Skocz do zawartości
Nerwica.com

Cześć i czołem :) krótka historia o mnie i mojej nerwicy


tucholanka9

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

Postanowiłam zalogować się tutaj by dać nadzieję innym, którzy walczą z nerwicą. Dwa lata temu się zaczęło, było ciemno, zimno, chwilowo miałam pewne uczucie, które ciężko opisać, miałam wrażenie że wszyscy są mi obojętni i nie darzę nikogo uczuciem (jestem bardzo uczuciowa). Rodzice i wtedy jeszcze narzeczony, byli obojętni, czy są czy nie. Trwało to z tydzień, ciągle płakałam, nie wiedziałam skad to się u mnie wzięło. Potem dziwne uczucie w brzuchu, jakbym tracila kontrolę. Doprowadzało mnie to do szaleństwa. Minęło, było lato, wyjechałam za granicę. Zaczęło się u mnie wypadanie włosów (wypadały jak to się mówi 'plackowato', przeżyłam traumę, bałam się że wyłysieję.). Po powrocie do Polski zbadałam hormon tarczycy i estrogeny. Okazało się że mam niedoczynność. Zamieszkałam z narzeczonym w innym mieście. Studiowałam dziennie. Przyszły zimne brzydkie dni, kiedy zaczęły się problemy ze snem. Usypiałam z wyczerpania, zaczęłam wówczas przesypiać dnie i opuszczać zajęcia, 2 tyg nikt nie widział mnie na uniwerku. Był czas pisania licencjatu, przeciągałam to pół roku. Doszły objawy somatyczne, znowu to potworne uczucie w brzuchu, bałam się panicznie zostawać w domu sama. Myślałam, że ciało ma nade mną kontrolę i zrobię sobie krzywdę. Poszłam do psychiatry. Wyszukałam w internecie najlepszego psychiatrę w mieście. Płaciłam 120zł za wizytę. Byłam leniwa, senna, ospała, nie umiałam się zmobilizować do zmycia naczyń czy zrobienia obiadu. Zaniedbywałam siebie i dom. Doszło potem uczucie "rozdrażnienia", drażniło mnie wszystko co było możliwe. Moja lekarka oceniła wtedy, że mam początki depresji. Dostałam citabax 20 i pramolan na noc, na uspokojenie i pomoc w usypianiu. Wlaściwie to trochę te leki pomagały, podczas napadów nerwicowych. Drażniło mnie wszystko co kiedyś nie robiło na mnie wrażenia, np. horrory czy filmy typu "chirurdzy". Depresja szybko minęła, leki na nią zadziałały natychmiastowo, Pani doktor była dumna, że tak szybko zareagowałam i sama umiałam przyjść. Problem był też taki, że moja osobowość dzieliła się na dwie. Z jednej strony życie z nerwicą było bez sensu, nie chciałam żyć, panicznie bałam się śmierci swojej i bliskich, doprowadzało mnie to do szału. Przerażała mnie myśl, że całe życie się uczę, żeby mieć pracę, potem umrzeć. Bałam się raka i innych chorób. A z drugiej strony wiedziałam, że życie jest piękne, że to kolej rzeczy - śmierć i że skoro bóg mi zycie dał to tylko one je weźmie. Było to strasznie uciążliwe, wieczny natłok myśli który wywoływał objawy. Z czasem gdy brałam tabletki tylko miałam "rozdrażnienie" i rozkojarzenie, nie mogłam się skupić. Leki na noc brałam tylko gdy czułam potrzebę, przerażały mnie te wszystkie leki. Wysokie tętno ponad 100 towarzyszy mi do dziś. Raz w nocy miałam napad paniki, tętno 130, zlałam się potem w 2sekundy, do tego obudziłam się z szczękościskiem. Byłam wtedy u rodziców, dzwoniłam do lekarki z płaczem, że się boję. Moja psychiatra stwierdziła, że psychoterapia mi nie pomoże, bo przede wszystkim rozumiem świat, i chce się nim cieszyć. Nauczyła mnie techniki wyciszania. Tłumaczyła, ze powinnam nie reagować na objawy, to ustąpią. Przecież wiem, że już cos takiego miałam, więc minie jak zawsze. Tak też zawsze było. Tak się wtedy siebie bałam, że byłam raz skłonna brać psychotropy, całe szczęscie się wstrzymałam. Po około 7 miesiącach (bo wg pani doktor, leczenie musi trwać min pol roku) odstawiłam tabletki. Nauczyłam się żyć z objawami, i rzeczywiście brak reakcji pomagał. Do tej pory boje się śmierci, chorób itp, ale nie zaprząta mi to głowy 24 godziny na dobę. Po odstawieniu tabletek po jakimś miesiącu, gdy zaczęłam mgr, siedząc na auli poczułam się, jakbym traciła świadomość. Straszne! Jakby dusza wychodziła poza ciało, i zaraz miałabym tam siedzieć ciałem, a duch poleciałby gdzieś daleko. Bałam się że stracę świadomość i zrobię coś głupiego, jakby zaraz demon miał we mnie wstąpić. Pisałam wtedy do męża że tego nie wytrzymam, niech przyjedzie, ale po ok 40min przeszło. i więcej nie wróciło, moja lekarka tłumaczy, że to kolejny objaw, i że możemy wrócić do tabletek, stwierdziłam że muszę uporać sie z tym sama. Bałam się przede wszystkim że te objawy nie miną. Ze do końca zycia będę je mieć. Nie chciałam z tym żyć, nie umiałam. Po tym incydencie w auli moja nerwica sie uspokoiła. Ale ostatnio miewam rozkojarzenie, jakbym miała przestać myśleć, nie przyswajam wiedzy. Mija, jak wszystko. Wczoraj doszedł w nocy problem z tętnem. Tak zasuwało się serce, że aż głowa pulsowała. Wzięłam po bardzo długim czasie pramolan na sen, bez skutku. Spałam źle, nakręcałam się sama tym pulsowaniem. Rano wstałam i zaczęłam zajmować się czymś, uspokoił się mój organizm sam. Odespałam noc do południa. To moja historia.

Chciałam ją napisać, żeby dać ludziom z nerwicom nadzieję, że da się z nią życ. Też bałam się życia, chciałam umrzeć, poprzednia zima była trauma dla mnie i męża który wysłuchiwał moich opowiadań, których totalnie nie rozumiał. Nikt nie jest w stanie tego pojąć jeśli tego nie przeżył i nie życzę najgorszemu wrogowi tych objawów jakie miałam. Bałam się tej zimy, że to znowu wróci. Problem w tym, że nie przezyłam żadnej traumy w dzieciństwie, więc nie wiadomo skąd zakodowało się w mózgu to wszystko. Te odreagowywanie na stres. Najważniejsze nie mylić stresu z nerwicą. Od zawsze byłam znerwicowana, i szybko wpadałam w szał. Mam taki temperament "jak to powiedziała moja Pani doktor" i że tego nie zmienię. Ale nauczyłam sie życ z nerwicą. Uda sie każdemu, tylko musicie tego chcieć. Mam nadzieję, że w końcu wszystko mi minie, i zacznę normalnie żyć. Jak kiedyś. Już teraz mogę funkcjonować normalnie. Uwierzcie w siebie, bo idzie to przetrwać, ważne to żeby mieć oparcie w bliskich. Moi rodzice strasznie się o mnie martwili (jestem jedynaczką), moja mama pocieszała mnie i starała się zając mi czymś mój czas. Kiedyś nie umiałam nikomu mówić o tym co przezywam, teraz mogę mówić o tym normalnie. Życze wszystkim, żebyście się nie poddawali i nie tracili nadziei. Bo tylko my nerwusy się rozumiemy. :)

Musze dodać, bo teraz mi się przypomniało, był okres że bałam się, że mam schizofrenię. Wyobrażałam sobie że cos słyszę, czy widzę. Całe szczęście to była moja hipochondria. A także, często jak schodzę po schodach to mam wrażenie, że nie czuję nóg i zaraz spadnę. To tak po krótce :)

 

-- 06 lut 2013, 01:48 --

 

Prosze o poprawienie błedu z "nerwicom" na nerwicą. nie mogę już edytować a dopiero teraz zauważyłam :)) I strasznie mnie on drażni :))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×