Skocz do zawartości
Nerwica.com

nie radzę sobie sama ze sobą


Kasia2011

Rekomendowane odpowiedzi

Witam bardzo serdecznie!

Jestem nową osobą na tym forum i dołaczyłam do niego, ponieważ liczę, że ktoś mi pomoże.

W gruncie rzeczy, prawdą jest to, że jestem zamknięta w sobie i nie rozmawiam z nikim szczerze i otwarcie, w ogole, ja nie wiem jak tu wszystko napisac wystarczajaco jasno i klarownie, zebyscie mnie chociaz troszke zrozumieli...

Osoba taka jak ja w ogole nie powinna mowic, ze jest z czegoś niezadowolona, albo, ze ma jakis problem, bo to az grzech. Jestem zwykla dziewczyna, nie jestem brzydka, chodze do mozliwie najlepszej szkoly w wojewoztwie w ktorym mieszkam, wynajmuje mieszkanie, poniewaz szkola jest z dala od domu, mam 100% wolnosci, moge robic co chce, rodzice mi ufaja; nie przezylam w zyciu strasznych wydarzezn, nikt mnie nie bil, nie jestem chora, wiec powinnam byc szczesliwa, a nie jestem i to mnie boli. boli mnie to, ze ja chcialabym wiecznie wiecej a nie powinnam chciec bo to by byla juz niesprawiedliosc. Ja mam dobre zycie. zle jest tylko to, ze zawsze mieszkalam z jednym rodzicem, bo drugie wyjezdzalo za granice, by zarobic pieniadze. to jest tak naprawde straszne, bo ja sobie niedawno zdalam sprawde, jak rodzice sie dla nas poswiecaja, oni przezyli cale zycie osobno, zebysmy my mieli jak najlepiej! oni caly czas tak zyja i jest juz za pozno, by to zmienic. dwoje ludzi, ktorzy sie kochaja nie moga ze soba byc! jestescie sobie w stanie to wyobrazic? jak mamy chlopaka to czatujemy na kazdego smsa, na gg, zeby tylko porozmawiac, zeby sie spotkac, przytulic, zeby jeszcze nie wychodzil z domu, a oni przezyli zycie osobno! cale zycie! taki ktos ma prawo powiedziec, ze jest nieszczesliwy, taki ktos takie prawo ma... w szkole do ktorej chodze nikt o tym nie wie, dwa lata przebywam z ludzmi, spotykamy sie nawet w swoich domach, byly wywiadowki, a mi sie udalo zrobic tak, by nikt sie nie dowiedzial... ;) mam na mieszkaniu o ktorym pisalam wspollokatorke, na poczatku myslalam, ze sie zaprzyjaznimy, ale ona jest zupelnie inna niz ja, tak straznie dazy po trupach do celu, ze ja sie az tym brzydze. w mojej szkole jest straszny wyscig szczurow, ja nie daje sobie rady czasami, caly czas ktos chce zebysmy robili wiecej, szybciej, Boże! przeciez na tym sie swiat nie konczy! ale komu ja mam powiedziec, jak dla wszystkich sie konczy?

straszne sie pogubialm w tym wszystkim. pokochalam kogoś. tylko caly problem w tym, ze jest to chlopak z Kurdystanu, nie bede opisywac calej histoii, bo to bez znaczenia, wazne jest to, ze ja kochalam jego, on mnie, chyba nadal sie kochamy, ale ja skonczylam ten zwiazek, kiedy wyjechal do Kurdystanu na 2 mies i sie prawie w ogole nie odzywal, czesto klocilismy sie z mojego powodu, to byla moja wina i ja to wiem, tylko , ze jest juz chyba za pozno. spiepszylam jedna dobra rzecz w moim zyciu, wiecie jakie to jest uczucie jak sie ma swiadomosc, ze sie spiepszyla ta jedyna rzecz ktora byla jedynym powidem szczerego usmiechu na codzen? ja zycze zeby nikt nie mial takiego uczucia nigdy. no i zakonczyla sie milosc, z reszta rodzice i tak zrobiliby wszystko bym nie byla z muzulmaninem, bo dla nich muzulmanin to =ARAB, a to sie wcale nie rowna, ale to juz inny temat. i tak teraz wyszlo, ze nie mam nikogo, wszyscy mnie kochaja, ale tak naprawde nikt mnie nie zna. nikt nie bierze na powaznie tego co mowie, a jak mam jakis problem i czasami pekam przy mamie ona mowi "wez sie zacznij modlic". prawda jest taka, ze ja sie nie modle, ale ja juz zabrnelam w takie cos, ze nie potrafie. jestem zupelnie sama, nie mam z kim poroznawiac i boje sie, ze tak zostanie, tak straznie sie boje, ze wolalabym umrzec. chyba nie boje sie tak strasznie smierci, nie mam wielkich grzechow, wiec do piekla reczej nie powinnam pojsc..nie chce zyc jesli nie bede kochana, nie chce zyc, jesli bede musiala byc sama, nie chce zyc nie majacfaceta, ktory mnie wspiera. ja nie przeklinam, wybaczcie, ale ja piepsze medycyne, studia, i egzaminy jezykowe jak potem mam tak zyc. ja juz nie chce zyc. ja nie mam sily ani walczyc, ani niewalczyc, bo sie sama niszcze od srodka. ja bym chciala zeby mnie ktos kochal

to co napisalam, to totalny choos, zdaje sobie z tego sprawe, przepraszam za bledy, juesli takie sa i prosze, napiszcie chociaz kilka slow

Dziekuje

Kasia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że rodzic który wyjechał za pracą nie zrobił tego wyłącznie dla ciebie ale i dla siebie. Twoje samooskarżenia są zbędne na prawdę. Twoja kompulsywna potrzeba miłości, bycia z kimś kto za wszelką cenę będzie cię wspierał. To kochana nie realne. Tak nie będzie cały czas. Ludzie w związkach też się ranią. Życze ci szczęścia, abyś znalazła idealnego partnera, ale wierzysz że to możliwe? Polecam książkę Karen Horney " Neurotyczna osobowość naszych czasów" i na Boga nie obawiaj się spotkania z psychologiem, a nawet łez przy nim, to naturalna reakcja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, nie obawiaj się psychologa ale...dobrego. Zły może zrobić jeszcze więcej bałaganu w Twojej główce.

To, o czym piszesz, to chaos. Chaos, który pojawił się w wyniku zbyt dużej ilości wydarzeń w najmniej odpowiedniej na przemyślenia chwili. Twoje dążenie jest naturalne i całkiem normalne. Jedynie niemożliwość spełnienia jest dla Ciebie sytuacją stresogenną i to pcha Ciebie w ten chaos. Może...weź głęboki oddech (ale na serio) i poukładaj to spokojnie. Najpierw skończ jedno czyli studia a potem staraj się znaleźć to, czego potrzebujesz. Napewno nie zostaniesz "niekochana". Gwarantuję Ci to. Ale nie teraz. Teraz jest czas zmuszania się do obowiązków. Zrób tak...

Pa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×