Skocz do zawartości
Nerwica.com

witam


co_jest

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć wszystkim, mam 23 lata. Od 10 lat bardzo poważnie choruję. Tak jakby ulotniła się cała moja inteligencja. Po prostu całość moich zdolności intelektualnych gdzieś uciekła. Do 2 klasy gimnazjum wszystko było w porządku. Czerpałem przyjemność z nauki, edukacji, życia szkolnego. Realizowałem się na bardzo wielu frontach. Czułem się doskonale. Byłem bardzo dobrym uczniem. Zawsze świadectwa z paskiem, średnia powyżej 5.0. Nie potrafię się skoncentrować. Zaczęło się od tego, że wyskakiwały mi ogromne buraki na policzkach. Pociłem się, przygarbiłem, straciłem pewność siebie. Po prostu to był koniec mojego intelektu. 10 lat tak trwam. Nabawiłem się jakichś 20-25 kg nadwagi. Zaczynało się to ogromną nerwicą, bardzo silną: wypieki na twarzy, poty, kołatanie serca(dudnienie), reakcje ucieczkowe, wszystko co tylko można sobie wyobrazić.

 

Błagam naprowadźcie mniej jakoś, pytajcie jeśli coś zwraca Waszą uwagę, może chcecie coś wiedzieć ponadto?

 

Proszę tylko o radę, "diagnozę"...

 

Jak z tym żyć? Jak się wyleczyć?

 

Czy jest szansa, że wrócę do normalności?

 

Dlaczego ja?

 

Dodam tylko, że byłem nie raz u psychologów i psychiatrów. nie pomogli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja proponuję robić coś "na siłę". Może nie u wszystkich to się sprawdzi, ale u mnie małymi kroczkami daje efekty :) Jeśli straciłeś pewność siebie, to mimo wszystko umów się ze znajomymi, wyjdź do ludzi, tańcz, biegaj, śpiewaj, znajdź coś co będzie dawało Ci satysfakcję i czym będziesz mógł zająć myśli. Kiedy ja czułam, że zaczynam tracić taką pewność siebie byłam wręcz zdruzgotana, bo zawsze uwielbiałam być w centrum uwagi, nigdy imprezy nie odmawiałam :mrgreen: i kiedy miałam ochotę tak tylko siedzieć w domu, leżeć i oglądać tv, to zmuszałam się do wyjścia. Najpierw na spacer, potem na kawę z koleżanką, potem na godzinkę na jakiegoś grilla z bliskimi znajomymi i tak powoli, powoli :)

 

-- 12 cze 2013, 21:35 --

 

A jeszcze tak dodam od siebie (oczywiście mogę się mylić), ale wydaje się, że sam straciłeś wiarę w wyleczenie, a nie da się wyjść z żadnej nerwicy bez własnych chęci! Zadajesz pytanie "dlaczego ja?", a przecież nerwica jest chorobą tak jak i grypa i ospa (trochę tu uogólniam :mrgreen: ) ale w każdym razie chodzi mi o to, że nie wiadomo kogo dopadnie i nie warto się zastanawiać czemu. Padło na nas :mrgreen: ale nie wolno się dać przezwyciężyć. Moja mama zawsze mówi: "dziecko, tak naprawdę to ani psychologowie, ani psychiatrzy Ci nie pomogą, tylko Ty sama musisz z tym walczyć, bo to siedzi w Twojej głowie, nie w ich" ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć,

przepraszam za przerwę.

 

Pokrótce powiem o co chodzi.

 

Od kwietnia 2011 roku zacząłem się leczyć. Brałem przez półtora roku: mozarin, pramolan, venlectin fluanxol, abilify, i trochę setaloftu. Nie dały poprawy.(nie równocześnie i w różnych konfiguracjach)

 

Tak jak już wspominałem zacząłem chorować 10 lat temu. Coś tak mocno uderzyło mi do głowy, że nie potrafię się otrząsnąć do tej pory. To była 2 gimnazjum. Pierwsza klasa i kawałek drugiej to był najlepszy okres w moim życiu. Już w podstawówce wyróżniałem się na tle klasy. W pierwszej gimnazjum nie przepracowując się, z radością wybiłem się na czoło uczniów w szkole. Konkursy, pochwały, wyróżnienia. Naprawdę funkcjonowałem znakomicie. Grałem w gałę, było mi dobrze. Wydaje mi się że byłem pedantem perfekcjonistą. Było mi z tym doskonale. Zawsze doskonale przygotowany. Zaczęło się psuć jeszcze w 2 gim. Pamiętam, że wszyscy w klasie/szkole patrzyli na mnie z podziwem, zachwytem, wyrobiłem sobie szacunek. Nie byłem typem kujona, tylko bystrego faceta, który wie czego chce. Nie mogłem na nic narzekać. Kobiety w wieku lat 13 nie są jeszcze tak ważne.

 

Nie jestem w stanie powiedzieć co bezpośrednio wpłynęło, zadecydowalo. Pewnie nigdy nie ma jednej przyczyny w takich sprawach.

 

Mój stary pił. Przez całe moje życie. Wpadał kilka razy w roku z cug i ..... wiecie jak to wygląda.

 

Na problemy materialne nie mogłem narzekać.

 

Starsza siostra przyrodnia wyprowadziła się gdy miałem lat 8. A brat 5 lat starszy niewiele pomagał w życiu także gdy byłem zdrowy. Chyba dość często zdarzało mu się wylewać na mnie swoje frustrację itp. Potem w ogóle się odizolował.

 

Jeżdżąc na kolonie, obozy etc. jeszcze zanim zachorowałem odczuwałem smutek, przygnębienie, tęsknotę. Totalnie rozklejony odliczałem dni do powrotu, cały w nerwach, niezdolny do wyluzowania.

 

Pamiętam, że zafrasowało mnie też to, że gdy po I klasie gim usłyszałem od kogoś i wyczułem taką postawę na poły podziwu na poły dystansu(dla moich dokonań na polu naukowym). Poczułem że coś ze mną nie tak i chciałem nadrobić dystans od reszty klasy/środowiska.

 

Nie miałem normalnych znajomych na moją miarę i na moim poziomie(trochę nieskromnie).

 

Kulminacyjny moment to bezrobocie ojca(cały czas pijącego od czasu do czasu), sfrustrowana matka, brat wyjeżdza na studia. Podupadając na psychice zaczęli na mnie rówieśnicy skakać i doprowadzili do kompletnego rozkładu nerwowego. Nie dorastali mi do pięt pod żadnym względem(dosłownie byli kilkanaście klas niżej, jeżeli w ogóle w ich przypadku można mówić o jakiejkolwiek klasie). Niestety odczuwałem jakiegoś rodzaju lęk przed odrzuceniem i stałem się niemal ich pachołkiem(choć tego nie okazywałem i nie do końca się zorientowali).

 

Czerwona gęba, ogromnie spocony, z pomieszaniem rozumu brnąłem przez kolejne etapy życia i edukacji. Żałuję, że nie poprosiłem nikogo o pomoc - rodziców, lekarza, psychologa. Minęło 10 lat. Z trudem kończę studia. Z poczuciem ogromnego niedosytu. Z 30 kg nadwagą. Wciąż lękam się wyjść na ulicę, do sklepu, na ćwiczenia na studiach. Nie mam znajomych. Kłócę się ze starymi, którzy są wyrozumiali bo od 2 lat o wszystkim wiedzą, ale sielankowej atmosfery niestety nie tworzą.

 

Jak Wy to widzicie?

 

Ogromnie doskwiera mi to upośledzenie umysłu, bo w takich kategoriach trzeba to rozpatrywać w porównaniu z moimi najlepszymi czasami. W kontaktach międzyludzkich poruszam się jak słoń w składzie porcelany.

 

Czy nerwica moze az tak wykrzywić mózg, myślenie, że nie możesz się na niczym skupić, rozumieć???

 

Proszę o odpowiedzi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

co_jest, cześć.

Mamy podobną historię choroby.

Ja zachorowałem w wieku 16 lat. Ale co mamy wspólnego, sam się uważałem za kogoś wyjątkowego (same 5 i 6 na świadectwach, tytuł prymusa na zakończenie szkoły, względny szacunek wśród kolegów, pozycja lektora w ministranturze).

 

Przyszło z dnia na dzień. Pustka, bezsens, derealizacja. Wszystko to samo się nakręcało, myślałem tylko o tym by to się skończyło. Nagle całe moje życie runęło w gruzach. Nie miałem żadnych (0) kolegów w liceum. Stałem na uboczu, czułem się jak dziwak. Główny gwarant samooceny: oceny, pogorszyły się z 5 na trójki. Wiara wyznaczająca sens mojego życia opuściła mnie.

 

Doszedłem do paru wniosków. Wiem że nie wrócę do tego co było, raczej muszę próbować nauczyć się żyć na nowo.

 

Liczę na dalszą wymianę postów. Możemy oboje skorzystać.:) :great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

co_jest, Witam Cię :D

 

Na forum nikt Ci diagnozy nie wystawi, to raz, a dwa, to forum ma charakter informacyjny więc możemy coś zasugerować, naprowadzić etc.

Z pewnością jesteś dzieckiem z syndromem DDA/DDD. Poczytaj sobie na ten temat. Doskonale wiemy, że relacje z rodzicami od najmłodszych lat wywierają piętno na późniejsze życie dziecka.

To, że masz objawy typu czerwienienie się twarzy świadczy o somatyzacji w Twoim zaburzeniu. Twarz czerwieni się w wyniku sytuacji życiowych, z którymi sobie nie radzisz. Masz tzw. trudności, nad którymi dobrze by było gdybyś popracował. Co mnie jeszcze uderzyło w Twoich wypowiedziach? Otóż to, że wszystko robiłeś najlepiej, pedantycznie z perfekcjonizmem. A teraz? Teraz ubolewasz nad faktem, że dalej tak nie jest. Brakuje Ci dystansu do siebie. To, że chcesz być najlepszy z czegoś wynika. Na pewno z zaniżonej samooceny. Może wydaje się Tobie, że musisz czymś nadrabiać? W rzeczywistości jest tak, że niczego nie musisz. Jedyne co musisz to dobrze czuć się ze samym sobą. Żeby osiągnąć taki stan potrzebna jest diagnoza w pierwszej kolejności. Napisałeś, że psychiatrzy i psychologowie Tobie nie pomogli. Psycholog to nie to samo co psychoterapeuta, a wizyta u psychologa to nie to samo co sesja terapeutyczna. Natomiast psychiatra zawsze/przeważnie przepisze leki, które nie zadziałają w ten sposób, żeby sprawić, ze nagle zaczniesz sobie radzić ze swoimi trudnościami. Osoby z syndromem DDA potrzebują terapii pod tym kątem, na której nauczą się mieć większy wgląd w siebie, poznają mechanizmy, które powodują, że człowiek sobie z czymś nie radzi.

Także...jedyna moja rada to wizyta u psychiatry i prośba o skierowanie na psychoterapię. Ale decyzja należy do Ciebie :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

TAO, Nie napisałam, że nerwica. Sam fakt, że co_jest wychowywał się w rodzinie dysfunkcyjnej, alkoholowej, gdzie wszyscy są/byli współuzależnieni z uwagi na alkohol kwalifikuje do terapii.

A zgadywać nikt nie będzie. Syndrom DDA/DDD to dość obszerne spectrum zachowań więc jest nad czym popracować.

Diagnoza sprzed 2 czy 3 lat nie jest aktualną diagnozą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

byc moze naturalnie masz skłonnosci deresyjne i dodatkowo jesteś DDA, jestes inteligentnym facetem ciekawym, idź na terapię, zacznij sie odchudzać a twoj charakter jest jaki jest , pewnie niektóre problemy da sie rozwiazać z innymibedziesz sie borykał do konca zycia w róznym nasileniu, rozmawiaj z ludźmi, wychodx a gdy potrzebujesz siedź sam i czytaj , patrz w siebie jesli potrzebujesz spokoju daj sobie spokoj jesli ludzi daj sobie ludzi, a kobiete też znajdziesz , kóra pewnei bedzie Cie kochać, zycie ma to do siebie ze bywa trudne i cięzkie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za zainteresowanie.

 

Mam dość bogate doświadczenie z psychologami/terapeutami. Zacząłem od kilku sesji z terapeutką w Warszawie. Przerwałem ze względu na sesję na uczelni. Poza tym nie czułem się u niej komfortowo. Chodziłem na terapię DDA grupową(kilka godzin raz w tygodniu). Także zrezygnowałem po kilku spotkaniach. Odbyłem pełną 3 miesięczną terapię(kilka godzin dziennie) grupową. Niestety nie poruszyła mnie w najmniejszym stopniu. Położyłem się na 3 tygodnie do szpitala psychiatrycznego IPiN w Wawie. Miałem tam zrobioną diagnostykę psycholog-neurolog. Doktor zalecił systematyczną psychoterapię i powrót na uczelnię(bo to będzie trzymało mnie w ryzach). Nigdy nie czułem, żeby uczelnia trzymała mnie w ryzach. Na koniec wybrałem się najbliższego psychiatry w moim rodzinnym mieście, który dał leki, ale zadawał pytania w stylu "Czy Pan jeszcze wierzy?". Przestałem je brać. Spotkałem się kilka razy z tutejszym psychologiem i zrobił mi test, który miał określić rysy mojej osobowości. Powiedział, że wyszło w nim to co podejrzewał czyli izolacja itp. Powiedział na koniec, że nie będzie ze mną pracował dalej(trochę subtelniej). Rozłożył ręce, ale chyba nie chciał się za to brać po prostu. Powiedział, że skoro inni nie poradzili to on też. Kierował trochę między wierszami w moją stronę złość(nie wiem jak to nazwać), żebym sam się ogarnął. Mówiłem mu o objawach, że lęk itp. A on swoje. Trochę go rozumiem. Powiedział, że mam szukać czegoś co poruszy mnie emocjonalnie. Mówię mu, że od kilku miesięcy boli mnie głowa i jeszcze bardziej podupadam na inteligencji, pamięci... Ni kojarzę, zdarza mi się często czegoś zapomnieć, więcej spraw olewam. I mówię mu także, że ciśnienie mi się trochę uspokoiło. Zawsze miałem 140/160 na 100/80, a teraz na ogół optymalne on na to, że jestem zdrowszy i jeszcze narzekam. Wiem, że nigdy nie miałem właściwego podejścia do pracy terapeutycznej, stąd te niedokończone psychoterapie. Przepraszam, ale ja mam tak, że gdy wchodzę do gabinetu indywidualnie albo na spotkanie grupowe to po prostu fobia społeczna jest tak silna, że nie mogę z siebie nic wydusić.

 

Moja mama miała taki rodzaj nerwicy, że wydawało jej się że umrze. Trzeba było natychmiast wieźć ją do szpitala i tam dopiero gdy dostała zastrzyk to się wyluzowała. Ja przeciwnie, czułem, że tętnica szyjna ogromną siłą i szybkością pompuje mi krew do mózgu, ale zawsze dobra mina do złej gry(choć objawy były nadto widoczne). Ostatnio jadąc samochodem do Wawy zaczęło mnie telepać, czułem, że ręką mi drętwieje, puls skoczył, słabnę, obraz mi się zamazuje. Stanąłem na stacji i zadzwoniłem po tatę. Przyjechał ponad 100 km żeby mnie odtransportować.

 

To co szczególnie mi doskwiera to brak koncentracji. Egzaminy, kolokwia zaliczam na niezłe oceny, choć po trudnych przeżyciach. Nie ma mowy o solidnie wypracowanych podstawach mojego studiowania. Całe moje życie jest bardzo chaotyczne, szarpane, bez zamysłu. Brakuje mi koncentracji. W pierwszym poście pisałem, że utraciłem wszystkie swoje zdolności i nie udało mi się ich odzyskać. Nie nadaję się do żadnej pracy.

 

Miałem pomysł żeby wybrać się nawet na pół roku do szpitala w Komorowie, ale w moim życiu nic nie jest pewne. To co wydaje mi się ważne i niezmienne za chwilę może przestać mieć jakiekolwiek znaczenie.

 

Boję się, że ta psująca się pamięć i kojarzenie mogą się pogłębiać. W lutym zrobiłem tomograf i wyszło wszystko ok oprócz tego, że mam dyskretny zanik kory mózgowej płata czołowego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×