczoraj raka krtani... opróćz gardła i neiraz mam koło 37, co podobno w sumie normalna temperatura, to nic mi nie jest, ważę się codziennie i wręcz trochę przytyłem, zmęczony nie jestem raczej pobudzony, nocne poty mam ale rzadko w tygodniu ze dwa razy może 3, ale w te upały ogólnie się pocę okrutnie. Także sam już nie wiem co mi jest lub nie jest. Mam zleconą morfologię bo robiłem rok temu (była w normie) ale mi kazali poczekać aż zaleczę to gardło i już tak drugi tydzień je leczę, może jak bym słuchał lekarzy to bym brał te leki tak jak każą i już by mi przeszło no ale mądrzejszy jestem, do tego oprócz mojej rodzinnej to jakoś im nie ufam, miałem wkrętę że ta laryngolog u której byłęm mimo że mi tam świeciła z 10min o ogładała pod każdym kątem, mogła coś przeoczyć albo się nie zna czy coś... Także wesoło :)
  5. księżniczka - nie martw się, jak podobne co w tamtym roku, to na pewno muszą być Twoje :) wiem że łatwo mówić jak samemu się ma wkręty ale głowa do góry Ja sam dzisiaj po wczorajszej fazie że to białaczka, ni z tego ni z owego, po przeczytaniu jeszcze raz ulotki tego leku co biorę, wkręciłem sobie że mam zapalenie mięśnia sercowego od tej infekcji bo mnie coś gniotło w mostku dzisiaj, takie niby lekkie kłucie, ucisk jak bym miał zakwasy na mostku, ale godzinna rozmowa z moją mamą przez telefon jakoś mnie uspokoiła, wygadałem się i mi ulżyło trochę, zwłaszcza że mi powiedziała że za dzieciaka się nażarłem z karton tego biseptolu i nic mi nie było. No i ogólnie mnie pocieszyła, że niepotrzebnie sobie wkręcam, bo u mnie w rodzinie wszyscy zdrowi i mega długowieczni są, więc mam dobre geny...heh łatwo mówić hipohondrykowi :)
  6. Kakunia - hormony jak najbardziej mogą powodować uderzenia gorąca/zimna i potliwość, także nie ma się co martwić. Jedynie niedobrze, że tak w połowie przerwałaś, mojej narzeczonej gino mówiłą kiedyś że nie powinno się, ale spokojnie od tego się nie umiera, trzeba później przez jakieś pół roku rok dużo bardziej uważać podczas seksu, bo łatwiej można zajść w ciążę. Ja dzisiaj chyba lekko lepiej :) Rozmawiałem wczoraj wieczorem ze znajomym lekarzem, bo ten Biseptol biorę drugi dzień i się wieczorem gorzej poczułem, dostałem niewielką temperaturę, zacząłem się pocić i takie tam, więc mówię zadzwonię zapytam. Koleś jest wyrozumiały, ale trochę się zaśmiał, powiedział "chłopie, lek zaczął działać, organizm zaczął się bronić to normalne że masz temp i się pocisz" no i ogólnie jeszcze z moim dentystą rozmawiałem wczoraj, to moje krwawienie z dziąseł, to mam sobie chorób nie wymyślać, co go odwiedzam to mówi że mam dużą tendencję do tworzenia się kamienia, a że jakoś ostatnio zaniedbałem mycie zębów, to mi się znowu kamień porobił i dlatego krwawią (chociaż od paru dni na szczęście już bardzo rzadko się to zdarza). No ale na wizytę muszę i tak iść z tym żębem co mnie pobolewa, bo moze od niego ta infekcja. Nic zobaczymy mam nadzieję, że mi szybko przejdzie ta infekcja :)
  7. No to żeś mnie Kakunia pocieszyła teraz... co prawda nie śpię dużo i nie jestem zmęczony, ani blady, ale właśnie się spociłem, tak mi się gorąco zrobiło i mam 37,2 temp. A moja narzeczona na mnie krzyczy, że skoro mam jakąś infekcję gardła, biorę leki od lekarza to chyba normalne że się spociłem albo mam powyższoną temp. Dzizias ... jak byłem dzieckiem często chorowałem, miałem gorączki po 41st, pociłem się w nocy jak nie wiem w tych chorobach i nie wymyślałem sobie nic. To wszystko wina internetu hehe za duży dostęp do informacji naczyta się człowiek o objawach i sobie wkręca
  8. Lisa_ moja narzeczona ma też dużo siniaków, słabą krzepliwość, ale ma jakoś od dziecka tak i u niej to rodzinne. Ja siniaków nie mam, gorączki jako takiej też nie, osłabienia, chudnięcia i potów... w sumie teraz jak przemyślałem sprawę to nie wiem dlaczego się wczoraj tej białaczki uczepiłem...aha już wiem miałem teoretycznie blady worek spojówkowy, plus ta dziwna infekcja gardła/zęba i sta wpadłem na ten pomysł, ale jak anrzeczona wróćiła z pracy i mi swoje worki spojówkowe pokazała miała bledsze... dzisiaj już dwóch kolegów molestowałem żeby mi worki spojówkowe pokazywali i mają takie same jak ja... najgorsze właśnie w tym wszystkim jest to że ja mam świadomosć że te wszystkie wymysły są tylko w mojej głowie, sam się nieraz z nich smieję jak mogę tak wymyślać...a jednak...wymyslam nadal, porąbane
  9. Lisa_ dokładnie tak jak mówisz, zwykła infekcja czy przeziębienie a ja od wczoraj oglądam się czy mi się siniaki nie robią, gdzie mi naczynka pękają, czy blady nie jestem, temperaturę kilkanaście razy mierzę jak głupi sam nie wiem po co, normalny człowiek przeleży leki wybierze i już, a ja się nawet leków boję bo się naczytałem że ten Biseptol to taki siaki i owaki, i już mam kilka objawów ubocznych oczywiście i schizę że sobie nim wątrobę rozwalę albo nerki, chociaż jedno i drugie mam zdrowe. :) plus te natrętne myśli o jakiś anemiuach/białaczkach/raku gardła/krtani itp. ech... a już zaczynałem się dobrze czuć psychicznie ostatnimi czasy... księżniczka - niby wiem o tych chorobach trzustki i wątroby (bo to moje ulubione schorzenia) ale u mnie jest tak że jak na 10 objawów podpasują mi ze 3-4 to już na bank jest to, mimo że te objawy pasują do miliona innych chorób albo też i do niczego, bo jak mawia moja wyżej wspominana babcia "Jak człowieka nic nie boli, to znaczy, że już nie żyje" :) perla86 - gratuluję córeczki, oby ci zdrowo rosła i w ogóle :) Natomiast, co do objawów to nie wiem, ja choroby serca kłucie, duszności, ścisk, pieczenie też już przerabiałem, badali mi serce ekg, usg, echo i nic nie wyszło wszystko mam zdrowe jak koń. Czasem mi wraca, głównie jak nachodzą mnie stresy i wymyślanie chorób, np. dzisiaj przy mojej białaczkowej fazie albo wątrobie rozwalonej po 2 tabletkach leku na którym napisane jest że może uszkadzać (jak zresztą na każdym) też mnie cały dzień kłuje coś i piecze w mostku, heh człowiek orkiestra jestem. Także może po porodzie się jakiś stres wyzwala i coś od tego to jest, nie znam się na tym, gdzieś słyszałem tylko czy tam czytałem.
  10. boberator - dzięki, raz że mi ulżyło, że mogłem się choć trochę wygadać, a dwa że są ludzie którzy mają podobnie i mnie zrozumieją :) A tak w ogóle to wyszedłem z kąpieli dosyć ciepłej i mam popękane naczynka na brzuchu... ech jak nic objaw tej pie..rniczonej białaczki Albo tego Biseptolu, bo jak to ja, niepotrzebnie przeczytałem ulotkę... chociaż też takie naczynka mogą być objawem chorej wątroby czy trzustki, ale to pótora miesiąca temu USG badałem to raczej by mi się tak szybko nie pogorszyło no nie? No normalnie zwariuję, a to pewnie zwykłe przeziębienie i tyle a sieję panikę kosmiczną...
  11. Witajcie Znalazłem przez przypadek to forum trochę poczytałem ( głównie ten wątek, bo mnie najbardziej dotyczy) i chchiałem się podzielić z wami moimi "schizami" :) Nie wiem od czego zacząć w sumie, od jakiś dwóch lat, walczę z nerwicą i hipochondrią. Raz lepiej raz gorzej ale mam nadzieję, że kiedyś wygram bo męczy mnie to cholerstwo okrutnie. Zaczęło się jakieś dwa lata temu, miałem ciężki okres, zmarła bliska mi osoba(babcia), zwolnili mnie z pracy a u dziewczyny wykryli raka szyjki macici (zła diagnoza jak się później okazało). No i zaczęły się bóle brzucha, kłucia w prawym boku, w lewym boku, biegunki, chudnięcie, lęki i jakieś nocne ataki strachu, kołatanie serca, omdlenia i czego tam jeszcze nie było, masakra jednym słowem. Jako, że mój tato zmarł w wieku 41 lat na trzustkę (był alkocholikiem) to pierwsze co pomyślałem - no jak nic mam chorą wątrobę albo trzustkę, zwłaszcza że był to okres dosyć "zakrapiany" w moim życiu. No więc lęk, strach i do lekarza, dał mi skierowanie na morfologię, pełną, próby wątrobowe, mocz kał itp. Dzień czekania na wyniki był chyba najgorszym dniem w moim życiu...następnego dnia idę do laba po wyniki, na miękkich nogach, odbieram czytam i... jak dziecko rozpłakałem się na korytarzu, aż ludzie się zapytali co się stało, a ja rozpłakałem się ze szczęścia, albo nerwy mi puściły, wyniki dieał, wszystko w normie, lekko na plus cholesterol ale nieznacznie, w dodatku uy mnie to rodzinne, babcia ma 3x ponad normę, 87 lat i żyje w dobrym jak na swój wiek zdrowiu. Więc, postanowiłem odać się do jakiegoś terapeuty (za namową dziewczyny bo do tego byłem strasznie nerwowy, wkurzałem się o wszystko). zapisałem się do psychiatry, miła pani, pogadaliśmy, skierowała mnie na terapię do pani psycholog, przepisała hydroksyzynę na lęki, i Mozarin żeby mi emocje ustabilizować) Tak chodziem rok na terapię, leki brałem jakieś 6mcy później pod kontrolą psychiatry odstawiłem. Po roku musiałem się przeprowadzić do innego miasta, a że czułem się dobrze to terapię jakoś zaprzestałem, widziałem się z terapeutką raz na miesiąć, później wcale. Wszystko było ok póki miałem pracę, nic mi nie było, nic nie bolało, do grudnia 2013, dostałem zapalenie spojówek, a pod koniec roku wywalili mnie z pracy No i schiza wróciła, najpierw w grudniu już jazda ze spojówkami, że na pewno będę miał powikłania, oślepnę itp. Moja okulistka chyba miała mnie dość i moich pytań. Wyleczyłem spojówki, w styczniu wróciły bóle brzucha, ataki paniki, totalny brak apetytu, schudłem 8kg (od razu że to jakiś rak oczywiśćie) więc wkręcanie, czytanie w necie (wiem nie powinno się, ale to czasem silniejsze ode mnie). Poszedłem do lekarza, zbadała jamę brzuszną palpacyjnie, nic nie czuła, stwierdziłą że jak rok wcześniej krew i resztę robiłem nie ma sensu, dała skierowanie na USG brzucha. No i jak z nią pogadałem to zaleciła może powrót do terapii. Na USG czekałem 3 tygodnie, oczywiśćie całe te 3 tyg w strachu, że mi tam coś znajdą, że chudnięcie od tego, biegunki od tego, doszło już do tego że świeciłem latarką po każdym wypróżnieniu i oglądałem stolec... oczywiśćie moje objawy pasowały mi do: marskości wątroby, raka trzustki, raka jelita i nie pamiętam już czego. Badanie USG wykazało że...jestem absolutnie zdrowy, jakiś tam pęcherzyk znaleźli na woreczku żółciowym mam powtórzyć za pół roku ale lekarz powiedział że to najprawdopodobniej jakieś zgrubienie żółci nierozpuszczone. Po USG, cudownie ozdrowiałem, ból brzucha prawie zniknął, ogólnie czesto coś mnie kłuje, ale chyba z nerwów. Poszedłem na terapię do nowej terapeutki, trochę mi nie podchodzi ona, fajna babka ale nie mogę z nią tego czegoś załapać. Było dobrze przez miesiąc... Później znowu pogorszył mi się wzrok, a okulistka mówiłą że takie zapalenie leczy się nieraz pół roku do roku, zanim jednak do niej poszedłem tydzień wkręcania że to jaskra, powikłąnia po grudniowym zapaleniu, ogólnie oślepnę i w ogóle, do tego bolała mnie mega głowa po stronie tego bolącego oka. Na wizycie okulistka stwierdziła, ze mam nacieki na rogówce, stąd bóle głowy i pogorszenie widzenia. Dała leki mam iść na sprawdzenie jak wybiorę, chociaż już jest poprawa, widzę lepiej, głowa nie boli albo boli rzadko. No a od tygodnia mam "białaczkę" zimą bolał mnie trochę ząb, ale po paru dniach sam przestał i olałem, w tamtym tygodniu spuchła mi szyja od strony tego zęba, czułem tak taki dyskomfort, macałem szukałem węzłów, czytałęm jakie mają być, ale nie znalazłem żadnych grudek, nic, ot taka opuchlizna pod żuchwą na szyi, miękka. Dziewczyna powiedziała, że pewnie mnie zawiało albo od zęba. Ale po weekendzie majowym nie chce mi jakos przejść, do tego od jakiegoś czasu miesiac, półtora, krwawia mi czasem dziąsła, raz po szczotkowaniu, raz same z siebie, do dentysty jestem na za dwa tyg umówiony. Ale wczoraj poszedłem do lekarza rodzinnego, mojej miłej pani nie było była jakaś baba na zastępstwie, mówię jej że boli mnie jak by szyja, gardło lekko też, ząb w sumie nie, chociaż teraz już po wizycie też żeba czuję. No ale opróćz tego nie czuję się jakiś chory, nie mam gorączki, kataru, osłabienia nic. Ta zaświeciła w gardło, zapytałą czy palę , ja że nie, stwierdziła że czerwone, dała Biseptol I kazała przyjść jak wybiorę jak nie przejdzie da mi skierowanie do laryngologa. Ech i mam ciężką jazdę od wczorajszej wizyty, coś mnie podkusiło i na necie o takiej dziwnej infekcji zacząłem czytać, o tym Biseptolu też że szkodliwy, dużo skutków ubocznych, odpukać ich na razie po dniu brania nie mam. Połączyłem powiększone "węzły" w cudzysłowiu bo mam spuchniętą szyję alę węzłów jako takich niec zuje, ale się nie znam więc nie wiem. Do tego wydaje mi się że mam zimne ręce, kłuje mnie w lewym boku, mam blade spojówki i wkręciłem sobie białaczkę... Nie mam już siły, moja dziewczyna i rodzina też ma mnie już dość, a terapeute mam za tydzień dopiero, bo na jakimś wyjeździe jest. I czytam od rana o białaczce, i tak mi raz pasują objawy raz nie, krwawią mi dziąsła, mam lekko spuchniętą szyję, zimne dłonie i stopy (ale zimno mi nie jest) ale mam normalny apetyt, nie schudłem ostatnio wręcz po majówkowym obżarstwie troszkę przytyłem nie jestem blady, nie mam siniaków, nic mnie opróćz tego żęba/gardła i głowy nie boli, nie mam gorączki, chociaż teraz mierzyłem i mi się 37,2 zrobiło a cały tydzień miałem w normie i już sobie wkręcam że to od białaczki... jak mi ta dziwna infekcja czy tam ząb minie muszę iść powtórzę badania krwi sobie... eh... pozdrwiam wszystkich forumowiczów :)
×