Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

dezak

Użytkownik
  • Zawartość

    10
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Tahela, racja wydawanie już mnie nie cieszy jak wcześniej, Tomek już wszystko przekreśli, 3 razy chciałem się z nim skontaktować i za każdym razem napluł mi w twarz - Dorośli ludzie rozmawiają i stawiają sprawy jasno a Dzieciaki obrażają się i wielce nic nie mówią, mam takie 30 % pewności że po kilku miesiącach zadzwoni do mnie ten burak i życzę sobie abym miał na tyle oleju w głowie aby go zwyczajnie olać. Właśnie swoim gadaniem i "szczerością" zjebałem to, pokazałem im że jestem słaby psychicznie, że pod skorupom jest człowiek, a nawet wrażliwe dziecko. Co bym nie robił, jak bym nie postąpił zawsze jestem w ich oczach kimś kto przegrał, kimś kto nie potrafi utrzymać własnych emocji w ryzach. -- 29 maja 2014, 12:20 -- Minął miesiąc odkąd Tomasz mnie olał, cały czas nie potrafię się z tym pogodzić, że osoba, która wie tak dużo o mnie, z którą mogłem zawsze pogadać zwyczajnie oblała mnie zimnym moczem i ma wyjebane na mnie. Powoli uświadamiam sobie jaki z niego był dupek przez ten cały czas, jedno mówił drugie robił, ja mam go za przyjaciela a ten caaaaały czas śmiał mi się zwyczajnie w twarz. Zawsze mówił to co chce usłyszeć, nigdy nie był szczery... ehhh ręce opadają, Rodzice uważają że pod żadnym pozorem nie mogę się z nim kontaktować i żeby zostawić to wszystko za sobą. Widać że ludzie ze wsi są prości jak budowa cepa, nawet jego mama, która tak zapewniała że będize ze mną rozmawiać, itp itd. Po ostatniej naszej rozmowie powiedziała że zadzwoni i od miesiąca nic... Szlag mnie trafia że taki syf mam w głowie, zamiast zwyczajnie to olać. Najchętniej to zasnąłbym i obudził się we wrześniu, zaraz przed rozpoczęciem studiów, aby zaaaaapomnieć! Póki co jest 29 Maj i odliczam każdy dzień do tego nieszczęsnego października. -- 17 cze 2014, 07:31 -- Temat do zamknięcia... Zerwałem kontakt z Maćkiem i Tomkiem ostatecznie. Doprowadziłem sytuację do momentu kiedy oni sami powiedzieli że to koniec znajomości... Skoro im to tak łatwo przyszło to nie byli to ludzie godni mojej uwagi. Pozdrawiam wszystkich i dziękuję wypowiadającym się za dobre chęci
  2. "Nadgorliwość Gorsza od Faszyzmu" - mądre słowa, tak więc skoro wiem doskonale że sam jestem wodą na młyn tego wszystkiego to dlaczego nie mogę być "przyjacielem" i zwyczajnie poluzować. Jak mówiłem rozmawiałem z rodzicami na ten temat, pomogli, ale nie potrafią zrozumieć co mnie tak przywiązało, nie wiem, może gejem jestem, że nie potrafię pogodzić się że "Znajomy mnie olał". Dziecinnie się zachowuje, wiem o tym, bo liczyłem że czasy zabaw z LO będą trwać wiecznie. Mama ma wykształcenie psychologiczne i powiedziała mi wyraźnie że oni mają już swoje środowisko, znajomi itp. Ja tego nie mam, fakt od października na Studia, ale mam wrażenie że dostane kocio kwiku do tego czasu. perspektywy mam, pracę mam, zapisałem się na siłownie, prawdopodobnie będę miał wspólny biznes z bratem. Odnośnie Tomasza, milczę, nie odzywam się, nigdy mu niczego nie zrobiłem, nawet nie zagroziłem słownie, a ten zagroził mi Policją < znam przepisy odnośnie stalkingu więc zwyczajnie wygłupił się>, uświadomiłem sobie że nigdy tak na prawdę nie był moim przyjacielem, tylko... Czymś co stanęło mi na drodze, z czym spędziłem dużo czasu, fakt przyjemnie, ale to się skończyło i liczyłem że nagle to coś ten dziwny twór okaże się wartościową osobą. Prawda żałuję że nie porozmawiałem z Mamą o tym wszystkim zaraz na początku. Teraz obawiam się że Maciej stając przed wyborem gadać z Tomkiem, gadać ze mną, wybierze to pierwsze. Nie chce stawiać go przed jakimkolwiek wyborami i żal mi jest tej całej sytuacji że jedyny który tyle samo wie o mnie nadal jest. Chore dla mnie jest że chcąc tylko rozmowy, nic więcej 5 minut to ten Wieśniak nawet tego nie mógł mi dać, cywilizowani ludzie rozmawiają, jego towarzystwo mi wgl nie przeszkadza, potrafię traktować ludzi jak powietrze jeśli chce i mogę z dumą powiedzieć że chyba po raz pierwszy jestem ponad to, pierwszy raz to ja nie jestem tym Burakiem, wieśniakiem co "Wielce się Obraził i zamilkł", pierwszy raz to ja mam cały czas wyciągniętą rękę i chęć do rozmowy - cieszę się, nawet jeśli to jest tylko w moich oczach Zdaję sobie sprawę że jak obraziłem taki majestat jak On, to mój kontakt z LO zwyczajnie prysnął, nikt nawet nie zapyta się abym gdzieś przyszedł poszedł, Maciej wie że Tomek, nie chce mnie widzieć, a że jest zodiakalną Wagą to stoi z boku nie wybierając stron konfliktu, nie porusza nawet tematów które mogły by choć troche o to wszystko zahaczyć - drażni mnie to ale zaciskam zęby i nie mam zamiaru nic mówić jeśli on sam nic nie powie. Maćka tak jak wcześniej tak i teraz nie potrafię odszyfrować, nie wiem nic, nie wiem czy chce ograniczać już kontakt ze mną, nic nigdy ode mnie nie chciał, mimo że sam proponowałem mu pomoc, ale też sam nic nie chciałem od niego, może właśnie dlatego? Dlatego że nie potrafię odgadnąć sposobu jego myślenia. Nie wiem czy jest to Znajomy, Przyjaciel, nic nie wiem. Mam pełno perspektyw, nawet chciałem sobie drugie auto kupić aby przestać myśleć, ale nie potrafię wyciągnąć wtyczki. Maćkowi odpuściłem i myślę że sporo. Nie dzwonie na skypie jeśli sam nie zadzwoni, nie nalegam na kontakt jeśli sam nie będzie go chciał, nie pytam się o wyjścia jeśli sam nie zaproponuje - zwyczajnie nie chce się czuć że postawiłem go pod ścianą i nie miał wyboru, bo chyba nie potrafi odmawiać - nie wiem. Tyle że to może wyglądać że mam na niego wyjebane... ehhh sam nie wiem co myśleć. To co radzisz hooain to świetne rady, dzięki, masz sporo racji że szukam uwagi u nich i na siłę chce ich sobą zainteresować, ale wiem doskonale że mógłbym na 3 miesiące wyłączyć telefon, komunikatory, zawiesić FB - zerwać kontakt ze światem, to nikt w żaden sposób by tego nie odczuł - mógłbym być ale jakby mnie nie było to cóż trudno. Teraz będą juwenalia i wiem że nie ma tam miejsca dla mnie, chce pójść i ogarnąć to z Maćkiem i chyba zapytam się go przy pierwszej okazji czy mogę iść też - zobaczymy w jaki sposób powie: nie. Za bardzo kocham rodzinę, brata, rodziców, kuzyna, wiem doskonale że "szybkie rozwiązanie" przyniosło by im tylko ból, którego nie chce im dawać. Możesz się śmiać że czytam o tym wszystkim ale jestem zodiakalną Panną i potrzebuje znajomych jak powietrza. Wczoraj może być wszystko ok, a teraz kiedy to pisze jestem w proszku. Czasem chce po prostu zasnąć i żałuję że nie mogę obudzić się za kilka miesięcy.
  3. Minęło troszkę czasu od mojego ostatniego wpisu tutaj, również bardzo dużo się zmieniło. Maciek i Tomek robili imprezę w akademiku, nie zaprosili mnie, a przynajmniej tak to dla mnie wyglądało, że nie chcą ode mnie nic więcej jak "gadka szmatka" na komunikatorze. Później okazało się, że to nie tak było, że po prostu kilka piwek zmieniło się w imprezkę jak więcej osób doszło do pokoju Tomka. Ale oczywiście nerwowo nie wytrzymałem i zrobiłem dokładnie to samo co 8 miesięcy temu... tzn. Usunąłem Maćka i Tomka ze znajomych, chciałem zmienić numer, nie chciałem ich znać, oczywiście zrobiłem to wszystko bez głębszego zastanowienia, jakbym najpierw strzelił a potem pomyślał. Jeszcze pod koniec tego dnia wszystko starałem się wyjaśnić, przeprosić, wytłumaczyć się. Strasznie czułem się z tym, że zaprzeczyłem wszystkiemu co obiecałem sobie, wróciłem do punktu wyjścia. Tym razem uznałem, że osobiście pojadę przeprosić Macieja, aby zobaczył jak bardzo mi zależy na znajomości, przyjaźni, przeprosiłem go i dostrzegłem jednocześnie jaką tak na prawdę jestem osobą. Z Tomaszem również porozmawiałem o moim zachowaniu z nim było znacznie gorzej, bowiem to jemu właśnie wysłałem swoje myśli przelane na papier. Z jego głosu było słychać obojętność. Swoim zachowaniem, drążeniem tematu sprawiłem że mojego przyjaciela nie interesował już mój los. "Zrobisz jak będziesz chciał" - takie słowa od niego usłyszałem, zdałem sobie sprawę, że mimo wytrwałości, pewności siebie, dobrego nastawienia złamałem Tomka, sprawiłem że stał się wobec mnie obojętny - wiem na własne życzenie. Jednakże udało mi się załagodzić sytuację, wiedziałem że był na mnie zły i że trudno mu będzie zapomnieć o tym. Minął tydzień i po raz kolejny coś "ciekawego" mu napisałem, nie w kontekście żalu, czy ataku, tylko przeprosin z mojej strony . Nie otrzymałem od niego żadnej odpowiedzi, przestał odbierać telefony ode mnie, aż w końcu zablokował mój numer. Prosiłem go aby odebrał, abyśmy porozmawiali... po kilku godzinach odpowiedział na moją wiadomość "Tak to koniec". Uznałem że nie odpuszczę... że zatankuję auto i pojadę do niego do Bolesławia i czekałbym tam tak długo dopóki byśmy nie porozmawiali. Dałem mu znać że jadę do niego bo mi zależy. Nigdy nie widziałem Tomka z takim żalem, złością i nienawiścią do kogoś, zawsze był bezkonfliktowy, szukał kontaktu a nie "wojny" tym razem było inaczej, powiedział sobie "PAS". Kiedy dojechałem na miejsce dowiedziałem się przez sms że Tomek jest w Gliwicach wiedział że jadę do niego i z premedytacją poczekał aż dojadę tam, aby później mi odp. że jest w Gliwicach i że mnie wystawił. Co bym nie mówił, jakbym się nie zachowywał, nigdy nie naraziłem żadnego mojego znajomego na takie rozczarowanie, na wystawienie, zawsze dotrzymywałem słowa. Jedynie co to spotkałem jego Mamę i z nią porozmawiałem o tym wszystkim, powiedziałem jej jak sprawa wygląda. Tomek zagroził że jak będę z nim szukał kontaktu to powiadomi Policję Kilka miesięcy temu, kiedy dzwoniłem do niego że wszedłem na FB od Maćka i przeczytałem kilka rzeczy na swój temat powiedział tak "Darek Jesteś Moim Przyjacielem", a teraz nie chce mnie znać . Jak mówiłem rozmawiałem z jego Mamą, dała mi swój numer i powiedziała, że jak tylko będę miał ochotę porozmawiać to mam dzwonić, nie wiem jak mam to traktować. Wygadałem się Mamie na ten temat, powiedziałem jej o wszystkim, od samego początku - GORZKO ŻAŁUJĘ że nie porozmawiałem z nią wcześniej, prawdopodobnie nie miałbym żadnego problemu teraz. Dostrzegła we mnie wyjątkowo niską samoocenę, oraz że non-stop polewam się żurem i przedstawiam siebie w kontekście "Mea Culpa, Mea Maxima Culpa" - i to tak na prawdę jest irytujące dla Maćka i było dla Tomka. Tomasz jest moim przyjacielem i moje zdanie na jego temat nie zmieni się, cały czas może na mnie liczyć. "Nie znamy się" od 3 dni i w każdą godzinę, nie potrafię odgonić się od wspomnień jak dobrze nam sie gadało, spędzało czas, grało, imprezowało, jak świetnie dogadywaliśmy się, jak dobrze było mieć z nim kontakt, nie potrafię poradzić sobie ze wspomnieniami, nie potrafię zapomnieć - nawet zadaję sobie pytanie Czy Ja jestem Gejem ? Że tak bardzo mi zależy na kontakcie z innym facetem, zachowuję sie jakbym dostał "kosza" od dziewczyny. Nie potrafię spać, nie chce jeść, każde zajęcie kończy się tym samym - ROZMYŚLANIEM. Najbardziej boli mnie fakt iż prawdopodobnie Tomasz ma "wyjebane" - Jak powiedział, Tak Zrobił i tyle. Jak mówiłem zagroził Policją że mam się do niego nie zbliżać, wylał na mnie wiadro Gnoju, a mimo to nie mogę pogodzić się z myślą że prawdopodobnie już z nim nie porozmawiam, nie napiję się... Nieustannie układam sobie w myślach rozmowę jaką bym z nim odbył jakby się skontaktował . Układam rozmowę, która na 99% nie odbędzie się... Tak starałem się utrzymać tą znajomość, a tak łatwo ją spieprzyłem, teraz wiem że słowa ranią ciężej od przysłowiowego miecza. Utrzymuję się Nadzieją, że Tomek zadzwoni do mnie, że będzie chciał ON SAM pogadać, cokolwiek a z drugiej strony przytłacza mnie myśl że Maciek, na którym wieszałem tyle psów, bałem się rozmawiać z nim, został przy mnie, wytrzymał, zacisnął zęby i wciąż chce ze mną rozmawiać - Fakt boję się że prędzej czy później stanie przed wyborem Tomek, czy Ja. Jestem pewien że nigdy już nie wspomni mi na temat imprezy w Akademiku, abym przyszedł , a znam siebie i wiem że nie jestem materiałem dobrym na imprezy, nie jestem towarzyski, wolę słuchać niż mówić (ale nie siedzę jak dupa w ciszy i udaję że mnie nie ma). Nie chce stracić kontaktu z Maćkiem, nie chce przycisnąć go do muru w ten sam sposób co Tomka, ale również nie chce być tylko wyborem "Jak nie mam co robić, to ok", "jak nie mam lepszych planów to ok". Rozmawiałem z Mamą, która chce mi uświadomić że obaj zrobili krok do przodu a ja stoję w miejscu. Oni mają już inny świat, innych ludzi o wspólnych zainteresowaniach o wspólnych tematach o podobnym postrzeganiu świata. Czy mielibyście dla mnie jakąś radę, jak mógłbym polepszyć swoje stosunki z Maćkiem, aby ze mnie nie zrezygnował, oraz aby nie postawić go przed wyborem Ja lub Tomek (jestem zdania że wybiera się osobę która nie zmusza to wyborów). Nie potrafię wyczuć sytuacji, od paru tygodni dzwonie do niego w Czwartek lub w Piątek czy idziemy gdzieś, piwo, klub coś takiego. Jest zajęty, W tygodniu uczy się, a w weekend pomaga budować Dom. A wiem że od chyba czasów 1 LO nie usłyszałem od maćka " Darek idziemy gdzieś w weekend? Robimy Coś?" Zawsze to ja byłem ta "Wyjściowa Męczydupa" i tak się czuję jak pytam się Macieja czy gdzieś idzie ze mną - Wiecie jak wygląda zabawa w 2 osoby -.- "no comment". Odnośnie Tomka jak macie jakieś Rady również z chęcią je wysłuchał, bo aktualnie nie wiem co robić.... Czy mam działać aby Maciej ze mnie nie zrezygnował, czy po prostu zacisnąć zęby i dać mu wolną rękę w myśl zasady " Co ma być To Będzie". Czy widzicie jakąś możliwość odnośnie Tomka? Pozdrawiam Czytających.
  4. Cześć ponownie. Dużo rzeczy sobie przemyślałem, jestem pewien że zarówno na Maćka i na Tomka mogę liczyć, dużo z nimi rozmawiałem i mam odczucie że jest dobrze. Ponad to zauważyłem problem gdzie indziej, dostrzegłem że od samego początku nie chodziło tak na prawdę o kontakt z Maćkiem czy Tomkiem, źródłem tej tzw. "depresji" jest fakt że w sumie jestem tylko Ja, nikt za mną ani obok mnie nie stoi, nie mam osób którym by identycznie zależało na mnie jak mi na nich, nie znam nikogo który miałby podobne podejście do życia co Ja, zwyczajnie dopadł mnie bakcyl, który chyba zna większość osób "samotność" - domyślam się że nie ma na niego leków, ani złotego środka. Chodzę na basen, pracuje od 8:00 do 16:00, prawie każdą minutę staram sie czymś zająć, aby nie myśleć, zapomnieć, ale zwyczajnie nie potrafię się przełączyć "Ignoration - turn on" - U mnie takiego czegoś zwyczajnie nie ma. Nie martwiłbym się tym, ale znam siebie i to swoje podejście "defensywne" do innych ludzi, przyznaję że prawie za każdym razem jak kogoś poznaje to boję się "Co ta osoba o mnie pomyśli" boję się że strzele gafe, że się wygłupie podczas rozmowy, dlatego najczęściej poznając nowych ludzi jestem śmiertelnie poważny, przez co wydaję się nudny jak stary dziad... tylko mu starej baby brakuje i komplet. Nie potrafię zrozumieć jednej rzeczy dlaczego z osobami zupełnie obcymi z którymi rozmawiam tylko dla pieniędzy (pracuje w handlu), które widzę pierwszy raz w życiu, max drugi rozmawiam luźno i swobodnie, wtrącę jakiś żarcik, aby rozmowa się kleiła i najczęściej dochodzę do porozumienia lub osiągam cel, Natomiast z osobami na których mi zależy, przyjaciele, znajomi, czy osoby które chciałbym poznać to zwyczajnie boję się z nimi rozmawiać, wolę słuchać co mają do powiedzenia, co często owocuje pauzami w rozmowie. Tracę przez to jakąkolwiek chęć do czegokolwiek, mam dobrą pracę przez co fajne pieniądze, chciałem kupić sobie BMW e34 - napaliłem się jak dzik na żołędzie, teraz mam to zwyczajnie gdzieś, nie zależy mi, chciałem pojechać gdzieś na urlop na 2 tygodnie - już mi nie zależy. Skąd to się bierze rzeczy które sprawiały mi przyjemność już nic dla mnie nie znaczą, Jestem typowym materialistą więc możliwość kupowania i wydawania powinny mi sprawiać przyjemność a w sumie nic nie robię z pensjami jak tylko je odkładam, jak jakiś emeryt "do trumny". Odnośnie znajomych, cały czas usilnie próbowałem z nimi spędzać czas, raz mi się udawało a raz nie, ale ogólnie ubiegałem o to chciałem się z nimi widzieć, chciałem z nimi gadać teraz po prostu mi nie zależy, na kontakcie z nimi. Nawet kiedy z nimi rozmawiam to po 5 minutach widzę ile nas dzieli, różni, nie chodzi o to czy mamy o czym rozmawiać bo mamy, po prostu widzę że mają własne sprawy, własne rzeczy, a Ja? nie mam nic ciekawego w swoich przeżyciach jak Cykl "Praca Dom i co 2 tydzień wypad do klubu" - Nie jestem już interesujący. Ponad to uważam że rozmowa o problemach z takimi osobami jak "Przyjaciele z liceum" to tak jak sranie do własnego koryta, niby starają się pomóc, ale tak na prawdę mają swoje zdanie na twój temat tyle że nie mają jaj aby to przyznać. Pozdrawiam wszystkich czytających i dzięki za wszystko.
  5. Masz rację w 100 % pójdę na studia w tym roku, poznam nowe osoby itp. Ale nieustannie lezy mi coś na sumieniu, sercu, cały czas myślę o tej naszej znajomości, przede wszystkim z Maćkiem, bo myślę że właśnie z nim się najbardziej posypało. W jego towarzystwie wcześniej mogłem mówić o czym chce, zachowywać się jak mi się podoba być sobą, a teraz jedynie czuje się nieswojo jak na pierwszej randce, uważam co mówię, kontroluję się, odpowiadam po dłuższym zastanowieniu, cały cas mam w głowie na uwadze że jak coś palne to zaraz pocztą pantoflową skontaktuje to z tomkiem, jako powód do śmiechu? - Nie wiem. Zwyczajnie już mu nie potrafię zaufać. A np. jak chciałem pogadać, o tym że wlazłem na jego FB, czy rzeczywiście jest tak jak ja to widze, że podchodzi do mnie obojętnie, że jak może nie gadać ze mną na skypie to wykorzystuje okazje i np. mówi że robi fize, albo wbija o 21 po czym o 22 już idzie spać. Oczywiście są to tylko moje spekulacje, które prawdopodobnie nie mają odbicia w rzeczywistości, ale zwyczajnie nie potrafię ukierunkować swojej autosugestii tak aby była mi pomocna a nie jak ten jebany kamień u szyi kontaktów międzyludzkich. Najgorsze dla mnie jest to, że mimo iż wiem że jak zacząłbym gadać o tym z maćkiem, to ta rozmowa nic mi w sumie nie da, a może tylko naświnić. Poczuję się lepiej - to fakt. Ale po paru dniach niezależnie co by wynikło z tej rozmowy dalej wpadłbym w ten sam dołek. W przyszłym roku Maciek przeprowadza się do akademika, taki scenariusz widze: Cały tydzień w akademiku, więc będzie miał co robić, nawet nie bd myślał aby się spiknąć na imprezkę albo coś, a jak coś będzie na rzeczy to pewnie nawet nie powie że jakąś imprezkę robią i żebym wpadł. A w weekendy najczęściej jeździ do Babci do Żarek więc też nie mam szansy na kontakt. Może właśnie tak powinno być, po prostu zwyczajnie zrezygnować z tej znajomości? Aktualnie jestem dla nich kulą u nogi, tylko bym gadał o sobie "jaką to ja mam Wieeeelką depresje" nie znając tak naprawdę życia, nie da się być czyimś znajomym jeśli nieustannie żąda się od przyjaciół tego samego - upewniania i powtarzania w kółko: "Jesteśmy twoimi przyjaciółmi". Po prostu obawiam się że nawet oni uważają co mówią przy mnie "żeby tylko się królewna nie obraziła o coś". Jak znam swój zjebany charakter to podejmę rozmowę z maćkiem i jeszcze bardziej się wszystko zepsuje, ale zaś jak jej nie podejmę będzie mi to ciążyć na sercu aż w końcu ją podejmę. - żałosne. Zamiast się skupić na sobie, to cały czas siedzę i rozmyślam nad tym wszystkim zamiast iść według zasady "Miej wyjebane a będzie ci Dane".
  6. macietyU0: Jeśli masz jakiegoś godnego polecenia "specjaliste internetowego" z chęcią skorzystam. Odnośnie terapii Gestalt, wiem gdzie mam problem, przez co itp. ale nie potrafię zmusić się do takiego myślenia i nie wiem. dlaczego jakbym miał jakąś barierę w środku. Byłem narazie na 7 sesjach po 50 minut trochę to kosztowna zabawa. (zaraz wpadne w drugą depresję że przez pierwsza tyle pieniędzy straciłem ) hooain: Zapytałem się Tomka czy ma chwile aby poklikać o tym wszystkim, na Google Hangout. Oczywiście nie pokazałem mu tego forum, wyjaśniłem że myślenie że ciągle mnie olewają i fakt że nawet nie wziąłem pod uwagę tego że uczą się do sesji, są zajęci - jest to zwyczajnie samolubne podejście z mojej strony, przeprosiłem go za takie moje myślenie. Już nie martwię się że mnie olewają bo w sumie uświadomiłem sobie jak już pisałem wcześniej, to mieli w ciul i trochę okazji aby mnie olać całkowicie, a mimo to tego nie zrobili - Tą część tematu zamykam. Mam tylko małe obawy względem Maćka, że już dużo powiedziałem oraz to że tym takim samolubnym podejściem i ciągłym wałkowaniem tematu o "Wieeelkim" olewaniu mnie, analizowaniu coś się wykruszyło, oczywiście ciągle gadamy, mamy dobry kontakt, ale sprawia wrażenie że już mi nie ufa jak wcześniej, gada ze mną o rzeczach całkowicie neutralnych, a wcześniej gadaliśmy o wszystkim, nie wiem czy to zwyczajne zużycie materiału, nawet sam mi raz powiedział że jest pewien że nie ma na świecie choćby dwóch osób, które zawsze miałyby o czym gadać - zgadzam się z nim. Wiem że to wszystko jest strasznie dziecinne co pisze, nawet sam mam takie odczucie, ale teraz tak sobie myślę że już nawet nie pamiętam kiedy ostatnio zapytał mnie się "Stary idziemy gdzieś?" nawet jakbym patrzył 2 lata wstecz, prawie zawsze była to moja inicjatywa, co prawda nigdy nie odmawiał wyjścia, chyba że faktycznie był czymś zajęty lub kiedy pogoda była zjebana. Ale Z jednej rzeczy się teraz cieszę. Jak chodziliśmy razem do Gim. później LO to nigdy nie mieliśmy za dużo znajomych w sumie była nas tylko trójka Ja, Tomek i Maciek, czasem jak jechałem do Budy właśnie z Maćkiem myślałem sobie że strasznie chujowo że tylko jest nas 2 (tomek dojeżdżał z olkusza więc wyjście na piwo, impreze to była wielka wyprawa) i jeszcze ze mnie materiał tak cholernie nie rozrywkowy, mam poczucie humoru nie jestem jakimś smutasem . W każdym bądź razie było mi Maćka żal że w kato ma w sumie tylko mnie, że jakiekolwiek wyjście mógł planować tylko ze mną (raz na ruski rok z Tomkiem, ale to musiało być zaplanowane przynajmniej dzień wcześniej) Jak poszedł na studia to bałem się że urwie się kontakt itp. - myliłem się, mam z nim i Tomkiem dobry kontakt . Pisząc na forum mój kolejny wywód, rozmawiam na konferencji z Maćkiem i Tomkiem. Kiedy weszli ich znajomi ze studiów do pokoju to wsłuchiwałem się w ich rozmowę i usłyszałem w sumie wszystko czego brakowało w naszych rozmowach. cieszę się że teraz mają przynajmniej porządnych znajomych, wesołych, zabawnych, że mogą sobie powybierać z kim chcą gadać a z kim nie :) Cieszę się, trochę mnie to dołuje że sam nie potrafię tak wbić się w tłum, ale cóż taki jestem. Nie rozumiem jednej rzeczy dlaczego mimo że cieszę się z tego że czują się tam dobrze wciąż towarzyszy mi uczucie głębokiej zazdrości, po prostu pożera mnie zazdrość i nie potrafię tego zdusić, nawet autosugestią że znów się nakręcam i o głupoty się martwię, ale ciąży mi to strasznie. Teraz obaj jada na narty i kurwa znów uczucie kamienia na szyi, ja pierdole jak ja sobie to wgl wyobrażam, że będę im zawsze towarzyszyć ? - to sie podciąga chyba pod obsesję. Nie wiem co jest i po prostu mi ręce i majtki opadają z tym wszystkim.
  7. hooain: Zapytałem się Tomka o to czy mógłby właśnie być tą osobą, z którą mógłbym szczerze poklikać, tą podporą dla mnie. Powiedział że przecież i tak o tym gadam, ale zgodził się. Nic mu nie pisałem kompletnie i zamierzam odłożyć to na trochę, aby im w przygotowaniach a zwłaszcza tomkowi nie przeszkadzać, w przysżłym tygodniu mają Egzamin z Fizyki, tak więc mają co robić.
  8. Łapa: Zajęcie mam, pracuję w firmie rodzinnej, jestem przedstawicielem handlowym, to wszystko dopada mnie jak już jest późny wieczór i zaczyna się analizowanie jak jakiś komputer po godzinach, ale faktem jest to że jak głowę zajmę np. filmem albo czymkolwiek innym wszystko odchodzi jak po psychotropach - żartuje oczywiście żadnych medykamentów nie biorę. Jeśli natomiast chodzi o zadręczanie to zdaję sobie z tego sprawę, dlatego też piszę tutaj, a nie męczę przyjaciół. Zapytałem się ostatnio obydwóch czy potrzebują przerwy ode mnie, tak odpowiedzieli: Tomek: "Pierdolisz jak Polska dziwka w Niemieckim Burdelu" - czyli że nie. Maciek: "nie potrzebuje" - nie wiem ale chyba już za dużo powiedziałem w jego kier. i mam wrażenie że tylko gada ze mną ze względu na Tomka, albo nawet Tomek trochę go przymusza - nie wiem. Hooain: Źródłem mojego zachowania, prawdopodobnie jest moja obawa o to że tak na prawdę moi jedyni przyjaciele mogą nimi nie być. Pracuję w firmie rodzinnej, więc raczej kolegów z pracy nie znajdę . Znam jeszcze dwie osoby Piotra i Dominika, ten pierwszy teraz przygotowuje się do matury, a drugi do sesji, ale z nimi mam bardzo dobry kontakt. Zapomniałem dodać że Tomek na co dzień mieszka w akademiku w gliwicach, a na weekend wraca do domu w Olkuszu, więc ciężko się umówić na przysłowiowego "browara", chyba że przyjechałbym do niego do gliwic, to nie ma wtenczas problemu. . Wracając do tematu, obawiam się że mogę stracić jedynych przyjaciół z którymi miałem świetny kontakt i w sumie są jedynymi ludźmi z którymi gadałem codziennie, jak z kimś szło się na impreze to zawsze z nimi, jak coś robiłem ciekawego to zawsze z nimi. Ze względu na odległość większość czasu spędzałem z Maćkiem, świetnie mi się z nim rozmawia, a przynajmniej do momentu kiedy nie zacząłem odpieprzać tego z moim zachowaniem. Boję się że stracę w sumie 2 z 4 ludzi którzy mnie akceptują, martwi mnie fakt że w sumie prawie wcale nie mamy wspólnych tematów, ponad to obawiam się że obaj zaczęli mnie traktować jak jajko, nic nie wspominają o tym że tak mi się porobiło, uważają na to co mówią, a gdy proszę ich by mówili mi kiedy przesadzam z tym i po prostu mówili mi wszystko prosto w twarz to mam wrażenie że mówią tylko to co chcę usłyszeć. Martwi mnie jeszcze fakt że mam odczucie zazdrości względem ich, wiecie na pewno co mam na myśli. Odczuwam zazdrość ze względu że są na studiach, że mają jakiś cel, że poznali nowych ludzi, nowych znajomych, może obawiam się o to że zastąpią mnie kimś nowym?. Po prostu nie mogę znieść, nie dopuszczam nawet do siebie takiej myśli że mógłbym stracić z nimi kontakt - i chyba to jest właśnie ten problem. Jak już mówił Łapa każdy kolega, znajomy miałby dość takiego nieustannego męczenia. Życzę sobie aby udało mi się ukierunkować to wmawianie negatywnych rzeczy na autosugestię pozytywów. Monk.2000: Ciężko zweryfikować przyjaciół, "przyjaciół poznaje się w biedzie" cóż dla mnie to teraz jest okres "biedy" i mam tak od czerwca 2013 i w sumie od tego momentu zacząłem ich męczyć, weryfikować na swój sposób i mimo tego całego pieprzenia, męczenia katowania swoimi humorkami, nastrojem i "pseudo depresją" nie olali mnie i nadal chcą ze mną gadać, mieliśmy w klasie jeszcze innego tomka, który na prawdę był nie do zniesienia < nie miał depresji itp. po prostu był głupi i bogatym bucem> z nim szybko zerwaliśmy kontakt . W przypadku tego kolegi nie było wyboru za bardzo prócz ograniczenia kontaktu tylko do szkoły, a względem mnie nie ma "szkoły" która zmuszałaby ich do kontaktu ze mną, mogli by po prostu nie odbierać telefonu, nie odpisywać na Facebook-u, nie dawać oznak życia i mieli by od razu problem z głowy, z moimi humorami, nastrojem i męczeniem ich - Dlaczego tego nie zrobili? Tylko dają się męczyć od Czerwca 2013? Przyjaciele ?. Dziękuję Państwu że odpisujecie na moje wypociny :) -- 27 sty 2014, 10:00 -- A takie mam pytanie na boku. Myślicie że mógłbym np. porozmawiać z Tomkiem na temat o którym się tutaj rozpisałem? Po prostu uczynić z niego osobę, która mogłaby mi pomóc wyjść z tego szamba - Oczywiście zapytam się go czy mógłby zostać taką osobą z którą będę mógł porozmawiać oraz zaznaczę mu że jak tylko będzie miał dość to żeby mi o tym powiedział.
  9. Yumekui - Przykro mi ale nie byłeś dla mnie pomocny Odnośnie drugiej odpowiedzi, to fakt wszystko strasznie biorę do siebie oraz wszystko traktuję poważnie. Zdaję sobie sprawę że jeśli ciągle będę szukał dziury w całym w końcu ją znajdę a jak się uprę to i zrobię. Nie wiem za bardzo jak z tym walczyć, tymi myślami. Z jednej strony jestem pełen żalu, że "nie chcą ze mną gadać" albo "pewnie sami chodzą na imprezki a mnie olewają" natomiast z drugiej strony wmawiam sobie od wew. że przesadzam, teraz mają sesje więc kują i to dlatego nie mają czasu - w 80 % przypadków właśnie ta "Druga strona" ma rację i tutaj właśnie pojawia się problem. Mimo że w głębi siebie odczuwam że nikt mnie nie olewa to i tak nieustanie męczą i leżą mi kamieniem na sercu te drugie myśli które koniec końców sam sobie wmawiam. Mógłbym gadać o tym wszystkim z Maćkiem lub Tomkiem, ale i tak strasznie straciłem w ich oczach i nie chce stracić jeszcze bardziej - Wiecie Jak jest jak ktoś jest wiecznie smutny staje się kulą u nogi i się go olewa.
  10. Witam! Może na początek wrzucę parę słów o sobie. Jestem Darek, mam 20 lat, w zeszłym roku napisałem maturkę i poszedłem na studia, konkretnie Prawo na UŚ w Katowicach. Niestety plany z tym kierunkiem studiów zakończyły się niepowodzeniem, przez sytuację finansową oraz brak chęci z mojej strony, ale w tym roku idę na Uniwersytet Ekonomiczny - chcę skończyć studia. Uczęszczałem do prywatnego Gimnazjum, a później Liceum, jak nie trudno się domyśleć to ciężko w prywatnej szkole o wielu znajomych. Ze szkoły średniej wyciągnąłem dwóch przyjaciół Maćka i Tomka, traktuję ich jak braci, nie daje nikomu źle o nich mówić. Po maturach dowiedziałem się jednak że obaj mają dość "konkretne" zdanie na mój temat - ironizowali moje wypowiedzi - uznałem że mnie obgadują za moimi plecami, chciałem zerwać z nimi wszelki kontakt, zmieniłem numer, usunąłem wszelkie drogi kontaktu z nimi, ale coś wewnątrz mnie tknęło aby z nimi porozmawiać. Porozmawiałem z Maćkiem i Tomkiem tak szczerze jak tylko można, przeprosiłem ich za zdarzenia które wcześniej miały miejsce oraz pozwoliłem im wybrać czy chcą jeszcze ze mną utrzymać kontakt czy tez nie. Powiedzieli że jest spoko i nawet nie myślą o zerwaniu kontaktu ze mną, przeprosili mnie za "obgadywanie" było ok. Po jakimś czasie zaczęły mnie nachodzić myśli, że jednak nie jest ok, że to co było przepadło oraz że moja szczerą rozmową z nimi tylko pogorszyłem całą sytuację. Więc napisałem do Tomka maila, którym chciałem rozwiać wszelkie wątpliwości - tak sie stało. Po jakiś czasie znów zacząłem myśleć podobnie więc napisałem maile tym razem do Maćka i Tomka. Obaj zapewnili mnie że sa moimi przyjaciółmi. Jak zaplanowaliśmy sylwestra, wszystko było ustalone ile osób co i jak. Napisałem na grupie sylwestrowej na FB że jednak nie idę, obawiałem się że nikt mnie tam nie chce i tylko będę "przymulał" swoim towarzystwem i narobię sobie wstydu oraz miałem odczucie wewnętrzne że nie chce się wciskać na imprezę gdzie Maciek i Tomek będą mieć swoich znajomych ze studiów, obawiałem się że będę siedział sam jak "kryka w kiblu" a ci będą się świetnie bawić. Wytłumaczenie podobne do tego co wyżej napisałem wysłałem Maćkowi na telefon. Parę chwil później naszedł mnie pomysł wejścia na Fb od maćka z chęcią zobaczenia czy czegoś nie napisali między sobą. Niestety nie pomyliłem się. Nie obsmarowali mnie bezpośredni, ani nie powiedzieli złego słowa o mnie, tylko że dziwnie się zachowuje, Tomek poradził Maćkowi aby mi odpisał że potrzebuje pomocy psychologa. Następnego dnia zadzwoniłem do Tomka i powiedziałem mu o tym wszystkim że czytałem co pisali, zadzwoniłem do niego z zamiarem zerwania kontaktu, ale to co mi odpowiedział całkowicie mnie zaskoczyło. "Darek Jesteś moim przyjacielem i cieszę się że przeczytałeś to, bo nikt z nas nie miał jaj powiedzieć ci to w twarz, chcieliśmy to przeczekać, poczekać aż samo ci przejdzie" - Zatkało mnie. Sylwek minął świetnie się bawiłem, i było kompletnie odwrotnie od tego czarnego scenariusza, który sobie ubzdurałem. I oto dziś siedzę tutaj i piszę ten post na nerwica.com. Mam ciągła depresję, obawę że nie znajdę ludzi z którymi będę mógł spędzać czas, Ludzi którzy z chęcią będą ten czas spędzać ze mną. Maciek i Tomek są cierpliwi, przypuszczam że maja już swoje zdanie o mnie, którym za żadne skarby ze mną się nie podzielą, jak mówiłem są cierpliwi ale każda cierpliwość ma granice, a nadwyrężam ją swoimi ciągłymi " dochodzeniami" że obaj mnie cały czas olewają, ignorują, że jak wyciągam któregoś z nich na "browara" i odp. że im się nie chce odbieram "nie chce iść z tobą". Wszystko widzę w kontraście "olewają mnie". Boję się że w końcu powiedzą daj nam spokój i nie będę miał już żadnych szans na nic z ich strony. Przyznaję Jestem człowiekiem o trudnych charakterze, szybko się denerwuję, mam wysokie mniemanie o sobie, "zawsze to ja mam rację", traktuję ludzi, którzy mnie otaczają jak idiotów (a wcale tak o nich nie myślę, zawsze w gronie ludzi których nie znam sam uważam aby nie wyjść na idiotę, więcej słucham niż mówię, aby móc ich lepiej poznać oraz aby nie palnąć czegoś głupiego.) Nie odpisujcie mni tekstu idź do psychologa - łatwiej powiedzieć niż zrobić. 50 min sesji kosztuje 100 zł w zwyższ (średnio) a Psycholog NFZ czeka się po pare tygodni - a problem ma m tu i teraz a nie za 8 tygodni np. Potrzebuję szczerej rozmowy, a nie mogę gadać z Maćkiem lub Tomkiem - już i tak dużo im krwi napsułem i pewnie traktują mnie jak psychicznego, którym za pewne jestem Pozdrawiam Wszystkich.
×