Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

aredhel

Użytkownik
  • Zawartość

    46
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Mnie ostatnio z nerwów kłuje w sercu i promieniuje do lewej ręki. W dodatku mojemu bratu wykryli tachykardię i musi łykać leki na obniżenie pulsu. No i jeszcze ten rezonans we wtorek. Nie wiem jak ja zniosę to badanie i oczekiwanie na wyniki.Czuję, że normalnie niedługo zwariuję. Psychiatra już mi się na ulicy kłania normalnie...
  2. A propos kawy... Ja mam z nią różnie. Przez ostatnie dwa lata wcale jej nie piłam, bo czułam się fatalnie- cała roztrzęsiona, serce mi mocniej biło, nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Teraz jest trochę lepiej i tak średnio co drugi dzień piję sobie łyżeczkę rozpuszczalnej z mlekiem w filiżance. Ostatnio byłam też na latte z koleżanką i nic się nie działo. Ogólnie uwielbiam kawę, jej smak mnie relaksuje, ale samo działanie różnie. Uważam, że czasem lepiej sobie ją odpuścić bo naprawdę potrafi wyprowadzić z równowagi. No i wypukuje magnez. Słuchajcie ja znowu mam wątpliwości co do rezonansu. Teraz w kółko boję się, że on wywołuje raka. To ogromne pole elektromagnetyczne musi mieć przecież jakiś oddźwięk w organizmie. A co jeśli po latach zachoruję na jakiegoś raka mózgu od tego? Nie jestem przekonana co do bezpieczeństwa tego badania. Ostatnio czuję się dobrze i oko mniej doskwiera. Głowa rzadko boli i wszystko jest jak na mnie w miarę ok. Nie mam jakichś pilnych powodów, żeby robić to badanie. Czasami jeszcze źrenice robią się nierówne. Ostatnio jakieś kilka tygodni temu jak oko z niewiadomych powodów zaczęło mnie mocniej boleć to znowu zrobiły się nierówne. Ale teraz już tak nie panikuję z tego powodu jak wcześniej. Wczoraj oglądałam "Na dobre i na złe" i doktor Zosia miała robić rezonans głowy swojej córce i powiedziała, że to jest obciążenie. Na te słowa cała się zatrzęsłam. O jakim obciążeniu mówiła? Nie wiadomo jak do końca z tym jest. Może znowu przełożyć to badanie? Okulista powiedział, że oko może boleć od ciągłego stanu zapalnego, który z kolei może pochodzić od zębów, ale to też nie jest do końca jasne. Dentyści różnie mówią i chyba trzeba będzie zrobić rentgena szczęki. Nie wiem, czy to ma jakiś związek z mózgiem. Co robić, zostały już tylko dwa dni do ostatecznej decyzji?
  3. anka00, ja tez ostatnio zauważyłam u siebie jakieś dziwne węzły na szyi. To znaczy, gdy uczesałam kucyka to zerknęłam w lustro za pomocą drugiego tak z boku, żeby zobaczyć, czy równo ułożyłam włosy i miałam wrażenie, że ta szyja na dole jakaś taka wypukła się zrobiła. Najpierw zaczęłam rozmyślać, czy to nie tarczyca, ale jakichś woli tam nie wyczułam, a poza tym zawsze raczej miałam skłonność do niedoczynności, więc wole chyba nie. Potem skojarzyłam, że to może właśnie węzły, ale nie są to grube, nabrzmiałe kulki, tylko te całe linie , które idą od dołu szyi do góry są jakby większe. Konsystencja jakby ta sama. Nie wyczuwam tam jakiegoś zgrubienia, czy twardości. Latem miałam robione USG tarczycy i przy okazji węzłów chłonnych i nic nie wykazało. Teraz znowu świruję, że to jakiś rak. Nie wiem czy iść z tym do lekarza bo raz już się ośmieszyłam gdy poszłam z rzekomo powiększonym węzłem pod pachą. To co jest napisane w internecie też się u mnie za bardzo nie przekłada tzn. to, że to mają być twarde takie jakby piłeczki. Więc co to może być, że te części na szyi, te jakby linie idące od dołu w górę szyi po bokach są dziwnie większe i nabrzmiałe. Nie jestem pewna co do tego. Czy to normalne, czy nie? Zawsze jak na przykład jestem przeziębiona to właśnie te węzły szyjne po bokach(nie podżuchwowe) są takie jakby napuchnięte lekko i obolałe, ale wtedy to normalne. teraz też mam takie tyle, ze równo po obu stronach i nie bolą i są mniej twarde niż przy przeziębieniu. Po za tym we wtorek w następnym tygodniu mam rezonans i tym razem mam zamiar z niego nie uciec. Mam czasem wątpliwości, ale nie ucieknę i go zrobię. Co ma być to będzie...
  4. jasaw, no ja właśnie przez ostatni czas oprócz pobolewania w oku czułam się nawet dobrze i zaczęłam mieć wątpliwości. Jednak skoro już dostałam to skierowanie to warto by było zrobić, nawet żeby potem iść do neurologa i powiedzieć co i jak, bo z migreną pewnie jeszcze nie raz pójdę. Co mam w głowie to mam i tak od tego nie ucieknę. Najbardziej bałam się tętniaka, bo mój wujek ma wykrytego gdzieś w okolicach serca i już kilka lat żyje z bombą, która w każdej chwili może wybuchnąć. Tego najbardziej się bałam. Ale dzisiaj zadzwoniłam znowu do rejestracji i babka mnie pocieszała, ze ludzie uciekają, ze następnym razem mam ją zawołać i jak trzeba będzie to ona mnie potrzyma za rękę i z marca przełożyła mi na 7 lutego, czyli o miesiąc wcześniej. Nadal żałuję, ze wczoraj nie dałam rady. Ale teraz to już nie mam co biadolić. Stało się...
  5. Ardash, burakota, dzięki wielkie za słowa otuchy, bo to jak na razie jedyne jakie usłyszałam. Ogólnie wszyscy są na mnie wściekli, a najbardziej tata, który wiózł mnie na miejsce prawie 2h. W sumie to mu się nie dziwię, chociaż miałam do niego pretensje, że za mało mnie wspierał, a raczej podchodził do tego wszystkiego sceptycznie. Przepłakałam pół popołudnia, bo jednak też sama się denerwowałam, przygotowywałam do tego badania i byłam pewna, ze będę mieć to już za sobą. Na miejscu jednak zaczęłam mieć okropne wątpliwości i wahania, czy dobrze robię. Teraz kompletnie nie wiem co mnie poniosło, że narobiłam takiego ambarasu. Czuję się podle wobec samej siebie. Od nowego roku podejmuję postanowienie, ze przestanę zmieniać impulsywnie podjęte decyzje, będę konsekwentna, nie będę uciekać ani tchórzyć i nie będę wszystkiego zwalać na nerwicę. Nie wiem ile z tego wyjdzie, ale się postaram. Jutro zadzwonię do rejestracji, przeproszę i postaram się coś naprawić. Dzisiaj chyba tez nie zasnę, ale już nie ze strachu tylko raczej z wyrzutów sumienia.
  6. Uciekłam z rezonansu! Normalnie nie mogę... Wpadłam w totalną panikę, nawet nie weszłam do gabinetu. W korytarzu czekało mnóstwo ludzi, w kółko gadali o chorobach, ja sie tak denerwowałam, że na okrągło chodziłam do toalety, słabo mi się robiło, normalnie ze strachu nie wiedziałam jak się nazywam. Jeszcze mój tata zamiast mnie wesprzeć to coś pieprzył, że na własne życzenie przechodzę katorgi i.... poszłam sobie. Powiedziałam babce w recepcji, żeby to przełożyła. Nie wiem jak to się stało, ale z nerwów i paniki to był po prostu impuls. Teraz mam do siebie taki żal i pretensje, że szok, ale po prostu psychicznie nie dałam rady. W korytarzu było duszno i ci ludzie gadali jakieś okropne rzeczy. Nawet nie było jak wyjść bo w każdej chwili mogli mnie wyczytać. Zawaliłam sprawę totalnie, mam ochotę palnąć sobie w łeb za to co zrobiłam. A wszystko już było przygotowane. Jutro będę dzwonić do rejestracji i błagać babkę o szansę dla mnie na wcześniejszy zabieg, bo mam przełożone na marzec. Jestem totalnie załamana. Następnym razem powiem, żeby dali mi wcześniej jakiegoś głupiego jasia albo coś, bo ja nie jestem w stanie normalnie funkcjonować przed tym zabiegiem. Cały czas mam wizję, że coś m się dzieje złego podczas badania, albo, ze mam koszmarne wyniki. W dodatku jak wypełniałam ankietę, to tam było tyle różnych dolegliwości, że wszędzie pisałam " nie wiem" bo zgłupiałam i nie wiedziałam co pisać. Jestem zdruzgotana, nigdy sobie tego nie wybaczę. Stchórzyłam i tyle. Nie wiem jak ja mam się opanowywać przed takimi rzeczami następnym razem. Teraz nie wiadomo, co mi jest, czy mam coś w głowie, czy nie i znowu będę się zamartwiać. Wykorkuję z tego wszystkiego. Jestem na siebie dosłownie wściekła. Szkoda słów co nerwy i hipochondria z człowiekiem wyrabiają.
  7. Jutro mam rezonans. Panicznie się boję, chyba nie zasnę. Mam schizy, że w ciele mam jakieś metalowe kawałki, które maszyna podczas badania wciągnie i mnie okaleczy. Mam wrażenie, że w środku dostane jakiegoś krwotoku, albo ze strachu niepotrzebnie przerwę badanie i potem znowu będę musiała czekać. To jakiś koszmar jest... Na bank będę mieć atak paniki.
  8. Monia,ja tez mam tak samo. Już tyle razy pisałam listy pożegnalne i ostatnie prośby... Te ostatnie są nadal na komputerze na wszelki wypadek. Coraz bliżej do badania MRI i okropnie się boję, to już w najbliższą środę, czyli za 5 dni!. Jutro muszę zadzwonić do szpitala, wypytać się jak mam się przygotować. Wczoraj byłam u dentysty sprawdzić, czy nie mam metalowych plomb, ani niczego podobnego w buzi. Czasami mam schizy, że jednak mam jakiś metal w oku, w buzi , albo gdzie indziej i ta maszyneria podczas badania wszystko wciągnie razem z moimi organami, porozrywa mnie.Nie wiem w sumie jeszcze jakie są przeciwwskazania i co muszę zrobić, a co nie przed badaniem. Czy ktoś z Was miał to badanie i może mi poradzić coś na ten temat? Będę bardzo wdzięczna, bo ten dzień zbliża się wielkimi krokami, a ja umieram ze strachu. jak się ubrać, czy wziąć zatyczki do uszu, czy coś na uspokojenie, czy coś jeść? Byłabym bardzo Wam wdzięczna za pomoc. Tu jedynie znajduję pełne zrozumienie... P.S Wesołych Świąt!
  9. No właśnie czasami mi się wydaje( jak się dobrze czuj,ę oczywiście), że to wszystko niepotrzebne, że tylko sobie krzywdę tym całym dochodzeniem zrobię, że gdybym coś naprawdę poważnego miała to to już by się w jakiś sposób ujawniło. A jeśli mam tętniaka lub torbiel w głowie, które zazwyczaj objawów nie dają i będę musiała żyć ze świadomością posiadania bomby w głowie? A tak jakby pękło to by pękło i ale bym się przedtem tak nie przejmowała... Pewnie pójdę na ten rezonans, nie mogę sobie przecież jaj robić, że raz ryczę, żeby w końcu mnie zbadali, a potem chcę rezygnować. Najbardziej tylko boję się, że faktycznie mi coś wykryją, jak ja zniosę to badanie. Czekałam 2 miesiące na ten rezonans. Zaraz będzie 5 miesięcy z tym wszystkim. Waham się cały czas, ale przecież muszę iść. Strasznie się tego boję, strasznie, badania, wyników...
  10. Witajcie! Mnie jak na razie głowa nie boli i mniej mi pulsuje krew w żyłach w mózgu( chociaż nadal nie przestało całkiem). Ogólnie czuję się dobrze gdyby nie to oko, które boli już 5 miesiąc i nadal pojawiająca się nierówność źrenic. W sumie to wyszło na to, że oko mnie boli od przewlekłego stanu zapalnego, chociaż przedtem symptomy wskazywały różnie. Ostatnio oko tak piekło, że miałam problem z wyjściem na zewnątrz, ale to od kropli, które najwyraźniej okazały się za silne. W rozmowie telefonicznej z okulistą dowiedziałam się dodatkowo, że będę musiała mieć robione szersze badania oczu, ze względu na ten nieprzemijający stan zapalny i podwyższone ciśnienie w oczach. Poza tym czuję się od czasu tamtych bólów głowy dobrze( odpukać!). Za tydzień mam rezonans i teraz panikuję, że sama pcham się znowu w jakieś bagno. Co jesli wykryją mi jakiegoś tętniaka, albo torbiel i będe musiała żyć z taką świadomością? Czasem gdy mam dobre samopoczucie to zastanawiam się, czy nie olać tego rezonansu. Kiedy jednak gorzej sie czuję, chcę już mieć to badanie zrobione jak najszybciej. Mam totalny mętlik w głowie. Został już tylko tydzień i nie wiem co robić. Jechać, nie jechać? Potem z drugiej strony będę żałować, że sie nie upewniłam. Albo też z kolei będę płakać, że zniszczyłam sobie życie wynikiem badania, który może przecież pokazać wszystko. Przez ostatni miesiąc moje samopoczucie było dobre, na tyle, ze udało mi się zapomnieć o guzie mózgu, w ogóle całym rezonansie itd. Chyba już z braku sił psychicznych moja świadomość odsunęła gdzies na bok strach przed chorobą i żyłam normalnie. Nawet nie histeryzowałam z powodu oka i ogólnie było ok. Teraz tylko zaczęłam znowu się stresować, przed rezonansem. Kompletnie straciłam głowę. Poradźcie co robić w takiej sytuacji? Pojechać na to badanie? Przełożyć? Zrezygnować?
  11. Ja w ogóle czuję jakbym się wypaliła. Mam wrażenie, ze wpadam w depresję i nic już w życiu nie osiągnę. Jestem strasznie podatna na sugestie. Wystarczy, że obejrzę jakiś film, czy cokolwiek i już czuję, że dana tematyka chodzi mi po mózgu. Ostatnio na przykład oglądałam film z najnowszego pokazu Victoria's Secret, tak dla relaksu i poprawy humoru. I owszem humor mi się poprawił, ale gdy poszłam do łazienki się wykąpać i spojrzałam na siebie w lustrze to zaliczyłam załamkę, że jak ja w ogóle wyglądam. I mam tak ze wszystkim. Obejrzę film o prawnikach to żałuję, że nie poszłam na prawo, obejrzę o architektach to myślę: mogłam iść na architekturę... jakoś nie potrafię się odnaleźć sama ze sobą. Chętnie poszłabym znowu na sesję do psychologa, bo bardzo mi to pomagało, ale niestety nie mam na to na razie pieniędzy. Teraz w dodatku cały czas boję się tego rezonansu, tego czy oko w końcu będzie zdrowe, czy przejdzie migrena, czy w głowie mi coś nie pęknie. Nie wiem gdzie się podziała tamta dziewczyna z liceum, pełna ambicji, marzeń i nastawiona na konkretny cel. mam 21 lat i czuje, że się starzeję, że już mam z górki, że wszystko jest już za mną. Zaprzepaściłam moje życiowe szanse. Strasznie mnie to dołuje. Zaraz będę mieć 25 lat, potem trzydziestka na karku i koniec wszystkiego, o ile oczywiście do tego czasu nie umrę bo cały czas się z tym liczę. Nie wiem jak ja dalej podołam.Czasem mam wrażenie, ze niedługo totalnie zwariuję, przestanę mieć kontrolę nad sobą i rzeczywistością, zrobię coś głupiego, albo okropnego już nawet nie chcę wymieniac co bo sama myśl o tym mnie przeraża. Po prostu zachoruję psychicznie. Czuję, że w końcu i tak będę musiała zgłosić się do psychiatry i ta myśl szczególnie mnie dobija. Wyobrażacie to sobie?! Mam 21 lat i już muszę się leczyć bo nie daję rady! To jakaś życiowa porażka... Jestem do niczego, jakaś słaba, walnięta ciepła klucha. Nie wiem co się ze mną stało. Kiedyś taka nie byłam, byłam normalna. A teraz? Wystarczy, że zaczęłam wchodzić w dorosłe życie i już na starcie się posypałam. Ujawniły się wszystkie moje słabości, mój umysł jest jak z waty cukrowej- delikatny i bardzo niestabilny. Beznadziejna jestem. Nie wiem, czy znajdzie się w przyszłości jakiś facet, który da radę wytrzymać ze mną więcej niż rok...
  12. Cześć! Dawno mnie tu nie było, bo jakoś ciągnęłam mój żywot, zajmowałam się sprawami na uczelni, ale znowu mam doła i wróciłam. Sytuacja jest nieciekawa, a ja kompletnie nie mam się komu wygadać. Przed chwilą ryczałam bo już nie wyrabiam psychicznie. Byłam kilka dni temu u okulisty, okazało się, że stan zapalny w oku nadal jest i nie wiadomo dlaczego. Dostałam kolejne krople, a oko boli i boli. Wybrałam leki na migrene, ale niestety pulsowanie nadal czuję, bóle głowy miewam ale jakby mniejsze od jakichś dwóch tygodni. Często za to mi niedobrze, mam zawroty głowy i czuję sie jakaś taka słaba. W dodatku, żeby poprawić sobie humor i samopoczucie, zaczęłam jakiś miesiąc temu ćwiczyć mięśnie brzucha i biegać. Niestety od tego czasu boli mnie kręgosłup dokładnie odcinek lędźwiowy i będę musiała iść do ortopedy, bo moge mieć wade kręgosłupa. Do głowy przyszedł mi tez rak kości. Mam wrażenie, że wszystko w życiu mi się wali. Nie mam nawet pieniędzy, żeby iśc do psychologa i wygadać się, uporządkowac jakoś moje sprawy. Chodze tyle czasu po lekarzach i nic mi nie pomaga. Jest coraz gorzej. Tracę juz nadzieję. Po świętach mam rezonans głowy, więc też nerwy co wyjdzie. Jestem totalnie wypalona. Nie ma siły na nic i w kółko ryczę. W dodatku w badaniu dna oka u okulisty wyszło, że mam bóle migrenowe bo naczynia są poszerzone, a ja nigdy takich bólów nie miałam tylko w ostatnim miesiącu się zdarzało. Jeszcze jak teraz lekarz zabroni mi biegać to się załamię chyba. Już się w to wciągnęłam, spodobało mi się, a tutaj nagle bóle kręgosłupa z którym nigdy nie miałam problemów. Ciekawe co mnie jeszcze spotka... Totalna załamka. Już nie mam sił na to wszystko.
  13. Ja jestem w stanie krytycznym. Od dwóch tygodni mam mdłości i zawroty głowy do tego stopnia, że musiałam opuścić zajęcia na uczelni. Od kilku dni okropnie boli mnie głowa, mam wrażenie jakby zaraz miało rozsadzić mi mózg, wszystkie żyły miały pęknąć i czuję taki okropny ucisk z tyłu głowy. Mam wrażenie jakby drętwiała mi szczęka. Myślałam, ze to od leków neurologicznych, które biorę, ale bardzo w to wątpię, bo już długo je łykam i nic takiego wcześniej się nie działo. Źrenice nadal mam nierówne. W przyszłym tyg. idę do okulisty w sprawie wciąż pobolewającego oka i ogólnie na sprawdzenie dna oczu. Postaram się też dostać do neurologa. Teraz już jestem na bank pewna, że to guz mózgu. Te wszystkie dolegliwości znaczą jedno- guz jest i się rozrasta. Trudno mi się z tym pogodzić mimo, że cały czas przewidywałam taką możliwość. Nie mam nawet 21 lat... Całe życie czułam, że umrę młodo i się sprawdziło. Niedługo pewnie stanę przed trudnymi wyborami jak operacje na mózgu, naświetlania, chemioterapie itd. ale sama nie wiem czy to ma sens. Przecież w każdej chwili mogę dostać wylewu od tego ciśnienia w żyłach, albo po prostu paść i nie wstać. Wiadomo jakie są rokowania przy nowotworach mózgu. Jestem kompletnie załamana. Wszystko legło w gruzach. Być może to już jeden z ostatnich postów jakie tutaj zamieszczam. Napisałam już list pożegnalny do rodziny i ostatnie prośby. Czuję się okropnie, boli mnie głowa i kark, odczuwam nadchodzący koniec. Dobrze, że chociaż tutaj mogłam się wygadać i liczyć na zrozumienie. Pozdrawiam Was.
  14. Też bym chciała mieć męża lekarza. Miałabym skierowania na badania, recepty, porady, wszystko w zasięgu ręki... Choć i tak czuję, że on prędzej czy później by ode mnie uciekł skoro przerwy bym mu truła o moich dolegliwościach. Jednak nie ma to jak rodzeństwo, czy rodzice lekarze. Oni nigdy by mnie nie olali przynajmniej. Tak w ogóle to ja nadal wkręcam sobie guza mózgu. 28 grudnia mam rezonans głowy, ale mam wrażenie, że wczesniej padne i zabiorą mnie do szpitala. Muszę sobie ciuchy przygotować. Oko jak bolało tak boli, nic nie pomaga... Ostatnio na zajęciach na uczelni zrobiło mi się tak niedobrze, że poszłam do domu. Normalnie myślałam, że zwymiotuję na podłogę. Nie doszłam potem czy to od tabletek, które biorę ( jako skutek uboczny), czy z nerwów, czy od guza mózgu. Mimo wszystko jednak nie puściłam pawia.
  15. Ja zdecydowałam sie jednak łykać tą Ergotaminę ( to co miało tyle skutków ubocznych). Od wczoraj niestety drętwieje mi lewa ręka i odczuwam mrowienie. to podobno jest skutek uboczny, przy którym trzeba przerwać leczenie. Pisze ogólnie na ulotce, ze przy mrowienia palców u stóp lub rąk trzeba przerwać, a drętwienie całych kończyć (a potem martwica!) występuje przy długotrwałym braniu przy większych dawkach, a ja dzisiaj wzięłam dopiero trzeci dzień i biorę po jednej tabletce. Nie wiem co robić. Skontaktowac się z farmaceutą, czy jak? Nie chcę od razu na początku przerywać leczenia, ale nie chcę też żeby ucięli mi rękę.
×