Skocz do zawartości
Nerwica.com

Oleksandra2014

Użytkownik
  • Postów

    34
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Odpowiedzi opublikowane przez Oleksandra2014

  1. Niestety nie ma tutaj możliwości jakiegokolwiek racjonalnego dialogu. Jakakolwiek rozmowa polecana na uporczywym powtarzaniu tych samych argumentów lub niekontrolowanym wybuchem złości. To jest dopiero szczyt góry lodowej....

    - zdecydowana większość rodzinnych dyskusji na różnego rodzaju domowych imprezach (święta, imieniny itp.) sprowadzają się do negatywnych rzeczy

    obgadywanie sąsiadów, ludzi z pracy, o ciężkim życiu, o problemach ludzi z alkoholem itp.

    - jak braknie tematów do marudzenia, pojawia się biadolenie np., że ludzie topią na plażach, pijaństwa, nałogów itp.

    - czasami rozmowy z mamą przypominają rozmowy z małym dzieckiem, ciężko jest jej pojąć najprostsze sprawy (mimo tego, że ma wyższe wykształcenie)

    - częstokroć pewne rzeczy trzeba powtarzać jej po kilka razy by zrozumiała lub po prostu odpowiedziała na pytanie, trudne pytanie musi zostać powtórzone kilka razy zanim mam udzieli na nie odpowiedzi, np. “jakich konkretnie krzywd doznałaś od strony rodziny taty?”, “jaki wpływ na twoje życie mają problemy alkoholowe sąsiada, którego tak nienawidzisz?”.

    - We wszystkim widzi jakiś spisek, który jest zawiązywany przeciwko jej: rodzina ojca z niej szydzi, tata nastawia nas przeciwko niej, twierdzi, że jak pracowali razem w szkole, to tata specjalnie zwoływał zebrania nauczycielskie by ją poniżać przed resztą nauczycieli

    - Ciągle jest przemęczona. Nawet jeśli nie pracowała, bo np. było święto, to i tak narzeka.

    - Bardzo często, szczególnie podczas sporów lub ustalania jakich rzeczy w domu traci kontrolę nad emocjami. Wpada w szaleńczą złość. Wytrzeszczone oczy, żyły na szyi, czerwona twarz. Wygaduje bzdury, przekrzykuje i nie daje dojść do słowa. Szybko milknie i się wycisza. Następuje po tym dłuższa cisza, tak jakby była obrażona. Po kilku godzinach, czasami po 2-3 dniach wszystko wraca do normy tak jakby nic się nie wydarzyło i dalej jest przekonana o słuszności swojej racji.

    - Z tatą toczy spory o pieniądze. Wyciąga jakieś historie o sprzedanych ciągnikach sprzed 30 lat. Ma pretensje, że zostawia tacie ponad połowę swojej pensji, a on robi z tym nie wiadomo co.

    - Przyjaźni się tylko ze swoją siostrą. Tata twierdzi, że się wzajemnie “nakręcają” w nienawiści do wszystkich dookoła.

    - Na poparcie swoich racji przytacza różne opowieści z przeszłości. Bardzo często jest trudno zrozumieć sens tych historii i związki przyczynowo - skutkowe. Wydaje mi się, że większość tych historii to mocno zniekształcony obraz tego co się na prawdę wydarzyło.

    - ma tendencję do udzielania bez zastanowienia odpowiedzi w stylu: “nie”, “wie wiem” itp.

    - ma napady “głupowatego” śmiechu. Trudno jest jest zrozumieć z czego żartuje. Robi głupie miny i udaje jakieś dźwięki.

    Ożesz, jakbym o swojej matce czytała!... [opis mojego problemu z matką zamieściłam w dziale ze schizofrenią, też szukam odpowiedzi...]

    Bardzo Ci współczuję, bo świetnie Cię rozumiem: widzę, jak matka dziwaczeje, a nie mam pojęcia, co jej jest. Oczywiście, nie ma mowy o pójściu do psychiatry, bo ' ona nie ma żadnych problemów'... Najgorsze jest u nas to, że ona pozornie na co dzień zachowuje się jak normalny człowiek: pracuje, gotuje, pierze... ja już z nią nie mieszkam, nie dałam rady, ojciec też nie [matka złożyła pozew o rozwód, jakiś czas temu była rozprawa], ale chciałabym, żeby kiedyś znormalniała, bo aktualnie jej się wydaje, że mamy świetny kontakt, a ja jej unikam, jak tylko mogę.

    :/

  2. BastekM, dzięki za wsparcie, podziwiam Cię, że to wszystko przetrwałeś i bardzo współczuję... ja właśnie zaczynam swoje lepsze życie, więc i Tobie tego życzę. betty_lou, właśnie a propos pierwszego kroku - postawiłam go, zgłaszając się do psychiatry ;).

  3. zabka, ladywind, dziękuję Wam za odzew :). Oczywiście rozumiem, że nikt diagnozy nie wystawi przez internet, zresztą sama widuję psychiatrę. Chodziło mi tylko o to, żeby ktoś naprowadził mnie na trop. Niestety, rozmowa o leczeniu nie wchodzi w grę, bo, cytuję: 'Jej nic nie dolega, ona jest szczęśliwa i wreszcie zadowolona i co ja w ogóle wymyślam, bo ona nie ma problemów'...

    Odsunęłam się od niej w zasadzie dopiero potem, kiedy wielokrotnie mnie skrzywdziła i sama odrzuciła. :(

  4. LadyLuna90, odstaw karmienie piersią, skoro maluch ma już ponad roczek, weź się za siebie, wróć do psychiatry i do leków, nie obawiaj się o małą - na pewno będzie szczęśliwszym dzieckiem, kiedy będzie miała szczęśliwą matkę :)

  5. nobody25, będę trzymać kciuki ;)

    Chada, to chyba jakoś zależne osobniczo jest, ja piję kawę i biorę sertralinę [nie razem, ale jednak w odstępie kilkudziesięciu minut najczęściej] i nie mam jakichś super odpałów ;). Owszem, mam dużo energii, więcej, niż po samej kawie, ale nie wali mi serce jak oszalałe i potrafię nawet zasnąć ;).

  6. hawan, dziękuję za wyczerpującą odpowiedź :). Jeśli chodzi o środowiskowe uwarunkowania, to akurat o te u mnie nie trudno... mój profil dziedziczenia też nie przedstawia się jakoś wybitnie dobrze, w mojej rodzinie pojawiały się osoby z różnymi zaburzeniami, tak naprawdę nigdy nie stwierdzonymi, nie potwierdzonymi przez psychiatrę. Co do żelazka... sama sprawdzałam, czy gaz jest zakręcony z 5 razy przed każdym wyjściem, dopiero sertralina mi zaczęła układać w głowie ;).

  7. Odświeżam wątek, żeby się dowiedzieć, czy ktoś z nerwicowców ma taki charakterystyczny...hmmm... objaw, jak trzęsienie nogą/stopą/kolanem? Robię tak w kółko, nie potrafię tego opanować, gdzie nie siądę, tam macham nogą, aż mi ludzie zwracają uwagę :/ . Zaczynam raczej nieświadomie, ale nawet kiedy do mnie dochodzi, że wyglądam kosmicznie, to i tak nie mogę przestać... mam wrażenie, że w jakiś sposób mnie to emocjonalnie rozładowuje... ktoś ma podobne doświadczenie?

  8. leczyłam się od 17 roku życia, od 2 lat nie chodzę już na terapię i nie przyjmuję leków, jednak dalej choruję. nie mam czasu ani pieniędzy na terapię.

     

    Witaj :) Ja też nie mam kasy na prywatne leczenie, dlatego z psychiatrą umówiłam się w ramach NFZ i właśnie czekam na przydział do grupy terapeutycznej w ramach NFZtu także, więc wszystko za free.

  9. Hej :)

    Ja nie jestem DDA ani nawet DDD, ale w ciągu ostatnich kilku lat moja rodzina z pewnością nieźle walnęła głową o krawężnik, przy okazji na jaw wyszły różne zasady i reguły, które nieraz doprowadzały mnie do czarnej rozpaczy:

     

    1) Najważniejsze jest to, CO LUDZIE POWIEDZĄ, a już zwłaszcza sąsiedzi [nie ważne, co Ty czujesz];

    2) Wart pochwały i jakiejkolwiek atencji ze strony otoczenia jest tylko PRAKTYKUJĄCY KATOLIK [wszyscy inni są bezwartościowi];

    3) Jeśli nie myślisz tak, jak my, odcinamy ci dopływ gotówki; chcesz prezent na urodziny?? NIE MA!

    4) Ponad logikę przedkładaj prawa boskie i wierz bez drgnięcia mózgu w to, co powiedzą księża [przecież oni się nie mylą];

    5) Za nic w świecie młoda osoba nie może być chora, zmęczona, smutna czy przytłoczona, to się zdarza tylko osobom po przejściach, ty jesteś na to za młody!!!

    6) Kiedyś czasy były INNE, ludzie MĄDRZEJSI, kobiety LEPIEJ GOTOWAŁY i w ogóle XXI wiek jest do d*py.

     

    -- 14 sie 2014, 20:56 --

     

    A nie było tak czasem, że jak się ubrudziłeś w dzieciństwie to rodzice i krewni żartowali sobie, jaki to z ciebie "brudasek", "świnka"?

    Nie wiem, co było we wczesnym dzieciństwie.

     

    Mówiłeś o koszmarach, o czym były te koszmary, co czułeś kiedy ci się śniły, co czujesz jak sobie o nich przypomnisz?

    Koszmary były o dziwnych przedmiotach, jedna grupa z tych przedmiotów chciała się wwiercać w moją klatkę piersiową, druga do niej przyssać, a trzecia po niej skakać, była też rodzina, ale zazwyczaj nie reagowała. W koszmarach czułem bardzo silny lęk. Obecnie, jak o nich pomyślę w godzinach późnowieczornych, to czuję niepokój oraz czasem dyskomfort w tułowiu lekko przypominający ten z koszmarów. A przy kontakcie z czymś przypominającym coś z tych snów, czasem pojawia się krótkotrwały impuls emocjonalnego uczucia takiego, jakie było w koszmarach. Nie ma tu nic o brudzie, ale wstydliwość pojawiła się dokładnie po rozpoczęciu się tych koszmarów.

     

    Plus, przy okazji przepraszam, że się wtrącam, ale takie koszmary pojawiają się jako efekt uboczny niektórych leków powszechnie stosowanych w psychiatrii, np. sertraliny, ja też walczę z koszmarami, przyjmuję Miravil.

  10. Użyłam 'wariata' jako symbolicznego określenia, które stygmatyzuje ludzi z psychologicznymi problemami. Pojęcia użyłam świadomie, żeby pokazać, jak większość Polaków traktuje ludzi korzystających z pomocy psychiatry/psychologa. Sama nie nazwałabym takich ludzi [czyli i siebie] 'wariatami', bo to obraźliwe i przykre, powiedziałabym 'osoba z problemem psychologicznym/psychiatrycznym' i tak o sobie samej z resztą mówię. Naturalnie, że posługujemy się stereotypami językowymi, archetypami, w jakiejkolwiek kulturze się żyje, zawsze znajdą się pojęcia, których nieświadomie używamy, bo nam je wtłoczono.

  11. Z nikim o tym nie rozmawiałam do tej pory, w myśl nie wywoływania 'złych demonów' z przeszłości, ale na tym forum mogę podzielić się wątpliwościami. Jak myślicie, czy istnieją pewne predyspozycje do zaburzeń psychicznych? W dzieciństwie była zdrowa i wychowywałam się w szczęśliwej rodzinie, a mimo to zdarzyły mi się dwa dziwne epizody: pierwszy z nich miał miejsce, kiedy pojechałam w wieku 8 lat na wakacje z matką i dziadkiem - przez cały pobyt na wczasach odczuwałam potworne poczucie derealizacji (oczywiście, wtedy tak tego nie nazywałam), świat był za mgłą, wszystko toczyło się jakby we śnie, w oddaleniu ode mnie, byłam tym przerażona, opowiedziałam o tym rodzicom, ale zbagatelizowali objaw. Drugi epizod zdarzył się, kiedy miałam kilkanaście lat - nawiedzały mnie natrętne myśli, niesmaczne, przerażające - o zabójstwach, śmierci, o podtekstach seksualnych, było mi potwornie, ale mimo usilnych prób nakłonienia mnie na wizytę u psychologa, nie zgodziłam się. Doszła do tego fobia natręctw, takich typowych - musiałam dotykać ściany 4 razy, sprawdzić, czy wyłączyłam palnik na piecu 6 razy pod rząd, klasnąć dokładnie 3 razy, nie więcej i nie mniej, itp. Nikomu o tym nie powiedziałam, bardzo źle się czułam i wstydziłam tego, co robię. Szczęśliwie, objawy same minęły i przez ponad 12 lat miałam spokój, obecnie leczę się na zaburzenia lękowe i zaczęłam się zastanawiać, czy epizody z dzieciństwa mogły świadczyć o tym, że mam predyspozycje do takich zaburzeń? Czy to wina genetyki, czy wychowania, braków w dzieciństwie? Czy moje kłopoty mogły zwiastować przyszłe przypadłości psychiatryczne?

  12. Witajcie, część z Was pewnie zna moją historię z wątku o objawach nerwicy, tutaj chciałabym powiedzieć coś o swoich 'atakach'. Pojawiają się co jakiś czas, mają jakby dwojaki charakter. Zdarzają mi się napady panicznego lęku, mdłości, walącego serca, gigantycznego ciśnienia, uderzeń gorąca i bólu głowy, jestem wtedy przerażona, trzęsę się i płaczę. Drugi rodzaj to rzadkie, ale powtarzające się okresy kilku - kilkunastu dni zawrotów głowy z poczuciem derealizacji, oderwania świata ode mnie - wydaje mi się wtedy taki nierzeczywisty... Zarówno w jednym, jak i w drugim wypadku nie jestem w stanie przewidzieć, kiedy objawy się pojawią i kiedy się skończą. Na co dzień, każdego dnia, mam dodatkowo położeniowe zawroty głowy - nie jestem w stanie odchylić głowy do tyłu, kiedy się kładę, sufit mi wiruje. Walczę z tym dopiero od niedawna, biorę leki i spotykam się z psychiatrą, czekam na przyjęcie do grupy terapeutycznej, bo panicznie sobie nie radzę, zdarza mi się bać histerycznie nowego dnia i tego, co się wydarzy. Mam nadzieję, że w końcu coś się zmieni...

  13. Na poczatku przepraszam Was za brak polskich znakow. Pisalam juz o swojej nerwicy lekowej, teraz chcialabym prosic o porade kogos, kto sam przechodzi schizofrenie lub zna blisko kogos z tym problemem. Otoz, jedna z przyczyn mojej nerwicy jest zachowanie mojej matki. Niedawno wyprowadzilam sie od niej, ale mieszkalam z nia ponad 20 lat i znam ja z bardzo bliska. Cale dziecinstwo wspominam dobrze, wychowana w pelnej rodzinie, w milosci matki i ojca, moze nie w zbytku, ale w dostatku. Moja matka mowila mi, ze mnie kocha i okazywala mi to, az pewnego dnia, kiedy mialam kilkanascie lat, zorientowalam sie, ze tylko tak mowi, bo wypada, z przyzwyczajenia, a tak naprawde musi mnie nienawidziec. Z dnia na dzien tracilysmy kontakt, zrobila sie dla mnie opryskliwa, zlosliwa, w tym samym czasie zaczela brac kolosalne kredyty i pozyczki, do dzis jest potwornie zadluzona i do dzis nikt nie wie, na co poszly pieniadze. Wyzywala mnie od leniow, od nieodpowiedzialnych gowniar, grozila, ze 'strzeli mi w pysk', wrzeszczala po mnie, obrazala sie na mnie o nic, nie minelo wiele czasu, a zaczela klamac i oszukiwac mnie i ojca, mowila, ze oplacila rachunki, a odcinali nam prad, po jakims czasie zaobserwowalam tez, ze rodzice sie oddalili i sa para niecierpiacych swojego towarzystwa ludzi. Jakis czas temu matka przeszla ciezka operacje i ubzdurala sobie, ze najwiecej w tej operacji zrobil bog, nie anestezjolog, chirurg i pielegniarki. Od tamtego czasu popadla w religijna paranoje, zaprosila do domu egzorcyste, bo rzekomo zle duchy sprawily te jej wszystkie problemy, zabierala mi rzeczy, ktore wg niej byly symbolami szatana, np. bizuterie w ksztalcie smoka, dzwoneczki z chinskimi napisami... w miedzyczasie zaczela sie zachowywac wobec mnie jak wielka zagadka - jednego dnia mowila mi o milosci i kupowala slodycze, nastepnego wrzeszczala po mnie bez powodu, zlozyla tez wniosek o rozwod, choc ojciec chcial jeszcze naprawic swoje malzenstwo, w dodatku klamala przed sadem. Dzis, kiedy sie wyprowadzilam, jestem jej tylko potrzebna na 2 godziny w tygodniu, przyjsc, pogadac i jak najszybciej wyjsc. Dalej sa dni, kiedy mnie nienawidzi i dni, kiedy wydaje sie kochajaca. Dodam, ze od dziecinstwa choruje na padaczke. 'Dzieki niej' (chociaz nie tylko) nabawilam sie zespolu leku panicznego, bardzo cierpie z tego powodu. Moje pytanie do Was brzmi: czy to moze byc schizofrenia? Czy moze cos innego? Czy osobe, ktora nie widzi w sobie zrodla problemu i zadnej choroby mozna namowic do leczenia bez udzialu sadowego przymusu?

×