Skocz do zawartości
Nerwica.com

Obojętnieje i nie wiem, kto ma rację


Rekomendowane odpowiedzi

Zerwałam miesiąc temu z chłopakiem. Było to trudne, bo choć chciał być ze mną, ciągle robił coś co mnie raniło. Wkońcu nie wytrzymałam, płakałam codziennie, on zobojętniał i się rozstaliśmy. Moja mam początkowo mnie w ogóle nie rozumiała, twierdziła, że sobie wymyślam, że powinnam żyć dalej i się nie zamartwiać tym co robił mój chłopak. Ja jednak nie potrafiłam, to zżerało moje poczucie wartości. Wkońcu doprowadziłam się do tego, że nie mogłam powstrzymać płaczu na zajęciach, a na kontakt z chłopakiem reagowałam histerią. Czułam, że nie mam się do kogo zwrócić, w końcu udałam się do psychiatry. Rozpoznał u mnie depresję i zaburzenia osobowości, dostałam leki. Gdy wrócilam do domu, rodzice byli niezadowoleni, że wynajduję sobie choroby. Mama zmieniła zdanie i twierdziła teraz że mój byly był psychopatą i to on doprowadził mnie do tego stanu. Twierdziła, że powinnam się wziąć w garść i żyć normalnie, że wszystko ze mną w porządku. Męczyla mnie, że nie powinnam leżeć w łóżku, ale żyć. Ja jednak nie potrafiłam. Ostatnio bardzo się pokłóciłam z mamą. Byłyśmy na zakupach, w ogóle nie szanowała mojego zdania, była nie zadowolona gdy mówiłam, że jakiś zaproponowany przez nią ciuch mi się nie podoba. Powiedziala, że szukam sobie butów jak dla dziwki (normalne, eleganckie buty na obsasie, które mialam ubrać na uroczystość). A na koniec z uśmiechem dogadała mi w sposób który mnie naprawdę zabolał (wmieszała w to mojego chlopaka i moją osobę). Uderzyła w mój czuły punkt i chyba o tym wiedziała. W drodze powrotnej klóciłyśmy się, powiedziała mi, że ma już dość moich problemów. W domu obracała przeciwko mnie mojego tatę a na koniec kazała iść do swojego pokoju. Potem jeszcze weszła do pokoju, gdzie płakałam i obrzucila wyzwiskami - bałaganiara, że wchodzenie do łóżka w ciuchach to już szczyt szczytów, że jestem nienormalna i powinnam wziąć się w garść, posprzątać a wtedy czułabym się lepiej. Wykrzyczałam jej, że nie chce jej widzieć. Nie odzywam się już do niej od paru dni. Tata jest pod jej wpływem, zaczyna dziwnie się do mnie odzywać, jak nie on. Mówi, że pokój kobiety nie może tak wyglądać, a jak pokazałam mu buty to stwierdzil, że dla kobiety najlepsze są buty subtelne w paseczki. Jakbym słyszała mamę. Zadzwoniłam do brata, chcialam wyprowadzić się do jego pustego mieszkania. Na początku chciał mi pomoc, ale potem rozmawiał z rodzicami i stwierdził, że jestem masochistką, lubię cierpieć i sama wpędzam się w te stany. Że związek z chłopakiem się już skończył i normalni ludzie żyją dalej. Stanął po stronie rodziców i w ogole nie chciał mnie sluchać. Ja mam już dość, nie wiem kto ma rację, czy ja widzę w każdym czlowieku wroga czy faktycznie nie zachowują się w porządku. Nie poradzę sobie z tym wszystkim, wszystko mi już totalnie zobojętniało. Chcę umrzeć. Bardzo...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zerwałam miesiąc temu z chłopakiem. Było to trudne, bo choć chciał być ze mną, ciągle robił coś co mnie raniło. Wkońcu nie wytrzymałam, płakałam codziennie, on zobojętniał i się rozstaliśmy. Moja mam początkowo mnie w ogóle nie rozumiała, twierdziła, że sobie wymyślam, że powinnam żyć dalej i się nie zamartwiać tym co robił mój chłopak. Ja jednak nie potrafiłam, to zżerało moje poczucie wartości. Wkońcu doprowadziłam się do tego, że nie mogłam powstrzymać płaczu na zajęciach, a na kontakt z chłopakiem reagowałam histerią. Czułam, że nie mam się do kogo zwrócić, w końcu udałam się do psychiatry. Rozpoznał u mnie depresję i zaburzenia osobowości, dostałam leki. Gdy wrócilam do domu, rodzice byli niezadowoleni, że wynajduję sobie choroby. Mama zmieniła zdanie i twierdziła teraz że mój byly był psychopatą i to on doprowadził mnie do tego stanu. Twierdziła, że powinnam się wziąć w garść i żyć normalnie, że wszystko ze mną w porządku. Męczyla mnie, że nie powinnam leżeć w łóżku, ale żyć. Ja jednak nie potrafiłam. Ostatnio bardzo się pokłóciłam z mamą. Byłyśmy na zakupach, w ogóle nie szanowała mojego zdania, była nie zadowolona gdy mówiłam, że jakiś zaproponowany przez nią ciuch mi się nie podoba. Powiedziala, że szukam sobie butów jak dla dziwki (normalne, eleganckie buty na obsasie, które mialam ubrać na uroczystość). A na koniec z uśmiechem dogadała mi w sposób który mnie naprawdę zabolał (wmieszała w to mojego chlopaka i moją osobę). Uderzyła w mój czuły punkt i chyba o tym wiedziała. W drodze powrotnej klóciłyśmy się, powiedziała mi, że ma już dość moich problemów. W domu obracała przeciwko mnie mojego tatę a na koniec kazała iść do swojego pokoju. Potem jeszcze weszła do pokoju, gdzie płakałam i obrzucila wyzwiskami - bałaganiara, że wchodzenie do łóżka w ciuchach to już szczyt szczytów, że jestem nienormalna i powinnam wziąć się w garść, posprzątać a wtedy czułabym się lepiej. Wykrzyczałam jej, że nie chce jej widzieć. Nie odzywam się już do niej od paru dni. Tata jest pod jej wpływem, zaczyna dziwnie się do mnie odzywać, jak nie on. Mówi, że pokój kobiety nie może tak wyglądać, a jak pokazałam mu buty to stwierdzil, że dla kobiety najlepsze są buty subtelne w paseczki. Jakbym słyszała mamę. Zadzwoniłam do brata, chcialam wyprowadzić się do jego pustego mieszkania. Na początku chciał mi pomoc, ale potem rozmawiał z rodzicami i stwierdził, że jestem masochistką, lubię cierpieć i sama wpędzam się w te stany. Że związek z chłopakiem się już skończył i normalni ludzie żyją dalej. Stanął po stronie rodziców i w ogole nie chciał mnie sluchać. Ja mam już dość, nie wiem kto ma rację, czy ja widzę w każdym czlowieku wroga czy faktycznie nie zachowują się w porządku. Nie poradzę sobie z tym wszystkim, wszystko mi już totalnie zobojętniało. Chcę umrzeć. Bardzo...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Każdy człowiek inaczej przeżywa rozstanie. Bardzo często ludzie popadają w depresję po rozłące, musisz dać sobie czas na płacz i żałobę, ale przy tym staraj się żyć życiem codziennym. Mały krokami przypominaj sobie o osobie, którą byłaś.

O człowieku nie świadczy ubiór, ale to co w głowie. Ważne jest to, abyś Ty dobrze się czuła w swoim ubiorze. Twoi rodzice wtrącają się w Twoje decyzje, mogą mieć swoje zdanie, ale nie mogą za Ciebie decydować w takich sprawach, a Ty powinnaś wysłuchać ich zdanie, ale pozostać przy swojej decyzji.

Według mnie zrobiłaś bardzo dobry krok w przód udając się do psychologa, aby uporządkować swoje życie emocjonalne po rozstaniu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Każdy człowiek inaczej przeżywa rozstanie. Bardzo często ludzie popadają w depresję po rozłące, musisz dać sobie czas na płacz i żałobę, ale przy tym staraj się żyć życiem codziennym. Mały krokami przypominaj sobie o osobie, którą byłaś.

O człowieku nie świadczy ubiór, ale to co w głowie. Ważne jest to, abyś Ty dobrze się czuła w swoim ubiorze. Twoi rodzice wtrącają się w Twoje decyzje, mogą mieć swoje zdanie, ale nie mogą za Ciebie decydować w takich sprawach, a Ty powinnaś wysłuchać ich zdanie, ale pozostać przy swojej decyzji.

Według mnie zrobiłaś bardzo dobry krok w przód udając się do psychologa, aby uporządkować swoje życie emocjonalne po rozstaniu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

marrgot, wg mnie przyczyną Twojego stanu nie jest rozstanie z chłopakiem, tylko sytuacja w domu. Wygląda na to, że Twoja mama niepodzielnie rządzi w Twoim domu, bez względu na to, czego oczekują pozostali domownicy. :roll: Co prawda nie sądzę, by robiła tak wyłącznie ze złych pobudek, jednak to nie zmienia faktu, że decyduje za wszystkich, wszystkim organizuje życie tak, jak ona uzna za stosowne, a niekoniecznie tak, jakby tego chcieli inni. :?

Paradoks jej zachowania polega na tym, że sama czuje się 'zmuszona' do organizowania życia innym (bo wg niej nie radzą sobie), a jednocześnie nie pozwala innym, by sami się tym zajęli. :x

Tacie albo jest tak wygodnie, gdy ona go 'wyręcza' z decydowania, albo się już poddał. Brat natomiast uciekł do własnego mieszkania (co i tak prawdopodobnie całkowicie nie chroni go przed mamą ?).

 

Myślę, że najlepiej będzie, gdy ograniczysz kontakty z mamą,a jednocześnie sama na terapii zaczniesz zwalczać wpływ mamy na siebie, a tym samym będziesz stawała się coraz bardziej samodzielna.

Dodatkowo może jednak znajdziesz zrozumienie u taty? Przy czym nie mam tu na myśli kreowania relacji opartej na 'sprzeciwie wobec mamy', tylko relacji opartej na wzajemnym zrozumieniu osób, które są w podobnej sytuacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

marrgot, wg mnie przyczyną Twojego stanu nie jest rozstanie z chłopakiem, tylko sytuacja w domu. Wygląda na to, że Twoja mama niepodzielnie rządzi w Twoim domu, bez względu na to, czego oczekują pozostali domownicy. :roll: Co prawda nie sądzę, by robiła tak wyłącznie ze złych pobudek, jednak to nie zmienia faktu, że decyduje za wszystkich, wszystkim organizuje życie tak, jak ona uzna za stosowne, a niekoniecznie tak, jakby tego chcieli inni. :?

Paradoks jej zachowania polega na tym, że sama czuje się 'zmuszona' do organizowania życia innym (bo wg niej nie radzą sobie), a jednocześnie nie pozwala innym, by sami się tym zajęli. :x

Tacie albo jest tak wygodnie, gdy ona go 'wyręcza' z decydowania, albo się już poddał. Brat natomiast uciekł do własnego mieszkania (co i tak prawdopodobnie całkowicie nie chroni go przed mamą ?).

 

Myślę, że najlepiej będzie, gdy ograniczysz kontakty z mamą,a jednocześnie sama na terapii zaczniesz zwalczać wpływ mamy na siebie, a tym samym będziesz stawała się coraz bardziej samodzielna.

Dodatkowo może jednak znajdziesz zrozumienie u taty? Przy czym nie mam tu na myśli kreowania relacji opartej na 'sprzeciwie wobec mamy', tylko relacji opartej na wzajemnym zrozumieniu osób, które są w podobnej sytuacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś miałam wsparcie u taty, sam kiedyś chciał się z mamą rozstać( raz ją nawet zdradził, bo miał już dosyć). Po tej kłótni jednak mama cały czas nastawia wszystkich przeciwko mnie. Od paru dni nie rozmawiałyśmy, bratu mówiła przez telefon, że w ogóle nie można się do mnie odezwać bo zaraz krzyczę. A nie odezwała się ani razu. Zrobiła to dopiero dzisiaj, w formie pretensji. Kupiła mi karnet na siłownie, to była jej pomoc na moje stany depresyjne. Miał być promocyjny, bardzo tani. Nie prosiłam o niego. Byłam kilka razy na ćwiczeniach, ale jak zażywałam pierwsze antydepresanty, ćwiczenie było trudne. Potem walczyłam ze sobą, aby zaliczyć sesję i całymi dniami kończyłam jakieś zaległe sprawozdania. Potem wyszła sprawa z zagrożeniem oderwania siatkówki, więc też nie chodziłam ze względu na to. A dziś słyszę, że to wszystko moja wina, że ona tak dużo musiała zapłacić za karnet. Pierwsze słowa po 5 dniach nie rozmawiania.

Taty nie rozumiem, w dodatku w domu jest taka sztuczna atmosfera. Mama stara się być miła dla taty i cały czas gada o bracie, jaki to on nie wspaniały.

Został mi jeszcze rok studiów i nie mogę się uniezależnić. Poza tym czuję się teraz jak śmieć, moja siła psychiczna jest zerowa. Wiem, że jeśli kiedykolwiek mam wygrać walkę o siebie to właśnie teraz, ale jest to cholernie trudne. Próbuję wychodzić do ludzi ale moja nieśmiałość osiąnęła teraz maksimum - jak inni mają się ze mną db czuć, skoro ja sama mam ochotę siebie zniszczyć? Brat jest za granicą, na początku mnie rozumiał, ale teraz twierdzi, ze sobie wymyslam. Nikt nie jest przeciwko mnie, tylko ja mam spaczone spojrzenie na rzeczywistość.

Może tak jest, nie wiem. Po prostu nigdy nie czułam sie kochana przez mamę. Nawet gdy mnie przytulała, wytrzymywała tylko sekundę po czym stwierdzała "dość" i odpychała. Kiedy czesała włosy to strasznie mocno szarpała. Kiedy myła mi włosy jako dziecku, potwornie bolała mnie głowa bo wbijała mi w nią swoje łokcie, bo tak było wygodniej. Troszczyła się o moje zdrowie i o kwestie materialne, ale ja i tak czuję się zerem.

 

Jeszcze jedno. Zawsze byłam "córeczką tatusia" i mama też wciąż sprawiała, że czułam się z tego powodu winna. Sama podzieliła dom na dwie grupy ona-brat i ja-tata. Kiedy klociła sie z tata robiła to tak głosno zebym ja slyszala a gdy ze mna, aby slyszal tata. Uzywala mnie w kłótniach jako argumentu - "nawet Twoja kochana córeczka uważa tak jak ja". Mama jest DDA. Nigdy się z tego powodu nie leczyła, zawsze uważała że jest silna i poradziła sobie sama. Ja mam wrażenie, że przez całe życie wyładowywała się na innych. I to nie dla nieznajomych, bo dla nich jest aniołem, ale na rodzinie.

 

Nie wiem po co to wszystko... Po co żyję? Czuję się jak śmieć.

 

-- 13 lip 2012, 09:32 --

 

Paradoks jej zachowania polega na tym, że sama czuje się 'zmuszona' do organizowania życia innym (bo wg niej nie radzą sobie), a jednocześnie nie pozwala innym, by sami się tym zajęli.

Gods Top 10, faktycznie tak jest!

 

CzłowiekWMasce, zapisałam się też na terapię indywidualną. Rodzice mnie odwodzili od tego pomysłu (jestem zdrowa, wymyślam sobie), ale czuję, że jest we mnie pare spraw do uporządkowania. Ja też sądzę, że decydowanie za kogoś w każdym aspekcie nie jest w porządku, zauważyłam, że mam też straszne problemy z samodzielnym podejmowaniem decyzji. Często bardziej bazuje na zdaniu innych niż swoim. Po zerwaniu jednak coś we mnie pękło i chcę walczyć o siebie.

 

Sorry, że się tak rozpisuję, ale ewidentnie muszę się wygadać :D Nie rozmawiam z nikim od paru dni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś miałam wsparcie u taty, sam kiedyś chciał się z mamą rozstać( raz ją nawet zdradził, bo miał już dosyć). Po tej kłótni jednak mama cały czas nastawia wszystkich przeciwko mnie. Od paru dni nie rozmawiałyśmy, bratu mówiła przez telefon, że w ogóle nie można się do mnie odezwać bo zaraz krzyczę. A nie odezwała się ani razu. Zrobiła to dopiero dzisiaj, w formie pretensji. Kupiła mi karnet na siłownie, to była jej pomoc na moje stany depresyjne. Miał być promocyjny, bardzo tani. Nie prosiłam o niego. Byłam kilka razy na ćwiczeniach, ale jak zażywałam pierwsze antydepresanty, ćwiczenie było trudne. Potem walczyłam ze sobą, aby zaliczyć sesję i całymi dniami kończyłam jakieś zaległe sprawozdania. Potem wyszła sprawa z zagrożeniem oderwania siatkówki, więc też nie chodziłam ze względu na to. A dziś słyszę, że to wszystko moja wina, że ona tak dużo musiała zapłacić za karnet. Pierwsze słowa po 5 dniach nie rozmawiania.

Taty nie rozumiem, w dodatku w domu jest taka sztuczna atmosfera. Mama stara się być miła dla taty i cały czas gada o bracie, jaki to on nie wspaniały.

Został mi jeszcze rok studiów i nie mogę się uniezależnić. Poza tym czuję się teraz jak śmieć, moja siła psychiczna jest zerowa. Wiem, że jeśli kiedykolwiek mam wygrać walkę o siebie to właśnie teraz, ale jest to cholernie trudne. Próbuję wychodzić do ludzi ale moja nieśmiałość osiąnęła teraz maksimum - jak inni mają się ze mną db czuć, skoro ja sama mam ochotę siebie zniszczyć? Brat jest za granicą, na początku mnie rozumiał, ale teraz twierdzi, ze sobie wymyslam. Nikt nie jest przeciwko mnie, tylko ja mam spaczone spojrzenie na rzeczywistość.

Może tak jest, nie wiem. Po prostu nigdy nie czułam sie kochana przez mamę. Nawet gdy mnie przytulała, wytrzymywała tylko sekundę po czym stwierdzała "dość" i odpychała. Kiedy czesała włosy to strasznie mocno szarpała. Kiedy myła mi włosy jako dziecku, potwornie bolała mnie głowa bo wbijała mi w nią swoje łokcie, bo tak było wygodniej. Troszczyła się o moje zdrowie i o kwestie materialne, ale ja i tak czuję się zerem.

 

Jeszcze jedno. Zawsze byłam "córeczką tatusia" i mama też wciąż sprawiała, że czułam się z tego powodu winna. Sama podzieliła dom na dwie grupy ona-brat i ja-tata. Kiedy klociła sie z tata robiła to tak głosno zebym ja slyszala a gdy ze mna, aby slyszal tata. Uzywala mnie w kłótniach jako argumentu - "nawet Twoja kochana córeczka uważa tak jak ja". Mama jest DDA. Nigdy się z tego powodu nie leczyła, zawsze uważała że jest silna i poradziła sobie sama. Ja mam wrażenie, że przez całe życie wyładowywała się na innych. I to nie dla nieznajomych, bo dla nich jest aniołem, ale na rodzinie.

 

Nie wiem po co to wszystko... Po co żyję? Czuję się jak śmieć.

 

-- 13 lip 2012, 09:32 --

 

Paradoks jej zachowania polega na tym, że sama czuje się 'zmuszona' do organizowania życia innym (bo wg niej nie radzą sobie), a jednocześnie nie pozwala innym, by sami się tym zajęli.

Gods Top 10, faktycznie tak jest!

 

CzłowiekWMasce, zapisałam się też na terapię indywidualną. Rodzice mnie odwodzili od tego pomysłu (jestem zdrowa, wymyślam sobie), ale czuję, że jest we mnie pare spraw do uporządkowania. Ja też sądzę, że decydowanie za kogoś w każdym aspekcie nie jest w porządku, zauważyłam, że mam też straszne problemy z samodzielnym podejmowaniem decyzji. Często bardziej bazuje na zdaniu innych niż swoim. Po zerwaniu jednak coś we mnie pękło i chcę walczyć o siebie.

 

Sorry, że się tak rozpisuję, ale ewidentnie muszę się wygadać :D Nie rozmawiam z nikim od paru dni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×