Skocz do zawartości
Nerwica.com

Głębokie załamanie przez brak pracy


mira.bellka

Rekomendowane odpowiedzi

Muszę się komuś wygadać, muszę. Bo wśród znajomych słyszę tylko "Nie przesadzaj, weź się w garść".

 

Jestem załamana brakiem pracy, który przekłada się na moje życie. Siedzę w domu, nic nie mogę zrobić, nigdzie wyjść. Moje oszczędności skończyły się z początkiem roku, od stycznie żyję na łasce rodziców, więc zakup ubrań czy wypad na piwo odpada.

 

Od 2 lat CODZIENNIE przeglądam oferty pracy, co kilka dni wysyłam CV. Ktoś by mógł powiedzieć, że jestem uzależniona - tak, jestem. Dzień zaczynam od sprawdzenia ogłoszeń, napisania listów motywacyjnych pod dane stanowisko... Kilka rozmów, w sumie zero odzewu, nikt mnie nie chciał przyjąć. Na darmowe praktyki mnie "nie stać" - mieszkam na zadupiu (wróciłam do rodziców) i do najbliższego miasta mam 30 km, więc jak pisałam, nie mam za co dojechać. Ostatnio zapisałam się do UP - byłam na rozmowach o staż,ale też żaden pracodawca mnie nie przyjął (jest ok 30-60 osób na 1 miejsce NA STAŻ). Jestem załamana, do szału doprowadza mnie fakt, że z narzeczonym mam "zabookowany" ślub i NIE MAM SUKNI, bo mnie na nią nie stać. Rodzice mi nie pomogą, w sensie - są kochani - ale DAJĄ mi jedzenie i dach nad głową ( a to i tak wiele), więc nie żądam od nich nic.

 

Życie towarzyskie się posypało - nie wychodzę do barów, bo NIE MAM za co kupić piwa czy pizzy. Przestałam wychodzić do ludzi, na spacery. Przestałam myć włosy... Miałam swoje hobby, które przestało mnie cieszyć. Codziennie wstaję i zastanawiam się "PO CO?". Śpię po 12-14h, kładę się przed północą, wstaję o 12, albo i koło 13, a następnie w południe znów idę na drzemkę... :hide:

 

Brak pracy sprawił, że spadło poczucie własnej wartości. Mam narzeczonego, ale co z tego? Kiedy on chce na zakupy, musi płacić, a ja wtedy najchętniej zapadłabym się pod ziemię. Partner mnie pociesza, ale ja nie mam siły. 2 LATA szukania pracy mnie dobiło. Kiedyś śmiałam się z takich ludzi "Co? 2 lata szuka pracy? Chyba jaja sobie robi". Dziś sama jestem w takiej sytuacji... Wykorzystałam WSZYSTKIE sposoby na znalezienie pracy - wysyłałam w ciemno, dzwoniłam, a kiedy jeszcze mieszkałam w większym mieście - to nosiłam osobiście, rozmawiałam z pracownikami. Na nic to się zdało.

 

Nie jeżdżę już na rozmowy, nie przeglądam ogłoszeń. Załamałam się.

 

DO SEDNA - Wiem, że nikt nie znajdzie mi pracy (I proszę, nie proponujcie mi wyjazdu za granicę, ani do innego miasta - BO NIE MAM ŚRODKÓW NA START - nie mam na bilet samolotowy, nie mam na pociąg, nie mam na utrzymanie się). Dlatego pytam i proszę - jak znaleźć dobrego psychiatrę? Jak wspomniałam, większe miasto jest 30 km dalej i NIE MAM MOŻLIWOŚCI dojechać do lekarza, tym bardziej chodzić na terapię :( I czy jeśli bym kogoś znalazła - to mi pomoże?

Z jednej strony pojechałabym, a z drugiej wiem, że EWENTUALNYCH leki nie będę w stanie wykupić :(

 

Co robić? Bo czuję się jak w jakimś pomieszczeniu bez wyjścia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Musi ci ktoś pomóc. Leki antydepresyjne to koszt 30zł, jak nie masz na psychiatrę to możesz pójść do rodzinnego i powiedzieć żeby ci przepisał antydepresant, nie powinno być z tym problemu. Psychiatrę też można sobie za darmo załatwić tylko trzeba podzwonić. Są też tacy psycholodzy przy ośrodkach interwencji kryzysowej, z tego co wiem oni cię mogą nakierować na psychiatrę, powiedzieć co by było dobrym wyjściem i na ile potrzebujesz pomocy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mira.bellka, jeśli sytuacja jest na tyle trudna, że chciałabyś odwiedzić psychiatrę i/lub podjąć leczenie, to wydaje mi się, że powinnaś poważniej porozmawiać z narzeczonym. Skoro on jest przy Tobie, planujecie ślub, to nie byłoby niczym nagannym (moim zdaniem wręcz wskazanym), gdyby on Ci pomógł. Rozumiem, że niełatwo jest o to prosić, ale przecież chcesz spędzić z tym człowiekiem resztę życia, więc jemu powinno równie mocno zależeć na Twoim zdrowiu.

 

W dużych miastach zdecydowanie prościej i szybciej można dostać się na terapię lub wizytę lekarską (w ramach nfz-u). W tych mniejszych może być kłopot, ale wypadałoby zadzwonić do wszystkich poradni i zapytać po prostu.

 

Raczej nikt Ci nie powie, że leki coś dadzą. Zniecierpliwienie nie jest dobrym doradcą podczas ich przyjmowania. No ale samo pójście po pomoc mogłoby poprawić Twoje samopoczucie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mira.bellka, masz kilka wyjsc: a)siedziec na utrzymaniu faceta po slubie b) wyjechac z nim do wiekszego miasta (on ma kase wiec na start bedzie) c) nadal szukac pracy i isc do lekarza rodzinnego po recepte. Na pytanie czy pomoze, to nikt nie odpowie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może powinien Ci jakoś pomóc a nie zostawiać na łasce i niełasce rodziców?

 

Pomoc finansową od niego mam, jednak czuję się zażenowana prosząc go o cokolwiek. Nigdy nie usłyszałam złego słowa, jednak mam opory przed proszeniem. Bo czuję się żebraczka. Mam takie poczucie - wynikające właśnie z braku pracy, ale również ze stereotypu kobiety-pasożyta.

 

Ślub odkładaliśmy już 2 razy. Teraz partner nie odpuścił, wciąż powtarza,że pieniądze nie są najważniejsze (nie wierzę mu...).

Jednak jego pensja nie pozwala na utrzymanie nas obojga (nie mamy spadku po rodzicach/działek/mieszkań ani miejsca w domach rodzinnych - nie mamy tego szczęścia).

Dlatego też w moim myśleniu miała być pensja jego + moja, wtedy by można myśleć o wynajmie. Ale tego nie ma, co pogłębia moje samopoczucie.

 

Co pierwszego postu - lekarz rodzinny może wypisać taką receptę? Na jakiej podstawie? Bo psychiatrą on nie jest. Dopytuję, bo nie wiedziałam o tym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No i wciąż nie rozumiem, ani Ciebie, ani Twojego faceta.

 

- Nie macie kasy by się utrzymać.

- Po ślubie nie macie warunków do mieszkania. (Mieszkanie ze starymi to patologia.)

- Ty mu nie wierzysz. (Ja też.)

- Jego wsparcie ogranicza się do dania kasy na Twoją prośbę.

- On się upiera na ślub (Czy jest świadomy Twojej sytuacji? Jakie są planowane koszty?)

 

Racjonalnie to się nie trzyma kupy i prowadzi do zniszczenia związku. O ile Twoje załamanie jest zrozumiałe, jego postawa pozostaje dla mnie zagadką. Nie rozumiem, co on chce uzyskać przez ślub, bo raczej poprawy Twojej sytuacji nie uzyska. Moim zdaniem on o Ciebie nie dba należycie. Po to się wchodzi w związki, by w przypadku problemów wzajemnie się wspierać. A tu co? De facto jesteś sama ze swoimi problemami. Bez sensu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bo on pochodzi ze świata, gdzie wszystko jest albo białe albo czarne. Nadal uważa, że znajdę coś, że się ułoży. On nie rozumie tego stanu, bo w jego rodzinie nie występuje coś takiego jak "depresja/fobia/nerwica". Jemu się udało w życiu i uważa, że i mnie się uda.

 

Ale ja znam psychikę, wiem jak funkcjonuje. I bez mojego lepszego samopoczucia, wiary w siebie - nic nie osiągnę.

 

O jakiej pomocy tak właściwie mówicie? Bo weźmy teoretyczną sytuację - partner wziął 2 etat, pracuje po 16h na dobę, żeby nas utrzymać. Wtedy to już całkiem moje poczucie własnej wartości spadnie poniżej 0, ponieważ dobrze wiem, jak się "traktuje" kobiety na utrzymaniu męża. Myślę więc, że problem jest WE MNIE, nie w nim. Tyle, że nie umiem sobie z tym poradzić :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bo on pochodzi ze świata, gdzie wszystko jest albo białe albo czarne. Nadal uważa, że znajdę coś, że się ułoży. On nie rozumie tego stanu, bo w jego rodzinie nie występuje coś takiego jak "depresja/fobia/nerwica". Jemu się udało w życiu i uważa, że i mnie się uda.

W mojej rodzinie również nie. Od tego jest literatura by wiedzę nabyć w przypadku potrzeby.

 

Ale ja znam psychikę, wiem jak funkcjonuje. I bez mojego lepszego samopoczucia, wiary w siebie - nic nie osiągnę.

 

O jakiej pomocy tak właściwie mówicie? Bo weźmy teoretyczną sytuację - partner wziął 2 etat, pracuje po 16h na dobę, żeby nas utrzymać. Wtedy to już całkiem moje poczucie własnej wartości spadnie poniżej 0, ponieważ dobrze wiem, jak się "traktuje" kobiety na utrzymaniu męża. Myślę więc, że problem jest WE MNIE, nie w nim. Tyle, że nie umiem sobie z tym poradzić :(

O takiej, że zamiast napierać na ślub, powinien najpierw usunąć istotne przeszkody. Te, które, jak piszesz, są w Tobie. One nie są stricte w Tobie, bo istnieje konkretna zewnętrzna przyczyna Twojego stanu.

Nie wiem, co on konkretnie powinien zrobić. Mogę jedynie mówić za siebie, więc mówię, że MOJA partnerka nie miałaby podstaw do napisania:

 

- Na darmowe praktyki mnie "nie stać" - mieszkam na zadupiu (wróciłam do rodziców) i do najbliższego miasta mam 30 km, więc jak pisałam, nie mam za co dojechać.

- Życie towarzyskie się posypało - nie wychodzę do barów, bo NIE MAM za co kupić piwa czy pizzy. Przestałam wychodzić do ludzi, na spacery. Przestałam myć włosy... Miałam swoje hobby, które przestało mnie cieszyć.

- NIE MAM ŚRODKÓW NA START - nie mam na bilet samolotowy, nie mam na pociąg, nie mam na utrzymanie się.

To jest podstawa, by Ciebie z obecnego stanu wyprowadzić. On jest obok i nic nie robi, bo ma jakieś wyobrażenia.

Upiera się natomiast na ślub. A co ślub zmieni w Twoim życiu?

 

Zatem - albo słabo trybi, albo ma Ciebie gdzieś. Tak to widzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale ja znam psychikę, wiem jak funkcjonuje. I bez mojego lepszego samopoczucia, wiary w siebie - nic nie osiągnę.

 

Od samego narzekania lepiej nie będzie, może być za to dużo gorzej. Jeśli Twój narzeczony na samym wstępie do problemów niczego nie rozumie (bo dla niego wszystko jest czarno-białe i skoro jemu się udało, to Tobie też się uda), to "czarno" to widzę.

 

Nikt nie twierdzi, że masz być utrzymanką partnera. Przecież leczenie może przynieść dobry skutek, może zadziałać też efekt placebo (sam fakt, że pójdziesz do specjalisty po poradę) i odzyskasz siłę do życia. Obecnie nie widzisz wyjścia, bo pewnie popadasz w stany depresyjne. Takie błędne koło trochę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mira.bellka, no to po co sie upiera na slub jak nie ma perspektyw? Sadze ze macie w planach zamieszkanie z rodzicami, skoro masz swoj pokoj to mozesz mieszkac i z facetem ;) Czytajac to co piszesz to sytuacja z jego finansami nie jest tak beznadziejna-w koncu Ci dajae kase, chce slubu-to chyba zdola utrzymac (skoro zdrowy to nie mysli ze pod mostem bedziecie mieszkac), tylko tutaj chyba chodzi o Twoja kwestie ze bez pracy czujesz sie nikim.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O jakiej pomocy tak właściwie mówicie? Bo weźmy teoretyczną sytuację - partner wziął 2 etat, pracuje po 16h na dobę, żeby nas utrzymać. Wtedy to już całkiem moje poczucie własnej wartości spadnie poniżej 0, ponieważ dobrze wiem, jak się "traktuje" kobiety na utrzymaniu męża. Myślę więc, że problem jest WE MNIE, nie w nim. Tyle, że nie umiem sobie z tym poradzić

wlasnie w Tobie, sadze ze w malym miescie mieszkajac u rodzicow spokojnie za jedna pensje sie mozna utrzymac. Tym bardziej ze rodzice zaplaca rachunki ;) A w ogole jak facet nie widzi problemu to nie sadze ze jest tragicznie, skoro tak by słabiutko zarabiał to by sie nie porywał z motyka na slonce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mira.bellka, no to po co sie upiera na slub jak nie ma perspektyw? Sadze ze macie w planach zamieszkanie z rodzicami, skoro masz swoj pokoj to mozesz mieszkac i z facetem ;) Czytajac to co piszesz to sytuacja z jego finansami nie jest tak beznadziejna-w koncu Ci dajae kase, chce slubu-to chyba zdola utrzymac (skoro zdrowy to nie mysli ze pod mostem bedziecie mieszkac), tylko tutaj chyba chodzi o Twoja kwestie ze bez pracy czujesz sie nikim.

 

Tak tu chodzi o mnie, nakreśliłam sytuację z partnerem, ale to nie on jest tutaj ważny, w tym wypadku odsuńmy go na bok.

Z drugiej strony nie jestem pewna, czy praca pomoże mi zwalczyć problem, lecz wiem, że BĘDĘ W STANIE mieć za co dojechać i wykupić leki, więc wtedy sytuacja by się poprawiła. Ale jak pisałam - straciłam nadzieję na pracę, 2 lata to jest bardzo dużo, czasem nie mam siły tłumaczyć pracodawcom - dlaczego mam taką dziurę w CV :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mira.belka moim zdaniem powinnaś przede wszystkim udać się do lekarza rodzinnego lub/i do psychiatry, bez tego ani rusz. Nie zawsze leki są drogie na tyle, że nie byłoby Cię stać na miesięczny wydatek około kilkunastu złotych. W twoim stanie to jest jakby podstawa i może Ci być trudno ruszyć z miejsca.

Po drugie powinnaś szczerze porozmawiać z rodzicami i z narzeczonym. Opowiedzieć o wszystkim co Cię gnębi, co nie pozwala Ci iść do przodu. Dopinam się do opinii pozostałych odnośnie ślubu. Wydaje mi się, że to nie jest najlepszy moment bo powinnaś się czuć w takiej chwili wyjątkowo a nie robić nic na siłę. Rozmowa z narzeczonym jest bardzo ważna. Poznasz dzięki temu jego stanowisko i podejście do Twoich problemów. Wsparcie i zrozumienie ze strony najbliższej osoby jest bardzo ważne. Wiem sama po sobie. Jeśli macie budować rodzinę, musisz być pewna, że w przypadku kiedy twoje samopoczucie będzie bardzo złe, Twój partner będzie wiedział jak postępować. Nie każdy potrafi zrozumieć tego typu problemy, tym bardziej jak określiłaś ,,widzi świat w czarno-białych barwach." Mój maż pomimo, że był dobrym człowiekiem, całkowicie nie potrafił zrozumieć mojej choroby, nie wiem czy mu się nie chciało czy po prostu nie potrafił tego ogarnąć, w każdym razie niestety musieliśmy się rozstać, częściowo z tego powodu. Mój obecny facet zmagał się przez długi czas z chorobą tak jak ja i ma zupełnie inne podejście do tematu. Nie mam na myśli w żadnym wypadku tego, że osoby z jakimikolwiek zaburzeniami nie mogą się wiązać ze ,,zdrowymi" ale o pokazanie narzeczonemu skali problemu.

 

No i po trzecie - praca. Doskonale rozumiem Twoje samopoczucie. Ja nie pracuję od prawie pół roku i na ten moment nie widzę żadnych perspektyw. Ze względu na chorobę, która przyczyniła się do utraty przeze mnie pracy nie jestem w stanie podjąć na ten moment nowej i czuję się jak wyrzutek, który jest skazany na utrzymanie przez państwo, chociaż przez całe życie mówiłam sobie, że nigdy nie dopuszczę do tego, że będę bezrobotna. Kiedy mam lepszy dzień wysyłam cv ale każdy brak odezwu jeszcze bardziej mnie przytłacza. Patrząc racjonalnie mam dobre CV, wykształcenie, doświadczenie, ale telefonów brak...Może ze względu na mój wiek, na to że według jednych mam za bardzo rozbudowane CV a według drugich za mało? Miałam plany założenia własnego biznesu. Chciałam otworzyć pracownie artystyczną ale mam już na samym starcie za mało zamówień, żeby to wypaliło. Więc wstaję rano, wysyłam CV a wieczorem oglądam bzdurne seriale i beczę z bezsilności i strachu przed przyszłością.

Nie uważam, że to dobre podejście. Mam na myśli to, że na tym etapie na którym jestem trudno mi na ten moment coś zmienić, pomimo starań.

Dlatego koniecznie powinnaś udać się do lekarza, żeby choć trochę się podbudować, zanim wszystko się jeszcze bardziej pogłębi. Terapia też na pewno nie zaszkodzi.

Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę powodzenia

P.S. Jeśli naprawdę będziesz się upierała z tym ślubem, to bardzo chętnie oddam Ci moją suknię, która jest właściwie nowa ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ellwe, dziękuję Ci za długą i wyczerpującą odpowiedź.

Dokładnie jest tak jak mówisz - ludzie bez takich zaburzeń lub bez znajomości tematu podchodzą do tego z pewną rezerwą i jak wyżej pisałam - słyszę jedynie komentarze "Weź się w garść, nie marudź". Drażni mnie to, bo co innego ja robiłam/robię, jeśli nie codziennie przeglądanie ofert pracy w celu poprawienia mojego bytu? Znajomi tego nie zrozumieją, bo (śmiało mogę stwierdzić) 70% z nich ma pracę po znajomości i nie zaznali prawdziwego "smaku" bezrobocia.

Zaczynam myśleć, że bez pomocy psychiatrycznej się nie obejdzie.

 

Co do sukni i ślubu - ja się nie upieram. Nigdy się nie upierałam,lecz żyłam myślą, że się uda! Że dam radę, znajdę pracę, będę mogła wnieść coś do budżetu domowego. Wierzyłam w to. Ale z tygodnia na tydzień i z miesiąca na miesiąc ta wiara maleje, i doszłam do wniosku, że nie dam rady...

Okropne uczucie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powinnaś udać się po leki. Skłam rodzinie, że jesteś chora na cokolwiek innego, niech ci dadzą trochę kasy, chłopak coś dołoży. Kombinuj. Zdrowie jest Twoje ważne, żebyś na nogi stanęła. Niestety jak jest taka beznadziejna sytuacja musisz nauczyć się kombinować.

Ellwe a w jakim mieście byś chciała założyć pracownię artystyczną? (pytam bo sama jestem artystką na bezrobociu).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mira.bellka, spokojnie to jeszcze nie koniec świata. Twoja reakcja jest bardzo emocjonalna, niszczy Cię. Zrozum ze ludzie ci bardziej i mniej ogarnieci rowniez dostaja odmowy. Postaraj się nie załamywac i próbowac dalej, Zadzoń do chłopaka, niech Cię wesprze dobrym słowem. Albo niech spędzi z Tobą czas.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mira.bellka, spokojnie to jeszcze nie koniec świata. Twoja reakcja jest bardzo emocjonalna, niszczy Cię. Zrozum ze ludzie ci bardziej i mniej ogarnieci rowniez dostaja odmowy. Postaraj się nie załamywac i próbowac dalej, Zadzoń do chłopaka, niech Cię wesprze dobrym słowem. Albo niech spędzi z Tobą czas.

 

Ale z wszystkich rozmów wychodzę z odmowną wiadomością. To była moje perełka, moja ostatnia szansa. Dziś mija dokładnie (!) 2 lata i 7 miesięcy (!!!) odkąd nie mogę znaleźć nic. Jestem załamana...Z partnerem spędziłam czas, ale odebrałam tę wiadomość po powrocie od niego - na mailu...

To mnie trzymało przy życiu, teraz nie mam siły, nie ma ogłoszeń, od miesiąca nic nie wysłałam, straciłam nadzieję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×