Przerabiałem całe mase różnych technik, od medytacji po "aktywne ignorowanie objawów, dać im płynąć" ale po prostu dla mnie jest to kompletnie na obecny moment nie do opanowania...Szybko bije serce, poloże się, słyszę je w poduszce i już strach +100, uderzenia gorąca na twarzy strach +100 itd itd. Jedna część mojego mózgu ta racjonalna wie,że to głupie,że to minie, ,że nerwica ale druga ciągle to podsyca jakimis wizjami ,ze serce mi siądzie, zawału dostane, tachykardii giganta i zejde.