Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Zaburzony1111

Użytkownik
  • Zawartość

    5
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Dokładnie. Ja od małego nie czerpałem radości z życia, z funkcjonowania, szybko się nudziłem, męczyłem, nie byłem taki radosny, pozytywny jak inne dzieci. Robiłem wiele rzeczy, żyłem po prostu na zasadzie bo trzeba, bo nie mam innego wyjścia. Każdy myślał że to się zmieni, minie z czasem, że terapia czy leki pomogą ale wcale tak nie było. Inni lubili wyjść pograć w piłkę, wyjść na koncert itd a ja właściwie do wszystkiego musiałem się zmuszać i do dzisiaj tak jest.
  2. Właśnie nie zauważyłem żeby coś pomagało. Na lęki, złe stany pomagają słodycze, dobre jedzenie, lub takie mocne pozytywne bodźce np jak mi przyznali rentę (miałem rok czasu) to poczułem ulgę, lepiej na jakiś czas. Pomaga jak coś przychodzi łatwo, coś dostanę za darmo, jakiś problem rozwiąże sie bez wysiłku.
  3. Mam siły na psychoterapię, chodzę na nią średnio co 2 tygodnie lecz ona nic nie zmienia. Terapeuci po czasie się poddawają bo pogarsza się, nie działa to co u innych. Np słyszałem od nich spróbuj wyjścia do ludzi, poznania kogoś, znajdź sobie hobby, pracę dopasowaną do siebie, więcej odpoczywaj itd i nic to nie zmienia. Zmuszam się do aktywności co powoduje jeszcze bardziej pogorszenie stanu, lęki i stany depresyjne. Tak jakby problem był gdzieś głębiej i tradycyjne metody nie działały.
  4. Nikt nie znalazł konkretnej przyczyny. Urodziłem się bez problemów, rozwijałem prawidłowo, na nagraniach z pierwszych urodzin zachowuje się normalnie, bawię się, śmieje. Dzieciństwo normalne, takie jak innych dzieci, może jedynie sporo chorowałem. Potem stopniowo jakbym przygasał, ciągle brak sił, zmęczenie, brak odczuwania radości życia, dołek związany z codzienną aktywnością (już nawet na początku podstawówki bo codziennie to samo wstawanie, szkoła, lekcje, zbytnio mnie to obciążało). Miałem robione badania na hormony, cała piątka tarczycowa + usg - wszystko ok. Cały segregator mam badań - badania kardiologiczne, neurologiczne 2xrezonans, 2xeeg, 2xtomografia itd. Różne badania z krwi, kału i innego typu. Wszystko bez zastrzeżeń. U mnie tak jakby brakuje sił wewnętrznych, muszę się zmuszać do funkcjonowania co powoduje właśnie lęki i stany depresyjne. Normalne życie jest jakby ponad moje siły, nie dostarcza mi ono zadowolenia, satysfakcji, szczęścia a wręcz odwrotne stany. Inne osoby wstawają rano, pracują, zajmują się domem, dziećmi itd a ja budzę się zmęczony, nie mam chęci i energii do działania, tak żyje na zasadzie bo trzeba. Fajnie jakby leki dawały mi silę do życia, podnosiły zadowolenie, radość życiową a nie powodują absolutnie niczego. Wiem jak wygląda terapia na oddziale dziennym lecz myślę że tu by się nie sprawdziło. Ja chodzę od 2009 roku z przerwami na terapię indywidualną, miałem kontakt z ludźmi, starałem się gdzieś wychodzić, nie siedzieć w domu lecz to nic nie zmieniało. Dostawałem rady od terapeutów próbuj wychodzić do ludzi - na miasto, na koncerty, na rower, na piwo itd i robiłem to ale było jakby gorzej, nie polepszało się a wręcz pogarszało mój stan. To samo sport mówili że wysiłek fizyczny poprawi zdrowie psychiczne a u mnie było wręcz odwrotnie, z roku na rok mam mniej siły, chęci, był czas gdzie dzień koło dnia jeździłem dużo rowerem i przynosiło to odwrotny efekt. Zupełnie psychiatrzy, psychoterapeuci nie wiedzą jak mnie leczyć bo nie ma poprawy. Wydaje mi się że gdzieś jest popełniony błąd w leczeniu, podejściu, leki nie działają tam gdzie powinny. Jakby coś odbierało siły, powodowało senność, lęk tak jakby od małego brakowało mi dopaminy.
  5. Witajcie. Jest to mój pierwszy wpis tutaj. Mam obecnie prawie 30lat a od dziecka choruje na różne zaburzenia psychiczne ale nie tylko. W dużym skrócie opisze swój problem i mam nadzieje że ktoś spróbuje mi podpowiedzieć co robić dalej. Od dziecka mam problemy lękowo-depresyjne. Problem ujawnił się w podstawówce kiedy to z roku na rok było coraz więcej obowiązków, zajęć, spraw na głowie. Pojawiły się wtedy lęki, uczcie niepokoju, smutek, napady płaczu, duszności, stany przygnębienia, wyczerpania, senności, braku energii. Do tego stopnia silne że tydzień czasu leżałem w szpitalu na oddziale ogólnym, po badaniach stwierdzili że problem o podłożu psychicznym. Z roku na rok objawy się nasilały i w gimnazjum już było bardzo źle – codziennie lęki, duszności, pociłem się, serce waliło, oczy łzawiły, brzuch mnie bolał itd. Zawsze też byłem trochę inny – powolny, lekko przygaszony, nie czerpałem radości z życia, zmuszałem się do funkcjonowania. W wieku gdzieś 15 lat zacząłem leczenie które trwa do dzisiaj – terapia, leki i inne metody. Przez kilkanaście lat brałem ponad 20 różnych leków, spędziłem setki godzin na terapii oraz próbowałem innych metod (suplementy, hipnoza, masaże, tlenoterapia, zioła, cbd, bioenergoterapeuci itd.) - zupełny brak reakcji. W technikum jakiś czas musiałem mieć nawet indywidualne nauczanie. Lata mijały a problem nie ustępował. Czułem się w miarę dobrze jedynie kiedy miałem taki luz – wstaje kiedy chce, robię co chce, żyje tak dość leniwie. Po skończeniu szkoły każda próba podjęcia pracy kończyła się niepowodzeniem – lęki, stany depresyjne, czułem się jakby świat się skończył bo trzeba żyć według schematu, ponad swoje siły. Gdzieś w 2014 pojawiły się nowe objawy – uczucie bycia pijanym, bóle głowy, stawów, mięśni, problemy z widzeniem itd., było czasami naprawdę źle. Dziesiątki badań i dopiero w 2019 wyszło że mam boreliozę i bartonelle (wyszły w różnych badaniach z krwi). Ponad 2 lata leczyłem się metodą ILADS (antybiotyki+zioła) niby trochę się polepszyło ale problemy od strony psychiki się pogłębiają. Z racji tego że nie mogłem normalnie pracować od 2016 pomagam tacie bo ma trochę większą pasiekę. Myślałem że to praca dla mnie – u siebie, na spokojnie, tylko jako pomocnik. Niestety ale i tu jest ciężko, czasami jest w miarę dobrze a czasami bardzo źle. W 2020 i w tym roku codziennie mega lęki, ciągły niepokój, ciało mi drętwieje, klatka boli, czasami wpadam w stan depresyjny lub taki gdzie jakby inaczej postrzegam rzeczywistość. Jadę do pracy jest okropnie, wracam do domu czuje się super – identycznie jak było w szkole. Ogólnie to że muszę żyć według schematu, powtarzalnie – sen, mycie się, zakupy, praca, obowiązki w domu itd. w kółko to samo powoduje u mnie stany depresyjno-lękowe. Różne były u mnie diagnozy – fobia szkolna, fobia społeczna, nerwice, zaburzenia lękowe, dystymia, podejrzenie aspergera itd. Na leki wcale nie reaguje a brałem ich wiele, dosłownie nic jakbym cukierki łykał. Lekarze a było ich wielu nie wiedzą jak pomóc. Obecnie biorę pregabalinę na noc, tianesal 2 razy dziennie i lorazepam doraźnie choć jak wspominałem zupełnie bez działania. Stabilizują się moje stany kiedy żyje leniwie, bez presji, obowiązków na głowie. A bardzo pogarsza kiedy pojawia się praca, szybsze tempo życia, jakieś nawet małe problemy. Za bardzo nie wiem co robić dalej, chcąc mieć pieniądze powinienem pracować ale to powoduje okropne stany mimo że praca nawet jest lekka i w konsekwencji jestem nie do życia a wręcz w stanie gdzie mam wszystkiego dość. Poprawia mi się stopniowo kiedy żyje sobie na luzie ale skąd wtedy pieniądze do życia. Nie chodzi tu o typ pracy a bardziej powtarzalność, konieczność jej wykonywania. Od małego miałem tak że nie cieszyły mnie np. dobre oceny bo były efektem nauki, poświęconego czasu a cieszyło mnie coś co przychodziło łatwo, szybko. Do tej pory tak mam, zarobię np. 5000zł nie czuje wcale zadowolenia a wręcz przeciwnie. Ktoś mi da tak po prostu np. 10zł to minimalnie się cieszę ,czuje zadowolenie. Dodam na końcu że problem jest szeroki – męczą mnie kontaktu z ludźmi, nie odczuwam takie radości życiowej, szybko się wszystkim nudzę, ciągle funkcjonuje w napięciu. Identycznie czuje się teraz mając prawie 30lat i identycznie czułem się mając np. 7, 10 czy 15 lat ciągle takie nietypowe stany, wyczerpanie życiowe. Aktualnie walczę w sądzie o rentę bo miałem ją krótko ale dalej nie przyznali. Chciałbym poczuć się lepiej, bez lęków, bez stanów depresyjnych ale nic nie pomaga. Ma ktoś jakiś pomysł co robić dalej. Całe życie jest tak jakby psychika inaczej działała jakbym miał zablokowane odczuwanie takiej radości życiowej, swobody życia a uruchomione lęki, niepokój, brak sił itd.
×