Skocz do zawartości
Nerwica.com

wdzięczność vs DŁUG wdzięczności


socorro

Rekomendowane odpowiedzi

ostatnio zastanawiałam się nad tym, gdzie przebiega granica między odczuwaniem wdzięczności a potrzebą spłacenia długu z nią związanego.

czy w ogóle różnicujecie te 2 uczucia?

z czego wynika ew. różnica,

dlaczego czasami odczuwa się jedno a czasem drugie.

czy i jak spłacać taki dług?

są ludzie, którzy przeżyli ciężkie operacje, uszli z życiem z wypadków samochodowych i w ramach spłacania długu wdzięczności za to, że żyją zaczynają angażować się w wolontariat, jakieś akcje dobroczynne, oddają krew etc..

czy Waszym zdaniem to dobry sposób?

a co jeśli tego długu nie da się spłacić?

co o tym wszystkim sądzicie? z góry dzięki za Wasze opinie :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ostatnio zastanawiałam się nad tym, gdzie przebiega granica między odczuwaniem wdzięczności a potrzebą spłacenia długu z nią związanego.

czy w ogóle różnicujecie te 2 uczucia?

z czego wynika ew. różnica,

dlaczego czasami odczuwa się jedno a czasem drugie.

czy i jak spłacać taki dług?

są ludzie, którzy przeżyli ciężkie operacje, uszli z życiem z wypadków samochodowych i w ramach spłacania długu wdzięczności za to, że żyją zaczynają angażować się w wolontariat, jakieś akcje dobroczynne, oddają krew etc..

czy Waszym zdaniem to dobry sposób?

a co jeśli tego długu nie da się spłacić?

co o tym wszystkim sądzicie? z góry dzięki za Wasze opinie :)

Wydaje mi się, że społeczne udzielanie się, akcje dobroczynne itp. inicjowane dopiero jakimś negatywnym zdarzeniem losowym jest bardzo interesowne. To trochę takie zagłuszanie własnego sumienia z przeszłości.

Moim zdaniem człowiek , trywialnie mówiąc, uczłowieczony nie będzie odczuwał potrzeby spłacania długu . Jeśli ktoś, przykładowo go uratuje to po prostu podziękuje ,a gdy zaistnieje kiedyś sytuacja, że będzie mógł uratować czyjeś życie, to najnormalniej w świecie z rozpędu to uczyni(tak samo jakby to uczynił, gdyby wcześniej sam nie był uratowany). Tak zwyczajnie..... jak człowiek. Dla mnie osoby, które czują potrzebę spłacania tego typu długów, które kalkulują pomoc drugiemu człowiekowi wartościami parzystymi, nie są godne zaufania/są w jakimś tam stopniu egoistyczne/fałszywe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli ktoś, przykładowo go uratuje to po prostu podziękuje ,a gdy zaistnieje kiedyś sytuacja, że będzie mógł uratować czyjeś życie, to najnormalniej w świecie z rozpędu to uczyni

no wlasnie o to chodzi ze ma dlug wdzecznosci i nie przejdzie obojetnie jezeli komus innemu bedzie mogl pomoc. To takie podaj dalej ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To takie podaj dalej ...

Tak. Jeśli robi się coś z użyciem odczucia odwdzięczania(żeby było z głowy), a nie z użyciem zwykłego człowieczeństwa, które ma się cały czas(bez względu, czy ktoś Cię uratował wcześniej, czy nie). Uczucie wdzięczności to myślenie o swoim wcześniejszym zdarzeniu podczas ratowania/pomocy(pomaganie pomimo, iż wcześniej nie miało się tego w naturze), a działanie pod wpływem zwykłego człowieczeństwa to myślenie tylko o tym, by po prostu komuś pomóc( zawsze miało się to, ma i będzie miało w naturze).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uczucie wdzięczności to myślenie o swoim wcześniejszym zdarzeniu podczas ratowania/pomocy(pomaganie pomimo, iż wcześniej nie miało się tego w naturze), a działanie pod wpływem zwykłego człowieczeństwa to myślenie tylko o tym, by po prostu komuś pomóc( zawsze miało się to, ma i będzie miało w naturze).

naturalny jest też instynkt samozachowawczy, który nie zawsze pozwala ratować (bo można tym się narazić samemu na niebezpieczeństwo albo z obawy przed wyciągnięciem negatywnych skutków z całej sytuacji). co nie oznacza że w takiej kryzysowej sytuacji mamy 100% pewności jak się zachowamy..

ludzkie jest udzielać pomocy, ale ludzkie też jest to, że niektórzy od niej odstępują.. choć to drugie karalne :) i w sumie dobrze :)

Dla mnie osoby, które czują potrzebę spłacania tego typu długów, które kalkulują pomoc drugiemu człowiekowi wartościami parzystymi, nie są godne zaufania/są w jakimś tam stopniu egoistyczne/fałszywe.
Jeśli robi się coś z użyciem odczucia odwdzięczania(żeby było z głowy), a nie z użyciem zwykłego człowieczeństwa, które ma się cały czas(bez względu, czy ktoś Cię uratował wcześniej, czy nie).

może być też 2 w 1- pomagasz, a tym samym spłacasz jakiś tam odczuwany przez Ciebie dług wdzięczności. choć gdyby go nie było, to możliwe że też byś pomogła :) takie osoby też są wg Ciebie egoistyczne lub fałszywe?

a może to nie jest kwestia egoistycznych pobudek z tym odwdzięczaniem.. może to jest implikacją tego, że takie osoby próbują zasłużyć sobie na życie, które dzięki szczęściu/ innym ludziom/ siłom wyższym (?) udało im się zachować?

bo jak wytłumaczyć takie "odwdzięczanie się" u osób, które nie zawdzięczają swojego życia innym ludziom, tylko szczęśliwemu zbiegowi okoliczności?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie widzę niczego złego w długu wdzięczności. Mam 24 lata i większość rzeczy, które mam zawdzięczam innym. Rodzinie, poprzednim pokoleniom, starszym ode mnie. Więcej brałem niż dawałem, co z resztą w pewnym wieku jest naturalne.

 

Teraz starając się docenić to co mam, czuję, że powinienem sam dać coś z siebie. Pójść do pracy, udzielać się społecznie, edukować się. Nie sądzę, żeby to było interesowne. Widzę, że taka jest kolej rzeczy. Może nie myślę o tzw. przyszłych pokoleniach.

 

Potwierdzę jedno z wymienionych wcześniej twierdzeń. Moje życie zostało praktycznie uratowane przez obcych ludzi, lekarzy, kiedy popadłem w psychozę i wylądowałem w szpitalu. Wiem, że gdybym żył w kraju zdominowanym przez religię to "pomoc" nieśliby mi różni egzorcyści, szamani i uzdrowiciele. Dlatego cieszę się, że żyje w kraju gdzie ważny jest postęp naukowo-techniczny. Dzięki tym osobom, być może oszczędzono mi lat tortury jaką jest schizofrenia.

 

Jest też element egoistyczny, fakt. Licząc na postęp, liczę na nowe leki i sposoby terapii. Ale to jedna strona medalu, druga jest taka, że mam zwyczajną potrzebę wiary, lokuję ją właśnie w intelekcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

naturalny jest też instynkt samozachowawczy, który nie zawsze pozwala ratować (bo można tym się narazić samemu na niebezpieczeństwo albo z obawy przed wyciągnięciem negatywnych skutków z całej sytuacji).

Na froncie wielokrotnie się kalkuluje i postępuje sprzecznie do swoich chęci po to właśnie, by straty były mniejsze. Poziom strachu uwarunkowany jest indywidualnie i nie ma nic wspólnego z uczuciem empatii.

 

takie osoby też są wg Ciebie egoistyczne lub fałszywe?

Tak. Jeśli w momencie pomagania komuś myśli o spłacaniu długu/ żeby wyrównać rachunek. Takiej osobie nigdy bym nie zaufała.
jak wytłumaczyć takie "odwdzięczanie się" u osób, które nie zawdzięczają swojego życia innym ludziom, tylko szczęśliwemu zbiegowi okoliczności?
To w ogóle dla mnie jakiś absurd. Znalazłam 100 zł na ulicy, które rok temu zgubiłam i postanawiam w ramach rewanżu np. przeprowadzić staruszkę przez ulicę żeby być kwita? I to jeszcze w dodatku z kim/czym kwita? Z losem? Bogiem? Karmą? Kartami Tarota? Chińskim ciasteczkiem? Przeznaczeniem?..... Chyba jedynie z własnym sumieniem = egoizm.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

EmInQu, nigdy nie ulegasz temu uczuciu odwdzięczania się?

Nie. Po tym jak ktoś mi pomoże mówię po prostu dziękuję i sprawa zakończona. Mi również wystarczy to proste słowo, gdy komuś pomogę. Kalkulacja jest dla mnie przeciwieństwem chęci niesienia szczerej pomocy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znalazłam 100 zł na ulicy, które rok temu zgubiłam i postanawiam w ramach rewanżu np. przeprowadzić staruszkę przez ulicę żeby być kwita? I to jeszcze w dodatku z kim/czym kwita? Z losem? Bogiem? Karmą? Kartami Tarota? Chińskim ciasteczkiem? Przeznaczeniem?..... Chyba jedynie z własnym sumieniem = egoizm.

nie chodzi o głupie 100 złotych. chodzi mi o sytuacje skrajne, np. wyszłaś cało z wypadku, z którego 99% ludzi wychodzi w czarnych workach. i to często właśnie tacy ludzie (a nie Ci co znaleźli 100 zł) odczuwają dług wdzięczności. pewnie sami nie wiedzą wobec czego, czy wobec Boga czy chińskich ciasteczek. ale czują że muszą coś z tym zrobić i żyją dalej robiąc coś albo snując domysły. o taką wdzięczność mi chodzi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znalazłam 100 zł na ulicy, które rok temu zgubiłam i postanawiam w ramach rewanżu np. przeprowadzić staruszkę przez ulicę żeby być kwita? I to jeszcze w dodatku z kim/czym kwita? Z losem? Bogiem? Karmą? Kartami Tarota? Chińskim ciasteczkiem? Przeznaczeniem?..... Chyba jedynie z własnym sumieniem = egoizm.

nie chodzi o głupie 100 złotych. chodzi mi o sytuacje skrajne, np. wyszłaś cało z wypadku, z którego 99% ludzi wychodzi w czarnych workach. i to często właśnie tacy ludzie (a nie Ci co znaleźli 100 zł) odczuwają dług wdzięczności. pewnie sami nie wiedzą wobec czego, czy wobec Boga czy chińskich ciasteczek. ale czują że muszą coś z tym zrobić i żyją dalej robiąc coś albo snując domysły. o taką wdzięczność mi chodzi

Dla mnie przykład nie ma kompletnie znaczenia. Jakikolwiek by bowiem przytoczyć, to i tak wszystko sprowadza się do tego samego. :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uswiadomilam sobie wlasnie, ze nadal odczuwam dlug wdziecznosci za to, ze zyje.

Nie wiem dokladnie, skad sie to wzielo. Sadze, ze z dziecinstwa i z domu rodzinnego. Mogly to byc sygnaly werbalne i niewerbalne.

Moi rodzice wciaz domagali sie wdziecznosci. Za wszystko. Nic nie bylo oczywiste i dane z racji naturalnych - jak chociazby to, ze dziecko jest z natury zalezne od rodzicow bo nie jest zdolne poradzic sobie samodzielnie. To miedzy innymi bylo emocjonalnie wykorzystywane jako argument na moja niekorzysc i jako wymuszanie okreslonych zachowan.

Rodzice maja psi obowiazek jesli zdecyduja sie na dziecko - czy rodzone czy adoptowane - zeby sie nim opiekowac. Bo tak jest swiat urzadzony i takie sa jego prawa.

Nigdy nie pomyslalabym tak o moich dzieciach - zjawily sie na swiecie i zajelam sie ich potrzebami lepiej lub gorzej.

Chyba mam ogolnie przerosniete poczucie wdziecznosci (raczej owego dlugu wdziecznosci).

Wdziecznosc za byle gowno sprawia mi dyskomfort. Tzn to powinno byc tak: ktos cos dla mnie zrobil (z wlasnej woli przeciez, nie zmuszany) i ja czuje owa wdziecznosc jako emocje, jest mi milo ze ktos pomyslal - koniec. Zajmuje sie czyms innym. A u mnie to sie przeciaga niezdrowo. Wiem ze cos jest nie tak. W mojej glowie i w emocjach.

Mozna powiedziec: dziekuje i isc dalej. Nie wiem, czy generalnie tak potrafie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×