Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Trishaa

Użytkownik
  • Zawartość

    13
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Trishaa

    Życie czy bycie... co mi jest??

    Generalnie staram się mieć dystans do siebie i wszelkich wypowiedzi na forum. Nie jestem juz taka młoda jak wiekszosc z Was i naprawde mam potezny bagaz doswiadczen. Niemniej jak wspomnialam scroll uderzyl w najczulszy punkt. Poki co staram sie byc jak najlepsza matka i poza 1 wybrykiem mega złosci, ktorej moje dzieci byly swiadkami nie moge sobie nic innego zarzucic. Nawet jak nosze furie w sobie staram sie aby one nie odczuwały tego... choc pewnie i tak czuja ze cos jest nie tak. A z mezem staramy sie nigdy przy nich nie klocic, tylko czekamy az zasna... Na razie sie udaje ale coraz wiecej mnie to kosztuje i coraz wiekszy bum jest po nocach....stad moje wziecie sie za siebie... btw dzis mam super dzien (to pierwszy taki od listopada).... oby skonczyl sie tez dobrze:) i nawet psycholog mnie rozbawila swoja diagnoza :) chyba nie jestem az tak beznadziejnym przypadkiem za jaki sie miałam :) także dobra chwilo trwaj !!!!!!!! ............... :)
  2. Trishaa

    Życie czy bycie... co mi jest??

    ....................................................................................... w sumie nie wiem co napisać... po słowach scroll`a odechciało mi się "wywnętrzniać" tutaj i szukać "przyjaciól". Miałam wrazenie ze takie fora są po to żeby sobie pomagac, podnosic na duchu a nie jeszcze bardziej dołowac. Szukałam u Was zrozumienia a okazało się ze zostałam zbesztana w najczulszy punkt dla mnie... bo w dzieci. Chyba nie powinnam się tu usprawiedliwiac co do moich "stanów" bo to nie o to tu chodzi ale fakt ze widze ze jest cos nie tak ze mna robie to tak jak napisałam przede wszytskim dla nich. One sa jeszcze malutkie i pewnie nie beda pamietaly jak na razie jedynego mojego wybuchu. Ale dla mnie to jest ten o 1 wybuch wobec nich za duzo i stad szukanie pomocy zeby sytuacja nigdy nie musiała się powtorzyc. A jesli kogos obrzydzam coz... niech nie czyta moich postow... btw współczuje tobie scroll....bo widac że nawet z moja mega deprecha nie jestem tak rozgoryczona jak ty. p.s. agniesia01 i Allah dziekuje za reakcję i obronę jesteście wielcy - duzo to dla mnie znaczy. a teraz zmykam na 2 wizytę...
  3. Trishaa

    Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)

    miałam tego nie robic...ale coz sama sie diagnozuje i tak jakos pod tym tematem podpisuje sie rekami i nogami... co dalej?? moge normalnie funkcjonowac??
  4. Trishaa

    [Warszawa] Nasza Stolica

    moze i część się wyleczyła... ale dolaczają nowi.... jutro 2 wizyta u psychiatry na nfz... ciekawe czy znowu usłysze ze nic mi nie jest... myslicie ze 35 pkt w tescie becka o czyms swiadczy?? w piatek zaczynam terapie u psychologa.... ciekawe czy uda mi sie jej nie okłamywac i nie manipulowac.... zamiar jest byc do przesady szczera... ale juz na 1 telefonicznej rozmowie opowiedziałam bezsensowny stek bzdur... w ogole ma ochote ktos pogadac??
  5. Trishaa

    Spotkania w realu....

    A Warszawa miewa spotkania??
  6. Trishaa

    Życie czy bycie... co mi jest??

    myslicie ze napisanie listu do psychologa jest dobrym pomyslem... wtedy napisze tu i teraz co mnie boli i nie oklamię jej na wizycie?? zrobiłam test Becka... wyszło mi 35... czyli ciezka depresja.... a psychiatra mowi ze nic mi nie jest... piekny dzien a ja mam wszytstko w nosie...zaczynam sie bać! im wiecej czytam to forum tym bardziej czuje sie swirem... chciałam siebie zdiagnozowac zeby ulatwic sprawe ... ale dochodze do wniosku ze jestem takim pokretem ze mam wszystko po trochu. słabo...
  7. Trishaa

    Skala Depresji Becka

    hmmm.... 35.... a psychiatra powiedziała ze nic mi nie dolega... chyba na ciezka depresje sie nie czuję... nic nie kumam ;(
  8. Witajcie, jestem nowa ale chetnie przyłacze sie do dyskusji. Na wstepie chciałam zapytac jak poznac dobrego psychiatre i psychologa?? mam wrazenie ze nie mam juz czasu ktory zmarnuje na niewlasciwe konsultacje.... mam dosyc tych złych dni...
  9. Trishaa

    Życie czy bycie... co mi jest??

    Nie wspomniałam o 2 połowie bo w sumie nie ma o czym. Oczywiscie mąż i tata jest obecny. Wbrew pozorom tworzymy szczesliwa rodzinę jak jest dobrze. Ale gdy przychodza moje dziwne stany - wszystko jedno czy ataki zlosci, czy smutku, czy totalny zawias - to odsuwamy sie bardzo od siebie. On tego nie rozumie - znaczy mowi ze wie ze rowno pod sufitem nie mam ale swiadomie taka mnie brał - jego jedynym stwierdzeniem na moje złe dni jest osławione "wez sie w garsc i nie wynajduj sobie problemów" czym doprowadza mnie do szału i nie rozumie ze nie moge.... a wtedy ja swiruje i wsciekam sie jeszcze bardziej - wiec nawet ze smutku robi sie agresor. Nie posuwam sie do rekoczynow czy rzucania talerzami - choc 1 raz miał miejsce taki incydent ale teraz sa dzieci... wiec staram sie panowac przynajmniej nad czynami bo nad slowami nawet nie probuje... Także tutaj wsparcia jak i zrozumienia bardzo mi brakuje. Co do napadów złości i agresji - to polegaja na tym ze jestem chodzacym dynamitem - rzeczywiscie ciagle podnosze głos, czasem krzycze i zdarza mi się czyms cisnac z hukiem ale jak wspomniałam ze wzgledu na dzieci staram sie panowac nad sobą. Nie chce zeby się mnie bały i nie chce zrobic im krzywdy - wiec najczesciej po prostu wychodze z pokoju na chwile otwieram okno licze do 10 lub zapale dymka i jakos daje rade .... poki co przynajmniej ale przychodzi mi to coraz ciezej. A lekarz coz... rzeczywiscie na 1 wizycie nie byłam do konca szczera, jakos nie umiałam mowic całej prawdy i tylko prawdy a najbardziej wstydziłam sie własnych emocji i okazania ich... i stad pewnie ta diagnoza. Zreszta maż mowi ze swietnie manipuluje ludzmi.... Przez ten miesiąc wiele sie zmieniło, wiele myslałam, zrozumiałam i wiem ze chce i potrzebuje pomocy wiec postaram się aby te 2 spotkania w tym tygodniu z lekarzem i psychologiem miały sens i daly poczatek mojemu powrotowi do normalnosci. Kwestia czy wytrwam w tym postanowieniu czy znowu zrobie szopke...chciałabym wierzyc ze nie....
  10. Witajcie.... Ponieważ od czegoś trzeba zacząć to trochę o sobie. Jestem 31 letnia kobieta, która totalnie nie umie odnaleźć sie w rzeczywistości i do tego jest nieprzystosowana do życia w społeczeństwie. Chociaż wydaje mi się że nie zawsze tak było. Do ok 21 roku zycia wydawało byłam chyba całkiem normalna – wiadomo, na pewno bardziej wrażliwa, nerwowa, a mały stres potrafił wywołać ataki paniki - obezwładnić mnie i moje działania ale przez lata jakoś udawało się w miarę normalnie funkcjonować. Później splot dziwnych i nasilonych emocjonalnie wydarzeń spowodował ze dopadła mnie chyba książkowa depresja… mowie chyba bo wtedy nie zastanawiałam się na tym za wiele… po prostu przez rok nie wychodziłam praktycznie z łóżka okłamując wszystkich dookoła – rodziców ze chodzę na studia, znajomych ze mam inne plany i nie mam dla nich czasu itp. Po ponad roku jakoś wróciłam do względnej formy ale to już nigdy nie było takie „normalne” bycie. Dziś moja rzeczywistość to siedzenie w domu na wychowawczym. Pomyślicie że pewnie to jest problemem ze 3 rok spędzam w domu i pewnie jest w tym trochę racji bo takie siedzenie w pieluchach naprawde oglupia i cofa ale ja zawsze byłam "inna", tylko teraz to bycie inną daje mi o wiele bardziej w kość. Kiedyś jeszcze potrafiłam widzieć rzeczy w różowych kolorach i radzić sobie a teraz widzę tylko ciemne i w dodatku pokrętne szarości. Kiedyś miałam zainteresowania, plany a teraz wszystko jest bez sensu. Pomysłów może mam i wiele ale co z tego jak nie mam siły nic zrealizować bo nie wierze ze dam radę. Mała potyczka w jakimś zaplanowanym zdarzeniu powoduje ze załamuje się, wściekam, wkurzam i jestem chodzącym dynamitem. Wiadomo ze życie wystawia nas na rożne próby i z wiekiem jest ich coraz więcej i są one trudniejsze ale wydawało mi sie ze powinnam sobie ze wszystkim radzić ze inni maja gorzej, ciężej ale jednak nie potrafię. A co w tym wszystkim najważniejsze szkoda mi moich dzieci na których oczywiście mimo woli wyładowuję się i musza na wszystkie jazdy mamusi patrzeć 24h… nie chce żeby wyrosły na skrzywione osoby… Nie wiem co jest ważne a co nie, co jest normalnym zachowaniem a co wychodzi poza ogólno przyjęte normy. Prawda jest taka że ja już dłużej nie mogę tak żyć i najgorsze że nie mogę tak żyć, nie tyle z innymi co ze sobą. Nie to ze mam myśli samobójcze bo ich nie mam... znaczy może mam ale na pewno nie odważę sie tego zrobić. Moim problemem nie wiem czy jest depresja czy stany lekowe czy nerwica, czy zaburzenia osobowości czy cos zupełnie innego. Ja chyba po prostu nie umiem normalnie żyć - jestem bardzo nerwowa, pierdoły wyprowadzają mnie z równowagi i doprowadzają do furii, ciągle chodzę smutna, czasami łapie jakieś dziwne euforie które po chwili pacyfikuje, jestem wiecznie przestraszona ,wszystko mnie przerasta i często nie panuje nad swoimi emocjami. A do tego potrzebuje być idealna - także adorowana i podziwiana przez innych – chociaż ogólnie mam wrażenie że nienawidzę ludzi i wolałabym żyć w samotni. Teraz doszły zaburzenia ze strony serca, oddechu a nawet bezwłady kończyn i zaburzenia widzenia. Często mam wrażenie jakby świat biegł koło mnie. I jeśli ma to tak dalej wyglądać to chyba nie dam rady… stad moja obecność tu ! Co do leczenia. Byłam na 1 wizycie u psychiatry na NFZ - dostałam coaxil i usłyszałam że nie widzi we mnie problemu ale jeśli chce to da mi leki które powinny pomóc. Przyjmuje je od miesiąca w dawce 2x1 i rzeczywiście może trudniej mnie wyprowadzić z równowagi ale cała reszta jakby sie nie zmieniła, a depresyjne nastroje jakby były jeszcze głębsze... W sumie nie wiem czego chce... czasami jest dobrze i po prostu jest dobrze ale jak sie zaczyna walić to mam ochotę odizolować się od wszystkiego i wszystkich, schować sie pod kołdrę tylko spać i wyć na zmianę lub latać z kałaszem po mieście... Także jestem tu z Wami… może pomożecie mi czasem wygadać się, może "zdiagnozować" a może po prostu nauczycie normalniej funkcjonować ale przede wszystkim na pewno mnie zrozumiecie. Dziś wykonałam kolejny krok, w czwartek idę na kolejna wizytę do psychiatry a od piątku ide na terapie u psychologa… jestem ciekawa co mi powie. A wy co o tym myślicie?? Jestem przewrażliwioną, znudzoną życiem kobietą bez pasji czy jednak jestem chora??
  11. Trishaa

    Witajcie... co z tym życiem...??

    Wykonałam kolejny krok... zapisałam sie do psychologa na terapie... Poniewaz to watek powitalny nie bede tu zanudzac, przeniose sie do jakiego tematu...po przeczytaniu wielu postow od wczoraj najbardziej chyba utozsamiami sie z tym z zaburzeniami osobowosci... wiec tam ide... zaczne od poczatku i postaram sie ze szczegolami opisac siebie....jesli to w ogole mozliwe bo chyba mam za duzo tych roznych osobowosci Dziekuje za powitanie i rady - wszystkie są bardzo pomocne i choc na chwile podnosza na duchu.
  12. Trishaa

    Witajcie... co z tym życiem...??

    .... zalogowałam się, przedstawiłam i nie wiem co dalej... nie wiem gdzie dołączyc... czy mam depresję, czy stany lekowe, czy zaburzenia osobowości... a moze mam to wszytsko... a moze nic jak twierdzi psychiatra... po prostu nałozyło sie kilka ciezkich spraw... czy moje odczucia, ze nie jest ze mna dobrze, nawet na chłodno, jak analizuje zachowania mowia ze doszukuje sie problemow czy ze naprade cos jest na rzeczy... ..... .... ....za duzo pytań .....bez odpowiedzi....
  13. Witajcie.... W zasadzie nie wiem od czego zaczac... moze od tego ze jestem 31 letnia kobieta, posiadajaca wbrew pozorom szczesliwa rodzinę ale zupelnie nie umiejaca sie odnalezc w rzeczywistosci. Obecna moja rzeczywistosc to siedzenie w domu na wychowawczym z 2 dzieci wieku 2,5 i 1,5 roku. Pomyslicie ze pewnie to jest problemem u mnie ale to nie tak, ja zawsze była "inna" tylko teraz daje mi to o wiele bardziej w kość. Zawsze byłam bardziej wrazliwa niz inni, bardziej podatna na stres, ale kiedys potrafilam widziec wszytsko w rozowych kolorach i radzic sobie a teraz widze tylko ciemne szarosci. Wiadomo ze zycie wystawia nas na rozne proby i z wiekiem jest ich coraz wiecej i sa trudniejsze ale wydawalo mi sie ze powinnam sobie ze wszystkim radzic ale jednak nie potrafie. Nie wiem co jest ważne a co nie, co jest normalnym zachowaniem a co wychodzi poza ogolno przyjete normy. Prawda jest taka że ja już dłuzej nie mogę tak zyć i najgorsze że nie moge tak życ, nie tyle z innymi co ze soba. Nie to ze mam mysli samobojcze bo ich nie mam... znaczy moze mam ale na pewno nie odwaze sie tego zrobic. Moim problemem nie wiem czy jest depresja czy stany lekowe czy nerwica, czy cos zupelnie innego. Ja chyba po prostu nie umiem normalnie życ - jestem nerwowa, smutna, czasami euforyczna, wiecznie przestraszona i wszytsko mnie przerasta i czesto nie panuje nad swoimi emocjami. Byłam na 1 wizycie u psychiatry na NFZ - dała mi coaxil i powiedziala ze nie widzi we mnie problemu ale jesli chce to te leki powinny pomoc. Przyjmuje je od miesiaca w dawce 2x1 i rzeczywiscie moze trudniej mnie wyprowadzic z rownowagi ale cała reszta jakby sie nie zmienila... Chciałam isc na terapie do psychologa ale boje sie ze nie bede potrafila byc szczera, a nie chce komus marnowac czasu a sobie pieniedzy... W sumie nie wiem czego chce... czasami jest dobrze i po prostu jest dobrze ale jak sie zaczyna walic to mam ochote schowac sie pod koldre tylko spac i wyć na zmianę... Moze pomozecie mi czasem wygadac się, moze "zdiagnozowac" a moze po prostu nauczycie normalniej funkcjonowac ale przede wszytskkim na pewno mnie zrozumiecie... Pozdrawiam Was wszystkich i zycze tylko dobrych dni...
×