Witam forumowiczów.
Od ponad roku jestem na terapii chyba psychodynamicznej jak się domyślam nie wiem nie zapytałem bo się wstydziłem.
Wcześniej byłem na wizycie u psychiatry który na moja prośbę skierował mnie na Terapię. O diagnozę psychiatry nie spytałem bo po prostu z przejęcia jakoś nie ogarnąłem ze powinienem zapytać.
Psychiatra mnie o niczym nie poinformował i tak chodzę na tę terapię. Od kilku miesięcy prywatnie bo limit w NFZ wyczerpałem i ciągle zastanawiam się co mi jest. Chciałbym wiedzieć tak konkretnie. O teraz sobie przypomniałem że raz zapytałem terapeutkę czy może mi podać termin medyczny dla mojego problemu to powiedziała że ona tego nie robi. A ja już sprawy ze wstydu nie drążyłem.
Obserwując siebie widzę że mam problemy jestem bardzo zestresowany ale stres ten choć towarzyszy mi na takim umiarkowanym stopniu przez cały czas to nasila się tylko wtedy gdy myślę i próbuje realizować jakieś cele i rzeczy na których mi zależy.
Moim problem jest silne przekonanie że zawaliłem swoje życie. Mam już prawie 29 lat a jestem bardzo zależny od mojej matki nie potrafię nawet za bardzo zdobyć się na odwagę by szukać pracy a jeśli już to robię to za cenę ogromnego stresu i wysiłku. W ostatniej pracy wytrzymałem 3 tygodnie byłem tak zestresowany (była to praca w markecie w magazynie więc nic skomplikowanego) że przez te 3 tygodnie prawie nie spałem.
Poza tym do niczego nie czuję chęci wydaje mi się że na naukę czegokolwiek już jest za późno albo że i tak się nie nauczę lub że nikt tego nie doceni i nie warto. Jednak najczęściej że już na jakiekolwiek zmiany jest za późno. Gdy terapeutka czy ktoś z rodziny próbuje zmienić mój sposób myślenia wpadam w taki tłumiony gniew, rozpacz i chciałbym wszystko zniszczyć , nachodzi mnie takie chwilowe pragnienie by umrzeć. Nie potrafię na terapii przyjąć innego punktu widzenia nie mam pomysłu nawet co mógłbym robić w życiu już pomijając czy dałoby się to zrealizować.
Wróciłem na studia jakiś czas temu bo uznałem że przebywanie z ludźmi dobrze mi zrobi że może się jakoś przełamie. Ale studia niedługo się skończą a ja zostanę dalej ze swymi problemami co gorsza raczej pracy po nich nie znajdę bo kierunek jest niestety jakoś mało atrakcyjny a poszedłem na niego dlatego że ze wszystkich wyzwań jeszcze to wydawało mi się do wykonania no i pewnie i tak bym siedział bezczynnie w domu. Na studiach chociaż trafiłem na miłych ludzi czuje się nie raz tak źle że nie mogę wytrzymać napięcia. Wydaje się sobie tak marny i do niczego że myślę o śmierci( tylko momentami ale napięcie czuje cały czas). Tak jak pisałem w taką czarną rozpacz wpadam wtedy gdy mi na czymś lub na kimś zależy lub gdy boje się że inni mnie oceniają i potępiają.
Na co dzień często moje problemy gdzieś myślami odpędzam bo nie chce ciągle żyć w takim napięciu i zostają one przeze mnie zaniedbywane. Dziewczyny nigdy nie miałem od zawsze byłem nieśmiały do kobiet a potem nabrałem przekonań że skoro jestem tak bezwartościowy że nie mam pracy, zawodu to nie ma sensu próbować. Zresztą teraz gdy mi zaczyna się podobać jakaś kobieta to tez wpadam w rozpacz i tłumaczę sobie że to przecież niemożliwe żebym był dla kogoś interesujący skoro z niczym sobie nie radzę.
Problem terapeutka mówi leży w tym moim niszczeniu wszystkiego dobrego i też przesadnym litowaniu się nad sobą i tez obwinieniu innych za swoje porażki. Zgadza się sporo winy leży właśnie w tym. Ja jednak mam tak mało nadziei że wydaje mi się ze jestem w matni że swoimi problemami i czego by nie spróbować to jedna wielka niemożność. Terapeutka łączy rzecz jasna moje problemy z sytuacją rodzinną. Wychowywałem się bez ojca a przez całe lata matka mnie przeciwko niemu nastawiała. Później już nawet nie musiała. Ojciec był przeze mnie tak znienawidzony że nas opuścił, zostawił że nie chciałem z nim mieć nic wspólnego. Nie wiem pod wpływem terapii przestałem żyć tą nienawiścią ale ojciec traktuje mnie tak chłodno a ja nie mam siły ani odwagi by za nim biegać i prosić by był moim ojcem i poświęcił mi trochę czasu. Zastanawiam się czy ja po prostu nie chce na ojca zepchnąć odpowiedzialności za swoje życie i teraz zamiast tej nienawiści z rozpaczy chwytam się wszystkiego i chciałbym żeby ojciec którego tak nienawidziłem nie rozwiązał moich problemów. Jeszcze mi terapeutka mówi że ja swoje potrzeby pragnienia na terapii czy w życiu przerzucam na innych a potem z tym co inni dają zaczynam walczyć i z tym też ma chyba rację.
Zapomniałem dodać że często mam uczucie jakbym nie dojrzał i czuję się wobec innych dorosłych jakbym był dzieckiem nawet zaczynam mówić czasami trochę jak dziecko. Terapeutka coś tam mówiła że jakoś emocjonalnie nie dojrzałem. Ciągle tez myśli zajmuje w sytuacjach z innymi ludźmi co tez sobie o mnie pomyślą i nie potrafię być choćby przez chwilę spokojny i beztroski gdy jestem blisko innej osoby. Jest tylko kilka wyjątków a tak to wieczne zamartwianie i analiza co tez o mnie myślą i albo się tym przejmuje albo wpadam w zadumę i już o niczym staram się nie myśleć by tylko uciec od takich problemów.
Pisze to wszystko bo liczę że ktoś mi doradzi czy moje problemy to może być coś w rodzaju osobowości unikającej czy też może bardziej osobowość zależna. Pewnie że diagnozy mi nikt nie postawi z takiego tylko opisu ale proszę was o jakieś opinie.
Dziękuję jeśli ktoś to przeczyta i spróbuje coś doradzić.