Skocz do zawartości
Nerwica.com

domsa93

Użytkownik
  • Postów

    1
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez domsa93

  1. Witam. Mam 19 lat - w tym przez 5 ostatnich towarzyszy mi nerwica lękowa z agorafobią. Na początku mojej przygody z tą chorobą potrafiłam sobie jakoś radzić. Wiedziałam, że coś jest nie tak, ale nie przeszkadzało mi to w takim stopniu, żeby się tym martwić. Z biegiem lat było coraz gorzej. W międzyczasie brałam wiele leków - od homeopatii po psychotropy (bioxetin, cital i inne, nawet ich nazw nie pamiętam już. dostałam również "neuran" - lek dla chorych na padaczkę) i szczerze mówiąc działały one z różnym skutkiem. Choć wydaje mi się, że wszelkie "poprawy" spowodowane były lepszym chwilowo samopoczuciem. Gdy nerwica znów nasilała się - wystarczyło że wypiłam kieliszek wódki przed wyjściem czy zapaliłam papierosa.. wtedy dawałam sobie jeszcze jakoś z tym radę. Chodziłam do psychiatry, która, miałam takie wrażenie, na początku wątpiła w moje dolegliwości i trochę żartobliwie do tego podchodziła. Po upływie czasu powiedziałam jej, że te leki, które mi przypisała, nie pomagają mi. Zdziwiła się. Wspomniałam jej coś o "bioxetinie", że podobno działa.. Zgodziła się z tym i rzekomo przypisała mi jego tańszy zamiennik, który miałam brać w "sytuacjach kryzysowych" oraz inne leki psychotropowe. Od czasu do czasu brałam ten zamiennik "bioxetinu", ale nie zauważyłam żadnej szczególnej pomocy. Mogłabym powiedzieć, że żadnej pomocy. Zdziwiłam się, ponieważ bioxetin należy do listy narkotyków i ma dość silne działanie. Poszłam ponownie do psychiatry i kiedy powiedziałam, że znów te leki na mnie nie działają.. jak wcześnie ciągle się uśmiechała, tak teraz zrobiła poważną minę. Zapytałam ją, czy przypadkiem z tym zamiennikiem bioxetinu nie chciała sprawdzić, czy nie mam efektu placebo. Może nie jednoznacznie, ale potwierdziła to. Wtedy wzięła mój przypadek naprawdę poważnie i przypisała mi kolejne leki, które znów nie działają.. Teraz wiem, że naprawdę jestem chora i to nie jest żaden mój wymysł. Szczerze mówiąc już mam dość latania od psychiatry do psychiatry oraz od psychologa do psychologa, skoro żadnej poprawy nie widzę.. Teraz jest już naprawdę źle. Próbowałam wielu sposobów na rozluźnienie, ale bez żadnych efektów. Alkohol, nikotyna, psychotropy - ogólnie autodestrukcja - nic nie przynosi ulgi. Ciągłe napięcie, nawet podczas snu czy na imprezie. Przestałam wychodzić do znajomych, nie chce mi się wychodzić na miasto. Nic nie sprawia mi już przyjemności, a jeśli sprawia, to tylko przez chwilę, ponieważ znów wracam do "szarej rzeczywistości". Naprawdę jestem już zmęczona tą kilkuletnią i bezskuteczną walką z samą sobą. Ogólnie jestem po części samotnikiem, więc lubiłam czasem wyjechać gdzieś sama i pobyć z samą sobą. Teraz agorafobia mi to uniemożliwia. Lęk pochodzący znikąd. Nie mogą być sobą i mijam się z własną naturą, co doprowadza mnie do dużej depresji. Mam wiele pasji i przyjaciół, lecz co z tego, kiedy żyję w "skorupie", która odgradza mnie od wszelkiej satysfakcji czy przyjemności. Na dodatek wiem, że czasem trudno ze mną wytrzymać, kiedy mam gorsze dni. Napisałam do Was, bo już nie potrafię sobie z tym poradzić. Chciałabym znów cieszyć się życiem i może pomożecie mi spojrzeć na mój problem z innej perspektywy czy będziecie mieli jakiś pomysł, jak TO w sobie pokonac..
×