Skocz do zawartości
Nerwica.com

niebieska78

Użytkownik
  • Postów

    1
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

Osiągnięcia niebieska78

  1. Cześć. Jestem tu nowa. Mam problem z sobą. Zaczął się ...a raczej pogłębił po śmierci mojej mamy, mama ciężko chorowała i zmarła 7 lat temu. W czasie choroby miałam grafik z rodziną i się nią wspólnie opiekowaliśmy. Ale zdarzało sie że nie wyrabiałam z grafikiem i musiałam wziąć opiekę nad mamą w pracy. Wtedy zaczęły się moje problemy z szefową. Krzyczała na mnie i przy każdej okazji była dla mnie wredna - jak to mówiła -dla przykładu, żeby inni pracownicy nie brali opieki tak jak ja. Musiałam się bardzo pilnować i nie popełniałam błędów w pracy (księgowość), żeby nie miała pretekstu aby się na mnie wyżywiać. W tym okresie, w życiu chodziłam jak maszyna, mój dzień składał się z list zadań które odhaczałam. W domu lub w pracy przed jej rozpoczęciem musiałam zwymiotować żeby nerwy zeszły mi z brzucha. W domu nic nie mówiłam nikomu, nie chciałam żeby się moja chora mama martwiła, W pracy nie miałam wsparcia wśród współpracowników (tzw. koleżanek) - wprost mówiły mi że wolą żeby szefowa się na mnie darła a nie na nie. Taki okres trwał chyba z 1,5 roku. Moja mama zmarła, miałam wtedy 5 dni opieki nad nią. W pracy o pogrzebie nic nie powiedziałam. Po nim poprosiłam kadrową o 2 dni urlopu okolicznościowego, żeby załatwić wszystkie sprawy w zusie. Wróciłam, po dwóch dniach do pracy i usłyszałam pretensje że nie powiadomiłam moje "koleżanki" o pogrzebie, ale wtedy już wszystko miałam w tzw "dupie". To znaczy po śmierci mojej mamy, poczułam się tak jakby ktoś wyłączył mi wtyczkę z prądu. Zero sił, świat oglądałam tak bez emocji, jakbym oglądała kiepski film w telewizji. Tylko zobojętnienie. Robiłam wszystko to co zawsze, praca, dom, zakupy, rachunki, obiady, porządki,,, ale tak bez emocji. W pracy po 9 m-cach przeniosłam się do innego wydziału, inna praca, inni ludzie, moją byłą szefową - psychopatę - mniej już widywałam. Ale ten brak emocji pozostał. W domu, często płakałam jak mnie nikt nie widział i to przynosiło mi ulgę. Mój brat coś zauważył i mojego lekarza poprosił o leki na poprawę nastroju, i je kupił. Nie wiedział że na mnie nie działały zbyt dobrze i je odstawiłam,(Byłam wcześniej u lekarza - bo przez kilka nocy nie mogłam spać i chodziłam jak zombi. Jak je brałam to czułam jeszcze większy smutek niż zwykle. lekarz mówił że jest jeszcze kilka grup leków które można zażywać - ale jeżdziłam samochodem do pracy (Covid) i bałam się je brać. Postanowiłam że muszę sama sobie z tym poradzić. Ale czułam się wyczerpana psychicznie i koleżanka załatwiła mi 10 dni zabiegów rehabilitacyjnych na kręgosłup - po śmierci mamy z bólu, ledwo się ruszałam - okazało się że miałam wysunięte dwa dyski kręgosłupa. Te dwa tygodnie z dala od ludzi i pracy bardzo mi pomogły. Wróciłam spokojniejsza i jakby odważniejsza - przy najbliższej konfrontacji z szefową- psychopatką powiedziałam jej wprost, że zachowuje się wobec mnie nagannie i jej działania mają charakter mobingu. Ale najbardziej ją dobijało to że na jej ataki reagowałam spokojem, bez emocji (to moje "w dupie"). Zmieniłam wydział, ale zawsze jak ją mijałam na korytarzu to czułam coraz większy żal do niej(nie wiem czemu przecierz to już bylo ppoza mną). To pokrótce mój życiorys, a teraz moje pytanie...czy taki stan 7 tal żałoby - to nie początek jakiejś choroby psychicznej? Dalej wiele rzeczy, traktuję tak bez emocji. Dobrze wykonuję zadania tylko odcinam się od tego co czuję. Od ludzi w pracy wolę swoje życie prywatne, ogródek, zwierzaki..a nie jakieś spotkania towarzyskie, czy wypady do galerii. Jak tak patrzę na ludzi to wydaje mi się że jestem dziwna. Czy ktoś z Was tak miał?
×