Skocz do zawartości
Nerwica.com

Zaburzenia poczucia obowiązku


Acer

Rekomendowane odpowiedzi

Witam.aż

Problem jak w temacie. W skrócie napisze jak to przebiega u mnie.

Od prawie 2lat usiłuje napisać pracę dyplomową i nie umiem się do tego zmusić.Nie pracuje, a powinnam znaleźć sobie jakąś prace, ale tego nie robię.Całymi dniami potrafię krzątać się po domu nie robiąc dosłownie nic.Nie występuje u mnie coś takiego jak:muszę tu pojechać...muszę to zrobić...nie mogę bo mam obowiązki...Nie potrafię sobie narzucić żadnych obowiązków,jak coś już zrobię to dobrze a jeśli nie to nic.I ogólnie moje życie właśnie tak wygląda :cry:

Dodam jeszcze , że od 2miesięcy leczę się na depresje.Nie jest to taki ciężki przypadek,nie mam myśli samobójczych ale jakiegoś pomysłu na życie też.Ogólnie całymi dniami jestem b.smutna i nic mnie nie cieszy.W każdym razie,wracając do tematu chciałabym Was zapytać czy taki brak poczucia obowiązku to zaburzenie psychiczne?mam o tym powiedzieć swojej pani dr? czy mam sama się z tym uporać?Nie wiem kompletnie jak się za to zabrać i w jaki sposób mam sobie radzić.Na dzień dzisiejszy marzę tylko o tym , żeby wreszcie napisać tą moją pracę a nie robię nic w tym kierunku.Przeciwnie,robię wszystko żeby tego nie robic :( Czasami myślę sobie , że jestem jakaś nie normalna!Jak można się tak zachowywać?!Normalni ludzie,to kończą studia w terminie,później dostają prace i chodzą do tej pracy codziennie. A ja?Ja nic nie robie,przeszkadza mi to bardzo,ten mój tryb życia , wiem , że tak nie może być, ale nie wiem co mam zrobić zeby sie to zmieniło.Jeśli ktoś ma podobne doświadczenia bardzo proszę-piszcie! Może to się jakoś nazywa i również trzeba to leczyć? A może ja tylko niepotrzebnie wymyślam?Już sama nie wiem co robić .Bardzo proszę o pomoc.Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Acer :D ,

 

Takie "zaburzenia poczucia obowiązku" wynikają z obawy przed porażką. Najprawdopodobniej zostały spowodowane brakiem wsparcia rodziców w działaniu lub ciągłą krytyką rodziców niezależnie od tego, co byś nie zrobiła. I dlatego nie podejmujesz żadnych obowiązków, by nie ponieść porażki, by nie okazało się, że "znów mieli rację" krytykując Cię za wszystko, co zrobiłaś lub czego nie zrobiłaś... :roll:

I jak najbardziej ma to związek z depresją.

 

Odbudowując wiarę w siebie, nie będziesz tak bardzo bała się porażek i uwierzysz, że potrafisz podołać obowiązkom.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja rodzina potrafiła skrytykować, kążdą moją pozytywną motywację. Teraz też to robi. To boli, ale zmuszam się by działać, wejść w tryb pracy. I robię to tylko dla siebie, dla własnej satysfakcji. Wytycz sobie podstawowe obowiązki w dniu, jak z nimi się zmierzysz, to z pracą dyplomową i póżniejszym życiem też.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje za zainteresowanie tematem.Jestem bardzo wdzięczna za każdą wypowiedz :smile:

Faktycznie,moja rodzina nigdy mnie nie chwaliła, zawsze byłam ta czarna owca i cokolwiek bym nie zrobiła było zawsze źle.Nie ważna jak bardzo bym się starała zaspokoić ich oczekiwania zawsze byłam krytykowana:( Na dodatek mam siostrę , która jest chodzącym ideałem,potrafi się obijać całymi dniami ale i tak jest uważana za wzorowe osobę,jak coś nawali to nic się nie dzieję,nawet się nie mówi o jej niepowodzeniach.Natomiast u mnie dokładnie na odwrót:( Denerwuje mnie , że tak mnie traktują.Przez to właśnie popadłam w kompleksy , uważam siebie za gorszą,obawiam się każdego działania,co jeszcze bardziej wpędza mnie w kompleksy bo zamiast iść do przodu stoję w miejscu,a właściwie się cofam:(Jestem świadoma swojej marnej sytuacji , dlatego też wybrałam się do psychiatry,byłam też również raz u psychologa(było nawet fajnie;)),ale nie potrafię wyrwać się z tego marazmu,w sumie przez całe życie to trwa, więc tak w to wrosłam , że czasami mam wrażenie że już na stałe.A tego za nic w świecie nie chce. Chciałabym stać się bardziej pewna siebie,odkryć w sobie jakieś wartości i zacząć się rozwijać.Teraz doszło do tego , że unikam ludzi bo oni z reguły pytają co u mnie, a ja nie mam się czym pochwalić,bo nic nie osiągam ,nawet nie potrafię napisać tej okropnej pracy, a obrony boję się tak strasznie, że nie wiem czy jak już do niej dojdzie będę w stanie wydusić z siebie cokolwiek;/

Ehhhh , zazdroszczę ludziom którzy potrafią uśmiechać się tak sami z siebie,bez powodu,ja tak nie umiem,czasami próbuję sie zmuszać a i to nie wychodzi.

Wydaje mi się że życie jest takie ciężkie,tak trudno jest być szczęśliwą.

Nawet nie mam z kim o tym pogadać:(Tym bardziej cieszę się , że znalazłam to forum, przynajmniej mogę napisać o tym co czuję ,dziękuje za to że jesteście :smile:

Myślę też o jakiejś terapi, na której mogłabym odkryć swoje walory i nabrać pewności siebie.Co o tym myślicie,jest coś takiego?

 

Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim milusiego dnia:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Acer, terapia jak najbardziej wskazana :D i pamiètaj,ze masz nas :D i pamiètaj o tych celach a to juz bèdzie polowa sukcesu.I pomysl o jakiejs pracy-mysl,ze jest siè trochè samodzielnym,potrafi zadzialac cuda,naprawdè!!Tobie tez zyczè milego dnia ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Acer: mam dokładnie to samo. mnóstwo komunikatów typu "muszę" które kończą się jak u Ciebie. odkładaniem, robieniem czegoś w zamian (zazwyczaj spaniem, bądź atakowaniem siebie jaka jestem beznadziejna i jak niszczę sobie kolejne szanse na jakieś pozytywy w życiu), nie braniem się do niczego... a potem wyrzutami sumienia, poczuciem bezsilności, dołem. od kilku miesięcy nie mogę/nie robię nic żeby pisać swoją mgr. mgr, która ponoć się dobrze zapowiadała, która miała dać mi szansę być może na karierę naukową. i co? i nic, kompletnie nic, czuję jakbym chciała zniszczyć już totalnie wszystko, ostatni cel jaki miałam w życiu i to mnie załamuje jeszcze bardziej. zaburzenia adaptacyjne to się nazywa? nie zdiagnozowano mi depresji, ale biorę leki antydepresyjne. nie czuję bym robiła jakiekolwiek postępy. czasami już nie widzę dla siebie nadziei.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie pracuję, żyje z oszczędności.Przez pół roku byłam za granica i wtedy jak miałam zajęcie nie było tak najgorzej.Ale, że termin mojej pracy mnie goni postanowiłam wrócić do domu i zająć się tylko tym.Mam troszkę pieniędzy z tamtej pracy i właśnie jedynym moim celem jest na dzień dzisiejszy ta praca.Ale przez cały dzień jej nie pisze,nie umiem się do tego zmusić,później wieczorem mam wyrzuty sumienia, że dziś znów nic nie napisałam i zaczynam przeglądać jakieś materiały, to trwa z reguły ok 30min bo po tym czasie już opadam z sił i jestem zrezygnowana.Kolejnego dnia jestem zła na siebie , że tak postępuje ,ale w tym dniu robię dokładnie tak sama.Chcę mi się płać przez to i czuję się tak strasznie ze szok.Ale zrobienie cokolwiek w tym kierunku wiąże się z OGROMNYM WYSIŁKIEM i takim"wewnętrznym bólem" . Tak jak już pisała w pierwszej wypowiedzi czasami myślę sobie , że jestem po prostu nie normalna-BO JAK TAK MOŻNA POSTĘPOWAĆ?!:(A jednak to robię. I dzieję się tak z każdą rzeczą, czynnością ,którą powinnam,muszę zrobić:(Podziwiam ludzi, którzy potrafią sumiennie wywiązywać się ze swoich obowiązków i robią to w terminie,ale macie fajnie:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

,,Czy czasami masz wrażenie, że dzień przemyka Ci przez palce i pod koniec dnia orientujesz się, że tak na prawdę nic nie zrobiłeś?

 

 

Jeśli tak - jest na to prosta rada. Zaplanuj swój dzień! Nie używaj do tego wyrafinowanych narzędzi. Prosta kartka i ołówek. Ja mam tak, że im więcej zadań mam na swojej liście dziennej tym bardziej wydajny jestem w ich realizowaniu. Być może to taki mały paradoks, ale jest to, w moim przypadku, spowodowane faktem, iż po prostu widzę, iż na stratę czasu pozwolić sobie nie mogę. Oczywiście takie rozwiązanie działa do pewnego momentu. Jeśli przesadzimy z liczbą zadań na naszej liście to nasze negatywne myśli wezmą nad nami górę nasze negatywne myśli i będzie pracować nam się gorzej. Musimy znaleźć "złoty środek", liczbę zadań przy której jesteśmy najbardziej wydajni. Jak zacząć planować? Prosto. Wieczorem, kiedy już leżysz przed zaśnięciem weź do ręki kartkę i ołówek i zacznij spisywać co chciałbyś jutro osiągnąć. Spisuj wszystko niech to będzie twoja lista 'na brudno'. Pisz jednak jak najbardziej szczegółowo. Nie pisz zadania: 'pójść do pracy' a raczej 'przygotować umowę dla ...'.

 

Jak już spiszesz swoje myśli na papier staraj się z nich wybrać 2-3 duże tematy. Rzeczy, których niewykonanie może się wiązać ze znacznymi konsekwencjami. To będą twoje cele na jutrzejszy dzień. Wszystko pozostałe, możesz wykonać dopiero zajmować się mniejszymi zadaniami, które też powinieneś podzielić na 2 grupy. Dzięki podziałowi, będziemy mieli od razu priorytety dla naszych działań. Nie będziemy musieli się zastanawiać co wykonać przed czym.

 

Dodatkową zaletą spisania naszych planów na jutro będzie to, że nie będziemy musieli o nich pamiętać a spisanie ich na kartce zobliguje nas przed nami samymi do ich wykonania a my będziemy mogli uwolnić nasz umysł od uciążliwej pracy pamiętania. Dzięki temu nasz sen powinien być przyjemniejszy, a sam proces zasypiania szybszy. Spróbuj tego dziś wieczór."

 

z http://cioswnos.pl/index.php/Zarzadzanie-czasem/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

żyje z oszczędności.Przez pół roku byłam za granica
W tym krótkim fragmencie już można doszukać się Twoich osiągnięć. Miałaś odwagę wyruszyć w nieznane, by zapracować na własne pieniądze. Zaoszczędziłaś je, zamiast wydawać na bieżąco. Prawdopodobnie poza "podszlifowaniem" języka, poznałaś nowe osoby, rozwinęłaś w sobie umiejętność komunikacji z innymi, być może przyczyniłaś się do usprawnienia wykonywanej tam pracy, którą doceniano... A najpewniej to jeszcze nie koniec Twoich osiągnięć :D

Masz powody, by "podziwiać" samą siebie, zamiast inne osoby :idea:

 

Może warto o tym wszystkim pomyśleć, by zmobilizować siebie i porzucić negatywne myślenie ? ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ile masz lat?

 

Wnioskuję, że jesteś młoda, jeszcze wszystko przed Tobą. Więc po co ten chwilowy zastój, żyjesz dla Siebie, być może dla swoich bliskich. Nikt Ci tych zmarnowanych dni, miesięcy, lat nie wróci. Wytycz sobie jakiś plan, postaw sobie jakieś cele i tym mobilizuj się do każdego innego działania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Odkrywający:Mam 26 lat.Niestety to nie jest chwilowy zastój bo właściwie problemy zaczeły się jak poszłam na studia.Szło mi to marnie,a jak przyszło do napisania pracy to tak jak pisałam wyżej.W każdym razie dziękuje Ci:)

 

God's Top 10 : Tobie również dziękuje za miłe słowa:)Wiem, że można się doszukać wiele dobrych rzeczy w moim życiu ,problem w tym ,że ja ciągle widzę te złe:(Wydaje mi się , że jest ich znacznie więcej i ogółem moje życie jest beznadziejne...To chyba przez tą ciągłą krytykę ehhh;/ Ale będę się starała myśleć bardziej pozytywnie.Wiem , że to bardzo dużo zmienia,tylko trudno mi to w końcu zrobić,uśmiechnąć się tak po prostu ....

 

MOCca: wiedz,mam dokładnie takie wrażenie.Nawet nie wiem kiedy mija mi dzień za dniem,tydzień za tygodniem....A ja ciągle w miejscu...Są takie dni, że potrafię kompletnie nic nie zrobić,nawet nie rozbiorę się z piżamy:( Twój sposób jest bardzo ciekawy,muszę tego koniecznie spróbować , zwłaszcza że cierpię również na coś takiego jak zaczynanie wielu rzeczy na raz i nie kończenie niczego.Taka lista na pewno jest bardzo przydatna i mobilizująca:) Dziękuję za ten pomysł, dziś wieczorem zrobię taką listę:)

 

madseason: to naprawdę mamy tak samo:(Ja już za swoje spóźnienie w zdaniu pracy muszę zapłacić karę 1700zl;/ Straciłam już wiele okazji w życiu,np okazji na ponowny wyjazd za granicę,miałam tam możliwość zarobienia całkiem niezłych pieniędzy.Inne rzeczy też przechodzą mi koło nosa, a ja tkwię w miejscu.Leki na depresje biorę dopiero od 2miesięcy i również nie widzę szczególnej poprawy.Ale podobno w tej kwestii trzeba dłużej poczekać.

Spróbuj również przetestować pomysł Moccy, może pomoże, w każdym razie pamiętaj , nie jesteś sama:)

 

Dziękuje Wam wszystkim za odpowiedz.Jak pisałam pierwszy post nie sądziłam , że ktoś to przeczyta, a tu proszę....takie miłe zaskoczenie:)

Dobrze jest się wygadać i znaleźć u kogoś zrozumienie:)

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Acer: nawet w wieku jesteśmy dokładnie tym samym:D

leki biorę już prawie rok, niestety nie dały motywacji, bo też chyba nie od tego są...zresztą, jeden z lekarzy uznał, że nic mi nie jest i chcę się "sztucznie euforyzować" antydepresantami:/ po dwóch próbach odstawienia jednak zdecydowano, że za wcześnie przerywać farmakoterapię, bo jestem zbyt rozbita.

w moim wypadku to też nie zaczęło się teraz - przy końcu studiów, który jak wiadomo jest datą graniczną, ale znacznie wcześniej. w zasadzie już w liceum odmawiałam sobie szans na spróbowanie, broniłam się przed sukcesami i "wolałam" się dobijać (nazywam to teraz autoagresją na własnym mózgu, takim cięciem się myślowym). na terapii próbowałam dojść do tego jaką funkcję to spełnia, czemu "lubię" ten stan (coś musi nam to dawać skoro mimo cierpień - bo nie wątpię że i Ty tak jak ja - masz już dość działania w ten sposób)...ale nie udało się odnaleźć odpowiedzi poza tą, że widocznie boję się własnego sukcesu.

ech. codziennie mam taką małą listę tego co powinnam. nauczyłam się ją ograniczać, bo zazwyczaj była przeładowana i ostatecznie za nic się nie brałam. staram się teraz nagradzać za każde pół strony napisanej pracy...ale gdzieś z tyłu głowy ciągle wrzeszczę, no i co z tego?! i tak już nie zdążysz...fakt, cieżko będzie zdążyć - promotorka sama mnie okrzyczała o zaległości i stwierdziła, ze nie spodziewała się, że będę taka leniwa :,( większość czasu nadal przesypiam. jest w tym coś niezwykle żałosnego i jednocześnie dramatycznego, że na daną chwilę nie umiem inaczej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzień dobry wszystkim:)

Dziś chyba jestem w lepszym nastroju,ciekawe czy uda mi się coś zrobić....;)

 

madseason: wiec mamy wiele wspólnego:)

Ja początek swoich problemów oceniam na wiek 18,19 (problemów z depresją,bo inne pojawiły się znacznie wcześniej,może nawet się z tym urodziłam;/)

Nigdy nie dopuszczałam do siebie myśli że potrzebuję psychiatry.Taki lekarz kojarzył mi się z jakimiś naprawdę poważnymi przypadkami,do których w swoim odczuciu się nie zaliczałam. Dopiero w tym roku dorosłam do decyzji pójścia właśnie do takiego specjalisty. Z pierwszej wizyty nie byłam zadowolona gdyż nie zdołałam nawet wypowiedzieć się do końca a lekarz już mi zaczął wypisywać leki.Nie wiedząc nawet czy to dokładnie jest depresja i jeśli już tak to jaki jej rodzaj wybrałam się na testy do psychologa.Jeszcze nie mam wyników ,ale w tym tygodniu powinnam je mieć. W każdym razie moim zdanie jestem chora i farmakologia jest na pewno potrzebna.To tyle jeśli chodzi tą kwestie.

Problem z pisaniem pracy w dużej mierze wiąże się z tym, że kierunek który studiowałam jest dość trudny i po pierwszym roku już czułam , że to nie jest to co bym chciała w życiu robić ale bałam się wycofać:(Tak jakimś cudem dotarłam do końca(z marnymi ocenami)i tu się zatrzymałam.Jestem już na granicy wyrzucenia mnie z uczelni,przekraczam bowiem wszelkie możliwe terminy a pomimo tego czuję niesamowite odpychanie od zrobienia tego.Wszystko inne jest ważniejsze i bardziej ciekawe niż pisanie mojej pracy.Masz rację,oczywiście mam serdecznie dość tego stanu bo chyba podobnie jak ty boję się sukcesu albo nawet (jak ostatnio wydedukowałam)unieszczęśliwiam się na siłę ale nie umiem się z tego wyrwać.Czuję , że jestem inteligentna, że mogłabym osiągnąć naprawdę dużo o tu jakaś niewidzialna siła ciągnie mnie ku dołowi:( Dokładnie tak jak Ty napisałaś,jak bym chciała zaprzepaścić swoją ostatnią szanse i siłą rzeczy dożyła do jeszcze większego pogorszenie swojego życia.Zamiast rozwijać się i piąć ku górze ja spadam , i to z coraz większą prędkością;/

 

Tak to w skrócie wygląda.

Nie wiem jak to się dalej potoczy,bo mam coraz mniej sił na walkę.Nie ukrywam , że dużą nadzieję pokładam w tych antydepresantach,może one postawią mnie trochę na nogi....albo stanie się w końcu coś co mną wstrząśnie i wreszcie się obudzę.....

 

Wiem wiem....to podobno nazywa się syndrom fargo (czy jakoś tak)-czekanie na coś co by mogło w jednej chwili zmienić moje życie i sprawić , że będę innym człowiekiem,szczęśliwym i zadowolonym z życia...

Ale tak to już właśnie ze mną jest, że nie umiem wziąść się w garść tylko bezczynnie czekam....jak długo jeszcze ?nie wiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×