Skocz do zawartości
Nerwica.com

offlive

Użytkownik
  • Postów

    5
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez offlive

  1. Witam, Mam następujące pytanie, czy od nudzenia się można zwariować? Bo już chyba mam jakieś niepokojące objawy, Każdy mój dzień jest identyczny, Każdy tydzień zaczyna być podobny do poprzedniego, i tak już od kilku miesięcy, Nie mam żadnej pracy, nie mogę też znaleźć, mieszkam w małym miasteczku gdzie nie ma dosłownie niczego do roboty. Nie mam ani jednego znajomego, nie dlatego że nie chcę mieć, ale dlatego że poprostu nie mam z nikim kontaktu, Ile to można chodzić z psem na spacery żeby tylko zabić czas, i tak z dnia na dzień, całkowita alienacja, czuję sie jak bym był z jakiejś innej planety, cholera nie wiem co robić..
  2. Mam pytanie co czujecie w momencie przyglądania się własnemu odbiciu w lustrze? Bo ja widzę tak jak by obcą osobę, nie jest to trochę dziwne?
  3. Wydaje mi się, że objawy depresyjne to wynik wtórny ogólnego samopoczucia, bo wstaje rano, a tu znowu to samo, Najgorsze jest poczucie że ciężko jest mi się przebić z jakikolwiek innymi myślami, mój umysł krąży tylko wokół jednego, kiedy znowu nastąpi atak, no ześwirować idzie,
  4. Witam, Jestem nowy na forum i na początku chciałbym się ze wszystkimi przywitać. Na forum trafiłem (prawdopodobnie jak większość) po próbach zdiagnozowania tego co się ze mną stało Postaram się w miarę zrozumiały sposób opisać co mi dolega. Wszystko zaczęło się na ostatnim semestrze. Studiuję Architekturę, kierunek wymaga pełnego zaangażowania i poświęceniu dużej ilości czasu. Kierunek ten, należy niestety do tej grupy zawodowej gdzie pracuje się nawet śpiąc :) Przy końcówce ostatniego semestru pracowałem nawet po 15 godzin na dobę, zacząłem bardzo źle odżywiać się, nie mogłem się wyspać, wstawałem jak by pijany, dopiero w południe dochodziłem do siebie i znowu praca przy komputerze do rana. W weekendy zero wypoczynku (studia zaoczne). Kiedy w końcu udało mi się zakończyć semestr i ciśnienie opadło, myślałem że będę mógł wypocząć, ale niestety myliłem się i to bardzo Pewnego razu biorąc prysznic nagle zaczęło mi się robić duszno, serce zaczęło walić jak oszalałe, gumowe nogi, mrowienie skóry głowy, niekontrolowany płytki oddech, poczucie że zaraz zemdleję, i najgorsze co towarzyszy mi do dzisiaj poczucie że zaczynam się odrywać od rzeczywistości i ta przeraźliwa myśl „ ja pierdziele zaczynam wariować, jak zaraz stąd nie ucieknę to zwariuję” Nie mogłem kontrolować tego stanu, nie mogłem tego przerwać, nie miałem na to żadnego wpływu. Czułem że muszę uciekać, że jeżeli tego nie zrobię to po prostu za moment zeświruję. Ledwo ubrałem się i wyszedłem z domu, z myślą że mi to przejdzie, gdzieś po godzinie trochę to przerażające uczucie zelżało, ale nagle uświadomiłem sobie, że boję się wrócić do domu, że nie chcę powtórki. W końcu przełamałem się i jak najszybciej położyłem się spać ciągle myśląc co się do cholery stało. Zasnąłem z myślą że potrzebuję odpoczynku, że jutro muszę coś zaplanować aby wypocząć. Niestety jutra już nie było, zaraz po przebudzeniu totalny matrix, tak jak by całkowite odrealnienie, milion myśli na sekundę, ciągłe analizowanie mojego stanu, uczucie bycia w swoim ciele tak jak bym się od niego oddzielił, świat dookoła mnie tak jak by sen do tego przeraźliwy lęk, i to cholerne uczucie chęci ucieczki, któremu poddałem się dzień wcześniej. Moje życie zmieniło się w zwykłą wegetację, zainteresowania gdzieś się ulotniły, każdy dzień stal się identyczny przesycony lękiem. Samodiagnoza: schizofrenia, źródło informacji: wikipedia, internet :) działo się to w marcu 2010 Trwałem w takim stanie kilka miesięcy. Wreszcie zdecydowałem się na wizytę u psychiatry. Opowiedziałem mu wszystko i szczerze. Diagnoza zaburzenia lękowe i nerwicowe. Dostałem receptę na lek o nazwie Alprox i miałem brać to dwa tygodnie rano i wieczorem. Po wyjściu z apteki otworzyłem małe pudełeczko i wg zaleceń lekarza zażyłem polówkę jednej tabletki z myślą ze pewnie nic nie da. Po około 20 min zaczęło się dziać coś dziwnego, wszystkie złe emocje zaczęły się rozpływać, a z nim lęk, tak jak by imadło ściskające mój umysł nagle poluzowało, nagle tak jakby chmury z których padał cały czas deszcz gdzieś się rozwiały odsłaniając dawno niewidziane słońce. Ten stan trwał do końca dnia, dawno tez tak się nie wyspałem. Rano po przebudzeniu znowu poczułem niczym niespowodowany niepokój uczucie nierealności, ale po śniadaniu + tabletka wszystko znowu powróciło do normalności. Cieszyłem się że mam lek no mój ból, jednocześnie jakaś część we mnie mówiła mi że jest to trochę dziwne żeby poprawiać sobie samopoczucie tabletką. Poczytałem na temat benzodiazepiny, i okazało się ze jest to silnie uzależniający lek co nawet zauważyłem na sobie po kilku dniach zażywania nie mogę się doczekać kolejnej dawki. Po doinformowaniu okazało się że wielu ludzi ma problem gdyż bardzo szybko się uzależniają a tolerancja na lek podnosi się. Wiedziałem że nie tędy droga, przestałem je zażywać ale tabletki mam zawsze przy sobie. Próbuję sobie jakoś radzić, najgorzej jest rano i do południa, później trochę lepiej. Zauważyłem też że największy lęk mam przebywając w domu. I to jest najstraszniejsze w mojej chorobie, że spotkało mnie to w moim domu że zostało zburzone bezpieczeństwo które powinienem czuć we własnym domu. Jednocześnie jest to niesamowicie komiczna sytuacja żeby 27 letni facet bał się wziąć prysznic we własnym domu (w tym miejscu wszystko się zaczęło, agorafobia w pełnej postaci) Moją tragiczną a jednocześnie komiczną sytuację podsumuję tak, czuję większy stres biorąc prysznic niż prowadząc samochód z prędkością 210 km/h :/ I tak sobie trwam z dnia na dzień, juz 8 miesiąc ciągle tylko rozmyślając, czy przypadkiem nie rozwinie się z tego jakaś psychoza a może już jest tylko tego nie zauważyłem, bo przecież chory nie jest świadomy choroby. Paradoksalnie momenty polepszenia samopoczucia nie są dobre bo wiem że kolejny dzień znowu będzie taki sam pełen beznadziejności, pustki i lęku. Może komuś będzie chciało się przeczytać te moje wypociny, może ktoś ma jakiś dobry sposób co z tym zrobić, bo już mnie to cholernie męczy kłaść się spać z poczuciem że jutro znowu będzie dzień, pustka, strach, lęk, poczucie zapadania się w sobie. Czasami mam wrażenie że najbezpieczniej czuję się jak zasypiam, wtedy znikam, nie ma mnie, i ta chęć żeby się nie budzić, no właśnie ..
×