Skocz do zawartości
Nerwica.com

Witam


marcin87

Rekomendowane odpowiedzi

Witam.

Mam 22 lata i życie do dupy. Nie chcę opisywać całego życia ze szczegółami, myślę że mój problem spowodowany jest głównie tym że wychowywała mnie tylko matka, którą można by określić jako "toksyczną". Kiedyś byłem u neurologa, przy jakiejś okazji, który stwierdził, że mam nerwicę, ale moja najmądrzejsza na świecie matka stwierdziła że żadne leki nie są potrzebne (sama ma nerwicę i nic nie robi, wyżywając się na mnie całe życie). Zawsze miałem problemy z nawiązywaniem kontaktów, bałem się do kogoś zadzwonić, czy zaczepić nieznajomego żeby się spytać o drogę itp dziwactwa. Jakoś sobie radziłem. Poszedłem na studia, skończyłem pierwszy rok. Drugiego roku nie zaliczyłem, bo uwziął się na mnie jeden wykładowca: cały czas były docinki że się nie staram, znowu się nie przygotowałem itp. Po półrocznych zajęciach żyć mi się odechciało, przestałem chodzić na zajęcia, egzaminy... w końcu dostałem list pożegnalny z uczelni. Oczywiście matka z ciotką, która pracuje na uczelni, zmusiły mnie żebym wrócił na studia i powtarzał rok. Chciałbym studiować, ale trafiłem do grupy w której nikogo nie znałem, a wszyscy już tworzyli grupę, nie wytrzymałem i przestałem chodzić na zajęcia. Ciotka stwierdziła, że nie sądziła że jestem taki, że ona mi pomogła, co ja sobie wyobrażam. Siostra, u której mieszkałem, wyrzuciła mnie bo pozwalała mi mieszkać tylko jak będę się uczyć. Jeszcze stwierdziła że jestem głupi, bo miałem tak łatwo w życiu, dostałem się na studia państwowe a ona musiała się uczyć prywatnie (pomijając fakt że jej mama pieniądze dawała). Oczywiście nie rozumie że miała ojca, a mi jest bardzo go brak. Nie wiem co mam robić. Byłem kiedyś u psychologa w gimnazjum, ale pani stwierdziła, że nie odzywam się bo mam wszystkich w dupie i uważam się za lepszego niż jestem (taki był sens przynajmniej), a ja miałem ochotę sobie w łeb strzelić ( i chyba to zrobię jeśli tak dalej pójdzie). Czy w takim przypadku powinienem pójść do psychologa, psychiatry, czy odpuścić sobie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

marcin87, o rany, no sorry koles ale co Ty myslales ze bedziesz mieszkał u siostr i nic nie robił? :roll: Ocknij sie, zycie nie jest uslane rozami. Ja tez sie wychowywalam bez ojca, i nie zrzucam tego na nikogo ze taka biedna jestem :) Ciotka Ci załatwila szanse a Ty olales, trzeba bylo sie postarac wejsc w grupe, nawiazac kontakt. Jak chcesz skonczyc jak menel co zbiera puszki Twoja sprawa, rece opadaja .....Do psychologa mozesz isc, moze zmotywuje Cie do zrobienia porzadku ze swoim zyciem. I lepiej znajdz prace i wroc na studia np zaoczne, bo jak mamusi zabraknie to bedziesz mieszkal pod mostem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

. Oczywiście matka z ciotką, która pracuje na uczelni, zmusiły mnie żebym wrócił na studia i powtarzał rok. Chciałbym studiować, ale trafiłem do grupy w której nikogo nie znałem, a wszyscy już tworzyli grupę, nie wytrzymałem i przestałem chodzić na zajęcia. Ciotka stwierdziła, że nie sądziła że jestem taki, że ona mi pomogła, co ja sobie wyobrażam. Siostra, u której mieszkałem, wyrzuciła mnie bo pozwalała mi mieszkać tylko jak będę się uczyć.

nie dziwie im sie ( siostrze i ciotce), no ja też nie wiem co sobie wyobrażasz

skoro neurolog powiedział że masz nerwice to czemu jej nie leczysz..?

przykro mi z powodu twojej toksycznej matki

nie zwalaj winy na brak ojca

weź sie za siebie chłopie

idź do psychiatry i psychologa, jeśli odpuścisz to przegrasz chyba tego nie chcesz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam 22 lata i życie do dupy.
Dlaczego? Wroc tu jak dojedziesz do konca i jeszcze raz zadaj sobie to pytanie.
...myślę że mój problem spowodowany jest głównie tym że wychowywała mnie tylko matka, którą można by określić jako "toksyczną".
A po polsku?
Kiedyś byłem u neurologa, przy jakiejś okazji, który stwierdził, że mam nerwicę, ale moja najmądrzejsza na świecie matka stwierdziła że żadne leki nie są potrzebne (sama ma nerwicę i nic nie robi, wyżywając się na mnie całe życie).
A od kiedy to neurolog ma kwalifikacje do diagnozowania chorób psychicznych? Ja sie matce nie dziwie, co innego gdyby diagnoze wystawil psychiatra, wtedy to inna rozmowa. A ten neurolog zapisal Ci jakies leki, ktorych tak bardzo "chciales"?
Poszedłem na studia, skończyłem pierwszy rok. Drugiego roku nie zaliczyłem, bo uwziął się na mnie jeden wykładowca
Jak to uwzial? Nie mial ciekawszych zajec? Jakis wyjatkowo wredny wykladowca, zwlaszcza ze wyklady nie sa obowiazkowe i wykladowcy najczesciej nawet nie znaja swoich studentow.
cały czas były docinki że się nie staram, znowu się nie przygotowałem itp.
Do wykladów? A starales sie? Przygotowywales?
Po półrocznych zajęciach żyć mi się odechciało, przestałem chodzić na zajęcia, egzaminy...

A wic jednak sie nei starales, nie przygotowywales, ale to wykladowca jest nie halo..

w końcu dostałem list pożegnalny z uczelni.
A dziwisz sie?
Oczywiście matka z ciotką, która pracuje na uczelni, zmusiły mnie żebym wrócił na studia i powtarzał rok. Chciałbym studiować, ale trafiłem do grupy w której nikogo nie znałem, a wszyscy już tworzyli grupę, nie wytrzymałem i przestałem chodzić na zajęcia.
Ja po dziekance wyladowalem na obcym roku i jakos studia skonczylem, nie kupuje Twojego wyjasnienia. A ciotki na uczelni nie mialem, niejednokrotnie by sie przydala ;)
Ciotka stwierdziła, że nie sądziła że jestem taki, że ona mi pomogła, co ja sobie wyobrażam.
A dziwisz sie jej?
Siostra, u której mieszkałem, wyrzuciła mnie bo pozwalała mi mieszkać tylko jak będę się uczyć.
A dziwisz sie?
Jeszcze stwierdziła że jestem głupi,
A co, moze nie jestes?
(pomijając fakt że jej mama pieniądze dawała).
A Ty studiowales za darmo? Masz pojecie ilu studentow pracuje i studiuje jednoczesnie?
Byłem kiedyś u psychologa w gimnazjum, ale pani stwierdziła, że nie odzywam się bo mam wszystkich w dupie i uważam się za lepszego niż jestem (taki był sens przynajmniej),
A jak Ty to tlumaczysz?
a ja miałem ochotę sobie w łeb strzelić ( i chyba to zrobię jeśli tak dalej pójdzie).
Najpierw odmroź uszy i zatnij sie w palec, ale tak, zeby wszyscy widzieli. A potem łap sie za gumke od majtek i strzelaj :P
Czy w takim przypadku powinienem pójść do psychologa, psychiatry, czy odpuścić sobie?
A jak uwazasz? A teraz wroc na gore i czytaj od nowa. I tak w kolko, ale staraj sie odpowiedziec na wszystkie pytania po namysle, mi tych "odpowiedzi" pisac tutaj nie musisz :) Powodzenia :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za odpowiedzi. Tak to jest jak się opisuje tylko niepowodzenia. Nie jest wcale tak że nic nie robię, nie szukam pracy itd. Zdarzało mi się pracować (oczywiście jakieś małe prace w weekendy itp, bo studiowałem), uczyłem się też dobrze, ale od jakiegoś czasu nie mam na nic siły i nikt tego nie rozumie, widzę że wy też.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za odpowiedzi. Tak to jest jak się opisuje tylko niepowodzenia. Nie jest wcale tak że nic nie robię, nie szukam pracy itd. Zdarzało mi się pracować (oczywiście jakieś małe prace w weekendy itp, bo studiowałem), uczyłem się też dobrze, ale od jakiegoś czasu nie mam na nic siły i nikt tego nie rozumie, widzę że wy też.

Więc widzisz że nie jest to normalna sytuacja. Rozmowa z psychologiem myślę że na początek wystarczy. Co do reszty to wiesz chodzi o to że tu są "doświadczeni" wyjadacze i może trochę za ostro Cię potraktowali. Masz całe życie przed sobą. Sam znam przypadki że wykładowca może się uwziąć na kogoś i wtedy nie ma lekko ale nie można się poddawać tylko trzeba się brać do nauki. A skrajne przypadki to do dziekana albo rzecznika praw studentów jak już masz olewać studia to chociaż zrób dym :mrgreen: A co do grupy. Ja kiedyś próbowałem sił na drugim kierunki i mimo że byłem starszy od nich o 3-4 lata i pojawiałem się na zajęciach rzadko to jednak jakiś kontakt z ludźmi miałem mimo że jakoś specjalnie takiego nie szukałem. Nie spotkałem się jeszcze z grupą na studiach która stanowiła by w 100% jakąś paczkę do której się nie da dotrzeć. Są grupy i grupki ale żeby całość no chyba że macie 10 osobowe grupy. Twoim głównym problemem jest to że się poddajesz łatwo a tak nie można. Naprawde trzeba walczyć. Użalanie się nic nie pomoże. Naprawdę masz szanse się wziąźć za siebie co tam studia ja też miałem dziekanke bo miałem takiego doła maksymalnego że po prostu mi wszystko było lotto teraz na to patrzę inaczej ale wtedy to eh. Mimo to zebrałem się i skończyłem studia. Nie wiem może studia Cię nie interesują albo coś. Przemyśl to sobie. Bo naprawdę nie jest jeszcze za późno. Ogólnie to nie poddawaj się tak łatwo !!!! I tak jak mówiłem porozmawiaj z psychologiem.

 

Pozdrawiam

G

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co do ludzi, którzy się tu wypowiedzieli: Ale mu pojechaliście, to tak jakbyście wyładowywali się na nim za trudności, które mieliście w swoim życiu. Chłopak pisze tu bo mimo wszystko chce coś zrobić ze swoim życiem, a wy jedziecie po nim :/. Najbardziej dobiły mnie wypowiedzi agusi i załamki87, bo jak jakaś laska w wieku dojrzewania ma deprechę to tak słodzicie, że nic tylko dupę wazeliną posmarować, a jak chłopak pisze tu szczerze o swoich problemach to mówicie by "wziął się w garść" i "przestał się użalać". Oczywiście by sobie poradzić, trzeba zmienić nastawienie, ale w ogóle ignorujecie wszystkie czynniki psychiczne jakie działają na osobę, ja po sobie dobrze wiem jak otoczenie może wpływać na mnie. Agusia chyba nawet nie przeczytałaś uważnie jego postu, albo przyjęłaś do wiadomości tylko to co chciałaś. Napisał to co faktycznie występuje - nieobecność ojca dla dziewczyny i chłopaka ma zupełnie inne znaczenie. Dziewczynę matka, babcia i starsze koleżanki wprowadzają w świat społeczny, dla chłopca takimi drzwiami jest ojciec. Różni ludzie różnie reagują, jedynym nic nie będzie jak się wychowają bez ojca, a jedni mogą mieć z tego tytułu dużo w plecy. Rozumiem - chcieliście go swoimi super radami postawić na nogi, lecz takie rady są bezużyteczne i świadczą tylko o tym, że trzymacie jakiś żal w swoim wnętrzu, z którym sobie jeszcze nie poradziliście.

 

marcin87, Ja mam podobnie, tylko już w liceum dostałem lekcje życia. Niestety to co może pomóc mi i tobie chyba też, to robienie tego co można by się pozbierać. Sam raczej nie dokonam diametralnej zmiany, to co robię to staram się być optymistą, mówię sobie, że będzie następna szansa, jeśli będę chciał ją wykorzystać, zacząłem dużo rozmawiać z moją "toksyczną" matką nawiązywać z nią kontakt, czasem jest ciężko, ale się nie poddaje i są już jakieś efekty. Zamierzam się wybrać do psychologa, nie chodzi o to, ze teraz nie nie mam czasu, ale mam dużo nauki i nie chcę na siebie narzucać kolejnego postanowienia, ale po sesji się wybiorę. Wyraź na głos swoje życzenia, a one się spełnią przy minimalnym działaniu, choć trzeba umieć dostrzec kiedy się spełniają.

 

Mało osób jest w podobnej sytuacji do nas, więc mało może nas zrozumieć, ja na to forum przyszedłem raczej z racji moich zainteresowań niż by szukać jakiejś pomocy, fajnie jakby wszyscy byli empatyczni, ale to raczej trudne, szczególnie wśród nerwicowców ;)

 

Ja wierzę, że wgłębi chcesz coś zrobić z tą sytuacją, tylko brakuje Ci trochę tej "energii". Poczekaj zatem na nią lub wyjdź trochę w jej stronę, ona z chęcią przyjdzie, nie rób sobie stresów dodatkowych, były czynniki które na ciebie wpływały, zaakceptuj to - mi to pomogło, spróbuj popracować choć trochę. Miej nadzieję bo to właśnie jedyna rzecz która tak naprawdę wyciąga z nerwicy - NADZIEJA, nie pozwól by znikła, nawet w najcięższych chwilach.

 

Jak będziesz chciał porozmawiać z kimś, by nawet po prostu nie być sam z tą całą niemocą napisz do mnie PW.

 

trzymaj się

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Prometeus, ja nie mam zadnego zalu, i po prostu wyrazilam swoje zdanie, a co moze mam go po glowce poklepac? :D Ja mialqam o wiele trudniejsze zycie, i nie stekam :) Pewnie to ludzi wokol sa zli a on jeden ok :D Moim zdaniem jak czlowiek chce to moze osiagnac wiele, bez roznicy czy ma nadopiekuncza matke, a tutaj widac ze mu wiele osob pomoglo. Ciekawe jakby postapil jakby musial w wieku 18 lat opuscic dom i zaczac na serio pracowac, a nie mieszkac u siostry za darmo. I na koniec to powiem Ci ze mi rece opadaja jak czytam takie posty, po prostu z glupoty piszacych :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Prometeus, ja nie mam zadnego zalu, i po prostu wyrazilam swoje zdanie, a co moze mam go po glowce poklepac? :D Ja mialqam o wiele trudniejsze zycie, i nie stekam :) Pewnie to ludzi wokol sa zli a on jeden ok :D Moim zdaniem jak czlowiek chce to moze osiagnac wiele, bez roznicy czy ma nadopiekuncza matke, a tutaj widac ze mu wiele osob pomoglo. Ciekawe jakby postapil jakby musial w wieku 18 lat opuscic dom i zaczac na serio pracowac, a nie mieszkac u siostry za darmo. I na koniec to powiem Ci ze mi rece opadaja jak czytam takie posty, po prostu z glupoty piszacych :)

Nie wiem czy zauważyłaś agusiaww ale to forum w dużej mierze jest od tego żeby poklepywać po główce właśnie a nie mierzyć wszystkich swoją miarą. Bo wiesz to że na przykład ty sobie poradziłaś mimo że miałaś ciężko to nie znaczy że ktoś kto tak nie miał i sobie nie radzi jest od razu do dupy że tak powiem bo niestety takie wnioski wypływają z twojego posta. Równie dobrze można pójść dalej i ktoś powiedzmy z zaleczoną depresją mógłby się śmiać z kogoś kto sobie nie umie z nią poradzić. Ogólnie chodzi mi o to że takie porównania nie są potrzebne i tyle tzn. należy podchodzić indywidualnie do każdego przypadku. Bo dla tego kogoś nawet takie problemy mogą być naprawdę mega poważne a to że nam się wydają śmieszne bo wiele w życiu przeżyliśmy to nie ma nic do rzeczy. A przynajmniej takie jest moje zdanie.

Pozdrawiam

G

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Al_bundy uwierz ze gdybym go mierzyla swoja miara to byłby zmiazdzony :) I w porownaniu do wielu na forum to jego problemy sa zupelnie małe. ALe nie o to chodzi by sie licytowac ktore sa wieksze itd. Bo dla kazdego jego problemy sa najwazniejsze i przewaznie mu sie wydaje ze najtrudniejsze. Jednak nie zamierzam go pocieszac, zobacz ze jego ciotka, siostra, matka w jakis sposob staraly mu sie pomoc, a on -jak sam napisal to zawalil. Ok, to nie koniec swiata, ale nie mozna wszystkiego zwalac na nerwice i na innych, trzeba samemu wykazac minimum checi, by cos robic ze swoim zyciem, a to niestety nie jest proste -bo zycie daje w kosc, ale albo zaczniesz cos z tym robic, albo spadniesz na dno. Trzeba wiedziec kiedy nalezy pocieszyc a kiedy dac kopa, siostra, matka, ciotka podsuwały mu wszystko pod nos to takie skutki, ale trzeba wreszcie starac sie dorosnac a nie byc wiecznym dzieckiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trzeba wiedziec kiedy nalezy pocieszyc a kiedy dac kopa,

 

Właśnie.... trzeba wiedzieć kiedy... Po za tym nie uważam by dawanie kopa to w ogóle jest jakiś pozytywny środek wpływów. Cały czas będę podkreślam, że można tą samą treść wyrazić w różny sposób, który się liczy. Gratuluje pomysłu - wejść na forum nerwicy i kopać innych...

 

jak czytam takie posty, po prostu z glupoty piszacych :)

 

oraz wytykać ludziom głupotę, zamiast szukać w nich mądrości

 

Szkoda mi słów...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Al_bundy uwierz ze gdybym go mierzyla swoja miara to byłby zmiazdzony :) I w porownaniu do wielu na forum to jego problemy sa zupelnie małe. ALe nie o to chodzi by sie licytowac ktore sa wieksze itd. Bo dla kazdego jego problemy sa najwazniejsze i przewaznie mu sie wydaje ze najtrudniejsze. Jednak nie zamierzam go pocieszac, zobacz ze jego ciotka, siostra, matka w jakis sposob staraly mu sie pomoc, a on -jak sam napisal to zawalil. Ok, to nie koniec swiata, ale nie mozna wszystkiego zwalac na nerwice i na innych, trzeba samemu wykazac minimum checi, by cos robic ze swoim zyciem, a to niestety nie jest proste -bo zycie daje w kosc, ale albo zaczniesz cos z tym robic, albo spadniesz na dno. Trzeba wiedziec kiedy nalezy pocieszyc a kiedy dac kopa, siostra, matka, ciotka podsuwały mu wszystko pod nos to takie skutki, ale trzeba wreszcie starac sie dorosnac a nie byc wiecznym dzieckiem.

Dobrze wiec skoro nie chodzi o licytowanie to się nie licytujmy i nie miażdżmy nikogo bo to już 3 post w którym porównujesz jego problemy do swoich lub problemów innych osób z forum ;) . Po drugie po prostu dziwi mnie taka agresja w odpowiedzi na post składający się z kilku zdań a przecież nie znamy całej historii. Ja go nie bronię może to jego wina a może nie końca co to ma za znaczenie. Było tu wiele podobnych postów tzn w wydźwięku tzn, moje życie jest do dupy nie radzę sobie itd (w tym mój 8) ). I jakoś forumowicze wykazywali więcej cierpliwości i tylko o to mi tu chodzi :mrgreen:

Pozdrawiam

G

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Prometeus i Al

Podpisuję się pod Waszymi słowami, faktycznie za ostro został potraktowany, chłopak jest nieśmiały, być może ma depresję a na pewno problemy ze sobą. Niektórym jego problemy wydają się błahe, ale wcale tak nie jest. Dla nie go są ogromne i najważniejsze.

 

Marcin Nie zniechęcaj się i dziel się dalej na forum swoimi przeżyciami. Pozdrawiam i Trzymaj się

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz agusiaww nie możesz wiedzieć jakie mam problemy. Gdybym chciał opisać swoje nieszczęścia i poużalać się nad sobą, napisałbym jak miałem wypadek w wieku 5 lat po którym niedługo potem zmarł mój ojciec, jak dzieci się ze mnie naśmiewały w przedszkolu bo miałem zeza, jak w gimnazjum niektórzy się na mnie wyżywali, byłem nawet pobity, w pierwszej liceum dowiedziałem się że jestem chory i do końca życia będę musiał brać leki, napisałbym ile razy byłem w szpitalu od tego czasu i pewnie jeszcze bym coś znalazł, więc nie mów że ty masz większe problemy jeśli nie wiesz wszystkiego o mnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Marcin dlatego napisalam ze idz do psychologa, w pierwszym poscie i uporzadkuj swoje zycie. Rozumiem ze Ci bylo ciezko, ale czas to za soba zostawic. Skoro dostales sie na studia dzienne to głupi nie jestes, człowiek upada ale sie podnosi. Zacznij myslec o przyszlosci, bo teraz bez wyksztalenia bardzo trudno jest znalezc prace -a poza tym i pieniadze sa wieksze, jezeli sie ma ukonczone studia wyzsze. I zmobilizuj sie do tego, tym bardziej ze Ciebie zycie tez nie oszczedzało, to chyba juz powinienes wiedziec ze nic nie przychodzi łatwo. Ale pierwszy krok Ty sam musisz zrobic, bo nikt nie bedzie Ciebie wiecznie prowadzil za raczke. Pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale pierwszy krok Ty sam musisz zrobic, bo nikt nie bedzie Ciebie wiecznie prowadzil za raczke.

 

No tak, ale na forum przyszedł nie po to by go ktoś za rączkę ciągną tylko po radę i wsparcie. Możliwe, że się czepiam, ale po prostu denerwują mnie takie sformułowania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×