Skocz do zawartości
Nerwica.com

martina

Użytkownik
  • Postów

    10
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez martina

  1. martina

    licze na zrozumienie

    Jutro wielki dzien
  2. martina

    licze na zrozumienie

    No ale tak dla sprecyzowania...Nie myslcie ze on jest nastawiony typowo na sex, bo tak nie jest. Moze nawet bardziej mi na tym zalezy... wiem wiem po raz kolejny go usprawiedliwiam...albo i siebie
  3. martina

    licze na zrozumienie

    oxygen_80 mysle ze lekarze nie mieli wyboru, bo moj stan byl naprawde nienajlepszy w dodatku mialam duze lęki. Potem chyba sama balam sie funkcjonowac bez lekow i po odstawieniu zawsze szybko powracaly stany lękowe i depresja... Sama nie wiem jak powinno sie postepowac z tak mlodymi osobami... Zrobie to przez skypa:D
  4. martina

    licze na zrozumienie

    Bralam rozne, oczywiscie z przerwami, ale niewielkimi. Bralam juz tyle roznych lekow ze naprawde nie pamietam... Ostatnio bralam setaloft, teraz zmienili mi na venlectine 75 mg 2 razy dziennie, ale nie moge po nich spac ... -- 08 gru 2012, 18:13 -- Nana13, ze mna ma jak to nazywa swoim artystycznym jezykiem pokrewienstwo dusz... no i pewnie powiew mlodosci i....nowosci...
  5. martina

    licze na zrozumienie

    Nana13, ja wlasnie wierzylam ze on jest tym kims przeznaczonym mi...niesamowite podobnienstwo mysli uczuc... On nie ma zony, widzi sie z nia raz na miesiac, twierdzi ze jej nie kocha ale jest za slaby by zerwac, bo to daje mu jednak jakas stabilizacje...nie chce opierac zwiazku ze mna na czyims nieszczesciu...nie wiem tez tego nie rozumiem...Mimo wszystko nawet jak skoncze to mam nadzieje ze nie bede solo do konca zycia..moze juz zawsze bede myslala o nim ale jednak wierze ze szczesciem w zyciu jest milosc... -- 08 gru 2012, 18:01 -- Nana13, psychotropy biore od 13 roku zycia i wiem ze ze wszystkim tak naprawdę musze poradzic sobie sama
  6. martina

    licze na zrozumienie

    bittersweet, oczywiscie nie chce tak zyc! Ale czasem robimy w zyciu rzeczy zupelnie nierozumiale. Ja sama nigdy nie zrozumialabym takiej osoby, wiec sie wam nie dziwie. Stalam sie kims kim nigdy byc nie chcialam. Mam zwiekszona dawke lekow,moze to jakos wspomoze sytuacje.
  7. martina

    licze na zrozumienie

    Zrobie to. Skoncze to za tydzien, kiedy wyjedzie jego dziewczyna i bedziemy mogli normalnie porozmawiac. Boze...to brzmi jak jakas paranoja...Pochwale sie wtedy na forum z mojego dokonania...
  8. martina

    licze na zrozumienie

    Wlaśnie, wszyscy mówią "wszystko przed toba", ale ja boje sie ze juz nie zblize sie do zadnego mezczyny tak blisko pod wzgldem psychicznym. Nie wiem ile masz lat oxygen_80, ale byc moze wiesz jakie jest moje pokolenie...nie wyobrazam sobie byc z kims takim, plytkim, dla ktorego liczy sie tylko sex, imprezy i "dobre dupy". Boje sie ze nie znajdzie sie mezczyzna ktory zaakceptuje moje stany depresyjne, kto zrozumie moje mysli...boje sie zycia z Nim, ale jeszcze bardziej bez Niego
  9. martina

    licze na zrozumienie

    Dziękue oxygen_80. Potrzebuje sie wyzalic komus, kogo nie znam, bo znajomi potrafia jedynie oceniac. W tym momencie siedze i płacze, cala trzese sie myslac co w tym momencie robią... z drugiej str. mam nadzieje ze kiedy ona wyjdzie znow bedzie jak dawniej...chociaz wiem ze to wszystko jest zabojstwem dla mojej psychiki. Jeszcze bardziej przraza mnie fakt ze dlatego porzucilam wszystkie moje marzenia, studia, stracilak kontakt z przyjaciolmi...jestem sama, nieszczesliwa i nawet nie mam z kim sie spotkac... -- 08 gru 2012, 16:54 -- Nana13, wiem jak wyglada ta historia z boku. Ale to nie jest tak jak sadzisz. On jest naprawde wrazliwym czlowiekiem, go tez ta sytuacja przeraza, rujnuje psychicznie. On nie ma powodow by mnie zwodzic czy bawic sie moimi uczuciami. Oboje jestesmy zagubieni i spotkalismy sie w nieodpowiednim czasie. Wiem ze to co pisze brzmi naiwnie, bo sama jak to teraz czytam czuje sie godna pozalowania...
  10. martina

    licze na zrozumienie

    Witam. Jestem nowa a to moja historia w duzym skrocie. Prosze o zrozumienie i pomoc kogos bardziej doswiadczonego, kto spojrzy na to z innej perspektywy, ale zarazem zrozumie mnie. Dodam, że kiedys ocenialam wszystko z wielka latwoscia. Teraz oczywiscie kiedy sama cos przezylam na wszystko patrze inaczej. Kiedys slyszac taka historie pomyslalabym..."wielkie mi rzeczy...zwykla nierozgarnieta kretynka". Moze i wy tez tak pomyslicie, ale prosze, postarajcie sie mnie zrozumiec. Wszystko zaczelo sie rok temu. Mialam 19 lat, wiodlam zycie zwyklej studentki. W tygodniu uczelnia, nauka, w weekend impreza. Nic specjalnego. Oczywiscie jak juz wspomnialam od 13 roku zycia dopadaly mnie epizody depresji ale w tym okresie nie bylo jej. Czegos jednak ciagle brakowalo mi w zyciu. Nigdy wczesniej sie nie zakochalam, nie mialam nawet za soba zadnej blizszej relacji z plcia przeciwna. Pewnego dnia poznalam JEGO... wykladal na moim uniwersytecie, jednak poprzez splot nieszczesliwych wydarzen (jest niezwyklym pechowcem tak jak ja)stracil prace. Byl to dla niego szczegolnie trudny okres. Jest ode mnie 17 lat starszy i jest artysta- malarzem ii rzezbiarzem. Zaczelismy sie ze soba spotykac. Juz na drugim spotkaniu powiedzial mi ze ma kogos a ja zafascynowana nim i spragniona jego uwagi zbagatelizowalam to, choc nie powinnam. Zaczelismy rozmawiac kazdegoo dnia po wiele godzin, wiedzial o mnie wszystko juz po paru dniach, a ja o nim. Znalismy wszytkie swoje uczucia, pragnienia. Jeszcze z zadnym mezczyzna nie mialam tak otwartej i bliskiej relacji. Co jakis czas znikal jednak z moojegoo zycia na pare dni, gdy przyjezdzala jego dziewczyna. Gdy zapytalam czy ja kocha powiedzial ze sam nie wie, ale nie ma sily w obecnej chwili z nia zerwac. Ja akceptowalam to jednak kiedy wiedzialam ze spotykaja sie nie moglam dzwonic ani miec z nim zandego kontaktu. Po czasie kiedy bylam juz na prawde zakochana zaczelo mnie to meczyc. Zaczely dreczyc mnie okropne mysli co robia w danej chwili czy sa szczesliwi, w mojej glowie pojawialy sie obrazy jak uprawiaja seks...po czym wracal i znow wszystko bylo wporzadku...bylam zakochana , szczesliwa, gotowa na kazde jego skinienie. Potem sytuacja ta obu zaczla nas meczyc, zaczelismy zastanawiac sie nad rozstaniem, bo on czul sie bardzo niewporzadku, ale ja blagalam, mowilam ze sobie bez niego nie poradze. Taka sytuacja jest juz od roku, a ja jestem w coraz wiekszej rozsypce. Nie moge jesc, spac, rzucilam jedne studia, potem drugie. Pare dni temu powiedzial mi ze jego psychika nie wytrzyma juz takiego podwojnego zycia a nie chce utworzyc ze mna zwiazku kosztem cierpienia tej drugiej... Strasznie plakalam,ale postanowilismy zakonczyc znajomosc. Moje zycie stracilo calkowity sens. Po paru dniach on zaczal dzwonic ze nie moze sobie z tym poradzic, ze teskni i jego uczucia do mnie sa zbyt silne, ze jest rozdwojony. Ja znowu ucieszona z kontaktu z nim bylam gotowa wrocic. Pozniej napisal ze przez tydzien nie bedziemy mogli sie kontaktowac bo przyjezdza jego dziewczyna. Nie wytrzymalam tego, mam zacisniety zoladek, ciagle wyobrazam sobie co teraz robia, nie moge niczym sie zajac ciagle placze. ta znajomosc przez rok wyssala ze mnie cale zycie, jestem zupelnie kims innym, stracilam swoja moralnosc i szacunek do siebie. Daje soba pomiatac. Mimo wszystko wiem jak ja i on jestesmy do siebie podobni i ze juz nigdy nie poznam nikogo takiego. Teraz musze podjac decyzje czy zerwac ta znajomosc raz na zawsze...ale nie wiem czy dam rade...:(
×