Skocz do zawartości
Nerwica.com

nie radzę sobie z uczuciami


LostINpain

Rekomendowane odpowiedzi

Witam. Moja historia jest zwariowana, ale zapewniam, że prawdziwa. Od trzech lat gram zawodowo w pokera, zarabiam wystarczająco dużo, żeby się utrzymać.

 

Poznałem 10 miesięcy temu pewną kobietę. Nie byłem w związku dość długo, bo 2-3 lata, nie układało mi się życie osobiste, byłem z pewnością desperatem. Poznałem ją, chciała się ze mną spotykać, myślałem, że będzie cudownie. Po tygodniu lub dwóch wyznała mi, że jest w związku od 5-6 lat i ten chłopak na dodatek mieszka z nią i z jej rodzicami. Opowiedziała mi, że źle ją traktuje, że nie poświęca jej czasu, nie jest dla niej kochany, nie robi nic. Śpią w jednym łóżku, ale podobno ona pod kocem, a on pod kołdrą i nie uprawiają seksu. Dziewczyna od początku wydawała się specyficzna: opowiadała otwarcie o seksie, opróżniała pęcherz w krzakach (na pierwszym spotkaniu), wydaje mi się, że ma zaniżony próg wstydu. Kiedy wyznała mi, jak jej źle z jej chłopakiem, zadziałało to na mnie niemal jak magnes. Poczułem, że oto ja jestem tym, który musi ją uratować. Z czasem się w niej zakochałem.

 

Spotykamy się tak już dość długo. Ona nie może rozstać się z chłopakiem. Jeśli to zrobi, rodzice wyrzucą ją z domu, bo za dużo zainwestowali w obecnego chłopaka, czasami mówi, że jest z nim z przyzwyczajenia i trudno jest się jej rozstać z nim po tylu latach, innym razem mówi, że sama nie wie, co czuje. Rodzice jej są dziwni. Ojciec zboczony i obleśny. W życiu o takim prymitywie nie słyszałem. Ma teksty jak np. "podrap mnie pod dupą, bo matka mnie wykorzysta seksualnie” (powiedział tak do córki).

 

Po co tu piszę? Otóż dziewczyna zarzuca mi, że coś jest ze mną nie tak. Boję się, że może mieć rację. Dziwnie się zachowuję. Mówiłem jej wiele razy, że obecna sytuacja jest dla mnie ciężka i nie odpowiada mi, nie zgadzam się, żeby z nim była. Ona odpowiada, że nie tylko mnie jest ciężko. Często się na nią focham i irytuje mnie. Na przykład jechaliśmy autobusem i przypomniałem sobie o jej chłopaku, byłem zły. Nie powiedziałem jej tego wprost, ale czuła, że coś jest nie tak. Stałem się też przewrażliwiony. Dzisiaj umówiliśmy się na 16 u mnie, jednak ona nie przyszła. Była w garażu, na początku pisaliśmy i dzwoniliśmy, ale potem przyszedł jej ojciec i przestała pisać i dzwonić. Nie zapytałem, ale wydaje mi się, że jej chłopak też tam był. Poczułem zazdrość, gniew i złość. Ona uważa, że moje uczucia są nienormalne i że powinienem iść do psychologa. Często wieczorem, kiedy się żegnamy i życzymy miłych snów, ja zaczynam myśleć i wyobrażać sobie, że dziewczyna kładzie się obok innego faceta. Nieważne, że nie uprawiają seksu. Sam fakt, że ktoś inny rości sobie prawo do niej powoduje u mnie złość a potem depresję. Dziewczyna nie mówi mi o czym rozmawiają. Podobno robią to bardzo rzadko. On pracuje od rana do popołudnia, a ona praktycznie cały dzień jest poza domem. Niewiele mówi o nim, praktycznie wcale. Na początku znajomości to robiła. Na przykład opowiadała jak wyglądał ich seks, opowiadała, że na pobudkę robiła mu loda, a on się od niej odsuwał i zapytała, co ja bym zrobił... Poczułem się... dziwnie.

 

Ta dziewczyna - nazywajmy ją K. - jest naprawdę śliczna i urocza. Ale zajmuje się czymś nietypowym. Chodzi od 21 do 1-2 w nocy i zbiera puszki, butelki i makulaturę. Sypia do 12-14, chyba że mama jest w domu, to wstaje wcześniej z konieczności. To jest jej sposób na życie. Nie wiem dlaczego to wybrała. Ona mówi, że to lubi, że może wyjść z domu i mieć spokój. W dzień roznosi butelki po sklepach. Puszki i makulaturę wozi na skład złomu. Pomagam jej to wieźć. Namawiałem ją na znalezienie innej pracy, która pozwoliłaby jej wyprowadzić się od starych i chłopaka, ale ona zwleka, żadna praca nie jest dla niej. Boi się, że sobie nie poradzi itd. Obecna praca zajmuje jej dużo czasu. Siedem dni w tygodniu. Tak dla towarzystwa spotykamy się rzadko (ostatnio 3 tygodnie temu). Tak to tylko idę z nią na złom, chodzę z nią jak wyprowadza psa i pomagam w garażu. Widujemy się często, ale mam wrażenie, że cały czas tak, by jej było lepiej. Bardzo często nie dotrzymuje słowa i zapomina, że mi coś powiedziała lub obiecała, spóźnia się zawsze, nawet wtedy, gdy poprosiła mnie wcześniej o pomoc. Cholernie mnie to wkurza, ona o tym wie, a mimo to nie zmienia się. Ma do mnie żal, że ja mam pretensje ciągle. Pisze do mnie, że męczę ją, bo za dużo wymagam. Ale czego ja wymagam? Skoro mówi, że kocha to niech traktuje mnie jak ukochaną osobę. Ale ona co chwile prosi mnie o przysługi, co drugi dzień noszę jej ciężkie siatki, kiedy ma jakiś problem dzwoni właśnie do mnie. Nie mam nic przeciwko, mógłbym to robić z przyjemnością, ale w związku obie strony powinny się wspierać, prawda? Przychodzi do mnie na seks. Nie ma romantyzmu, którego tak bardzo pragnę. Pisze mi po prostu, że ma ogromną ochotę na seks i chce, żebym ją „porządnie wyruchał”, co też czynię zawsze, kiedy ma ochotę. Ale kiedy ja mam ochotę, ona odpowiada, że nie ma czasu albo że ja mam większe potrzeby niż ona i ją to przeraża. Nawet przed spotkaniem na seks pisze lub mówi, że ma tylko godzinę lub dwie i musi spadać. Myślę, że naprawdę nie ma czasu, bo dzwoni do mnie bez przerwy i gadamy czy piszemy, więc to nie jest tak, że zmyśla. Ale nie jest zdolna z niczego zrezygnować dla mnie. Byliśmy umówieni, ale spotkała koleżankę, która chciała kupić okulary od niej i napisała mi, że nie możemy się spotkać, bo koleżanka przychodzi. Wyprowadza psa za pieniądze znajomej. Popołudniu przeważnie nie mogę z nią iść, bo jej chłopak chce. Rozumiecie? Czuję się upokorzony, coś we mnie, może duma, strasznie boli. Mam ochotę przyjść i skonfrontować się, powiedzieć, co myślę i czuję im oboje. Zawsze muszę się ukrywać, zawsze jestem na drugim miejscu po tym facecie. To boli i czuję się urażony. Dla niej to nienormalne uczucia i takie sytuacje doprowadzają do kłótni między nami, więc przestała mi mówić, kiedy spędza czas z nim. Oczekuje ode mnie, że ja zrozumiem i zachowam się obojętnie. Nie wiem, ale tak nie potrafię. Może moja natura jest inna.

 

Nie potrafię jej zostawić .Nawet myśl o tym boli, choć tak naprawdę nic mi nie daje związek z nią. Nie czuję bezpieczeństwa. Ciągle zastanawiam się, czy nie ożenią się, czy nie dotyka jej, nie całuje… Ona mówi, że wcale tego nie robią. Ale w takim razie jaki sens ma ten związek? A ja mam poważne plany, chciałbym mieć rodzinę, chcę związać się z nią na stałe, zarobić na mieszkanie i żyć szczęśliwie. K. nie pragnie się przytulać ani całować. Niemal zawsze to ja proszę o to i często spotykam się z chłodem i tekstami „nie mam czasu, ktoś zobaczy”.

 

Pierwszego kwietnia zrobiłem jej żart. Wysłałem jej smsa, w którym opisałem, że niby rozmawiałem z jej chłopakiem, wyznałem mu wszystko itd. Ona uwierzyła i zerwaliśmy na jeden dzień. Teraz jej przyjaciółka twierdzi, że jestem psychiczny i mogę nawet oblać K. kwasem. Poleciła jej, żeby zerwała ze mną kontakt. A ja wysłałem tego smsa, żeby wykorzystać okazję (1. Kwietnia) i sprawdzić, jak zareaguje gdybym coś takiego zrobił, bo naprawdę chciałem to zrobić. W odpowiedzi napisała, że „to nie to i możemy się kumplować, ale nic poza tym”.

 

 

Czuję się jak w pułapce. Z jednej strony jestem nieszczęśliwy, nie czuję się kochany, nie czuję się bezpiecznie, nie mam z kim spędzać wieczorów, nie mam z kim chodzić nad leśny strumyk i przytulać się w blasku zachodzącego słońca… Z drugiej strasznie boję się, że nikt mnie już nie zechce, jestem do niczego, że nikt nie może mnie kochać. Mam bardzo niską samoocenę i kompleksy. Mam nadzieję, że to wszystko się jeszcze zmieni, że zacznie okazywać mi miłość i wybierze mnie, ale… 10 miesięcy to sporo. Czasami jest mi tak cholernie przykro i smutno, kiedy zapada noc, a ja wiem, że jest z nim, że myślę, iż wolałbym skończyć ze sobą i nie czuć już nic. Nie wiem, co mam począć. Czuję się związany z nią (bo przecież ją kocham) i nie próbuję poznać nikogo innego.

 

Nie chcę jej stracić, bo kocham ją. Ale też nie chcę cierpieć, bo jestem młody (26 lat ona 28 lat), szkoda czasu na smutek. Nie radzę sobie z tym, co czuję. Co mam zrobić? Czy ze mną jest coś nie tak? Dać jej ultimatum?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj LostINpain !

 

Historia jest rzeczywiście niewiarygodna. Dziewczyna mieszka pod jednym dachem z chłopakiem, którego nie kocha, z którym jak twierdzi jest z przyzwyczajenia, a spotyka się z Tobą. Nie chce jednak się angażować. Po prostu gra na dwa fronty, a Ty jesteś "tym drugim". Szczerze powiedziawszy zastanawiam się, jak to znosisz. Musisz mieć naprawdę zaniżoną samoocenę, że pozwalasz się jej tak traktować.

 

Co do Twoich uczuć - one nie są nienormalne. Są całkowicie normalne. Skoro dziewczyna twierdzi, że coś do Ciebie czuje, a nie potrafi zakończyć jednego związku, by zacząć budować kolejny, to jest coś nie halo. Nie powiem Ci, co powinieneś zrobić. Uważam jednak, że będąc w tym związku, mocno się krzywdzisz, sam pozwalasz się krzywdzić. Albo Ty, albo tamten chłopak. W przeciwnym razie nigdy nie będziesz czuł się kochany i bezpieczny w tej relacji. Chyba, że nie masz nic przeciwko "dzieleniu się" partnerką z innym.

 

Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ta dziewczyna skończyła studia. Nie rozumiem, dlaczego nie chce znaleźć pracy.

 

A co jeśli faktycznie nie może zakończyć tamtego związku? Mówiła, że rodzice ją kiedyś poinformowali, że jak zerwie z chłopakiem, to nie będzie mogła z nimi mieszkać, bo przez tyle lat inwestowali w jej chłopaka i to nie może pójść na marne.

 

Jak to znoszę? Ledwo. Jestem na granicy rozpaczy. Stałem się przewrażliwiony i podejrzliwy, a nigdy taki nie byłem. Wiem, że przed spotkaniem mnie uprawiała seks z chłopakiem, ale podobno od 10 miesięcy tego nie robią (wcześniej ona to inicjowała, bo "on nie ma potrzeb seksualnych"). Nie mogę w to uwierzyć. Tak bardzo dba, żeby się o mnie nie dowiedział, więc jakby nagle przestała to robić z nim, zorientowałby się szybko...

 

Dlaczego myśl, że mogę się z nią rozstać tak bardzo boli? Przez jakiś czas jest OK, rozsądnie sobie to tłumaczę, ale zawsze w pewnej chwili ogarnia mnie panika i chcę ją, myślę, że miłość wymaga poświęceń, że teraz przetrwam, co najgorsze, a kiedyś będzie wspaniale.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

LostINpain

a widziałeś w ogóle tego chłopaka?

rozmawiałeś z jej rodzicami?

dla mnie to ona ma ewidentnie coś z głową..

jesteś pewny że ona mówi Ci prawdę?

uciekaj jak najdalej..świat jej pełen porządnych dziewczyn..a ta do takich niestety nie należy.

samo to że opowiada o sexie z innym nie świadczy o niej dobrze.

ona jest przed 30-stką więc już powinna mieć poukładane w głowie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widziałem tego chłopaka. On istnieje. Nie znam jednak ani jego, ani jej rodziców.

 

A co jeśli rzeczywiście rodzice by ją wyrzucili? Mówiłem jej, że moglibyśmy razem zamieszkać, że pomógłbym jej, że wszystko ułoży się wspaniale, ale odpowiedziała "to nie jest takie proste". Kiedyś temat rozmowy zszedł na przyszłość. Powiedziała, że chciałaby wyprowadzić się od rodziców. Zapytałem, czy wtedy chciałaby się spotykać z obecnym chłopakiem, odpowiedziała, że nie wie.

 

Ona zna moich rodziców, przedstawiłem ją, bo myślałem, że to da jej do zrozumienia, że traktuję ją bardzo poważnie. Moi rodzice obiecali nam pomóc, mimo że nie wiedzą o podwójnym związku... Polubili ją i życzą nam dobrze.

 

Często prowokuję poważną rozmowę, ale zawsze słyszę "poczekajmy, może wszystko samo się ułoży". Nie chcę, żeby samo się układało, życie jest jedno i krótkie, chcę być szczęśliwy tu i teraz, nie chcę czekać...

 

Najgorsze jest to, że jej przyjaciółka uznała mnie za psychola z powodu tego smsa na 1. kwietnia. Podobno rozmawiały przez telefon i K. czytała moje smsy na głos, na ich podstawie stwierdziła, że mogę być niebezpieczny...

 

Owszem, często się focham i gniewam, nie mówię dlaczego, bo sam nie rozumiem, co się dzieje. Jeśli uda mi się zapomnieć o rywalu, to jest idealnie. Ale kiedy o nim sobie przypominam, to krew mnie zalewa. Dzisiaj rozmawialiśmy przez telefon, byłem wesoły, ale wspomniała "ktoś zostawił nadgryzione ciastko w kuchni, zjem, trudno, jego strata" wtedy pomyślałem, że to ten facet jadł i mi się przykro zrobiło. Nie powiedziałem jej o tym. Czy w ogóle ma sens o tym mówić? Takie drobiazgi często wpływają na moje samopoczucie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ona kłamie, bawi się Tobą.

a Tobie chyba się klepki poprzestawiały ze na to pozwalasz albo zartujesz. Czloowieku- czy nie masz instynktu samozachowawczego czy moze masz sklonnosci masochistyczne. Ta dziewczyna raz ze jest nienormalna a dwa krzywdzi Cię. A Twoja winą jest to ze jej na to pozwalasz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mieszka u rodziców bo tak jej wygodnie i tyle.

skoro rodzice zainwestowali w jej chłopaka(ciekawe w jaki sposób)to równie dobrze mogli by pomóc jej na starcie..

gdyby chciała to wynajełaby mieszkanie poszła do pracy i kopneła typka w dupę skoro tak jej z nim źle..

nie wierze że musi z nim sypiać bo tak chcą rodzice i ze grzecznie trzymają rączki pod kołdrą..

on jest taki nie dobry dla niej a ona mu robi laskę :lol:

zobacz jak to brzmi..

kobieta przed 30-tką,bez pracy ,bez ambicji,wylegująca się do południa..powiem Ci że porządne kobiety nie łażą po nocy i nie szukają wrażeń po śmietnikach..

szanuj się chłopaku bo ona ewidentnie tego nie robi ..on ją bzyka a ty się co najwyżej możesz oblizać..a do tego już proponujesz pannie kasę..

brawo...friendzone na 100% :lol:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lost in pain, panna sie Toba bawi, uzywa jako pomocnika do noszenia siatek i zywy wibrator. Cala wasza relacja jest ustawiona pod nia , ona robi co chce a Ty sie na to zgadzasz, tylko od czasu do czasu fochasz, co ona od razu sttara sie ukrocic.Ta gadka ze rodzice wyrzuca ja z domu to bzdura, wierzysz ze wyrzuca corke a zostawia obcego chlopa ? Z nim bawi sie w dom a Ty jestes dodatkowa rozrywka , krzywdzi Cie i wykorzystuje Twoja naiwnosc i dobre serce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

..porządne kobiety nie łażą po nocy i nie szukają wrażeń po śmietnikach...

Nie robią tego, bo im sie nie chce. Nie dlatego, że są "porządne" - cokolwiek to znaczy.

 

myślę że większość nie czuje potrzeby grzebania po nocy w śmietnikach jeśli nie zmusza ich sytuacja życiowa.

mówimy o ludziach zdrowych na umyśle.

czyli jak ja nie grzebie to robię to tylko z lenistwa bo nie chce mi się wyjść w nocy z domu

:lol::lol:

nie wiem czy w ogóle są jeszcze skupy butelek i makulatury :roll:

 

bittersweet

ale jaki wibrator jak on z nią nie sypia...on tylko marzy o tym a puką ją ktoś inny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

...czyli jak ja nie grzebie to robię to tylko z lenistwa bo nie chce mi się wyjść w nocy z domu :lol::lol:

Nie z lenistwa. Nie masz takiego zainteresowania.

Jedni lubią łazić z butlami tlenowymi po osmiokilometrowych górach (co większego sensu nie ma).

Inni łażą po miejskich kanałach (tak, sa tacy wśród nas).

Jeszcze inni lubią grzebać w nocy w śmietniku.

Nikomu swym hobby krzywdy nie robią (może czasem sobie robią.)

Co więc za argument, że "porządne" kobiety nie łażą nocą po śmietnikach?

Jeśli rzeczywiście, to osobiście z porządnymi zadać się nie widzę celu.

 

Sprawia Ci trudność zrozumienie i tolerancja odmienności?

Uważasz, że jak ktokolwiek nie postepuje jak Ty, jest chory na umyśle?

Kto jest , a kto nie jest chory na umyśle według Ciebie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jej praca jest nietypowa, ale K. to śliczna i urocza kobieta. Nikt nigdy by nie zgadł, czym się zajmuje. Zbieranie jest ciężkie, nosi tego bardzo dużo...

 

Dzisiaj przyparłem ją do muru. Napisałem, że on albo ja. Nie miałem sił rozmawiać przez telefon o tym, bo było mi bardzo smutno i, no, wiecie, płakałem :)

 

Odpisała mi tak:

 

"najpierw zacznę inwestować w siebie, praca, wyprowadzka od rodziców. Nie zmienię wszystkiego na raz, za dużo tego. Nie mam nic. Rozstanę się z chłopakiem, będę z tobą, potem okaże się, że to nie to, bo inne charaktery i ja tego nie wytrzymam. Nie dam rady".

 

"Ty jesteś zupełnie inny. Nigdzie z tobą nie pójdę do znajomych czy coś. Muszę się nastawić na zmiany".

 

 

Tu nawiązywała do tego, że mam kompleksy i jestem bardzo wstydliwy.

 

"kocham cię szczerze"

 

Napisałem jej, że to nie prawda, że nie ma nic, bo ma mnie i czy to za mało. Odpisała:

 

"To jednak za mało na zmianę wszystkiego, a poza tym bez pracy się nie uda".

 

"Nie będziesz na mnie zły, jak będziemy razem, a za rok lub krócej stwierdzę, że to nie to i będę chciała się rozstać?".

 

 

 

Inna kwestia. K. miała dwóch chłopaków. Pierwszy był psychiczny (czasami mówi, że ja go przypominam :/) bił ją i upokarzał. Ona nie mogła się z nim rozstać, zajęło jej to 5 lat. Rodzice źle ją traktują podobno.

 

 

A więc postawiłem ultimatum, ona nie chce się rozstać z obecnym chłopakiem. Pisze mi co chwilę, że mnie kocha. Ja póki co jestem twardy i odpowiadam, że skoro wybrała go to z nami koniec. Ale już strasznie za nią tęsknię i czuję, że zaraz ulegnę. A jutro z konieczności musimy się spotkać. Boję się, że kiedy ją zobaczę, cała złość i stanowczość mi przejdą :( Co robić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Imo dobrze zrobiles, ona bedzie bronila obecnego ukladu bo jej jest w nim wygodnie... tylko Ty cierpisz, co ona ma w de.

 

Czy nie mozecie zamieszkac razem ? Czy ona woli mieszkac z niby- ex- facetem i oblechem ojcem, zamiast z Toba, ktorego rzekomo szczerze kocha?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak sie kogos kocha zrobi sie wszystko , wykorzysta kazda okazje, zeby z ta osoba byc. Ona niczego nie robi, zebyscie byli razem, tylko szuka wymowek.

Kto chce - znajdzie sposob, kto nie chce - znajdzie powod.Z tego co piszesz jedyne co ona zainwestowała w wasza relacje to słowa, ktore jak wiadomo nic nie kosztuja. Z czynami na potwierdzenie tych słow juz gorzej. Sam wyciagnij wnioski.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A co uważacie o tym, że chłopaka dla mnie zostawić nie chce, a jednocześnie prosi mnie ciągle o pomoc w sprawach, w których powinien pomagać jej chłopak. Jak ja mam się uwolnić z tej sytuacji? Nie mogę tak po prostu z dnia na dzień zostawić ją ze wszystkim...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A co uważacie o tym, że chłopaka dla mnie zostawić nie chce, a jednocześnie prosi mnie ciągle o pomoc w sprawach, w których powinien pomagać jej chłopak. Jak ja mam się uwolnić z tej sytuacji? Nie mogę tak po prostu z dnia na dzień zostawić ją ze wszystkim...

Porozmawiaj z nią o tym. Powiedz, że dla Ciebie jest to sytuacja obciążająca na tyle, że nie do przyjęcia. Zapytaj jak ona by się czuła w Twojej sytuacji. Powiedz, że nie widzisz możliwości trwania w obecnym układzie i, jesli ona niczego nie zmieni, bedziesz zmuszony zerwać z nią kontakt ze względu na własne zdrowie psychiczne.

 

Nie zakładaj natomiast, że ona ma cokolwiek w rzyci, bo tego nie wiesz.

Istnieje możliwość, ze ona inaczej odbiera sytuację, więc jej wytłumacz punkt widzenia i swoje uczucia.

Jej reakcja lub zaniechanie da Ci wówczas podstawy do decyzji.

Decyzji uzasadnionej, bo zrobiłeś wszystko co było możliwe - to jest potrzebne dla własnego spokoju.

 

Zakładanie, że ktoś jest jakiś, czy widzi sytuację dokładnie tak samo, jest głupotą. Głupotą najczęściej wynikającą z wszystkowiedzy i wybrażeń, że subiektywna rzeczywistość jest rzeczywistością obiektywną. Tymczasem rzeczywistość obiektywna jest utopią.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

...czyli jak ja nie grzebie to robię to tylko z lenistwa bo nie chce mi się wyjść w nocy z domu :lol::lol:

Nie z lenistwa. Nie masz takiego zainteresowania.

Jedni lubią łazić z butlami tlenowymi po osmiokilometrowych górach (co większego sensu nie ma).

Inni łażą po miejskich kanałach (tak, sa tacy wśród nas).

Jeszcze inni lubią grzebać w nocy w śmietniku.

Nikomu swym hobby krzywdy nie robią (może czasem sobie robią.)

Co więc za argument, że "porządne" kobiety nie łażą nocą po śmietnikach?

Jeśli rzeczywiście, to osobiście z porządnymi zadać się nie widzę celu.

 

Sprawia Ci trudność zrozumienie i tolerancja odmienności?

Uważasz, że jak ktokolwiek nie postepuje jak Ty, jest chory na umyśle?

Kto jest , a kto nie jest chory na umyśle według Ciebie?

 

widzisz i dalej nie rozumiesz co chce przekazać albo po prostu lubisz przyczepiać się o głupoty.

tak mi ludzie grzebiący po nocy w śmietniku robią krzywdę psychiczną...zgadnij jak?

podpowiem Ci-budzi mnie w nocy dzwięk zgniatania puszek...budzi moje dziecko odgłos wywalania szklanych butelek.

doprowadza mnie do wkurzenia syf i porozwalane śmieci bo jakiś nurek śmietnikowy szuka skarbów i wywala wszystko jak leci.

dlaczego większość śmietników jest zamykana?

 

jesteś wolnym człowiekiem i nikt nie może Ci mówić z kim się masz zadawać..

tak,nie jestem tolerancyjna..przykro mi..nie będę tolerancyjna dla osób które nie szanują innych i mają gdzieś ogólnie wszystko co ich nie dotyczy.

zobacz ile osób wypowiada się tutaj że dziewczyna nie szanuje dobrego chłopaka...ja osobiście odnoszę wrażenie że bawi się jego uczuciami.

mogę mieć swoje zdanie?

nie kończyłam medycyny na kierunku chorób psychicznych więc nie mogę zdiagnozować kto jest chory a kto zdrowy.

myślę że nasza dyskusja nie ma sensu bo mamy odmienny punkt widzenia..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×