Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

drago

Użytkownik
  • Zawartość

    14
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. A co mi tam! Zaczynam nowy temat. Cierpię na nerwicę od ponad 5 lat. Ostatnio zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że traktuję mój stan złego samopoczucia i lęku jako mój normalny, naturalny stan. Przyzwyczaiłem się do niego. Od jakiegoś czasu miewam powroty do dobrego samopoczucia, chwile prawdziwego oddechu i spokoju. Wtedy wiem, że moją normalnością jest właśnie ten dobry nastrój i że kiedyś znów do niego wrócę. Jednak kiedy spokój wewnętrzny mija i pojawia się lęk, znów wydaje mi się, że normalnym jest to gówniane samopoczucie i że nie uda mi się tego zmienić. Wydaje mi się, że nerwica się w ten sposób broni, odbierając mi nadzieję. Czy ktoś z Was ma podobne doświadczenia i problemy z określeniem tego, co jest "normalnością", a co nie?
  2. drago

    [Bydgoszcz] Bydgoszcz i okolice

    A kogo tam polecasz?
  3. drago

    [Bydgoszcz] Bydgoszcz i okolice

    Ponawiam pytanie o dobrego psychologa w Bydgoszczy. Zmieniam psychologa i szukam kogoś wartego polecenia :).
  4. drago

    [Bydgoszcz] Bydgoszcz i okolice

    Działa. Byłem tam dziś . Trzeba być cierpliwym, bo babki z rejestracji są zajęte.
  5. drago

    [Bydgoszcz] Bydgoszcz i okolice

    Jeśli idzie o psychiatrów polecam przychodnię na Stawowej. Dzwonisz danego dnia rano i przyjmują Cię od ręki! Polecam zwłaszcza dr Rolbiecką i Seredykę! Choć inni też są ok. Czy możecie polecić jeszcze jakichś psychologów dobrych w Bydgoszczy? Mogę się podzielić, że właśnie miałem odkrycie. Odkryłem, że moja nerwica to kara jaką sobie zgotowałem za popełnione grzechy. Wymierzam sobie w ten sposób "sprawiedliwość". Kara wydaje mi się naturalną konsekwencją tego co zrobiłem. Wiem o tym. Teraz trzeba zacząć zmieniać przyzwyczajenie do karania siebie. To musi potrwać. Tyle. Trzymajcie się dzielnie! :)
  6. drago

    Witam wszystkich

    Mi cały czas jestem zniechęcony do wielu spraw i wciąż muszę w sobie szukać motywacji. Masz więc o tyle inaczej, że masz zmienne nastroje. Ja wciąż czuję się podobnie. Bardzo fajnie, że poszedłeś do psychologa. Tylko się nie zniechęcaj! Na początku będzie trudno i będzie Ci się wydawać, że te wizyty niczego nie dają. Nie rezygnuj z nich jednak! Po jakimś czasie pracy nad sobą poczujesz, że coś się w Tobie zmienia. To musi być proces. Psycholog nie jest dobrą wróżką, która zmienia Cię za jednym dotknięciem czarodziejskiej różdżki . To wymaga czasu i cierpliwości.
  7. drago

    Witam wszystkich

    Ja tak miałem w stosunku do mojej byłej dziewczyny. Była dla mnie dobra, a ja wciąż miałem wobec niej negatywne myśli. Denerwował mnie jej sposób bycia, wypowiadania się. Później zrozumiałem, że myśli, które pojawiają się w mojej głowie to natręctwa. To nie były moje prawdziwe odczucia tylko natrętne myśli, pojawiające się żeby mnie gnębić. Jeśli myśli, które pojawiają się u Ciebie są nieracjonalne i powodują w Tobie lęk to są to natręctwa. Jeśli czujesz, że tak naprawdę te myśli nie są Twoje to staraj się je ignorować, wręcz robić im na złość. A przede wszystkim nie przejmuj się nimi. To nie Twoja wina, że się w Tobie pojawiają. Tylko nie analizuj ich, one właśnie tym się żywią. Jeśli będziesz je ignorował, zaczną znikać. A do psychologa chodzisz?
  8. drago

    cieszę się, że tu jestem

    Dzięki za zainteresowania i trudne pytania, Pawle . No i za komplement . Wydaje mi się, że przyczyną mojej nerwicy jest przede wszystkim środowisko. Konkretnie środowisko religijne. Jak już wcześniej pisałem, wszystko zaczęło się od rekolekcji oazowych. Na tych rekolekcjach przeżyłem duchowe uniesienia, pod wpływem których postanowiłem całkowicie wyeliminować z mojego życia grzech. W tym celu zacząłem się codziennie nękąć wyrzutami sumienia i szczegółowo analizować moje postępowanie. No i wtedy zaczęły pojawiać się pierwsze natrętne myślii przymusy. Mój stosunek do Boga na pewno wynika z mojego wychowania, więc to znów środowisko. Nie umiem odpowiedzieć na pytanie czy gdybym zbuntował się przeciwko narzucanej mi przez rodziców religijności, dziś byłbym zdrowym, szczęśliwym człowiekiem. Być może nerwica uaktywniłaby się w inny sposób. Co do genów, z całą pewnością moja wrażliwość, a więc coś co zapewne otrzymałem w spadku po rodzicach, przyczyniła się do powstania nerwicy. Wiem też, że mój dziadek był chory na epilepsję. Ale czy ma to jakieś znaczenie? Czy przyczyną nerwicy są u mnie jakieś zmiany, mikrourazy w mózgu? Na to pytanie nie umiem odpowiedzieć, bo jeszcze w moim mózgu nie byłem. Nie wiem więc czy to mózg odmówił mi serotoniny sam z siebie czy też ja zablokowałem sobie do niej dostęp. Skłaniam się jednak ku temu drugiemu. Tym, co skłania mnie do przekonania, że to środowisko jest przyczyną, jest fakt, że psychoterapia mi pomaga. Czuję jak pewne pozamykane przestrzenie się we mnie otwierają, czuję jak pomaga mi dotykanie bolesnych miejsc... Miałem już minuty, a nawet godziny wolności, więc wiem, że mój mózg potrafi być szczęśliwy. A zmieniając temat, powiem Ci szczerze, że przeraziłeś mnie tymi 23 latami. Mogę zapytać, ile masz lat? Jak sobie radzisz? Masz rodzinę? Pracę? Zdarzają Ci się szczęśliwe chwile? Wybacz taki grad pytań . Pozdrawiam! :)
  9. Witaj N. :) Chciałabyś opowiedzieć tu coś więcej o swoim prywatnym cenzorze? Bardzo mnie zainteresował .
  10. W kwestii dermatologa Ci nie doradzę. Myślę jednak, że warto szukać kogoś dobrego. Jak Ci zapisze antybiotyk to powiedz, że nie możesz brać, bo Ci ostatnio zaszkodził. I tyle . Do psychologa wciąż Cię namawiam :). Idź od razu, póki masz taki impuls. Im dłużej będziesz zwlekać, tym będzie trudniej. Skoro czujesz, że potrzebujesz pomocy to korzystaj z niej! :) Dobranoc .
  11. A masz jakichś bliskich? Rodziców? Rodzeństwo? Czy oni nie próbują Ci pomóc? Przede wszystkich polecam Ci pójście do psychologa. Zobacz, gdzie w Twojej okolicy jest najbliższa przychodnia zdrowia psychicznego i zapisz się na wizytę. Wiem jak trudno jest wybrać się do psychologa, bo ja sam czekałem 4 lata aż zdecydowałem się na terapię. To było bardzo nierozsądne z mojej strony i kosztowało mnie wiele cierpienia. Nie popełniaj więc mojego błędu i idź do przychodni jutro! :) A jeśli masz wystarczająco kasy, możesz się zapisać prywatnie. To kosztuje jednak ok. 100 zł za wizytę. Pamiętaj, że psycholog nie gryzie i że jest od tego, żeby Ci pomóc. Po to kończył 5-letnie studia. Pamiętaj też, że szukanie pomocy u drugiego człowieka nie jest oznaką słabości tylko siły. Siły i odwagi. Uszy do góry! Pozwól sobie pomóc! :)
  12. Witajcie! O istnieniu tego forum wiem już od kilku lat. Mimo to dopiero teraz zdecydowałem się, żeby do Was dołączyć. Żałuję, że nie zrobiłem tego wcześniej, bo myślę, że wymiana myśli z osobami o podobnych problemach może bardzo pomóc w ich rozwiązywaniu. Mam więc nadzieję, że to forum pomoże mi w ostatecznym zwycięstwie nad nerwicą i że sam będę mógł tu komuś pomóc. A przynajmniej spróbować. Teraz kilka słów o mnie. Mam zdiagnozowaną nerwicę natręctw (zaburzenia obsesyjno-kompulsywne). Pierwsze objawy pojawiły się jak miałem 16 lat. Zaczęło się od natrętnych wyrzutów sumienia związanych z pobytem na rekolekcjach oazowych. W liceum moje natręctwa były związane właściwie tylko ze sferą religijną. Godzinami analizowałem swoje postępowanie, doszukiwałem się we wszystkim grzechów, miałem ciągłe wyrzuty sumienia... Księża, u których się spowiadałem mówili mi, że mam tzw. skrupulanckie sumienie. Ja myślałem, że to problem duchowy, a nie psychiczny. Problem jednak się pogłębiał. Zaczęły się pierwsze natręctwa zmuszające mnie do okreslonych czynności. Czułem się zmuszony do omijania określonych płytek chodnikowych czy do mówienia czegoś. W pewnych momencie udało mi się jednak te i inne natręctwa zneutralizować. Udało mi się uwolnić od nich na cały rok! Byłem szczęśliwy. Natręctwa wróciły tuż przez moimi studiami i to ze zdwojoną siłą. Tym razem wtargnęły do wszystkich dziedzin mojego życia. W pewnym momencie pojawił się we mnie lęk, że nigdy już nie , będę szczęśliwy, że nie mam do tego prawa. Lęk był tak silny, że zwalił mnie z nóg. Nie potrafiłem w żaden sposób się od niego uwolnić. Budziłem się z nim i zasypiałem. Obok lęku pojawiły się przeróżne natręctwa myślowe. Dopiero po 2,5 roku poszedłem do psychiatry i zacząłem brać leki, a dokładnie Paroksetynę (Seroxat). Regularną psychoterapię zacząłem 1,5 roku temu. Najpierw spędziłem 10 tygodni na oddziale dziennym, a od sierpnia zaczałęm terapię indywidualną z bardzo dobrym psychologiem. Na dzień dzisiejszy (mam 24 lata i od pół roku dyplom magistra) czuję się znacznie lepiej niż 5,5 roku temu, kiedy to nerwica zwaliła mnie z nóg. Radzę sobie ze wszystkim zupełnie nieźle, ale wciąż kosztuje mnie to dużo sił i stresu. Wciąż też nie umiem być szczęśliwy. Są chwile, momenty szczęścia, ale bardzo szybko mijają. Wciąż jestem nerwowy i napięty... No nic, ładnie się rozpisałem. Mam nadzieję, że choć ktoś doczytał do końca . Jeśli tak to go w tym miejscu pozdrawiam :). Do zobaczenia na forum!
  13. Droga Deliciu! Ja obecnie mam tylko i aż natręctwa myślowe. Z natręctwami polegającymi na określonych czynnościach udało mi się wygrać. Choć pewnie nie były tak silne jak u Ciebie. Ja poradziłem sobie z przymusami robienia czegoś w ten sposób, że ich nie słuchałem. Jeżeli nerwica każe mi dotknąć czegoś to po prostu tego nie robię. Jeśli nerwica każe mi czegoś nie dotykać to na złość jej dotykam tego. Wiem, że na początku wydaje się, że jeśli nie zrobisz tego, do czego nakłania Cię nerwica to stanie się coś strasznego, umrzesz czy coś złego stanie się komuś. Nie słuchaj tego. Nic złego się nie stanie. Nie wolno Ci pozwolić, by nerwica rządziła Tobą i Twoim życiem. Na początku będzie ciężko Ci ignorować natrętne myśli. Po każdym małym zwycięstwie będzie łatwiej. Poczujesz się silniejsza. A do psychiatry i psychologa chodzisz? Pozdrawiam i trzymam za Ciebie kciuki! :)
  14. Droga amiiś! Jeśli mogę Ci coś doradzić to to, żebyś nie starała się dyskutować z natrętnymi myślami, które do Ciebie przychodzą. Z nimi nie wolno dyskutować, bo przez taką dyskusję jeszcze bardziej się wkręcamy. Natrętne myśli należy ucinać, ignorować, zbagatelizować. Coś, co wydarzyło się w przeszłości nie ma żadnego wpływu na Twoje obecne życie. Nie roztrząsaj więc pod żadnym pozorem, tylko idź do przodu. Ja również mam nerwicę natręctw i wiem doskonale jak trudno jest ignorować natręctwa. Na tym właśnie polega nasza przypadłość, że czujemy się zmuszeni do roztrząsania, wnikania w myśli, które nas przygnębiają, dołują, wywołują lęk. Staraj się więc ignorować te przygnębiające myśli. Na początku będzie cholernie trudno, ale to jedyna droga. Trzymam za Ciebie kciuki! :)
×