Skocz do zawartości
Nerwica.com

Panika coraz większa


kryty_k

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć wszystkim.

 

Może niektórzy mnie pamiętają, może już nie ma tutaj tych, którzy mnie znali - nie wiem.

 

Piszę tutaj, ponieważ jestem już kimś innym niż kiedyś, kiedy tu pisałam - zmieniłam się sporo.

 

Ostatnio coraz częściej wpadam w paniki - coraz silniejsze.

Boję się, że kiedyś wprowadzę w czyn to, co w panikach mam ochotę zrobić.

Potrzebuję z kimś porozmawiać. Może to mi pomoże - bo już nie wiem co :(

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Leczyłam się kiedyś. Najpierw lekarz rodzinny, potem psychiatra - było już ze mną lepiej. Mogłam odstawić leki.

Ale teraz będzie się pogarszać - przede mną mega trudny czas - dziecko znów zaczyna szkołę (znów będę musiała się urywać z pracy by je zaprowadzać i odbierać), w pracy zacznie się zaraz sezon i większy jeszcze stres za tym idzie, bo odpowiedzialnym jest się za wiele projektów, a co ważniejsze i najgorsze, co potęguje stres dwu pierwszych sytuacji - to rozprawa sądowa, która przede mną. Ex chce mi zabrać dziecko. Wiem, że to co się ze mną dzieje to stan przejściowy, ale muszę znaleźć sposób na poradzenie sobie w tym czasie z moimi stanami na tyle, by być opanowanym przy dziecku, w pracy i w sądzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Próbowałam. Ale bardzo źle trafiłam. Bardziej mnie irytowała rozmowa z psycholog, która nie wnosiła nic. A nikła częstotliwość - raz na miesiąc, czasem na dwa - sprawiły, że zrezygnowałam. Być może od września uda mi się zapisać do psychologa w punkcie interwencji kryzysowej. Pewnie będzie to kilka wizyt na krzyż - ale może nie będą tak jałowe i bez celowe jak te ostatnie jakie miałam. Kiedyś dostałam już tam dobrą terapię. Co prawda nie mogę się ze względu na procedury umówić z tym samym terapeutą, ale... pewnie warto spróbować.

 

Ataki paniki mam coraz silniejsze - boję się, że kiedyś wykonam to, co w nich myślę. Ale póki co jeszcze opanowana sytuacja...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zauważyłam też ostatnio u siebie kilka nieprawidłowych toków myślenia - jeszcze nie udało mi się opracować metody na sprostowanie ich, ale wyjaśnia to moje skłonności i niektóre problemy... choć już nauczyłam się tolerować samą siebie, dopuszczać do pomyłek i błędów, na które kiedyś absolutnie sobie nie pozwalałam, znam swoją wartość - jeszcze nie do końca ufam sobie i w panice potrafię zaprzeczyć temu, do czego doszłam, stwierdzić nagle, że siebie nienawidzę. Mam wtedy ochotę usunąć się z życia wszystkich wyruszając przed siebie - tak by się maksymalnie zaszyć, by nikt mnie nie znalazł, a śmierć sama dopadła. Strasznie głupie - wiem. Ale jako głupie oceniam teraz, kiedy nie jestem w panice - jedynie towarzyszy mi lęk przed przyszłością.

 

Co do toków myślenia - jest kilka kwestii:

- zakładam wciąż, że życie będzie wyglądało zawsze tak, jak wyglądało za mojego małżeństwa; nic nie mogę planować - bo zaraz ktoś zniszczy te plany, nawet jak obieca na początek ze mną je spełnić; mogę liczyć tylko na siebie, bo nie możliwe, bym mogła komuś powierzyć zadanie będąc w pełni spokojna o powodzenie załatwienia sprawy (np. zrobienia zakupów pod moją nieobecność); nie ma co budować marzeń, bo nadejdzie dzień, kiedy wszystkie staną w ruinie - a nie chcę tego po raz kolejny - wciąż zapominam, że nie ma obok tego, który wszytko przewracał do góry nogami i wszystko niszczył - choć próbuje to robić nadal przy kontaktach dotyczących dziecka - jestem cały czas niewolnikiem leku, że wszystko znów pójdzie na marne

- nie znajdując stałego punktu zaczepienia, natykając się na ciągłe przeszkody - przywołuję wciąż na myśl ocenę (dwóch bliskich mi osób), że wszystko moja wina, że jestem nikim, do niczego się nie nadaję - jedyne za co byłam zawsze chwalona, to seks - kiedy mam ciąg niepowodzeń i zaczynam panikować, skłonna jestem do myśli, że tylko do seksu się nadaję, że żadnej wartości we mnie inni nie widzą

- odkąd byłam wykorzystana seksualnie przez.. dwie osoby, prze które nie powinnam - obawiam się kolejnego wykorzystywania - i nie mam zbyt dobrego mniemania o swojej seksualności - bo oprócz tego, że ona jest jedynie doceniana - jest powodem wykorzystywania - często miewam sny, w których jestem niejednokrotnie gwałcona, więziona, wykorzystywana - męczą mnie te tematy

- na tyle boję się nieporadzenia sobie z sobą samą w przyszłości, że moje plany ograniczają się maksymalnie do roku - a to i tak rzadkość by tak dalekosiężne plany u mnie powstały - bo oprócz tego, że może je ktoś zniszczyć - może się po drodze tyle rzeczy wydarzyć... skoro boję się co postanowi sąd i że nie poradzę sobie od razu z decyzją - to co dopiero myśleć o dalszej przyszłości - w sumie takie nakręcanie samej siebie - nic konkretnego.

 

Tak więc oprócz bieżących spraw związanych z relacjami z byłym, walką o dziecko, walką o utrzymanie płacy w pracy, walką z panikami - mam jeszcze wiele pracy przed sobą. Potrzebna tylko siła, cierpliwość i czas...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mam już śmiałości pisania w tym wątku zbytnio.

Dziękuję za obronę.

 

Tak przy okazji - może jak napiszę - wezmę się w końcu w garść - nie potrafię się dzisiaj zebrać w sobie. Określić dokładnie co czuję - jedynie wiem, że nie czuję się bezpiecznie. Nie wiem czego poszukuję i jakie targają mną emocje. Jeden wielki znak zapytania. Rzadko tak miewam. Nie wiem chwilami co mam z sobą zrobić.

Wiem - przejdzie mi. Ale jestem niecierpliwa - chciałabym już teraz się uśmiechnąć - w tej chwili uśmiech mi nie wychodzi - jest sztuczny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kryty_k, Też uważam że powinnaś się wyciszyć lekami masz trudny okres przed sobą i trochę tego jest,szkoda że nie masz wsparcia w rodzinie a przyjaciele?znajomi?co z nimi?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie chcę być dla nich ciężarem. Mają swoje rodziny, swoje problemy, dzieci, które wymagają dużo czasu, cierpliwości i spokoju. Wprowadziłabym tylko niepokój. A oprócz wysłuchania - nie pomogą i tak - sama muszę sobie poradzić. Zostając suma sumarum w czterech ścianach muszę umieć z sobą wytrzymać...

Biorę tabletki ziołowe, ale serce i tak kuje, a wystarczy moment jak pojawiają się znienacka sine bodźce lękowe. Opanowuję je, ale jest to męczące.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wprowadziłabym tylko niepokój. A oprócz wysłuchania - nie pomogą i tak - sama muszę sobie poradzić. Zostając suma sumarum w czterech ścianach muszę umieć z sobą wytrzymać...
Od tego są przyjaciele, żeby pomagać w ciężkich chwilach, tym są jakby z definicji. Masz bezlitosne, bezwględne podejście do siebie, pewnie dlatego Ci tak ciężko. No i tabletki ziołowe ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, tabletki uspakajające Labofarm. Póki co - starczą...

Zawsze byłam wymagająca od siebie - tego mnie nauczono w sumie. Ale i tak jest już luźniej niż kiedyś.

Przyjaciółkę mam jedną. Za granicą. Nie mamy zbyt częstego kontaktu niestety. Reszta to znajomi (lub dobrzy znajomi). Nie zamierzam ich zamęczać własną osobą. Czasami uda mi się do nich odezwać, pogadać. Ale specjalistką od kontaktów nie jestem. Częściej milczę - chyba że ktoś sam zagada - wtedy mi łatwiej. Na szczęście są cierpliwi i nie obwiniają mnie dłuższym brakiem kontaktu. Bo z czym do ludzi? Że mi źle? Nie chcę się tyle żalić. A że myśli zdominowane są często problemami - próbuję je rozwiązywać sama... nikt za mnie ich nie rozwiąże.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, tabletki uspakajające Labofarm. Póki co - starczą...

Zawsze byłam wymagająca od siebie - tego mnie nauczono w sumie. Ale i tak jest już luźniej niż kiedyś.

Przyjaciółkę mam jedną. Za granicą. Nie mamy zbyt częstego kontaktu niestety. Reszta to znajomi (lub dobrzy znajomi). Nie zamierzam ich zamęczać własną osobą. Czasami uda mi się do nich odezwać, pogadać. Ale specjalistką od kontaktów nie jestem. Częściej milczę - chyba że ktoś sam zagada - wtedy mi łatwiej. Na szczęście są cierpliwi i nie obwiniają mnie dłuższym brakiem kontaktu. Bo z czym do ludzi? Że mi źle? Nie chcę się tyle żalić. A że myśli zdominowane są często problemami - próbuję je rozwiązywać sama... nikt za mnie ich nie rozwiąże.

Wszystko dusisz w sobie emocje a to się kumuluje próbowałaś jakiejś metody relaksacji? są róznie?

http://www.wiecjestem.us.edu.pl/no-stress-sposoby-radzenia-sobie-ze-stresem-relaks-i-odprezenie Tylko problemów one nie rozwiążą warto korzystać z pomocy jesli można ją od kogoś uzyskać.Niepotrzebnie się katujesz...?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kryty_k, podejście, ze kogos zameczasz swoją osobą, nie jest dobre. Sam nick mówi wiele, zbyt surowo oceniasz siebie i innych. Ludzie najczęściej chętniej pomagają innym, pod warunkiem, że ich o to poprosisz i sama sobie na to pozwolisz - okazac słabość, przyjąć pomoc, poprawić swoja sytuację. Co z tego, że ktoś może Ci dac wiele, skoro Ty nie jesteś na to otwarta, na wstępie się wycofujesz ? Tak samo jak z tymi tabletkami, wybrałas sobie takie , które pomagają "trochę" a można wybrać takie, które sa skuteczne i przywrócą komfort zycia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Osoby trzecie niewiele mi pomogą - doszłam do takiego wniosku... Wysłuchają, powiedzą, że sytuacja faktycznie trudna, że z czasem się wszystko ułoży. To akurat wiem. Sama muszę sobie poradzić. Zmiana tabletek - może nie koniecznie - nie stać mnie na silniejsze, a i w sądzie jest się inaczej widzianym jeśli z pomocy psychiatry się nie korzysta. Dopóki trwa sprawa i dopóki nie nauczą się dystansu i wiary w siebie, dopóki poddaję się manipulacjom ex - doputy będzie trwał mój koszmar.

Jedno pocieszenie, że powagi problemu sobie nie wymyślam, bo potwierdziła mi to prawniczka:

 

"jestem po Pani stronie nie tylko dlatego, że jestem Pani pełnomocnikiem, ale też dlatego, że widzę wyraźnie, że Piotr jest psychopatą z którym na pewno nie da się dogadać. Zawsze jestem za tym, aby się dogadywać, ale czasami jest to niemożliwe. Wyszła Pani z piekła, ja to rozumiem."

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×