Skocz do zawartości
Nerwica.com

freeloser

Użytkownik
  • Postów

    1
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Osiągnięcia freeloser

  1. Mam 20 lat. Postanowiłem tutaj napisać, ponieważ czuję się kompletnie zniszczony od wewnątrz. Porzuciłem już wszelkie nadzieje na to, że kiedyś będę szczęśliwym człowiekiem zdolnym do życia dla siebie i dla innych. Odnoszę wrażenie, że jestem tylko bezwartościowym śmieciem, niezdolnym do czerpania radości z życia. Nie będę próbował szukać dziewczyny, ponieważ nie mam nic do zaoferowania. Czuje się bardzo samotny, ale nie potrafię w żaden sposób okazywać emocji, poza tym z moim poczuciem własnej wartości jest to po prostu niemożliwe. Na co dzień zakładam maskę, udając osobę oziębłą emocjonalnie, w praktyce ma to jednak służyć ukrywaniu wewnętrznego bólu, zupełnie innego niż ten odczuwany fizycznie. Nie potrafiłbym zapewnić drugiej osobie wsparcia emocjonalnego w trudnych momentach. Wystarczy, że nie radzę sobie sam ze sobą. Osobą, która rozbudza we mnie ten smutek jest mój ojciec (pewnie jedna z wielu przyczyn). Gdy nie ma go w pobliżu życie staje się o wiele łatwiejsze. Kiedyś go kochałem, w swoim czasie sporo dla mnie zrobił i jestem mu za to wdzięczny, lecz bardzo się zmienił. Czuję się tak, jakbym utracił bliską osobę, a na jej miejscu dostał oprawcę, który chce mnie sprowadzić ze sobą na dno. Myślę, że jedną z przyczyn, które zniszczyły jego osobowość, jest utrata pracy i zarabianie o wiele mniej niż kiedyś (ledwo wiążemy koniec z końcem). Mój ojciec był osobą bardzo inteligentną, która do perfekcji doprowadziła manipulowanie innymi ludźmi. Ma podwójne oblicze, świetnego sąsiada i kolegę w kręgu swoich znajomych oraz osoby bardzo trudnej i nieprzewidywalnej wśród najbliższych. Swoje wyrafinowane umiejętności wykorzystuje teraz przeciwko rodzinie. Czy pojawił się problem alkoholowy? Ojciec pije sporo (kilka piw dziennie i do tego jakieś drinki, samogony), czasem potrafi po prostu wąchać spirytus, ale nie lubię, gdy przestaje to robić, ponieważ staje się wtedy bardziej wredny i nerwowy niż zwykle. Gdy ma okazję spożywać napoje alkoholowe z kolegami, to zwykle pije w ten sposób, by szybko się upić. Czasem do tego stopnia, że nie jest w stanie się samodzielnie poruszać. Nie stosuje przemocy fizycznej. Jednak częste i intensywne picie to wcale nie musi być alkoholizm. Nie mnie to oceniać. Każde święta są koszmarem. Ojcu zawsze coś nie pasuje i musi znaleźć sobie osobę, której będzie ubliżał, niestety nie jesteśmy ludźmi idealnymi. Powód będzie błahy, na przykład nieudana (jego zdaniem) potrawa, bądź coś zrobione nie po jego myśli. Nie obejdzie się bez obrażania członków rodziny przy stole, nieważne czy to Wigilia czy też zwykły niedzielny obiad. Ważne, aby zniszczyć poczucie własnej wartości domowników. By zbliżyć je do swojego poziomu. Nie raz siostra lub matka płakały przez tego człowieka, ale co zrobić, jesteśmy od niego uzależnieni. Sam mam skłonność (zdaniem niektórych znajomych) do nadużywania alkoholu. Odnoszę wrażenie, że całe moje życie towarzyskie byłoby po prostu niemożliwe i nigdy by nie powstało, gdyby nie picie. Sam stoję przed trudnym wyborem: mając opcje śmierci społecznej, czyli rezygnację z imprez i picia czy też korzystać z używek, póki jeszcze mogę, gdyż i tak nie widzę dla siebie przyszłości, a konsekwencje płynące z potencjalnego uzależnienia od alko, do którego mogę się doprowadzić zostawić na później, zwłaszcza że nie mam wiele do stracenia. Co do studiów, idzie mi dobrze. Myślę, że gdybym miał względnie spokojną sytuację w domu, mógłbym wiele osiągnąć (kwestia koncentracji), zdobyć dobrą pracę (kierunek techniczny) i prowadzić szczęśliwe życie. Ale już mnie nie ma, zostałem zniszczony. Poza tym osoba z moim poczuciem własnej wartości nie znajdzie dobrej pracy, nie będzie czerpała z niej radości, bo pieniądze to tylko środek w realizacji rzeczy, których kupić się nie da. Teraz możecie obrzucić mnie gównem.
×