Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

wojto3000

Użytkownik
  • Zawartość

    8
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Zarabiam na ten moment 3600 zł brutto. Jak na moją pierwszą pracę uważam, że nie jest najgorzej. Za trzy miesiące mogę liczyć na kolejną umowę o pracę. Do pracy przyjęli mnie bez doświadczenia zawodowego. Przez pierwsze 6 miesięcy byłem stażystą, teraz jestem pełnoprawnym pracownikiem. Ja ze znalezieniem pracy nie miałem problemu. W swoim życiu byłem tylko na jednej rozmowie kwalifikacyjnej. Po zobaczeniu zakładu i wypełnieniu testu wiedzy zostałem przyjęty do współpracy. Ja poza studiami (skończyłem Elektronikę), podnosiłem swoje umiejętności poza zajęciami na Politechnice. Papier owszem jest bardzo ważny, lecz ważniejsze wg mnie są jednak umiejętności, z którymi można się pochwalić w CV. Dokuczali ci z powodu twojej niepełnosprawności?
  2. Nie ubiegałem się o grupę inwalidzka choć miałem taka możliwość. Jednak zrezygnowałem z tego, gdyż nie chciałem być traktowany ulgowo z powodu niedosłuchu. Pierwszy aparat kupiłem w wieku 22 lat gdy naprawdę miałem problemy ze zrozumieniem co mówią do mnie ludzie. Teraz mam problemy przy rozmowach z ludźmi co mówią szybko i mam duże problemy w rozmowach grupowych, gdyż zazwyczaj nie nadążam z tematem. Natomiast bliskimi osobami mogę rozmawiać bez aparatów. Co więcej nie mam przez to talentu muzycznego a i moje zdolności w mówieniu nie są wybitne
  3. Ciężko mi było w szkole. Moim kolegom nie podobała się moja duża aktywność. Często sami opuszczali mi rękę gdy znałem odpowiedź, nie bylem chętny do wagarów, bardzo źle znosiłem gdy ktoś oszukiwał (teraz tez nienawidzę oszustów). Ponadto umiejętnie wykorzystywali to, ze wszystko biorę do serca i mocno mi dokuczali. Jeszcze dodam , że mam spory niedosłuch obuuszny i bardzo nie wyraźną mowę (zacząłem mówić dopiero gdy miałem 7 lat) co zdrowi koledzy wykorzystywali do głupich żartów np. Przedrzeźnianie. Nikt mi nie umiał wtedy pomóc. Mówili, ze to ja wymyślam problemy.
  4. Codziennie po pracy zamykam się w swoich czterech kątach i robię rzeczy, które sprawiają mi przyjemność czyli nauka niemieckiego i gra w szachy. Rzeczy, które robię samotnie. Chciałbym się wreszcie wyłamać z tego schematu czyli np pójść na basen, zorganizować jakieś spotkanie integracyjne przy szachownicy albo iść na mecz. Tylko, ze w każdej sytuacji znajduje powody aby tego nie robić i wracam do szachów oraz niemieckiego. Ja w ogóle nie umiem znosić odmowy. Potem to potrafię rozpamiętywać nawet przez dwa tygodnie. No i oczekuje durny ja, ze ktoś wyciągnie do mnie rękę i zabierze mnie z tego marazmu. Nie wydaje mi się, żebym był beznadziejny, więc nie wiem skąd u mnie te negatywne myślenie i niska samoocena.
  5. Cześć wszystkim, doszedłem do takiego punktu w moim życiu, że kompletnie zwariowałem. W ogóle nie wiem jak powinienem się zachowywać, co mówić, jak zawierać nowe znajomości, jakie mieć poglądy polityczne, jak myśleć. W skrócie mówiąc jestem zagubiony. Nawet nie mam pojęcia po co to w ogóle piszę, przecież i tak zostanę olany. Ludzie i tak powiedzą, że ja wyolbrzymiam swoje problemy, po co w ogóle marudzić. Wystarczy ponoć się uśmiechnąć i wyjść do ludzi. Gdyby to wszystko byłoby takie proste to po pierwsze wcale bym tutaj nic nie pisał, po drugie nie mam do kogo wychodzić, a po trzecie ostatnio wszystko mnie irytuje i wszystkiego się boję. Boję się, że popełnię jakikolwiek błąd chociażby w pracy czy podczas pisania tego posta. Boję się, że zawsze się znajdzie jakaś osoba, która mnie shejtuje i zrówna z ziemią za to, że np zdania nie trzymają ładu i składu (owszem nie pilnuje tego, bo nie mam na to siły), popełnię prosty błąd ortograficzny albo pomylę się w pracy przy klikaniu na komputerze i nie da rady tego poprawić. Zostałem nauczony, że nie mogę popełniać żadnych błędów, bo inaczej ludzie na mnie nakrzyczą. Muszę być we wszystkim perfekcyjny inaczej nie zdobędę sympatii wśród ludzi. A jak już wiem, że się pomylę, to spada gwałtownie pewność siebie, szukam już wymówki, dlaczego mi się podwinęła noga (a wcale nie muszę nikomu tłumaczyć!) i czuję, że ludzie mnie mają za debila i wskazują palcem (w szkole potrafili mi wszystko wypomnieć i ta trauma z dzieciństwa pozostała). No i po takiej wpadce moja wiara w siebie jest poważnie zachwiana. Przykład pani na Polskim tłumaczyła jak nie pisać wypracowań i za każdym razem za przykład brała moje wypracowanie gdyż ono było najgorsze. Irytuje mnie to, że nigdy nie miałem dziewczyny i raczej nigdy jej mieć będę, a bardzo bym tego chciał. Myślałem, że wystarczy być przy tym sobą, a strzał amora trafi we mnie w nieoczekiwanym momencie. Mam 24 lata, nie odczułem nigdy poczucia bliskości z drugą kobietą. Po liceum mój kontakt z płcią przeciwną został ograniczony do mininum. Nie wiem dlaczego tak. Może to, że bardzo bałem się odrzucenia, kobieta mnie oleje, albo mnie skarci, gdyż wykonałem jeden fałszywy ruch. Nie wiem jak się przy tym zachowywać, co mówić, o czym rozmawiać. W tym temacie jestem kompletne zero. Chcę to zmienić, ale nie wiem jak. Ludzie mówią, że ja nigdy nie miałem szczęścia do kobiet cokolwiek to znaczy. Jestem wysoki (188 cm), jestem inżynierem i pracuje w wyuczonym zawodzie. Interesuje się sportem, historią i lubię się uczyć niemieckiego. Nie lubię być zapraszanym na wesela, gdyż zawsze mam problem, z kim mógłbym iść (zazwyczaj nikogo nie znajduję). Może jestem brzydki, nie mam tatuaży, nie mam przesadnie wysportowanego ciała, nie posiadam samochodu, kocham moich rodziców i często do nich dzwonie? Nie rozumiem tego. Uważam, że każdy zasługuje na miłość. Irytuje mnie to, że w social mediach wszędzie próbuje mnie wciskać tematy, które kompletnie mnie nie interesują (narodowcy, LGBT, bijatyki, Woodstock , atencjuszetd). i wkurza mnie to, że jak nie odpowiem się za którąś ze stron to już nazywany debilem, głąbem tylko dlatego, że patrzę na to z boku. Gdyby nie facebooki, twittery, netflixy te całe tematy by przeszły koło nosa, ale niestety codziennie jestem karmiony z treściami, które w ogóle mnie nie interesują. Nie po to obserwuje wybrane profile w mediach społecznościowych by potem się przekopywać przez te całe śmietnisko, gdzie ludzie wzajemnie się obrażają. Jestem ze wsi, nie rozumiem wielu rzeczy, nie rozumiem wielu rzeczy, które występują w większych miastach, ale czy to już od razu powód by być nazywany od debili i tępaków? Czy mam zacząć myśleć tak jak mi każe obce sumienie? Najgorszy jest okres przedwyborczy. Zazwyczaj są takie dyskusje "Głosujesz na taką partię? Idź i w ogóle się pokazuje" "co za gamonie głosują na partie X" itd. Narazie to tyle, nie wiem w sumie jak nazwać swój problem.Nie wiem kim naprawdę jestem. Może powinien przestać traktować siebie jako wyjątkowego i inteligentnego człowieka i zacząć być jak przeciętna osoba w tym społeczeństwie, która ma robić to co im się każe? Dziś jestem bardzo sfrustrowany, gdyż wszystko w pracy muszę robić szybko i dobrze, bo "termin wczorajszy". Nikt nie pomyśli, że człowiek potrzebuje wyluzować. Byłem kiedyś na wizycie u psychologa i po jednej wizycie stwierdziłem, że takie siedzenie i gadanie nic nie da. Tylko tracę na tym 100 zł. Jak temat znajduje się w złym miejscu to chciałbym już od razu za to przeprosić.
  6. Moim zdaniem oglądanie pornografii jest złe, bo - wypacza spostrzeganie mężczyzn na kobiety. Kobieta może być miła i sympatyczna ale koniec końców liczy się jak kształtny jest jej tyłek i rozmiar cycków. Kiedy razy zwróciłem uwagę, że ludzie odwracają gdy miną dziewczynę z zgrabnymi kształtami. Owszem, nie ma w tym nic złego, że faceci spoglądają się w kierunku ładnych kobiet. Chodzi mi tylko, że robią to w sposób perfidny. - Pornografia sprawia, że nie potrafię spojrzeć w kobietom w oczy (Czy to się w ogóle powinno robić?). Każda minuta spędzona przy oglądaniu treści pornograficznych sprawia, że rośnie we mnie poczucie wstydu. Ponadto po sesji z pornografią zaczynam traktować kobiety jak księżniczki (w tym sensie, że nie chcę im niczego robić na złość, daje się wchodzić na głowę itd). W ogóle po tym przestaje patrzeć na płeć przeciwną jak na normalną osobę. - Pojawia się potrzeba masturbacji. Sama masturbacja nie jest czymś złym. Problem polega na tym, że człowiek traci przy tym wszystkie możliwe hamulce i zaczyna się masturbować z irracjonalną częstotliwością (3 razy dziennie to bardzo dużo). Po takim czymś człowiek jest mocno senny, ma problemy z nauką i koncentracją. - Człowiek utrwala sobie wszystkie złe motywy zawarte w tych filmach. W świecie pornografii seks mogą uprawiać ledwo co poznane osoby. W tym świecie seks jest uprawiany wszędzie gdzie tylko się da. Ten przerysowany świat sprawia, że ludzie dyskutują na temat czy rozmiar penisa ma znaczenie. Zapomniałem, że większość znajomych w liceum poznałem, bo byłem bardzo aktywnych w grupie sucharami i kawałami na Facebooku. Z tymi ludźmi do dziś utrzymuje kontakt. Dołączenie do takich grup jest bardzo dobrym pomysłem, ale nie wiem od czego rozpocząć poszukiwania.
  7. Cześć wszystkim. Na początku chciałbym od razu za nieskładny styl pisania. Przejrzałem sporo wątków na tym forum ale nie mogłem znaleźć w nich odpowiedzi na moje pytania, dlatego piszę ten post. Mój problem dotyczy w poznawaniu nowych osób, a w szczególnie tych ze płci przeciwnej. Poniżej napiszę w punktach swoją krótką charakterystykę oraz przedstawię szczegółowo "co mi dolega". Mam nadzieję, że Państwo włączą się do dyskusji oraz udzielą mi związku z tym kilka cennych rad. Z góry bardzo za to dziękuję A teraz do rzeczy: - Mam na imię Wojtek i za miesiąc skończę 24 lata. Z zawodu jestem elektronikiem, czyli w fachu, który zdobyłem po 4 latach wyczerpujących studiów na Politechnice. Moje hobby to piłka nożna, szachy, nauka języków obcych (znam angielski i niemiecki dość dobrze), oraz różne wynalazki. Nigdy nie miałem dziewczyny i w żadnym przypadku nie uprawiałem seksu (piszę to, bo to podobno to jest ważne w życiu, choć moim zdaniem w ogóle to nas nie powinno interesować, taka moja dygresja). Nie jestem palaczem, alkohol pije sporadycznie w niezbyt dużych ilościach, a na stres odreagowuje oglądając treści pornograficzne, co jest podłe (kiedyś robiłem to częściej, bo uważałem, że nie ma w tym nic złego, w końcu większość moich kolegów ogląda takie rzeczy) - Nigdy w życiu bym nie napisał tego posta, gdyby nie fakt, że potrzebuje z kimś iść na wesele. Potrzebuje dlatego, bo na ostatnim weselu byłem w pełni osamotniony (byłem bez partnerki). Z nikim nie mogłem swobodnie porozmawiać, bo każdy był zajęty z tańcem, piciem. Ja bardzo lubię tańczyć, ale nie będę komuś ciągle podbierał partnerki. A bycie na weselu niepijącym przy braku partnerki to fatalna sprawa. Pójście na wesele bez partnerki jest dla mnie bez sensu. Najchętniej z tego powodu bym został w domu nie tracił czasu. Ale jak zdecyduje się na pozostanie w domu, to najbliższa rodzina się na mnie obrazi, a ja tego nie chcę. - Jest jeszcze druga opcja, czyli kogoś zaprosić. Ale i z tym mam spory problem. Ostatnie 5 lat przebywam głównie daleko od domu. Związku z tym, moje znajomości już utraciły nieco na znaczeniu. A pisanie do takiej osoby na Facebooku po dłuższym czasie jest moim zdaniem niezbyt dobrym pomysłem. Ja nawet bym nie wiedział jak zacząć rozmowę. Odnawianie znajomości chyba się nie odbywa w wirtualnym świecie? I gdyby odjąć moje utracone znajomości, okazuje się, że nie mam ani jednej osoby, którą mógłbym zaprosić. A jak już jest taka, to mieszka daleko poza moim domem. Ten powód w moim mienianiu już przekreśla taką osobę pomimo tego, że bardzo się lubimy. Ja po prostu nie chcę prosić nikogo o tak wielkie przysługi. - Pojawia się jeszcze inna opcja. Po prostu poznać nowe osoby. Jak byłem 10 lat młodszy to zawieranie nowych znajomości nie było problemem. W czasach gimnazjalnych miałem dużo znajomości, bo się aktywnie udzielałem w życiu szkoły i lubiłem sypać z żartami każdego dnia. O sobie słyszałem, że byłem "duszą towarzystwa" cokolwiek to znaczy. Teraz nawiązywanie kontaktów z obcymi ludźmi sprawia mi ogromny problem. Nie wiem czy mogę do nieznajomej osoby w ogóle podchodzić. Zaczepianie obcych ludzi na ulicy wydaje mi się poronionym pomysłem. A nawet jeśli mam taką możliwość, nie wiem jak w ogóle rozmawiać. Nie wyobrażam sobie, ze to ja ciągnę tę rozmowę, a ona odpowiada tylko jednym zdaniem (czasami słowem). A jak spotkam naprawdę sympatyczna osobę, to nie wiem o czym tak naprawdę mówić. Czasami bywa, że dziewczyny obrażają się za błahą rzecz i z tego powodu często gryzę się w język. - Przy zawieraniu nowych znajomości uderza mnie jeszcze jedna rzecz. Ja po prostu boję się odrzucenia. Ja nie wiem, czy którejś dziewczynie się podobam (Mama i Babcia się nie liczą). Zresztą nie wiem na co w ogóle zwracają uwagę. Związku z tym nie mam żadnych koleżanek. Irytuje mnie to, że takie osoby nie mają żadnego hobby, nie mają nic ciekawego do opowiedzenia. Inna sprawa, że nie wyobrażam sobie, że to ja ciągle rozpoczynam rozmowę. Nie to, żeby druga osoba zrobiła to samo. Ktoś powie, że dziewczyny są zapracowane a facetom się nudzi. No nie wydaje mi się. Kolega mi kiedyś powiedział, że kobiety bawią się we swoje gierki (granie niedostępnej itd). Szczerze mówiąc, ja tego kompletnie nie rozumiem. Nie wiem czy to napisałem w odpowiednim miejscu. Wiem za to, że żadna kobieta mi się z nieba nie przyleci. Ja już jestem bezradny w tym temacie. Nie szukam partnerek na siłę, nie oglądam się za nimi na ulicy. Chciałbym mieć jednak koleżanki. Mógłbym opisać swoje cechy charakteru, ale to nie ma najmniejszego sensu i tak wszystko wychodzi w praniu. Mogę jedynie dodać, że jestem nie pewny siebie i wycofany. No i czasem mam wrażenie, że stanowię przeszkodę dla innych ludzi i mam z tego względu wyrzuty sumienia. Dziękuję za to, że wytrwaliście do końca. Mam nadzieję, że Państwo zrozumieli to co zostało tutaj napisane. Jak ktoś powie, że to jest zwykłe maruderstwo to chciałbym przeprosić z tego powodu PS. Wydaje mi się, że każdy powinien mieć prawo do marudzenia i wyrażania własnych żali. Tłumi swoich żali w sobie nie jest w najlepszym pomysłem, ale ja tam sie nie znam.
×