Cześć wszystkim. Mam na imię Darek i mam 18 lat. Od jakiegoś czasu, a właściwie od roku spostrzegłem, że nieco odstaje od reszty nastolatków. Nie chodzi tu o zainteresowania itp, ale głównie o brak znajomości. Nie mam ani jednej osoby, z którą mógłbym poważnie porozmawiać a zostaje jedynie paru znajomych których można policzyć na palcach jednej ręki. Doprowadza mnie to czasem do szału i strachu przed tym, że sytuacja się już nie zmieni. Krew w żyłach się zatrzymuje kiedy widze grupki znajomych chodzących na tzw "melanże", do kina, na miasto. Nie chodzi mi tu o picie, podałem przykład. Jestem osobą dość nieśmiałą i to jest jedna z przyczyn jak mogę sam zauważyć. Ogarnia mnie czasem taka rozpacz i strach, że już zawsze będe siedział sam w domu gdy każdy gdzieś sie spotyka i wychodzi, że zmarnowałem tyle lat życia nastoletniego, że juz nie bd miał znajomych, bo skoro jestem sam jak palec to najwyraźniej musze być jakiś dziwny. Teraz gdy od roku czasu siedzi mi to w głowie poczułem taki wielki żal do życia. Coraz częściej dusze się tym i nie wiem już co mam myśleć. Czekać nie wiadomo ile az w końcu coś się zmieni. Ciężko jest tak żyć, pewnie niektórzy wiedzą o co mi chodzi. Macie może jakieś porady, sugestie ?
Dzięki za przeczytanie
Darek :)