Skocz do zawartości
Nerwica.com

Jestem nowy, a więc cześć


Zatracony

Rekomendowane odpowiedzi

Nie wiem od czego zacząć. Może zacznę pisać to co mi przyjdzie na myśl, zobaczymy co z tego wyjdzie. A mianowicie, nie wiem jak długo cierpię na nerwicę, nie wiem jaka to nerwica (jakbyście mogli możecie to określić bliżej). Na pewno są to natręctwa, głównie myśli- choć te są kojone tabletkami Anafranil Sr 75. Niby lepiej, nie mam tak częstych stanów depresyjnych jak przed zażywaniem. Druga rzecz to sprawdzanie, czy gaz wyłączony, czy żelazko z prądu wyciągnięte, czy okna pozamykane, czy samochód ma wszystkie szyby pozamykane i światła powyłączane itd itp. Masakra. Długa by tak szło wymieniać.

Trzecia rzecz, to bardzo niska samoocena, czuje się jak śmieć wobec innych. Byle pretekst się znajdzie żeby ponarzekać nad tym że jestem gorszy od tego czy tamtego. Mam kochającą kobietę, a nie umiem tego docenić. Kocha mnie wiem o tym, a ja w zamian zatruwam jej życie moimi narzekaniami i dołkami. Może się to wydać dziwne ale praktycznie za każdym razem gdy spotykamy się ze znajomymi, myślę sobie "o, ten facet byłby odpowiedni dla mojej kobiety, odpowiedzialny, dobrze zarabiający, zaradny itd", tak jak mówiłem tysiąc powodów żeby tak myśleć. Nie umiem jej niczym zaimponować, na chama szukam zainteresowań dzięki których mógłbym wywrzeć na niej( a nawet na innych) wrażenie. Kiedyś czytałem że ludzie cierpiący na nerwice szukają specjalnie zainteresowań (hobby) w których niby mogą się sprawdzić, żeby podnieść swoją samoocenę. Tak jest w moim przypadku, tak naprawdę co kiedyś mnie interesowało ulotniło się.

Miewam myśli samobójcze, niekiedy są one silniejsze i częstsze a nie kiedy słabsze i rzadsze, ale są. Truję się takimi myślami że nic nie osiągnę. Moja kobieta będzie cierpiała przeze mnie w przyszłości bo nie będę jej(jak i naszym dzieciom) umiał zapewnić bytu. Dlaczego? Co może zrobić człowiek, który k...a nic nie umie na niczym się nie zna, do ciężkiej roboty się raczej nie nadaję, i ze średnim wykształceniem? Wszystko się tak składa żeby tak właśnie myśleć.

Boli mnie to że nie jestem taki jak ojciec. Twardy z zasadami i szanowany. Kiedyś od kogoś słyszałem jak powiedział, że chyba nie jestem jego synem bo wszystkiego się boje, w przeciwieństwie do niego. He normalnie nie mogę

Po któryś tam, straciłem rachubę, mam problemy z alkoholem, nie umiem odmówić. Jak pije to do upadłego, nie jestem wstanie przestać. Chyba że naprawdę coś się stanie. W sumie to chyba picie i palenie jointów sprawia mi jedyną przyjemność. To tak w skrócie o mnie. Może się to wydać chaotyczne, ale myśli moje było silniejsze od moich palców na klawiaturze. Fajnie ze mogłem napisać to na forum gdzie są ludzie którzy chociaż są podobni do mnie. Pozdrawiam. Jakby coś było nie zrozumiałe to piszcie, choć wątpię żeby ktoś się zainteresował typem który nie umie sobie ze sobą poradzić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wszystko jest w Tobie. Potężna energia życiowa, uśmiech, najczystsza postać radości. Widzę w Tobie schemat, który każe Ci myśleć, że rzeczywistość jest prawdziwa tylko w momencie, którym Tobie nie wychodzi w życiu i nie umiesz sobie poradzić. To dziwne, ale czujesz się wtedy bezpiecznie, choć wiesz że tak nie powinno być. Masz wewnętrzny konflikt racja? To on Cie wyniszcza. Twoja najprawdziwsza najczystsza istota życia mówi Ci, że warto się rozwijać, że jesteś wartościowy, ale STRACH PRZED NIEZNANYM mówi Ci po cichu (choć z wielką mocą), że to gdzie teraz jesteś jest komfortowe i dobre dla Ciebie. Twoje myśli są zbyt ciężkie, nie odczuwasz tego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Croatoan masz racje z tym konfliktem, i z tą rzeczywistością też trafiłeś. Po wiem tak, część mnie mówi mi że mam próbować, że coś z tego będzie, a nawet jeśli to i tak nie zaszkodzi. Przecież mnie na to stać, musisz tylko uwierzyć w siebie. Natomiast druga część zadaje mi pytanie, czy to ma sens. Po co się wysilać, marnować czas na bzdury, skoro i tak nie masz do tego predyspozycji. "Przecież nic nie umiesz, masz dwie lewe ręce" Zadając te pytanie, wszystko staje się jasne i klarowne i rzeczywistość wtedy staję się prawdziwa. Jest mi smutno i źle z tego powodu że się poddałem, ale ta złość i niechęć do samego siebie jest tak duża że nie jestem w stanie znów podjąć się próby. Cały czas to wraca. Jakiś czas jest pozytywnie a potem znów zrezygnowanie. Mam wrażenie że się oszukuję robiąc to czy tamto. Nie jestem w stanie stwierdzić czy coś mi daję przyjemność i satysfakcje, czy też robię to na pokaz i tak naprawdę robię z siebie pajaca bo absolutnie nie jestem do tego stworzony. Coś w tym stylu. Mam tak np. z pisaniem (opowiadań itp.), które szlifuje. Nie wiem czy to jest prawdziwe i szczere z mojej strony, czy też udawane pod publikę. I tak jest z paroma rzeczami, to jest tylko jeden przykład.

A jeśli chodzi o moje myślenie, czy jest ciężkie, to tak. Bardzo. Jestem już tym zmęczony. Moje myśli natrętne krążyły wokół zainteresowań i pracy (głupie ale prawdziwe). "Czym się interesuje, jaki chce wykonywać zawód?" I tak w kółko bez przerwy. Przez tabletki trochę się uspokoiło, ale skupiło się na scentralizowanym jednym problemie, czy też temacie. Na okrągło. Strasznie to męczy, nie pozwala skupić się na pracy, już nie mówię o normalnym życiu. Chciałbym być uśmiechnięty, pewny siebie, swoich wartości, i wolny od tych myśli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widzisz, dlatego medytacja jest dobra, bo potrafisz wyciszyć tą stronę, która nie pozwala Ci się rozwijać przez samą świadomość, że to jest złe... Ciekawe co? I w dodatku łatwe:) Jednak zmiany nigdy nie są za darmo. Są jak bóle porodowe, bo żeby coś się narodziło musi boleć. Przygotuj się na to. Boisz się osiąść w rzeczywistości "tu i teraz", polegasz na swojej powtarzanej pamięci bo twierdzisz, że jeżeli puścisz te myśli to zatracisz kontakt z rzeczywistością. Nieprawda. Już nie raz to mówiłem - to jest jak ogradzanie potężnym murem pustego pola - jest to niepotrzebne:) Chciałbym żebyś mi uwierzył. Na pewno kiedyś próbowałeś pozwolić temu odejść, tym wszystkim myślom, jednak umysł zaczął się bronić i po cichu powtarzać "NIE! TAK JEST LEPIEJ! NIE BĘDZIESZ SOBĄ JAK MNIE PORZUCISZ" i jestem niemal przekonany że odpowiedziałeś mu "może i masz racje" i wracałeś do tego bo, powtórzę po raz kolejny, czułeś się bezpiecznie. Wiesz co powinieneś wtedy zrobić? Obserwować. Nic więcej. Wiedzieć, że zdesperowany umysł się broni ostatnimi siłami. W końcu przyjmie Twoje warunki, kiedy skończy mu się arsenał. A obserwacja jest tytanową tarczą. Nic więcej nie trzeba. Wystarczy patrzeć na to, na swoje emocje, lęki. Patrzeć i akceptować co się dzieje. Zawsze powtarzam - być dla siebie łagodnym nauczycielem:)

 

Pozdrawiam Cie kolego i życzę powodzenia. Mam nadzieje, że weźmiesz sobie do serca to co napisałem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz co zauważyłam? Szukanie na siłę czegokolwiek prowadzi do niczego. Wmawianie sobie, że twoja kobieta powinna mieć kogoś lepszego też nic nie da-oprócz zazdrości i jeszcze niższej samooceny. Szukaj siebie powoli nie dla innych to na prawdę nic nie daje wiem co mówię. Też mam dwie lewe ręce i zawsze się pocieszam tym, że możne to nie nimi mam zarabiać może ty też nie;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie rozumiem, dlaczego racjonalne myślenie nie jest w stanie pokonać niskiej samooceny. Gdyby Twoja kobieta chciała kogoś innego to by go miała, prawda? Ale jednak chce Ciebie i mimo że, jak sam piszesz, narzekasz i masz dołki, jest z Tobą. Nie wydaje mi się nawet, żebyś musiał jej czymś imponować, już zaimponowałeś, skoro z całego męskiego świata, wybrała Ciebie.

I ja witam na forum :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Naprawdę dziękuję za odpowiedzi, i za mentalne wsparcie:) Mam nadzieję że jakoś to poukładam i pozbieram się w jedną całość. Ta niepewność, niewiedza i niezdecydowanie trwa już długo i mam tego dość jak niczego innego na tej ziemi. Boję się tylko mojego słomianego zapału i słabej woli, bo może mi przeszkodzić w tym wszystkim. Jeszcze raz dziękuję wszystkim za odpowiedzi, i strasznie cieszy mnie to że ktoś mnie rozumie;) Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam, myślę że nie ma powodu żeby dublować wątki o medytacji, dlatego odpowiem tutaj na zadane przez ciebie pytanie.

 

Myślę, że medytacja to dobra recepta na problemy psychiczne. Do zaburzeń psychiki można podchodzić jak do jakiejś choroby, która wyniszcza człowieka. Ale nie wiem czy powinno się to robić. A dlatego że nie można po prostu usunąć, niczym rakowych komórek tej części psychiki która odbiera radość życia. Ona jest integralną częścią psychiki i ma swoje zastosowanie. Jedne jest pewne, życie z zaburzeniami nie jest przyjemne.

 

Jeśli chodzi o dziewczynę: jeśli jest z tobą, to może masz cechy które się jej podobają. Ja mimo że choroba mnie zmieniła (kiedyś byłem optymistą) to pewnych cech charakteru mnie nie pozbawiła. Tak samo z tobą, być może kocha ciebie "chorego czy zdrowego", podoba się jej coś co jest niezależne od nastroju. A że tak to widzisz? Masz prawo tak widzieć, jeśli masz osłabioną psychikę.

 

O medytacji. Można rzeczywiście podchodzić w sposób tradycyjny do tematu: typu różne szkoły medytacji itd. Trzeba tylko pamiętać że są to nurty osadzone w konkretnej tradycji. W Polsce prym wiedzie chrześcijaństwo, racjonalizm i psychologia. Dlatego łatwiej jest poszukać w tych kręgach. Pojęcia różnych technik są pomocne, ale nie za bardzo wyjaśniają sprawę. Sprawa medytacji jest tak prosta w definicji, że właściwie nie wiadomo co by można więcej powiedzieć i jakie rady dać. Można to jedynie stosować, a rady, definicje traktować pomocniczo. Przeszkodą może być np. naczytać się oświeceniu, dhanach, makjo itp. Człowiek zaczyna wtedy myśleć, że to jakaś tajemnicza oderwana od życia ścieżka, którą trzeba podążać. Nic bardziej mylnego, to po prostu wytworzone przez wschodnią kulturę określenia którymi określa się tam świat, pewna symbolika. Jeśli zaczniesz medytować, tak samo prawdopodobne że ujrzysz buddów jak i że przemówi do ciebie robot Cybertronix z odległej technicznej planety. Chcesz podchodzić po buddyjsku? Nikt ci nie zabroni wierzyć w czakry itp. Zanim więc powiem więcej, chciałbym cię zapytać o twoje podejście do życia. Chcesz się przekonwertować na duchowość wschodu, chcesz urozmaicić swoją religię czy jesteś sceptykiem-racjonalistą i medytacja to dla ciebie ścieżka radzenia z trudnościami codzienności? Jeśli to trzecie, to myślę że będę mógł bardziej pomóc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wielki dzięki za odpowiedź:)

 

A więc tak. Z pewnością są cechy za które kocha mnie moja narzeczona. Mówi mi nawet o tym, ja jednak nie potrafię ich dostrzec. Nie do końca akceptuję się takiego jakim jestem. Przez to (tak sądzę, a chyba nawet jestem przekonany) niszczę wszystkie dobre moje strony, i co najważniejsze własny związek. Jeśli bym miał wymienić moje wady, to nie wiem czy serwer by to pomieścił. Wymienił bym co do jednego, w szczegółach. Natomiast zalet,..., jakbym się zmusił to może parę, na jednej ręce by szło policzyć, jeśli w ogóle. Jestem i byłem od długiego czasu przekonania że moja kobieta przeze mnie cierpi, sprawiam jej ból. I teraz tak faktycznie jest. Powiedziała mi to. Nie wiem, czy myśląc w ten sposób o sobie, w końcu doprowadziłem podświadomie do tego co jest teraz. Moje myśli i przekonania stały się faktem. A może tak cały czas było, tylko się to gdzieś w środku ukrywało. Może właśnie taki jestem, jestem po to żeby krzywdzić?

 

Co do medytacji. Nie chcę "przechodzić" na wschodnią duchowość:) Choć co prawda, w jakiejś małej części interesuje mnie ten temat, choćby pod względem typowo filozoficznym. Za pomocą medytacji chce po prostu pomóc sobie w jakiś sposób. Uspokoić myśli, i nie katować się negatywami w każdej postaci. Nie sięgam po szczęście i spełnienie za pomocą medytacji, bo nie wiem czy jest to w ogóle możliwe. Chcę chociaż w minimalnym stopniu sobie ulżyć. Medytacja interesuje mnie od strony wpływu na własny umysł, sposób myślenia itp. Pisałem z zapytaniem o techniki, bo nie wiem czy każda jest dobra względem mojej przypadłości. Jeszcze raz dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×