Skocz do zawartości
Nerwica.com

Kto chce zacząć ze mną nowe życie?


ciemieluch

Rekomendowane odpowiedzi

Witam Was wszystkich,

 

to moja pierwsza wizyta na forum. I ostatnia nadzieja. Znajduję się obecnie w sytuacji bez wyjścia. W skrócie... jestem po studiach, mieszkam z chłopakiem (nie chcemy już być ze sobą dłużej) i kotem w mieście bez perspektyw (zarówno jeśli chodzi o pracę jak i o możliwość leczenia psychiatrycznego czy podjęcia terapii). Jestem na chłopaka utrzymaniu czyli mam z kotem dach nad głową i jedzenie. Dostaję też od rodziców 400zł miesięcznie na pokrycie kosztów mieszkania. Pieniądze te otrzymywać będę do grudnia.

Pod koniec studiów trafiłam do ośrodka zdrowia psychicznego z powodu uzależnienia od alkoholu i benzodiazepin. Nie wiem dokładnie jaką tam diagnozę mi wystawiono ale mówiono coś o zaburzeniach osobowości, nerwicy itd. Terapię musiałam przerwać i odstawić leki ze względu na odległość do ośrodka i koszty dojazdu.

W Polsce jest duży problem jeśli chodzi o możliwość zatrudnienia ale w mieście, w którym obecnie mieszkam problem jest wyjątkowo duży. Po studiach udało mi się odbyć jedynie staż w zawodzie. (Niby coś ale kosztem resztek wytrzymałości.. Stres z samego faktu pracy z ludźmi a do tego nieszczęśliwie trafiłam na pracodawców poniżających swoich pracowników i trudne warunki pracy).

Oprócz niewielu miejsc pracy jest też problem innego rodzaju.. otóż boję się pracować. Nie chodzi o to, że jestem leniwa. Mogłabym wykonywać naprawdę ciężką pracę ale w sytuacji gdy nikt nie będzie na mnie patrzył, tj. np. klienci. Z tego względu starałam się bardzo o pracę sprzątaczek czy pokojówek ale na takie stanowiska przyjmowane są tylko osoby z grupą inwalidzką (na uzyskanie takiej grupy nie mam szans).

A swoją drogą inwalidą właśnie się czuję.. Niezdolną do życia. Gdy ktoś mi mówi zrób coś ze sobą czuję się jak osoba sparaliżowana, do której ktoś mówi: Nie wygłupiaj się tylko wstań i idź!!

 

Do sedna.. na dzień dzisiejszy jestem osobą bezrobotną, bez prawa do zasiłku z kotem na utrzymaniu. Żyję na koszt chłopaka i rodziców (od których nie łatwo mi przyjmować pomoc bo gdybym nie była od nich zależna to bym natychmiast zerwała jakikolwiek kontakt).

Nie mam już na to siły. Jedynym wyjściem byłaby śmierć ale nie jest to dla mnie takie proste do zrealizowania.

I tu mój desperacki apel... Czy jest ktoś w podobnej sytuacji? Może razem łatwiej byłoby coś zmienić. Wynająć mieszkanie w mieście gdzie jest możliwość leczenia. Może dałoby się coś załatwić w PUP. W sumie to nie wymyśliłam jeszcze skąd zdobędę pieniądze na życie zanim znajdę pracę, którą jestem w stanie wykonywać... Boję się też wynajmować mieszkanie z kimś kogo nie znam. Ale z kimś kto ma podobne problemy powinno być łatwiej. Musiałoby być to mieszkanie, którego właściciele zapewnią tymczasowy meldunek aby móc współpracować z PUP. Aha i dodam jeszcze, że poszukuję dziewczyny.. Mieszkać z obcym chłopakiem nie dam rady. Wstydzę się swoich ułomności.

 

Gdyby był tu ktoś bez środków do życia i perspektyw to proszę o wiadomość

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ciemieluch,

 

witaj na forum :P. Widzę, ze jesteś w trudnej sytuacji życiowej, ale masz plan jak z tego wybrnąć, to już jest dobry początek. Zdziwiła mnie jedna rzecz. Napisałaś, ze skończyłas studia, a szukasz pracy jako sprzataczka, pokojówka . Dlaczego nie szukasz pracy w zawodzie? Przez złą kondycję psychiczną ?

Pozdrawiam serdecznie Ciebie i przytulam kota /sama mam dwa, a teraz jestem daleko od domu i bardzo za nimi tęsknię/.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Cudak,

 

dziękujemy za pozdrowienia (ja i kot)..

 

Pracować w zawodzie narazie nie dam rady bo jest to dla mnie zbyt trudne. Trudno mi to wytłumaczyć.. Ciężko mi wyjść do sklepu, załatwienie jakiejś sprawy to już jest mega wyczyn i potem jestem wyczerpana z wysiłku i trudu. Jak mam w planach, że danego dnia wyjdę do sklepu obok to "zbieram się" do wyjścia ok. 4-5 godzin. (W tym czasie siedzę po cichu w mieszkaniu i udaję, że mnie nie ma. Gdy ktoś zapuka nie otworzę bo się wstydzę.) A gdy już wyjdę nie umiem przejść przez ulicę. Nie wiem o co chodzi, nie wiem jak to wytłumaczyć. Podjęłabym bardzo chętnie pracę, w której nie jestem obserwowana przez innych przy wykonywaniu czynności. W dodatku mam taki zawód, że moje wykształcenie pozwala mi na pracę albo w zawodzie albo właśnie jakaś praca fizyczna mało wymagająca. Mój chłopak twierdzi, że muszę iść gdzieś na kasę. Tylko, że on nie ma pojęcia o tym, że dla mnie to niewykonalne.. On myśli, że ja poprostu nie chcę pracować bo tak wygodnie w domu siedzieć i nic nie robić.. Z nim często jeżdżę na zakupy i zachowuję się w miarę normalnie. Z boku pewnie wyglądam na lekko niepewną i roztrzepaną. Tylko ja wiem co czuję i ile mnie to wszystko kosztuje.

 

Do swojego zawodu też się zniechęciłam w trakcie stażu przez właśnie pracodawców. To był koszmar! Ponownie bym nie dała rady przez to przejść.

 

A mój plan żeby coś w życiu zmienić nie jest doskonały. Właściwie to nierealny.. Nie wiem też czy jestem w stanie odejść od chłopaka. Raczej poprostu mam świadomość, że on w pewnym momencie nie wytrzyma i mnie wyrzuci z mieszkania i chyba próbuję się zabezpieczyć. Wogóle to już nie mam siły tak żyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ciemieluch,

 

to co opisujesz jest b niepokojące. W takim stanie psychicznym ciężko Ci będzie pracować, przede wszystkim powinnas sie leczyć, zeby pozbyc sie tych dziwnych objawów. Żle, ze przerwałas terapie, w mojej opinii powinnaś sie skupic właśnie na niej. Przeciez jak wyzdrowiejesz perspektywy podjęcia pracy niesamowicie sie poszerzą... moze nie bedziesz sie już bała pracować, kiedy ktoś Cie obserwuje. W niektórych ośrodkach, takich jak np. w Komorowie, masz zapewniony na miejscu wikt i spanie, więc nie musiałabyś się martwić o opłacenie mieszkania i koszty dojazdu. Nie wiem, jak ze skierowaniem, mi wystawił je psychiatra, do którego chodziłam prywatnie. Ale na pewno możesz iść do psychiatry państwowo. Idż i opowiedz o swojej sytuacji, na pewno lekarze znajda dla Ciebie jakieś rozwiązanie, nie jesteś przecież jedyna , która ma takie problemy. Trzymam za Ciebie kciuki :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam ,

a ja bym się Ciebie Ciemieluch zapytał jak DŁUGO trwasz w tej swojej Nędzy? Bo najgorsza jest przedłużająca się w Czasie udręka. Już nie dni , to miesiące , nie to już lata? Inna sprawa ,to to że każdy ma inną wytrzymałość .

Udało Ci się skończyć studia ,nie każdy potrafi, teraz dalej pomimo zwątpienia kombinujesz ...i to już jest dużo ,trwasz w Nadziei .Jeszcze ją posiadasz . Dziwi mnie tylko ,że będąc jeszcze ze swoim Facetem ,już zabezpieczasz tyły . Nie za szybko? A leczyć się powinnaś i to jak najszybciej. Też miałem różne nieciekawe okresy w życiu ...już mnie mieli z chaty na zbity łeb wyrzucić ( za bardzo długie niepłacenie czynszu itd,bo wszystką kasę przepijałem, i co miałem to tylko długi),a równolegle sprawa w Sądzie za debety bankowe bez pokrycia i możliwość kryminalnej odsiadki, Przej...ne. Ze wszystkiego da się wyjść ,dobrze wyjść. Dziś mam dwa mieszkania ,dobrą Żonę i zdrowego Syna ,dobrą rentę ...a i już nie piję ( nie dlatego to piszę ,żeby się chwalić ,broń Boże!),ale dlatego ,że jak ja dałem radę i to i Ty dasz ,na pewno . A jak ktoś mi się patrzał na ręce ,gdy pracowałem ,to kurwica mnie brała( dobrze ,że miałem mało takich prac).

Jeśli miał bym Ci coś doradzić ( jeżeli w ogóle mogę) to spróbuj wpierw uporać się ze swoimi nałogami ( benzo ,alko),być może stąd bierze się Twoja bezradność i generują się depresje,a potem dalej kontynuuj leczenie ( wiadomo jakie ) i... szukaj lepszego życia. Aha i w nie każdej pracy są takie pojeby jak na Twoim stażu. Czasami można nawet dziś, przyzwoicie trafić .Miałem tak nie raz.

I zawsze można uciec z tego chorego, barbarzyńskiego kraju. Najlepiej do Francji. Wielu moich znajomych tak zrobiło ,i teraz co niektóre żurki piją tam francuskie tanie ala,patiiki,żyjąc na socjalu ,a za prąd i chatę płaci im Państwo.Jest tyle możliwości. Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po pierwsze przerwałaś odwyk , co nie jest dobre, pomimo odległości, ja na Twoim miejscu poprosiłabym rodziców by wzięli kota, spakowała się i poszła na odwyk dzienny do jakiegoś ośrodka, jeśli idzie o prace sprzątaczki to ja szukając pracy w tamtym roku, znalazłam w takim klubie pracy całkiem fajny program gdzie brali ludzi do sprzątania, opłacali ubezpieczenie 5 godzin dziennie i dawali 1200zł na rękę za 5 godzin pracy dziennie.

Mnie pani, która mnie obsługiwała po rozmowie ze mną powiedziała sama ,że przecież ktoś taki jak ja nie pójdzie sprzątać, co było miłe i sama zaproponowała mi miejsce na innym kursie i że to miejsce dla mnie przytrzyma jak nie znajdę pracy jako kierownik sali w restauracji najpierw 4 miesiące wykładów płatnych a później 9 miesięcy płatnych praktyk nie dużo bo 900 złotych, ale zawsze.

Natomiast to sprzątanie dla ludzi bez wykształcenia czy w bardzo złej sytuacji był od reki i naprawdę super oferta to była i jeszcze zwracali za dojazdy do pracy,w kursie na menadżera sali również zwracali za dojazdy.

To były oferty z tzw. klubów pracy, które działają przy ochotniczych chuwcach pracy , tylko dla dorosłych a są jeszcze oferty dla młodzieży i różne kursy ochapy działają cały czas i prężnie. Wejdź na stronę internetową ja kiedyś weszłam z ciekawości i powiem ,ze dla młodzieży do 25,26 roku życia maj super oferty aż byłam w szoku bo ochap się kojarzy nie za dobrze i to wszystko finansowane w dużej mierze ze środków unii europejskiej.

Czasem trzeba poszukać a z ta panią , która obiecała ,ze mi miejsce potrzyma na kursie menadżera sali i zarezerwuje to jestem w kontakcie cały czas , bo może jeszcze będę potrzebować jej pomocy ech.

Szukaj i idź na odwyk koniecznie , może do monaru, może do ośrodka odwykowego typowego dziennego , poszukaj w necie zadzwoń do nich kiedy będzie możliwość , jak nie masz ubezpieczenie to idź się zarejestruj w urzędzie pracy i będziesz miała , ech,

no ludzie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trochę za mało dokładnie opisałam swoją sytuację i nie zrozumieliście mnie. Trafiłam kiedyś do poradni ale nie odwykowej (to nie był ośrodek z noclegiem) tylko zwykła poradnia do której dojeżdżałam na umówione terapie i wizyty u psychiatry. Na odwyk się nie zgodziłam bo byłam w trakcie studiów, pisałam pracę dyplomową itd. Poza tym to miałoby trwać chyba 2 tygodnie i co by to niby dało, że akurat przez dwa tygodnie bym nie piła... Bo ja nie byłam w tzw ciągu tylko wieczorami i w nocy piłam a rano szłam na uczelnię.. W ciągu dnia nie piłam. Bardzo żałuję, że przerwałam terapię bo czuję teraz straszną bezsilność i to jest najgorsze! Wizyty nie były przyjemne ale chociaż miałam poczucie, że coś robię by było lepiej. Ale nie miałam wyjścia.. Koszt dojazdu na jedną wizytę to 25zł. A wizyty musiały być minimum raz w tygodniu choć terapeuci mówili, że przydałoby się 3 wizyty na tydzień. Twierdzili, że leczenie potrwa minimum kilka lat i zniechęciło mnie to. Nie miałam już na to pieniędzy.

 

cudak,

ten ośrodek w Komorowie to typowy odwyk? Nie mam po co iść na odwyk bo teraz nie piję praktycznie wcale. Nie zarabiam i mój chłopak nie pozwala mi wydawać JEGO pieniędzy na alkohol. Żadnych leków nie biorę bo przecież nie mam psychiatry więc nie mam recept (zresztą kasy na leki też bym nie miała). Rodzinni od dawna nie chcą przepisywać mi benzo (właśnie z tego powodu trafiłam kiedyś do poradni).

 

paweł3,

jestem w szoku.. Gratuluję odwagi i zaradności... A mój aktualny stan... ile trwa?? Trudno powiedzieć.. Nienormalna byłam chyba od urodzenia. Psychicznie tragedia od dziecka. Wyjechałam daleko na studia i od tego czasu zaczęły się dziać nowe rzeczy. W skrócie.. bezsenność- benzo-alkohol-terapia. Mniej więcej w tym czasie poznałam swojego chłopaka. "Pomagał" mi z tego wyjść (wtedy mi się wydawało, że to była pomoc). Po studiach skończyła mi się umowa na wynajmowane mieszkanie, musiałam się wyprowadzić. Mój chłopak dostał pracę w innym mieście i podjęliśmy decyzję, że się przeprowadzimy i wynajmiemy razem mieszkanie. Na początku ojciec mi pomagał jeszcze finansowo. Ponieważ poradnia do której jeździłam była mniej więcej w tej samej odległości co z poprzedniego miasta to nie było takiego problemu i kontynuowałam terapię. Ale w międzyczasie przyjmowano mnie do "pomocy" w niektórych miejscach pracy (niby w celu sprawdzenia, przyuczenia..oczywiście charytatywnie a potem i tak się jakoś dziwnie składało, że jednak nikogo nie potrzebują) to utrudniało mi dojazdy na terapię. Przeciągnęło się.. do tego koszty dojazdu i przepadło. W każdym razie..od momentu przeprowadzki do rozpoczęcia stażu minęło 10 m-cy. Następnie 6 m-cy stażu. I mój AKTUALNY STAN (tj.bezrobocie i coraz większy strach i nieporadność, 400zł miesięcznie od ojca) 5 m-cy.

 

Co do Waszych rad.. Mam załatwiony meldunek tymczasowy w innym mieście niż mieszkam tj. tam gdzie studiowałam (u rodziców mojego chłopaka). Tu gdzie się przeprowadziliśmy nie dostałam meldunku... Bardzo trudno było załatwić staż itd (inny powiat). Nie załatwię w tym wypadku żadnego kursu ani możliwości. Z PUP mam tylko ubezpieczenie. Z tego co wiem to w obu miastach (tu gdzie mieszkam i tam gdzie mam meldunek) nie ma żadnych konkretnych ofert dla bezrobotnych. Ale jutro poczytam, poszukam i sprawdzę inne instytucje.

 

Za granicę nie wyjadę bo po pierwsze średnio u mnie z językami a po drugie gdzie ja sama i jak i za co sobie nie poradzę... I co najważniejsze- nie miałabym co zrobić z kotem (do rodziców jej nie oddam bo zrobiliby jej krzywdę a poza tym nie dam rady się z nią na dłużej rozstać.. to jedyna moja miłość, moja osłoda, moja ulga; poza tym ona też by nie zniosła rozstania, kot to nie zabawka).. Tą kotkę mam od swojego chłopaka.. Wiem to był straszny błąd bo teraz jest duży problem.. Ale on mnie skusił bo wiedział, że kocham koty..Na pewno myślał, że kot polepszy stosunki między nami (w tym mieście co mieszkamy nie mamy żadnych znajomych, nigdzie nie wychodzimy bo tu nic nie ma). Wtedy była lepsza sytuacja między nami, ja robiłam staż, były jakieś tam pieniądze.. I kupiliśmy tego kota... ehhh

 

Przepraszam, że tak długo to rozpisałam ale chcę pokazać, że jestem naprawdę w sytuacji bez wyjścia.. Już pomijając moją nieporadność.

 

Dzięki za pomoc

 

-- 30 mar 2012, 12:54 --

 

W mieście, w którym mieszkam jest mops i z tego co wyczytałam na stronie to aby uzyskać pomoc trzeba mieć obywatelstwo polskie. Więc meldunek pewnie nie jest potrzebny. Na stronie internetowej nie ma żadnych informacji o pomocy dla osób bezrobotnych, żadnych ofert czy programów.. Zadzwonię tam w poniedziałek i popytam. Z kolei nie znalazłam mopsu w mieście, w którym mam meldunek... znalazłam tylko dział pomocy społecznej w Urzędzie Miasta... Ale i tak to co jest w tamtym mieście to nie istotne bo jeśli by za coś zwracali koszty dojazdu to mimo wszystko na pewno na podstawie meldunku... ehhh

 

Aha i znalazłam jakąś Poradnię Zdrowia Psychicznego w mieście, w którym mieszkam i zadzwoniłam tam (dopiero teraz bo tam gdzie się dawniej leczyłam moją terapeutką była osoba właśnie z tego miasta i powiedziała, że tu mi nie pomogą a wręcz mogą zaszkodzić...). No ale zadzwoniłam z ciekawości.. Okazało się, że tam przyjmuje psychiatra i psycholog (mi potrzebny jest psychoterapeuta). A tak jako ciekawostkę dodam, że telefon odebrała typowa komunistyczna "pielęgniara", która złości się, że wogóle musi odbierać czyjeś telefony.. Na moje pytanie jakie zaburzenia są u nich leczone wycedziła, że ona mi nie będzie odpowiadać na jakieś moje pytania, to psycholog stawia diagnozę i leczy. Ludzie co za ciemnogród!!! Gratuluję komuś kto po takiej rozmowie umówi się na wizytę i na nią dojdzie!! Wiadomo jak dla wielu ludzi ciężko jest podjąć decyzję o leczeniu... szok :zonk:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ciemieluch,

 

hej, nie wiem czy w Komorowie jest odwyk czy nie, wiem ze leczy się tam zaburzenia nerwicowe przy pomocy psychoterapii. Mnie tam skierowano z powodu depresji i zaburzenia osobowości. Napisalam Ci o tym, bo tez cos na ten temat wspomniałaś, a przede wszystkim chodzi mi o to, ze są ośrodki w których dostajesz oprócz terapii tez wikt i opierunek, i nie musisz sie martwic kosztami ani zakwaterowaniem. Nie wiem, czy akurat Komorów jest dla Ciebie, ale chodzi o to, ze sa takie mozliwości. A głupią pigułą sie nie przejmuj, jak piguły sa głupie to z reguły lekarze fajni i na odwrót.

I przypomniało mi się jeszcze jak czytałam o Komorowie /ja sama trafiłam do innego szpitala/ ze tam maja stado kotów które dokarmiają personel i pacjenci. :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alkoholu nie nadużywasz teraz, leków nie bierzesz i jakoś żyjesz. Jakoś bardzo ciągnie cie do picia czy łykania benzo teraz? Pisałaś coś o bezsenności ale teraz chyba sypiasz dobrze? Nie piszesz też abyś miała jakieś objawy somatyczne (cielesne) uniemożliwiające Ci normalne funkcjonowanie. Czy jakieś poważne zaburzenia psychiczne. W czym sie ta nerwica objawia? JEdynie martwisz się o swój byt, o przyszłość, brak pieniędzy. TO normalne. Nie wiem z czego to wynika, że boisz się żę ktoś w pracy bedzie się na ciebie patrzył? IDziesz do sklepu, czy wychodzisz na ulicę i ludzie się na ciebie patrzą i nic ci sie nie dzieje to czemu w pracy by ci to przeszkadzało? Paraliżuje cie czyjś wzrok, zawstydza czy o co dokładnie chodzi? JAk wabi się kotek? :D Może poszukaj jakiejś opieki nad dzieckiem czy może udzielaj korepetycji jkak jesteś dobra z jakiegoś przedmiotu. A z tym rozstaniem z chlopakiem to wspolnie to ustaliliscie , rozmawialiscie o tym?

 

-- 30 mar 2012, 23:36 --

 

Jak to wstydzisz się otworzyć drzwi jak ktoś puka? Kokretnie czego się wstydzisz żę np. jesteś nieuczesana ?:) Możę poprostu się boisz, jakiś strach nieuzasadniony odczuwasz? Albo czemu wyjscie z domu do sklepu zajmuje ci aż tyle godzin? Masz jakieś lęki, boisz się, odczuwasz strach, brakuje ci odwagi, pewności siebie, boisz się ze zemdlejesz gdzieś na ulicy, masz jakieś nadmierne napięcie emocjonalne itp.? Czemu masz problem z przejsciem przez ulice? Paraliżuje cie coś żę nie możęsz racjonalnie i logicznie myśleć? Musisz umieć to jakoś nazwać, to co odczuwasz czy dotrzeć do źródła tych róznych blokad. A jakbyś wypiła piwo czy wzieła benzo to nie miała byś takich zahamowań co do otwierania drzwi , wyjsciem do sklepu czy przejsciem przez ulice?

 

-- 30 mar 2012, 23:42 --

 

I co przez te 5 godzin przed wyjsciem do sklepu robisz poza udawaniem ze cie nie ma w domu?:) RObisz coś, siedzisz na internecie, leżysz na lozku, ogladasz telewizje, sprzątasz w domu, bawisz sie z kotem, rozmyslasz o czymś, czy sie zaastanawiasz czy coś ci sie stanie czy nie jak wyjdziesz z domu. Co ci niepozwala wyjsc ot tak poprostu od razu bez namyślania sie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cudak,

Pigułą się nie przejmuję bo i tak nie mam tam po co iść. Ale wiele innych osób może to zniechęcić...

Co do tych ośrodków z noclegiem to nie miałam pojęcia, że takie rzeczy istnieją na NFZ!! Muszę nad tym pomyśleć. Tylko, że musiałabym rozstać się z kotem... A mój chłopak sobie sam z nią nie poradzi.

 

xanonymous,

nie opisywałam tu dokładnie swoich objawów i historii bo chciałabym tylko dać "ogłoszenie" w sprawie wspólnego zamieszkania i wyjaśniłam dlaczego nie pracuję jak normalny człowiek.

objawy somatyczne mam różne, nie występują nigdy wszystkie jednocześnie na raz. Różnie z tym jest. Zawsze i nieustannie są tylko drżenia kończyn. W pakiecie naprzemiennie różne inne. Napady jakiejś dziwnej paniki w miejscach publicznych miewałam kiedyś jeszcze w liceum. Później to się nie zdarzało. Teraz to tylko w nocy, przed zaśnięciem lub po przebudzeniu ale to z powodu kłopotów z oddychaniem i mocnego bicia serca i kłucia w klatce piersiowej. Ale to inny rodzaj paniki niż kiedyś. Co do bezsenności to taki mocno nasilony problem był przez hmm jakieś dwa miesiące (że spałam tylko około godziny nad ranem choć zdarzało się, że nawet chwili w ciągu całej nocy. Za to w dzień potrafiłam zasnąć nawet na wykładzie. Na początku brania benzo problem zniknął. Ale bardzo szybko przestały działać. Wzmacniałam ich działanie więc alkoholem. Musiałam pić coraz więcej by zasnąć. Dlatego to nie było uzależnienie typowo od alkoholu. To był tylko wzmacniacz tabletek. Potem skończyło się wydawanie recept i to co później się działo to pominę. Teraz jestem w stanie zasnąć. Wybudzam się kilkakrotnie w nocy. Budzę się też wcześnie rano i już nie mogę zasnąć mimo zmęczenia. Ale to jest do zniesienia. Różne objawy somatyczne mam już od bardzo wczesnego dzieciństwa i już przyzwyczaiłam się do bólu i dolegliwości. Ale utrudnia mi to mieszkanie z kimś obcym... Np. codziennie rano biegunki itd albo chodzę i żygam no jest to bardzo krępujące!

Trudno mi się wypowiedzieć co bym zrobiła gdybym miała benzo.. Nie wiem czy bym wzięła wiedząc co kiedyś było.....nie przeżyłabym kolejny raz odstawienia z przymusu!! Za benzo bardzo tęsknię. Wtedy czułam jakby umarł ktoś mi bardzo bliski, cierpiałam fizycznie ale i opłakiwałam stratę jedynego mojego sojusznika. Nie ma dnia żebym nie myślała o benzo. Wspominam i tęsknię jak za zmarłą mi bliską osobą. Ale czy bym zażyła...nie wiem. A alkohol?? Też mi brakuje. Czuję ciągle tą potrzebę. Nie piję bo nie mam na to pieniędzy a chłopak nie zgadza się na to żebym na to ruszyła jego pieniądze. Więc mimo, że alkohol jest w mieszkaniu nie ruszę! Ale gdy tylko pozwoli mi wypić drinka to gdy on idzie spać ja wypijam wszystko co jest w domu. Albo aż padnę. Nie ma wtedy momentu stop!!!! A gdyby mi pozwalał regularnie wypić sobie jednego drinka czy piwo tak jak to robią normalni ludzie to by to się we mnie tak nie kumulowało!! Po alkoholu słabnie lęk ten nieokreślony. Jestem wtedy odważniejsza właściwie to wtedy jestem normalna. Tzn udaję normalną. Nawet mój chłopak kiedyś gdy mnie osobiście nie znał myślał, że jestem taką femme fatale.. dziewczyną bardzo pewną siebie, która z podniesioną głową wojuje świat. A widywał mnie na imprezach... pijaną. Co do naszego bycia razem.. ja wiem, że to bez sensu bo nie umiem kochać. Pamiętam, że zanim zdecydowałam się z nim zamieszkać i być razem pytałam się koleżanki czy go kocham. Powiedziała, że nie wie. To spytałam czy mogę z nim być. Powiedziała, że czemu nie. No i dostałam pozwolenie i tak się stało. Był to błąd. Nie pasujemy do siebie, mamy inne poglądy dot. wychowywania dzieci itd. Nie mamy wspólnych tematów do rozmów. On widzi to ale myśli, że jak znajdę pracę to się zmienię. I wtedy będzie jak w bajce. Nie wie, że mam takie problemy, które nie znikną ot tak raz dwa. Wie, że mam nerwicę ale w sumie to u niego nie ma takiego pojęcia w słowniku. Dla niego nerwica= nieudolność życiowa. Nie wie czego doświadczałam kiedyś. Poznał moich rodziców ale nie ma pojęcia jacy to ludzie. Nasz związek nie ma sensu. Nie sypiamy ze sobą już od długiego czasu.

Co do pracy.. szukałam pracy jako opiekunka też. Nie ma praktycznie żadnych ofert pracy dla kobiet. Drzwi nie otwieram bo wstyd mi, że jestem osoba dorosłą a nie jestem w tym czasie w pracy. Nie chcę żeby sąsiedzi widzieli, że ciągle siedzę w domu. Z powodu wyglądu też. Nie mam pieniędzy by dbać o siebie. Poza tym wory pod oczami, szara cera, jestem tak blada, że wyglądam jakbym była martwa. Często jestem zaryczana to też głupio akurat drzwi otwierać. Trudno mi tez by było rozmawiać z tym kimś. A to co robię w ciągu tych iluś tam godzin to już jest maksymalnie porypane.... Szeptem rozmawiam z innymi ludźmi. Tzn "przeprowadzam terapie" innym ludziom albo wcielam się w ich role i uczucia. Np przeczytam coś w gazecie o np jakimś występku młodego człowieka i natychmiast przeprowadzam z nim rozmowę. Czasem zamiast "terapii" przenoszę się do swojego świata gdzie np mam męża i dzieci i rozmawiamy o planach na jutrzejszy obiad. A czasem po prostu siedzę i ryczę w poduszkę bo mi się przypomina co się działo w domu. Albo z żalu o rodzica. Raz o matkę raz o ojca. Innym razem, że chciałabym ich zabić. Marzę też o swoim samobójstwie (spokojnie..to tylko sfera marzeń bo nie mam odwagi by to zrobić). Od kilku dni za to przeważająca część czasu to myślenie jak z tego wyjść bo już ani fizycznie ani psychicznie dłużej nie dam rady. No cóż, wiem jakie to chore co ja robię ale nie mogę przestać! Naprawdę to się dzieje poza moją kontrolą!! No ale jak już nieubłagalnie zbliża się moment powrotu z pracy mojego chłopaka ogarniam się. Korektor pod oczy, ubieram się, idę do sklepu, wracam. I czuję ulgę, że już po wszystkim.. Obiecuję sobie, że jutro wyjdę do sklepu szybciej. Szybko sprzątam mieszkanie i robię obiad. Gdy w tym momencie, ktoś zapuka do drzwi to otwieram. I najlepsze jest to, że jak mój chłopak wraca to ja jestem uśmiechnięta, żartuje ciągle. Jakieś drugie oblicze.. Wkurzam się na siebie, że jestem taka nienormalna, obiecuję , że ostatni raz zje**łam dzień. Ale to się za każdym razem powtarza.

A kotka ma na imię Nadia. I w ciągu dnia cały czas śpi więc mogę wtedy prowadzić te swoje "terapie"... :hide:

Trochę się rozpisałam.... tyle pytań dostałam, że chyba za bardzo wzięłam to do siebie :lol:

 

-- 31 mar 2012, 10:50 --

 

cudaku drogi czyli byłaś kiedyś w ośrodku tego typu? jak było? jak efekty leczenia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ja taki dociekliwy jestem :) W każdym razie jeśli zgłosisz się do jakiegoś psychiatry, psychologa, psychoterapeuty to zanim to zrobisz sugerowałbym Ci wypisać sobie na kartce te objawy somatyczne jakie masz teraz (czy miałaś powiedzmy przez ostatnie pół roku), wypisać sobie objawy tak samo objawy psychiczne, jak sie czujesz rano, jak w ciagu dnia jak wieczorem, Ze sie wybudzasz w nocy. ZE ci to wszystko przeszkadza, ze mialas/masz problem z benzo i alko i żę chciałbyś tego wszystkiego nie mieć, że z tego wszystkiego miewasz myśli o śmierci, że nie masz do tego już siły, chciałabyś poczuć się lepiej:)

 

Powiem Ci, że ja trafilem na dobrego psychiatrę, trafną diagnoże mi postawił, trafił mi w leki czułem stopniową poprawę a po miesiącu byłem już "innym człowiekiem", psychicznie odpoczołem, ale teraz znow zle ze mną ale nie bede sie tu rozpisywal co i jak i dlaczego...., też nie pracuje, i to od paru lat, też miałem myśli śmierci ktore znikły jak za sprawą czarodziejskiej różdżki.

 

 

 

 

Chyba umiesz kochać , chociażby swojego kota:) Nie wiem czy to dobry pomysł odchodzić od chłopaka, masz u niego jakieś wsparcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kota kocham strasznie! Ale żadnego mężczyzny w zdrowy sposób nie potrafię. Wiem teoretycznie co jest podstawą w związku, jak powinno się funkcjonować, jak rozwiązywać swoje problemy. Wiem jaki powinien być facet dla mnie. Ale to wszystko jedynie TEORETYCZNIE. A wsparcie mam w nim jedynie finansowe. Dzięki niemu utrzymuję kota. Czasem jest w miarę dobrze ale to raczej tak po koleżeńsku. Nie jest dla mnie partnerem. Najgorzej jest mi znieść to, że nie jest dla mnie wsparciem w moich dolegliwościach. On nie uważa żeby mi coś dolegało. Wszystko ja sobie wymyśliłam sama. Prawda jest taka, że po prostu muszę wziąć się w garść, nie dramatyzować. Jakoś ludzie mają gorsze ode mnie problemy i jakoś żyją. Osiągają sukcesy zawodowe itd. Szkoda tylko, że nie zainteresował się nigdy moimi problemami i doświadczeniami. Dobija mnie non stop swoimi wykładami. Wk**wia mnie niesamowicie, że u swoich przyjaciół to już widzi różne dramaturgie i bardzo im współczuje. Np. jego koleżanki ojciec popełnił samobójstwo gdy była mała i on jej tak szalenie współczuje. Tłumaczy tym faktem jej nieodpowiednie zachowywanie się i chamstwo. Ja zdaje sobie sprawę, że samobójstwo rodzica to straszna trauma. Nie wiadomo co tam się jeszcze działo. Na pewno rzutuje to na życie tej dziewczyny no ale k**wa sory!!!! Potrafi być empatyczny ale tylko nie w stosunku do mnie!!!!!!!!!!! Teraz od kilku dni jest mi lepiej bo do tej pory żyłam z przekonaniem, że tylko ja na tej ziemi jestem taka pierd**nięta. A teraz przeczytałam o DDD i czytam wypowiedzi innych ludzi i to wszystko tak idealnie pasuje.. Lepiej mi wiedząc, że są inni. Teraz to on sobie może gadać i mnie dołować.

Noo.. dziś zapytałam się go czy teoretycznie mogłabym wyjechać na dłuższy czas. Powiedziałam, że do psychiatryka. On na to, że da se rękę uciąć, że mnie nie przyjmą do żadnego ośrodka tego typu bo się nie kwalifikuję. Niby z czym ja tam pójdę. Że niby co mi jest?! Kazał mi wymienić choć jedno zaburzenie. Ja mu niczego nie zamierzam wymieniać. On i tak swoje wie!! Kiedyś próbowałam ale nawet mnie nie słuchał.

Dodał też, że teraz między nami jest kiepsko a co dopiero gdybym wyjechała. Stwierdził, że nie byłoby do czego wracać.

 

A mogę wiedzieć ile masz lat? Dlaczego nie pracujesz? Jak sprawa wygląda u Ciebie? Masz kogoś?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ja mam 31 latek:) Też jestem po studiach. Pracowałęm kilka miesiecy w POlsce , potem wyjechalem do Angli do pracy gdzie bylem rok. Ale nie moglem juz tam wytrzymać..., w ogole tez psychika mi tam troche wysiadla.... i wróciłem pod koniec 2008 roku, żęby sobie odpocząć. Zaczolem troche trawe popalac (w angli poznalem dziewczyne i ona palila.....) MIeszkam w małym miasteczku. Z pracą też kiepsko. Troche szukałęm roboty tu u siebie w miescie ale to jak walenie głową w sciane. Zasiedziałem sie w domu. Poźniej nawet nie szukałem pracy. Któregoś dnia jak kładłem sie spać uświadomiłem sobie żę w ogóle nie mam pojęcia co mam robić ze sobą dnia nastepnego:) Pare razy sie upiłem tak ze znajomymi że potem kilka dni dochodzilem do siebie psychicznie i fizycznie i nie wychodzilem z domu, albo jakieś przyziebienia mnie nękały to tez nie wychodzilem na dwor z tydzien. I też psychika zaczeła mi wysiadać jakby. GDzieś od kwietnia 2010 zaczely mi sie rozne dolegliwosci....przyziebilem sie, przez kilka miesiecy mialem utrzymujące codziennie stany pogorączkowe, doszly jakies lęki, kołatania serca, czy przyspieszony puls, nawet dostalem sie na staz do fajnej firmy w inym miescie gdzie brat pracuje ale po 2 tyg. zrezygnowalem bo nie dawalem sobie rady, w ogole wtedy mialem jeszcze te stany podgoraczkowe, zatykalo mi nos (do tej pory sie smarkam), z rana po zapaleniu papierosa serce zaczynalo mi walic, to łykałem jakies tabletki od serca zeby mi sie uspokoiło, wieczorami jakis zalekniony, to zem sie hydroksyzyną posiłkował, tez mialem problemy ze spaniem , od tych tabletek tez jakies skutki uboczne, i poprostu juz nie dawalem rady i sie zwolnilem i wrocilem do siebie do domu. W domu tez nie wesolo bo matka choruje na serce , pogotowie nieraz ja zabieralo, A i w kwietniu 2010 zmarla babcia ktora mieszkala z nami i tez z nia byla meczarnia bo pol roku lezala w lozku, nieraz budzil mnie krzyk matki z rana bo matka krzyczala o cos na nia bo jest nerwowa..... NIe mam nikogo , w angli sie zadużyłęm w tej dziewczynie ale sie ode mnie odwrocila zupelnie nie wiedziec czemu, zerwala kontakat.... gadala cos ze ma nerwice.... heh. Od marca 2011 bralem leki od psychiatry, przeciwdepresyjne i od zaburzen nerwicowych. A w Listopadzie juz mi sie jakies dolki zaczely pojawiac bo albo lek przestal dzialac albo dlatego ze zaczolem robic sobie przerwy w braniu, w dodatku dostalem migotania przedsionkow serca (prawdopodobnie od tych lekow) i je odstawilem i masakra normalnie. Z rana jakis zalekniony sie budzilem , cieżki oddech, pozniej zimne spocone rece, caly w srodku roztrzesiony, jeszcze wieksza nerwic jak mialem wczesniej, pogrążony w myślach brak apetytu i tak sie mecze do teraz.... mam skierowania do dwuch szpitali do wyboru... A tak sobie postanowilem ze chce sie najpierw wyleczyc a poxniej do pracy pojsc zeby nie byc na lekach, bo jednak te leki co bralem mimo ze mi pomogly to troche mnie przymulily, wytłumiły, doszlo z czasem zmecznie wedlug mnie polekowe, potem zaczolem sie wybudzac w nocy co 2 godziny , co godzine i tak 3 miesiace ehh.... takżę tego. tak to mniej wiecej u mnie wyglada.

 

-- 31 mar 2012, 15:32 --

 

A i włąsnie odebrałem list ze skrzynki. Bo sie wreszcie po latach zdecydowalem upomniec o zwrot podatku z Angli. Dostane 6000 zł w przeliczeniu na złotówki, takżę to dla mnie bardzo optymistyczna wiadomość, bo kaske co przyzwiozlem sobie z angli już wydałem i wlasciwie nic konkretnego zabardzo sobie nie kupilem , tylko tak po troche z kupki bralem az sie kasa skonczyla. Mieszkam z matka . matka na emeryturze. BIore z mopsu 500zł za "opieke" nad matka bo ona ma pierwsza grupe inwalidzką ....... Także jestem młodym przystojnym facetem ale nic nie robiekonkretnego i "stoje w miejscu".

 

-- 31 mar 2012, 16:01 --

 

Może dodam żę miałęm też wcześniej takie obawy - jak mi sie to zaczeło -żę zemdleje gdzieś na ulicy, albo raz wyszedłem z domu do urzedu pracy żeby sie "podpisać" i doszedłem do końca osiedla i sie wróciłęm do domu bo po prostu nie dałem rady, nie byłem w stanie tam dojść i wrócić, niemożliwe do wykonania, jakaś nie moc. Jak ktoś czegoś podobnego nie przeżył o ciężko mu zrozumieć. Syty głodnego niezrozumie:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ja mam 31 latek:) Też jestem po studiach. Pracowałęm kilka miesiecy w POlsce , potem wyjechalem do Angli do pracy gdzie bylem rok. Ale nie moglem juz tam wytrzymać..., w ogole tez psychika mi tam troche wysiadla.... i wróciłem pod koniec 2008 roku, żęby sobie odpocząć. Zaczolem troche trawe popalac (w angli poznalem dziewczyne i ona palila.....) MIeszkam w małym miasteczku. Z pracą też kiepsko. Troche szukałęm roboty tu u siebie w miescie ale to jak walenie głową w sciane. Zasiedziałem sie w domu. Poźniej nawet nie szukałem pracy. Któregoś dnia jak kładłem sie spać uświadomiłem sobie żę w ogóle nie mam pojęcia co mam robić ze sobą dnia nastepnego:) Pare razy sie upiłem tak ze znajomymi że potem kilka dni dochodzilem do siebie psychicznie i fizycznie i nie wychodzilem z domu, albo jakieś przyziebienia mnie nękały to tez nie wychodzilem na dwor z tydzien. I też psychika zaczeła mi wysiadać jakby. GDzieś od kwietnia 2010 zaczely mi sie rozne dolegliwosci....przyziebilem sie, przez kilka miesiecy mialem utrzymujące codziennie stany pogorączkowe, doszly jakies lęki, kołatania serca, czy przyspieszony puls, nawet dostalem sie na staz do fajnej firmy w inym miescie gdzie brat pracuje ale po 2 tyg. zrezygnowalem bo nie dawalem sobie rady, w ogole wtedy mialem jeszcze te stany podgoraczkowe, zatykalo mi nos (do tej pory sie smarkam), z rana po zapaleniu papierosa serce zaczynalo mi walic, to łykałem jakies tabletki od serca zeby mi sie uspokoiło, wieczorami jakis zalekniony, to zem sie hydroksyzyną posiłkował, tez mialem problemy ze spaniem , od tych tabletek tez jakies skutki uboczne, i poprostu juz nie dawalem rady i sie zwolnilem i wrocilem do siebie do domu. W domu tez nie wesolo bo matka choruje na serce , pogotowie nieraz ja zabieralo, A i w kwietniu 2010 zmarla babcia ktora mieszkala z nami i tez z nia byla meczarnia bo pol roku lezala w lozku, nieraz budzil mnie krzyk matki z rana bo matka krzyczala o cos na nia bo jest nerwowa..... NIe mam nikogo , w angli sie zadużyłęm w tej dziewczynie ale sie ode mnie odwrocila zupelnie nie wiedziec czemu, zerwala kontakat.... gadala cos ze ma nerwice.... heh. Od marca 2011 bralem leki od psychiatry, przeciwdepresyjne i od zaburzen nerwicowych. A w Listopadzie juz mi sie jakies dolki zaczely pojawiac bo albo lek przestal dzialac albo dlatego ze zaczolem robic sobie przerwy w braniu, w dodatku dostalem migotania przedsionkow serca (prawdopodobnie od tych lekow) i je odstawilem i masakra normalnie. Z rana jakis zalekniony sie budzilem , cieżki oddech, pozniej zimne spocone rece, caly w srodku roztrzesiony, jeszcze wieksza nerwic jak mialem wczesniej, pogrążony w myślach brak apetytu i tak sie mecze do teraz.... mam skierowania do dwuch szpitali do wyboru... A tak sobie postanowilem ze chce sie najpierw wyleczyc a poxniej do pracy pojsc zeby nie byc na lekach, bo jednak te leki co bralem mimo ze mi pomogly to troche mnie przymulily, wytłumiły, doszlo z czasem zmecznie wedlug mnie polekowe, potem zaczolem sie wybudzac w nocy co 2 godziny , co godzine i tak 3 miesiace ehh.... takżę tego. tak to mniej wiecej u mnie wyglada.

 

-- 31 mar 2012, 15:32 --

 

A i włąsnie odebrałem list ze skrzynki. Bo sie wreszcie po latach zdecydowalem upomniec o zwrot podatku z Angli. Dostane 6000 zł w przeliczeniu na złotówki, takżę to dla mnie bardzo optymistyczna wiadomość, bo kaske co przyzwiozlem sobie z angli już wydałem i wlasciwie nic konkretnego zabardzo sobie nie kupilem , tylko tak po troche z kupki bralem az sie kasa skonczyla. Mieszkam z matka . matka na emeryturze. BIore z mopsu 500zł za "opieke" nad matka bo ona ma pierwsza grupe inwalidzką ....... Także jestem młodym przystojnym facetem ale nic nie robiekonkretnego i "stoje w miejscu".

 

-- 31 mar 2012, 16:01 --

 

Może dodam żę miałęm też wcześniej takie obawy - jak mi sie to zaczeło -żę zemdleje gdzieś na ulicy, albo raz wyszedłem z domu do urzedu pracy żeby sie "podpisać" i doszedłem do końca osiedla i sie wróciłęm do domu bo po prostu nie dałem rady, nie byłem w stanie tam dojść i wrócić, niemożliwe do wykonania, jakaś nie moc. Jak ktoś czegoś podobnego nie przeżył o ciężko mu zrozumieć. Syty głodnego niezrozumie:)[/quote

 

 

Dawniej paliłam i czasami rano po papierosie i kawie też serce waliło i ogólnie nieźle telepotało. Trzeba uważać. Tobie lekarz przepisywał te leki po wykonaniu badań?

 

Do jakich szpitali dostałeś skierowania (jakie miasta?). Pytam bo sama szperam i szukam. Chciałabym znaleźć coś odpowiedniego jak najbliżej opolskiego.

 

Nie stoisz w miejscu bo wybierasz się na leczenie :yeah: Poza tym z samooceną u Ciebie nie jest najgorzej skoro wiesz, że jesteś przystojny :D

 

I zgadzam się w 100%, że nikt kto tego nie przeżył NIE ZROZUMIE. No pomijając psychologów, specjalistów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie pojdziesz do Osrodka bo "chlopak nie da sobie rady z kotem"? Nie odejdziesz od chlopaka, bo utrzymuje kota? Trwasz w zwiazku tylko dlatego, ze chlopak ma kase?

Masz rozne hmmm nieciekawe objawy i NIC z tym nie robisz? Gratuje pomyslu na zycie. Nic wiecej nie mam do powiedzenia oprocz krotkiego: zastanow sie mocno nad soba. Aha, i cholernie zal mi Twojego chlopaka, na jego miejscu dawno juz bym odszedl.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ciemieluch,

ej ja mieszkam w wałbrzychu i nawet tutaj obok n awiosce ,lae podchodzi ten osrodek pod Wałbrzych jest całodobowy osrodek odwykowy, terapia trwa nie dwa tygodne tylko ze 2 miesiace najmniej, pracuje tam moj kolega i jest włąśnie psychoterapeuta, zadziiwasz mnie jak mozna nie wiedziec ,ze takie coś istnieje, terpie odwykowe są zorganizowane państwowo jest sieć osrodków i cłąkiem niexle to działa, pozatym polecam poszukac najbliższego osrodka interwencji kryzysowej tam ci pomoga nawet poiweruja na terapię i warto nawet podjechac do miasta obok jka oś, jak w mieście, którym mieszkasz jest poradnia zdrowia psychicznego to na pewno tam mieszka juz kilkadziesiąt tysiecy ludzi i nie jest ot mała wioska, skoro chłopak kupił Ci tego kota to chyba miał na myśli wspolna opieke nad nim , ten kot to tylko wymowka moim zdaniem,

jesli nie piejesz i nie bierzesz benzo tonie znacyz ,ze terapia nie jest Ci potrzebna , jest na pewno , zacznij od osrodka odwykowego, jak z niego wyjdziesz to bądx pod stała opieka tej poradni zdrowia psychicznego.Pani w osrodku powiedział ci dobrze schorzenia, zaburzenia psychiczne sa rózne rejestrujesz sie idizesz do psychiatry, psychologa oni Cie diagnozują i co Ci tam zdiagnozuja na to bedą Cię leczyć a przyjac muszą każdego jak przyjdize nerwicowiec to przyjma a jak schizofrenik to juz nie , Twoje pytanie było trochę bez sensu w sumie.Chłopak ci pomaga i na pewno Cię kocha , jestescie razem i to wazne a z eneichce dawac kasy na piie to ma rację, zrobiłby tylko Ci krzywde bo byś dalej popadał w nałog nie pijesz bo nie chesz czy nie pijesz bo nie masz pieniedzy , przeciez ludzie maj psy, koty , chomiki pracuja i daj a rade Twoj facet z kotem tez sobie poradzi. Jak sie dogadujecie to dajcie sobie szanse bo warto , usiadzcie i powiedz,ze chcesz isć na odwyk, ze wrocisz bedziesz szukac pracy,ze przestaniesz pić a jak na niego czekasz jak nie pracujesz to robisz cos sprzątasz w domu, gotujesz obiad. Jak sie jest w zwiazku to jak jedno nie pracuje to robi coś innego . Moj kolega ma tez niepracująca dziewczyne ,ale mówi, ze czuje sie pierwszy raz w zyciu kochany i doceniany i szanowany innego, ona własnie sprzata, gotuje i takie tam. wiadomo,że roznie jest dziisaj z praca raz jest raz nie ma i czasem moze sie cos nie chcieć ,lae mi tak na co dzien było by głupio siedziec i nie ugotwać obiadu komus kto przychodzi do domu po pracy ,nie o to chodzi ,ze jestem kobietą tylko o zasade,że jak nie pracuje to juz ugotuje czy posprzątam zeby ktoś sie nie czuł wykorzystywany tylko właśnie kochany i szanowany.Wiadomo ,ze czasami mozna sobie odpuscić,ale czasami. Z tego co piszesz kota kupiliście razem i ten kot jest wasz wspolny i nie przesadzaj jak chłopak nalegał na kota to i sie nim zajmie .

W depresji jest ciezko cokolwiek robić, ale trzeba a to ,z ejestes w zwiazku moze jakoś w Twoje zycie wprowadzić przymus regularnosci działnia, zreszta nie wiem czy masz depresję, ale zacznij od odwyku tam troche i z depresji Cię wyciagną i dostaniesz leki jesli trzeba.I oczywiście wytłumacz chłopakowi ,ze jest Ci ciezko i z epotrzebujesz czasu żeby sie ogarnąc i zaczniji jakieś leczenie a psycholog ci nie zaszkodzi jest nawet lepszy od psychterapeuty.

 

-- 31 mar 2012, 23:07 --

 

ladywind,

szwankuje komunikacja pomiędzzy nimi i brak rozmow on swoje ona swoje

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. A ja nie o wszystkim tu wspominam. Trochę wręcz chaotycznie to wszystko opowiadam. Także rozumiem, że tak odebrałeś ta sytuację. Ale gdyby tak było jak Ty to widzisz to bym nie mieszkała teraz ze swoim chłopakiem a raczej znalazłabym sobie "sponsora"....

On doskonale wie jaka jest sytuacja (więc nie musisz mu współczuć bo on robi wszystko świadomie). Nieraz go pytam kiedy mnie wkońcu wyrzuci z tego mieszkania. Miałabym problem, żeby odejść bo ja nie umiem odchodzić. To mnie się porzuca! Chciałabym umieć to zakończyć bo oboje się niszczymy będąc razem. Zresztą nie ważne. Myśl sobie co chcesz.

 

Ale za to wkurzyłeś mnie stwierdzeniem, że nic ze sobą nie robię! Wyżej opisałam sytuację, że nie mam możliwości by się leczyć!!!!!!!!!!!!!!!!!! To czy to jest moja wina?!?!?!!?!?!?!? Jedyna nadzieja właśnie w jakimś zamkniętym ośrodku ale też odpada bo mój chłopak nie podejmie się opieki nad kotem podczas mojej nieobecności skoro nie będzie na mnie czekał... A nie mam nikogo innego by prosić o taką pomoc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ciemieluch chyba troszkę "zasłaniasz się" tym kotem :>. Myślisz, że Twój chłopiec go wyrzuci? Ja wiem, że jest trudno zebrać się na odwagę, sama do tej pory nie miałam jej aż tyle żeby przestać narzekać i wziąć się za siebie.

Tahela dobrze prawi! :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tahela

po pierwsze on mnie nie kocha. Po drugie my nie potrafimy ze sobą rozmawiać.. Tzn ja nie raz próbowałam ale on zaraz ucina i kończy. Dziś mu powiedziałam, że chcę iść do ośrodka to przecież mnie wyśmiał i powiedział jasno, że nie będzie czekał tyle czasu. Gdy planowaliśmy kota to ustaliliśmy, że kot będzie mój (w razie rozstania kot idzie ze mną), umowa kupna-sprzedaży jest na mnie. A nawet gdyby mimo naszego zerwania zgodził się na trzymanie kota to i tak by nie mógł na okres kilku miesięcy. On będzie chciał wyjechać np na wakacje albo inne sprawy. Nie zgodzi się.

 

A co do odwyku to nie kwalifikuję się na pewno.

 

Atropos

nie wyrzuciłby kota na ulicę ale nie podejmie się tego.

 

-- 01 kwi 2012, 00:21 --

 

w sensie opieki nad nim

 

-- 01 kwi 2012, 00:27 --

 

I to nie jest wymówka. Po prostu muszę być za tego kota odpowiedzialna a poza tym nie zniosłabym gdyby coś jej mogło się stać itd. To nie jest takie proste. Ostatnio jeżdżę na terapię kręgosłupa i raz lub dwa razy w tygodniu nie ma mnie w domu przez całe popołudnie i wracam wieczorem. I chłopak mi mówił, że jak po pracy siedzi to kotka kręci się pod drzwiami, miauczy i tęskni za mną. Dla niej takie długie rozstanie może być traumatyczne więc już to mnie boli strasznie. Chciałabym żeby mój chłopak się poświęcił i zajął się nią bo ona go też potrzebuje.

 

-- 01 kwi 2012, 00:40 --

 

Tahela dodam jeszcze, że akurat jestem raczej przekonana, że ten miejscowy psycholog mi nie pomoże. Bo są specjaliści lepsi i gorsi. Np tam gdzie studiowałam poszłam do psychiatry i lekarz powiedział mi żeby szukała miłości w Bogu i przepisała mi antydepresant. O tak bez żadnej diagnozy czy badań. To ma być psychiatra?! Raczej jakiś fanatyk. Na szczęście szukając dalej trafiłam na ten ośrodek, w którym się leczyłam. Tam na pierwszej wizycie spędziłam kilka godzin na rozmowach z psychoterapeutami i psychiatrą, testach itd. Dostałam skierowanie, musiałam porobić badania krwi. Wątroba "pozwoliła" na stosowanie leków i potem dopiero dobrano mi leki. Powiedzieli, że ten co przepisał mi tamten psychiatra był za słaby i w ogóle źle dobrany. Widziałam naprawdę profesjonalne i odpowiedzialne podejście. I właśnie w tym ośrodku ta psychoterapeutka powiedziała, że w tym mieście mi nie pomogą. A naprawdę była zorientowana w temacie. Dlatego myślę, że nie warto.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ciemieluch,

wogóle dziwne jak dla mnie umowa kupna sprzedazy,ż ekot idzie ze mną, bez sensu a co by bylo jakby ten kot jego bardzie polubił , ludzie potrafia w trakcie rozwodu o psa czy kota bardzo sie kłocić ,zeby on z nimi został i ze go nie oddadza, skoro go ie wyrzuci na ulicę to znaczy bedzie znim mieszkał da jesć, wyczesze, wykapie a i pewnie pogłaszcze też czasami. Jakos do mnie dochodzi jak Ty ten zwiazek traktujesz , nie ma tu wypowiedzi Twojego faceta ,ale co mnie rzuca sie w tonie wypowiedzi to,ze ty jakos do tego podchodzisz na zimno i bardzo sorry ,ale wyrachowanie.

on nie bedzie czkał ,lae Cie utrzymuje i znosi Twoje humory jakoś to brzmi bez sensu,Sztuka rozmowy jes sztuką trudną i trzeba rozmawiac to tak jakbyś ty nie hciał nic naprawiać tylko sypie sie ku upadkowi, niech sie sypie, musisz isć na terapię , jeszcze nie byłaś a juz wiesz, moze najpirw spróbuj a moze ta co ci to piwiedział jest tam z kimś pokłócona i jak powiedział a moze Ty sie dogadasz z psychologiem , jeszcze nie zaczęłaś a juz wiesz i kot tak no sorry,ale jeśli wiesz ze kot się nie znajdzie na ulicy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ciemieluch,

wogóle dziwne jak dla mnie umowa kupna sprzedazy,ż ekot idzie ze mną, bez sensu a co by bylo jakby ten kot jego bardzie polubił , ludzie potrafia w trakcie rozwodu o psa czy kota bardzo sie kłocić ,zeby on z nimi został i ze go nie oddadza, skoro go ie wyrzuci na ulicę to znaczy bedzie znim mieszkał da jesć, wyczesze, wykapie a i pewnie pogłaszcze też czasami. Jakos do mnie dochodzi jak Ty ten zwiazek traktujesz , nie ma tu wypowiedzi Twojego faceta ,ale co mnie rzuca sie w tonie wypowiedzi to,ze ty jakos do tego podchodzisz na zimno i bardzo sorry ,ale wyrachowanie.

on nie bedzie czkał ,lae Cie utrzymuje i znosi Twoje humory jakoś to brzmi bez sensu,Sztuka rozmowy jes sztuką trudną i trzeba rozmawiac to tak jakbyś ty nie hciał nic naprawiać tylko sypie sie ku upadkowi, niech sie sypie, musisz isć na terapię , jeszcze nie byłaś a juz wiesz, moze najpirw spróbuj a moze ta co ci to piwiedział jest tam z kimś pokłócona i jak powiedział a moze Ty sie dogadasz z psychologiem , jeszcze nie zaczęłaś a juz wiesz i kot tak no sorry,ale jeśli wiesz ze kot się nie znajdzie na ulicy.

 

 

Kot był prezentem dla mnie, on wiedział, że ja się do niej bardziej przywiąże. Normalne, że w tej sytuacji ustaliliśmy takie rzeczy. Podejrzewałam, że kot do mnie bardziej się przywiąże bo tak zazwyczaj bywa przy takim wychowaniu i takim podziale obowiązków nad nią jak sobie wcześniej określiliśmy. Ale dosyć o tym kocie bo to nie jest miau.pl.

Nie wiem gdzie widzisz tu wyrachowanie. Ja streszczam fakty, nie opisuję tu dokładnie naszych relacji. A to, że nie ma tu wypowiedzi mojego faceta...to o co Ci właściwie chodzi??? Masz pretensje, że on tu ze mną nie siedzi i nie pisze nic? czy niby co? Ja cytowałam tu kilkakrotnie jego wypowiedzi. I skąd wiesz, że on znosi moje humory? Skąd wiesz, że okazuję jakieś humory?

I co w tym dziwnego, że jest ze mną ale nie będzie czekał? W związku z tym nie będzie zajmował się kotem, czyt. nie wyrzuci go na ulicę bo kot nie będzie z nim mieszkać!! Jak może wyrzucić coś czego nie ma. A to, że rozmowa jest sztuką i trzeba rozmawiać to może sama mu to powiedz. Bo ja już pisałam, że z nim próbowałam wielokrotnie rozmawiać i to jest niewykonalne bo on żadnej rozmowy nie podejmuje.

Sory ale straciłam cierpliwość. Piszesz jakoś tak chaotycznie, gubisz litery, ciężko się to czyta, połowy treści nie zrozumiałam.

 

Ucinam ten temat. Sprawa naszego związku czy metod wychowawczych kota raczej nie koniecznie musi być tu omawiana.

Idę spać

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znaczy sie tabletki od serca (metocard) to początkowo wziolem od matki, ale mialem rozne badania serca i wszystko ok, chociaz kardiolog powiedzial ze jakbym mial tetno powyzej 100 w spoczynku to mogę doraźnie się tym wspomóc. A hydroksyzyne to mialem bo matka uzywa czy nieraz mowilem jej zeby wziela od rodzinnego lekarza recepte. Co do psychiatry to poprostu powiedzialem jak sie czuje , co mi dolega i dostalem leki. POtem jak je odstawilem jak mialem migotanie przedsionkow i strasznie sie czulem to zasugerowal mi szpital (heh) ale w Lublinie bo zna sie tam z jakas psychitra co tam pracuje... A ona mi dala skierowanie po konsultacji u niej na ktora mnie wyslal, tyle ze to oddzial zamkniety dla schizofrenikow (moze dlatego ze ona jest ordynatorem na tym oddziale....) to ja nie wiem czy to jakies nieporozumienie, chyba ze na tym oddziale tez innych leczą. Tyle żę ciezko sie tam dostac trza dlugo czekac. A ostatnio bralem jeden lek od innego psychiatry caly miesiac i w ogole na mnie nie dzialal, dostalem jakis inny za moja sugestia ale tez skierowanie na odział nerwic w Morawicy koło Kielc, oddzial otwarty - normalnie mozna sobie przyjechac na weekend do domu czy po jakiś tam zajeciach wieczorem wyjsc na miasto itd. Ja jestem ze świętokrzyskiego. NIe wiem czy mi tam pomogą. A o skierowania ja sie nie prosilem , sami mi dawali z wlasnej inicjatywy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

On doskonale wie jaka jest sytuacja (więc nie musisz mu współczuć bo on robi wszystko świadomie). Nieraz go pytam kiedy mnie w końcu wyrzuci z tego mieszkania. Miałabym problem, żeby odejść bo ja nie umiem odchodzić. To mnie się porzuca! Chciałabym umieć to zakończyć bo oboje się niszczymy będąc razem. Zresztą nie ważne. Myśl sobie co chcesz.

On to robi świadomie(Twoje słowa) wiec jednak znosi różne Twoje nastroje przeze mnie nazwane humorami, niby masz problem,ale nie próbujesz tego zmienić, do poradni nie pójdziesz bo zła, na odwyk czy całodobowy nie bo kot, wiec co , no nic a jak ktoś ci pisz eto jeszcze ,ale sorry, ale nawet na forum masz humory i pretensje do ludzi, którzy Ci radza a ty nie chcesz pora bo Ty już wiesz ze do poradni nie pójdziesz, mieszkasz z facetem, którego sam nie kochasz chyba, do rodziców wrócić nie chcesz na dzienny nie pójdziesz bo kot.

Kolega admin napisał Ci dobrze wyżej.I rzeczywiście temat lepiej zakończyć jest.

Miłych i spokojnych snów.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znaczy sie tabletki od serca (metocard) to początkowo wziolem od matki, ale mialem rozne badania serca i wszystko ok, chociaz kardiolog powiedzial ze jakbym mial tetno powyzej 100 w spoczynku to mogę doraźnie się tym wspomóc. A hydroksyzyne to mialem bo matka uzywa czy nieraz mowilem jej zeby wziela od rodzinnego lekarza recepte. Co do psychiatry to poprostu powiedzialem jak sie czuje , co mi dolega i dostalem leki. POtem jak je odstawilem jak mialem migotanie przedsionkow i strasznie sie czulem to zasugerowal mi szpital (heh) ale w Lublinie bo zna sie tam z jakas psychitra co tam pracuje... A ona mi dala skierowanie po konsultacji u niej na ktora mnie wyslal, tyle ze to oddzial zamkniety dla schizofrenikow (moze dlatego ze ona jest ordynatorem na tym oddziale....) to ja nie wiem czy to jakies nieporozumienie, chyba ze na tym oddziale tez innych leczą. Tyle żę ciezko sie tam dostac trza dlugo czekac. A ostatnio bralem jeden lek od innego psychiatry caly miesiac i w ogole na mnie nie dzialal, dostalem jakis inny za moja sugestia ale tez skierowanie na odział nerwic w Morawicy koło Kielc, oddzial otwarty - normalnie mozna sobie przyjechac na weekend do domu czy po jakiś tam zajeciach wieczorem wyjsc na miasto itd. Ja jestem ze świętokrzyskiego. NIe wiem czy mi tam pomogą. A o skierowania ja sie nie prosilem , sami mi dawali z wlasnej inicjatywy.

 

 

Bardzo Ci współczuję.. nie dość, że problemy na tle psychicznym to jeszcze prawdziwe problemy z sercem. Lecz się na wszystkie objawy i dbaj o siebie. Życzę powodzenia.

 

 

A co do tematu mojego związku to jest drażliwa sprawa. Opisując sytuację zdawkowo pisząc to ciężko to dokładnie opisać. Różnie moje słowa mogą być odczytywane (wyrachowanie, humory etc). Nie znamy się i trudno nam się porozumieć. W rozmowie na żywo byłoby łatwiej. No w każdym razie on jest ze mną świadomie czyli mimo, że wie, że nie jest w tym związku tak jak być powinno. Mimo, że wie że powinniśmy się albo rozstać albo mocno nad nami popracować. Ja nie robię żadnych humorów. Zawsze tak było, że on nie chciał rozmawiać o trudnych sprawach. Myśli, że problemy same się rozwiążą ot tak kiedyś przypadkiem. I tu mamy problem. Także nie oceniajcie tego pochopnie bo wymieniając parę zdań na tym forum się nie dogadamy. Albo się kiedyś z chłopakiem porozumiemy albo to się rozpadnie. No sami musimy między sobą to załatwić.

Wybiorę się do byłej terapeutki i popytam o ośrodki zamknięte. Ona będzie wiedziała co jest w najbliższej okolicy (może jakieś mniej znane ośrodki). Gdyby udało się blisko coś załatwić to bym mogła przyjeżdżać do domu na weekendy (wysprzątać mieszkanie, zająć się kotem, naszykować dla chłopaka jakiegoś jedzenia na kilka dni). Może na taką opcję by się zgodził...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×