Wiara czyni cuda

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Wiara czyni cuda

Avatar użytkownika
przez Droga Prawda Życie 02 lut 2018, 18:23
deadundead napisał(a):U mnie z Wiarą jest różnie. Jednak zazwyczaj do niej wracam, choć nie przestaję wątpić. Jednak wiem, że taka jest moja droga.

Dużo naszych problemów psychicznych i cierpienia bierze się z braku wartości. Wiem to z własnegi doświadczenia. Ostatnio pragnę się ich trzymać i trochę się modlę przed snem. I świadomość tego, co robię i zamierzam robić jest pocieszająca i daję mi nadzieję. Brakuję mi Boga w moim życiu.


JEZUS czeka na ciebie ... umarł i za twoje grzechy, aby BÓG był nie tylko Stwórcą, ale OJCEM !! -- http://mieczducha888.blogspot.com/2018/ ... -leki.html

, TEN który stworzył miliardy galaktyk - chce mieć z nami bliską, osobistą relację jako ze swoimi dziećmi. To bardzo dobra wiadomość dla grzesznego człowieka i pośród wszechobecnego oceanu beznadziei .... Jezus wszechmogący to nie religia, nie sekta ale żywa, wszechmogąca osoba. Nie potrzeba ludzi i organizacji do zbawienia.ŻYWY ZBAWICIEL JEZUS DAJE : PRZEBACZENIE GRZECHÓW, SIŁĘ, NADZIEJĘ, MIŁOŚĆ, POKÓJ DUCHA i o NIM świadczy jedyna natchniona Księga Biblia - Ewangelia Jana 5:39-40
, pozdrawiam Dominik
Posty
221
Dołączył(a)
22 paź 2016, 10:34
Lokalizacja
Puławy

Wiara czyni cuda

Avatar użytkownika
przez Jimmy40+ 13 lut 2018, 19:17
Wszystkim doświadczającym silnej wiary w Boga i z Jego łaską łączącym nadzieję na wyzdrowienie, polecam uważną lekturę „Przypowieści o siewcy”. Jest tam między innymi powiedziane: „Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma”.

Moja osobista historia, którą opisałem na Forum, ukształtowała mój sposób myślenia tak, że zawsze traktowałem siebie, jako „tego, który nie ma i któremu odbiorą nawet i to”. Nauka udzielona przez Jezusa jasno mówi: gdy jesteś, tak jak ja, tym_który_nie_ma, NIE MOZESZ POZOSTAWAĆ BIERNY, gdyż sama tylko wiara, choćby i najsilniejsza i najgłębsza, nie wystarczy i odbiorą Ci nawet i to, co masz.

Dalej Jezus mówi wprost, że tych, którzy „patrząc, nie widzą, i słuchając, nie słyszą ani nie rozumieją” (a więc pozostają biernymi wyznawcami) spotka smutny los z przepowiedni Izajasza. Odsyłam do tekstu źródłowego.

Zatem nie pozostawajcie bierni i nie oczekujcie, że Wasze życie zmieni się któregoś pięknego dnia tylko dzięki najsilniejszej nawet wierze w Boskie miłosierdzie. Znam złudną siłę takich przekonań. Karmiłem sie nimi przez lata.

Z głebokiej wiary nalezy czerpac energię do DZIAŁANIA, a nie do wegetowania. Przepraszam, nie jest moim celem, by kogoś urazić, ale czytam, co piszą młodzi ludzie w tym wątku. Chcę Wami wstrząsnąc, byście nie popełniali moich błędów, które kosztowały mnie wiele lat schrzanionego życia, gdy karmiłem się pustą, bierną wiarą, że Bóg się zlituje.

Dopiero od niedawna wychodze na prostą. Można na Forum znależć mój wpis „Jak obłaskawic nerwice - 3 Kroki”.

Znam i inną wersję przytoczonej przypowieści. Występuje w niej nie jeden siewca, a trzech gospodarzy, właścicieli winnic.

Plantacja pierwszego gospodarza położona była w słonecznej dolinie, gdzie ziemia była żyzna i wilgotna dzięki spływającym z gór strumieniom. Najmniejsze nawet ziarenko rzucone w ten żyzny grunt, najmniejsza nawet sadzonka winnego krzewu – dawała obfity plon, nie wymagając przy tym od gospodarza dużego wysiłku.

Winnica drugiego gospodarza zajmowała południowy stok góry. Żyznej ziemi była tam zaledwie cienka wierzchnia warstwa, bowiem silne górskie wiatry rozwiewały większość próchnicy i resztek organicznych. Było też dużo kamieni i często schodziły lawiny. Brakowało także wody, gdyż strumienie górskie omijały z daleka ten stok. Ale że był to stok nasłoneczniony, to umożliwiał uprawę krzewów winnych, choć wymagało to wiele nakładu cięzkiej pracy. Znacznie cięższej niż w przypadku pierwszego gospodarza, a plony często bywały marne z powodu lawin bądź suszy.

Obszar należący do trzeciego gospodarza znajdował sie na stoku północnym. Środkiem przepływał strumień, który w porze wiosennej zalewał błotem otaczające rejony. Było też dużo wielkich górskich głazów spychanych ze szczytów górskich przez lodowiec. Gdyby chcieć tam uprawiać winorośl, plony byłyby mizerne z braku słońca i niskiej żyzności gleby, a nakład pracy ogromny, związany z koniecznością usunięcia głazów skalnych i niezbędną melioracją.

Pierwszego roku, na wiosnę, pierwszy gospodarz nasadził nowe sadzonki, przyciął i wzmocnił stare krzewy, dosypał świeżej próchnicy i resztę pozostawił naturze, bedąc pewnym tradycyjnie dobrych zbiorów.
Pod koniec roku sprzedał obfite plony, zbudował piękny dom, ożenił sie z najpiękniejszą (w wersji dla wojujących feministek: z najinteligentniejszą) kobietą w okolicy. Czas płynął mu w szczęsciu i harmonii.

Drugi gospodarz słuchał rad swoich przyjaciół:
- wyzbieraj kamienie z pola – mówili,
- wykop głębszą studnię – radzili,
- nawieź więcej próchnicy – przekrzykiwali sie podczas ucztowania w jego skromnym domu.

Więc tyrał od rana do wieczora, uparcie i z determinacją. Powtarzał sobie, że „wiara czyni cuda” i że Bóg wyznaczył go do tego właśnie zajęcia. Z tego przekonania czerpał nieludzką siłę, dzieki której wyzbierał kamienie, wykopał głębszą studnię i resztkami sił nawiózł więcej żyznej próchnicy. Ale pod koniec lata, gdy krzewy zaczęly się już giąć pod ciężarem owoców, zeszła lawina kamieni i zniszczyła połowę jego uprawy.

Pod koniec roku podupadł na zdrowiu z przemęczenia i poczucia zawodu, że plony ma znacznie mniej obfite niż inni gospodarze, a przecież kosztowało go to tyle wysiłku. Poróżnił się także z przyjaciółmi za to, że mu „źle doradzali”. Jedynie żona trwała przy nim i opiekowała się w trudnym czasie.

A żeby zjednać sobie Bożą łaskę, wzniósł na stoku górskim kapliczkę i codzień modlił sie i zapalał świecę wotywną.

Zaś trzeci gospodarz nie robił nic, mimo że wiele mądrych głów udzielało mu swoich rad, albo napominało, iż bezczynnością obraża Boga. Lecz on nie słuchał ich. Chodził tylko po własnym polu i rozmyślał.

Tak minął rok pierwszy i nastała kolejna wiosna. Pierwszy gospodarz zrobił to samo, co w roku poprzednim i zebrał podobnie obfite. Nie przemęczał się i był zadowolony z życia. Mniej zadowolona była jego piękna i inteligentna żona, gdyż urodziły im się bliźnięta i piękny dom zaczynał być za ciasny.

Drugi gospodarz odzyskał siły, zakasał rękawy i z silną wiarą w sercu ruszył w pole. Wyzbierał wszystkie skalne głazy po zeszłorocznej lawinie, nasadził nowe sadzonki innej, droższej ale mniej wymagającej, odmiany winorośli, rozprowadził kanały nawadniające. Każdy dzień upływał mu w trudzie i znoju.

W połowie roku, jego żona widząc, że krzewy marnie owocują, zaczęła go namawiać na sprzedaż nieurodzajnego pola, lecz on powtarzał tylko , że „Bóg tak chce”. I dalej wychodził rano w pole i tyrał do zmroku. Latem winnicę nawiedziła plaga szkodników i zniszczyła połowę i tak lichych plonów.

Żona gospodarza, nie mogąc już dłużej patrzec na jego daremny wysiłek i nie widząc dla nich wspólnej przyszłości, odeszła od niego, nie czekając nawet aż sprzeda marne plony.

„Widocznie musze się jeszcze bardziej starać o łaske Bożą” – pomyślał. Zaczął sie jeszcze żarliwiej modlic i palił więcej świec wotywnych.

A trzeci gospodarz nie zrobił nic. No prawie nic. Wystawił tylko ogrodzenie wokół niewielkiego spłachetka swojego pola, tuż nad brzegiem górskiego strumienia. Sąsiedzi pukali się w czoło z politowaniem, że chłop się marnuje, albo postradał zmysły, skoro ogrodził puste pole.

I tak minął rok drugi. Kolejnej wiosny... piękna żona odeszła z dwójką dzieci od pierwszego gospodarza, który okazał się za mało przedsiębiorczy, nie potrafił pomnażac i gospodarowac majątkiem, a tylko z roku na rok robił to samo. Najwidoczniej rzeczywiście musiała, prócz urody, dysponowac także i inteligencją.

Drugi gospodarz, dzięki – jak sądził – zjednaniu sobie łaski Boga, cieszył sie lepszymi plonami. Nie nawiedziła go zaraza, szkodniki, ani nie zeszła lawina - ot, wyłącznie czysty rachunek prawdopodobieństwa. I choć nakład pracy był równie wielki jak co roku, to czując że ma Boga za sprzymierzeńca, zaczął rozmyślać nad powiększeniem uprawy, czyli dokupieniem ziemi.

A trzeci gospodarz... za uczciwą cenę sprzedał drugiemu ten kawałek swojego pola, który pozostawił nieogrodzony. A za otrzymane pieniądze, na skrawku ogrodzonym (tym przy strumieniu), przy użyciu kamieni wyzbieranych z pola przez nowego właściciela i przekazanych za darmo (byle by sie ich tylko pozbyć), wybudował fabryczkę wina.

I ożenił się z piękną i inteligentną byłą żoną pierwszego gospodarza, tego mało przedsiębiorczego. Zbudował wystarczający dla całej rodziny dom i w krótkim czasie stał się najbogatszym człowiekiem w okolicy.

Tu przypowieśc mogłaby się zakończyć, ale nie...

Bogactwo i szczęscie kłuło w oczy. Już po kilku latach podburzeni przez dwóch pierwszych gospodarzy miejscowi plantatorzy winogron wypowiedzieli umowy i przestali dostarczać swoje owoce wytwórcy win. No bo przecież „to przez niego” pierwszy gospodarz stracił przyjaciół i żonę, a drugi na dodatek został przez niego „oszukany”, gdyż sprzedał mu nieurodzajne pole, gdzie w dodatku nie ma słońca, bo to pólnocny stok. Czyli dorobił się na „ich nieszczęsciu”. A jako producent, zbijał przeciez fortunę na owocach trudu i znoju wszystkich okolicznych plantatorów. Woleli oni wysyłać swój towar do innej fabryki wina, oddalonej o 50 kilometrów, gdzie wprawdzie otrzymywali niższą cenę, ale podbudowywali własne ego.

Doprowadzony do bankructwa producent z rodziną musiał opuścić zajmowany dom i sprzedać fabryczkę za bezcen (została rozebrana przez nowych właścicieli). Przeniósł się do większego miasta. Został znanym w świecie producentem koniaku.

Nazywał się Emmanuel Courvoisier.

Gdy zaczynał, był jednym z tych „którzy nie mają”. Jak sądzicie, czy podzielał pogląd tych z Was, którzy swoją przyszłość opierają wyłącznie na nadziei, że „wiara czyni cuda, jeśli się mocno wierzy”?

/Wiem, że założycielce wątku nie chodziło konkretnie o wiare w Boga. Jednakże wypowiedzi wielu z Was, młodych, wartościowych ludzi zwróciły sie w kierunku takiej interpretacji. Dlatego zdecydowałem się podzielić osobistymi doświadczeniami. Kiedyś myślałem tak samo jak Wy, młodzi, wartościowi ludzie i pochłonęło to masę lat bezproduktywnego trwania w oczekiwaniu a cud.

Dziś żałuę tego zmarnowanego czasu. Dlatego namawiam Was do aktywności, co przecież nie kłóci się z głeboką religijnością. Gdybyście się zastanawiali, jak taka aktywnośc mogłaby wygladac, zerknijcie na moje wpisy./
Avatar użytkownika
Offline
Posty
107
Dołączył(a)
10 lut 2018, 19:14

Wiara czyni cuda

Avatar użytkownika
przez Harding 17 lut 2018, 14:39
Dla wszystkich, których dotknęła depresja, jest nadzieja, bowiem Jezus w Kazaniu na Górze powiedział:
"Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni." :yeah: (Ewangelia według Św. Mateusza, 5,4)
Diagnoza: schizofrenia paranoidalna → F20.0
Klozapol - 100mg [1-1-1] [daw.→Solian (200-400-0), zam. z Amisanem]
Asentra - 50mg [1-0-0] [daw.→Hydroksyzyna 2x50mg (1-0-0), →Zolafren - 5mg (0-0-1)]
Betaloc ZOK - 95mg [1-0-0]
Piosenka dla samotnych [Myslovitz]→https://www.youtube.com/watch?v=Nw3FqGDfwBU
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1500
Dołączył(a)
12 paź 2011, 15:13
Lokalizacja
Dolny Śląsk→ok. Opola

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Wiara czyni cuda

Avatar użytkownika
przez magic wolf 18 lut 2018, 05:31
Oczywiście, że wiara czyni cuda (nie mylić z religią). Wiara to jest chyba największa moc naszego umysłu, może wynieść Cię na wyżyny jak i sprowadzić na samo dno. Jeżeli uwierzysz swojemu umysłowi (a tak naprawdę zazwyczaj nie swojemu ale za sprawą przyjęcia za prawdę jednych z norm społecznych) to możesz skończyć np. ze skrajnym poczuciem winy, które zniszczy Ci życie. Możesz jednak odrzucić masę różnych śmieciowych ludzkich wierzeń i uwierzyć, że zasługujesz na radość w życiu bez względu na wszystko. Ty o tym decydujesz i jeśli potrafisz wynieść siebie ponad społeczne warunkowanie (a masz prawo, nikt nie ma prawa Ciebie ograniczać i zabierać Ci wolności, możesz być taki jaki chcesz bez poczucia bycia gorszym) to będzie to droga do szczęścia. Sam jeszcze tego nie opanowałem, jednak idę w dobrą stronę :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
752
Dołączył(a)
24 sty 2018, 23:18

Wiara czyni cuda

Avatar użytkownika
przez wiejskifilozof 18 lut 2018, 09:27
Ja wierzę ( bez religii ) ,że w drużynówce Polska stanie na podium.W skokach :lol: :lol:
Avatar użytkownika
Offline
Zwycięzca konkursu Srebrne Usta 2017
Posty
19616
Dołączył(a)
15 sie 2009, 16:08

Wiara czyni cuda

przez BiełyjeRozy 18 lut 2018, 10:25
Dla mnie sama goła wiara, to za mało. Potrzebuję do niej religijności, mistycyzmu i tony książek.
Offline
Posty
143
Dołączył(a)
22 lis 2017, 15:13

Wiara czyni cuda

Avatar użytkownika
przez Harding 21 lut 2018, 11:15
Streszczenie Ewangelii - uzdrowienie sługi setnika z Kafarnaum:
"Gdy Jezus skończył przemawiać, podeszli słudzy setnika prosząc, aby Jezus uzdrowił jego sługę. Jezus okazał miłosierdzie i wybrał się do chorego sługi, który w tym czasie był umierający. Setnik wyszedł na spotkanie, mówiąc że nie jest godzien, aby przyjmować pod swym dachem Jezusa, aby tylko słowo rzekł a [sługa] wyzdrowieje. Jezus zdziwił się na taką ogromną wiarę u grzesznika i wiara setnika uzdrowiła jego sługę."
źródło: https://brainly.pl/zadanie/5233839 (w odpowiedziach).
Tak się zastanawiam nad tym, czy mógłbym mieć taką wiarę :bezradny: A Wy, Drodzy Forumowicze, jesteście podobni do setnika z Kafarnaum?
Diagnoza: schizofrenia paranoidalna → F20.0
Klozapol - 100mg [1-1-1] [daw.→Solian (200-400-0), zam. z Amisanem]
Asentra - 50mg [1-0-0] [daw.→Hydroksyzyna 2x50mg (1-0-0), →Zolafren - 5mg (0-0-1)]
Betaloc ZOK - 95mg [1-0-0]
Piosenka dla samotnych [Myslovitz]→https://www.youtube.com/watch?v=Nw3FqGDfwBU
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1500
Dołączył(a)
12 paź 2011, 15:13
Lokalizacja
Dolny Śląsk→ok. Opola

Wiara czyni cuda

przez BiełyjeRozy 21 lut 2018, 12:57
Ja w pewnym momencie miałem taką wiarę. Był okres, że czułem się beznadziejnie, byłem w jakimś marazmie. Wierzyłem, że pójście na mszę a szczególnie przyjęcie Komunii mnie uzdrowi z tego paskudnego stanu.
Gdy przyjąłem Komunię, to poczułem się lekko, a gdy wyszedłem z kościoła, to w głowie pojawiła się jakby obca myśl "twoja wiara cię uzdrowiła". Od tamtej pory z każdym dniem mój stan zaczął się radykalnie poprawiać.
Offline
Posty
143
Dołączył(a)
22 lis 2017, 15:13

Wiara czyni cuda

Avatar użytkownika
przez Apek 01 mar 2018, 20:34
Mnie ogólnie wiara negatywnie nakręca. Ogólnie źle na mnie wpływa myślenie o życiu i śmierci (co czynię często). Odbija się to negatywnie na moim funkcjonowaniu, dlatego staram się o tym nie myśleć.
Rano: Paroksetyna 20mg, Rysperydon 0,5mg, kwas walproinowy 500mg.
Wieczór: kwas walproinowy 500mg, Rysperydon 0.5mg, Mirtazapina 30mg

Doraźnie Klonazepam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2086
Dołączył(a)
19 lut 2018, 21:19

Wiara czyni cuda

Avatar użytkownika
przez nvm 02 mar 2018, 19:02
Apek napisał(a):Mnie ogólnie wiara negatywnie nakręca. Ogólnie źle na mnie wpływa myślenie o życiu i śmierci (co czynię często). Odbija się to negatywnie na moim funkcjonowaniu, dlatego staram się o tym nie myśleć.
To zrozumiałe, bo z innego tematu wnioskuję, że prawdopodobnie Twoje rozmyślanie ma/miało podłoże nerwicy natręctw. Moim zdaniem prawidłowo robisz, że nie wchodzisz w te kompulsje.

Jest to u Ciebie prawdopodobnie egzystencjalne OCD. Mam podobnie (podobne skłonności). Dobrze znasz język angielski?

https://www.youtube.com/watch?v=Vo5TxDRn5ds




A tak ogólnie apropos wiary (kolejny kij w mrowisko dzisiaj z mojej strony):

https://www.youtube.com/watch?v=vegGYwIrPLk


Avatar użytkownika
nvm
Offline
Posty
1280
Dołączył(a)
21 lis 2015, 07:26

Wiara czyni cuda

Avatar użytkownika
przez nvm 02 mar 2018, 19:13
.
Avatar użytkownika
nvm
Offline
Posty
1280
Dołączył(a)
21 lis 2015, 07:26

Wiara czyni cuda

Avatar użytkownika
przez Droga Prawda Życie 03 mar 2018, 16:48
" A nie chcę, bracia, abyście byli w niewiedzy co do tych, którzy zasnęli, abyście się nie smucili jak inni, którzy nie mają nadziei..
14 Jeśli bowiem wierzymy, że Jezus umarł i zmartwychwstał, to też tych, którzy zasnęli w Jezusie, Bóg przyprowadzi wraz z nim.
15 Bo to wam mówimy przez słowo Pana, że my, którzy pozostaniemy żywi do przyjścia Pana, nie wyprzedzimy tych, którzy zasnęli.
16 Gdyż sam Pan z okrzykiem, z głosem archanioła i dźwiękiem trąby Bożej zstąpi z nieba, a zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi.
17 Potem my, którzy pozostaniemy żywi, razem z nimi będziemy porwani w obłoki, w powietrze, na spotkanie Pana, i tak zawsze będziemy z Panem.
18 Dlatego pocieszajcie się wzajemnie tymi słowami. " 1 list do Tesaloniczan -- brak Bożej nadziei z Zmartwychwstałym to straszna rzecz która powoduje beznadzieję, bezsens, rozpacz itd

, JEZUS WSZECHMOCNY czeka z miłością i przebaczeniem na każdego kto przychodzi ze skruchą do NIEGO i uznaje GO PANEM swojego życia
google : " jedyny lek na wszelką depresję beznadzieję bezsens strach lęki nerwice uzależnienia "
, życie ma sens, wspaniała przyszłość : http://mieczducha888.blogspot.com/2017/ ... y-dom.html
Posty
221
Dołączył(a)
22 paź 2016, 10:34
Lokalizacja
Puławy

Wiara czyni cuda

Avatar użytkownika
przez Apek 11 mar 2018, 11:57
Dzisiejsza wizyta w kościele poprawiła mój nastrój. Chociaż oprócz tego zaczynam czuć się trochę dziwnie... tak niestabilnie...
Rano: Paroksetyna 20mg, Rysperydon 0,5mg, kwas walproinowy 500mg.
Wieczór: kwas walproinowy 500mg, Rysperydon 0.5mg, Mirtazapina 30mg

Doraźnie Klonazepam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2086
Dołączył(a)
19 lut 2018, 21:19

Wiara czyni cuda

Avatar użytkownika
przez Apek 11 mar 2018, 16:58
No i moja niestabilność się rozkręciła na dobre.
Rano: Paroksetyna 20mg, Rysperydon 0,5mg, kwas walproinowy 500mg.
Wieczór: kwas walproinowy 500mg, Rysperydon 0.5mg, Mirtazapina 30mg

Doraźnie Klonazepam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2086
Dołączył(a)
19 lut 2018, 21:19

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do