Skocz do zawartości
Nerwica.com

Jest coraz gorzej a boje się leczenia


effetha

Rekomendowane odpowiedzi

Szczęść Boże.

 

Na wstępie jak widzicie jestem osobą wierzącą, jednak nie chciałabym spowodować aby sprawiło to jakieś nieporozumienia czy konflikty ma forum związane z tym, że Bóg i wiara w Niego jest dla mnie sensem życia i czymś nadrzędnym, wręcz najważniejszym w moim życiu. Jestem 20-latką która od 12 roku życia cierpi na przewlekłe zaburzenia odżywiania połączone z zaburzeniami depresyjnymi. Niestety nigdy nie podejmowałam się żadnego leczenia terapeutycznego ani psychiatrycznego z tego powodu, że po mojej ostatniej próbie samobójczej trafiłam w ręce psychologów i psychiatry którzy podawali mi rady niezgodne z moimi przekonaniami religijnymi (metody Silvy, ograniczenie modlitw i praktyk religijnych które mi pomagały itp.) oraz uważali że to moje przekonania religijne są winne mojej depresji i powinnam zrezygnować z wiary w Boga. Postawiono mi diagnozę nerwicy eklezjogennej (z którą się nie zgadzam bo jej założenia są niezgodne z nauczaniem KK oraz z moimi poglądami religijnymi) oraz zaburzeń depresyjnych. Podano mi antydepresanty których jednak nie brałam, ponieważ przeżyłam głęboką niechęć do specjalistów w dziedzinie psychologii i psychiatrii.

 

Mój stan się pogarsza. Mam coraz częściej myśli samobójcze, płaczę, wpadam w rozpacz z powodu nawarstwiających się problemów w moim życiu prywatnym, jednak od jakiegoś czasu zaczyna się robić coś co potwornie mnie niepokoi. Sytuacja zaczęłą się pojawiać odkąd rozpoczęłam leczenie HTZ po usunięciu jajników (choroba nowotworowa) oraz leczenia histrucyzmu lekami antyandrogenowymi + zachorowałam na RZS i zażywam spore ilości leków immunosupresyjnych oraz sterydy. Przedstawię wam na przykładzie mojej przyjaciółki co się dzieje ze mną:

 

Pewnego dnia byłam już 3 dzień bez leków bo akurat sprawy zawodowe i terminy u lekarza endokrynologa nie pozwoliły na ciągłość brania leków. Jednak przerwa trwała tylko 3 dni. Dzień był jak codzień. Niestety w pewnym momencie poczułam się jakbym była odrzucona, byłam w 100% przekonana że moja przyjaciółka mnie nienawidzi, że mnie okłamuje i że spiskuje przeciwko mnie. Zadzwoniłam do niej i powiedziała, że źle się czuje (przyjaciółka choruje na RZS również) i nie może ze mną rozmawiać długo. Po tej rozmowie zadzwoniłam do niej i powiedziałam że mnie okłamuje ze nie chce ze mną rozmawiać bo mnie nie lubi i że obgaduje mnie z swoimi znajomymi przeciwko mnie. Na szczęście atak minął bo to trwało około 15-20 minut i przyjaźń trwa. Przyjaciółka uważa, że coś zlego dzieje się z moim mózgiem.

 

W czasie tych "ataków" jestem przekonana że mam racje i nikt nie potrafi mi wmówić że jest inaczej, uważam ze to co wykreuje mój mózg jest prawda i w to wierze. Jednak od paru tygodni zaczynam z tym walczyć. Gdy łapie mnie "atak" to nie dzwonie do nikogo, zamykam się w pokoju i walczę sama z sobą walczę z osoba która "siedzi we mnie" i mówi mi te kłamstwa. Może to zabrzmi śmiesznie i potwornie się tego wstydze, ale gdy dostaje tych ataków to gdy leżę w łóżku to widzę na nim jakby małe chodzące, czarne pajączki które szybko przemkną i znikną - to jest coś co potwornie wstyd mi się będzie przyznać przed lekarzem.

 

Błagam doradźcie co to może być i jak się przekonac do ewentualnego leczenia ? Uwierzcie, że wiara jest fundamentem mojego życia i nie chce, aby leczył mnie ktoś kto będzie podważał zasady które wyznaję.

 

Chciałabym aby w wątku wypowiadały się osoby tolerancyjne. Jestem katoliczką.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Błagam doradźcie co to może być i jak się przekonac do ewentualnego leczenia ? Uwierzcie, że wiara jest fundamentem mojego życia i nie chce, aby leczył mnie ktoś kto będzie podważał zasady które wyznaję.

Hej :smile:,

 

objawy, które ostatnio u siebie obserwujesz ( głównie te natrętne myśli ) są bardzo charakterystyczne dla nerwicy natręctw, a jeżeli towarzyszą im jeszcze dodatkowo czynności przymusowe ( nie wiem, czy tak jest u Ciebie ), to mamy do czynienia z zaburzeniami obsesyjno - kompulsywnymi ( w skrócie OCD ). Nie ukrywam, że jest to dość trudne do leczenia i ciężko się z tym uporać samemu, bez pomocy psycho - i farmakoterapii. Pytasz - jak można Cię przekonać do leczenia ? Zastanów się po prostu, jak długo jeszcze chcesz się ze sobą męczyć ? Sama widzisz, że to już długo trwa i ma raczej tendencję do nasilania się ( zresztą to jest całkiem naturalne, że nierozwiązane problemy i zaburzenia nawarstwiają się ).

Myślę, że bez trudu znajdziesz jakiegoś psychologa, który będzie podzielał Twoje poglądy, a przynajmniej nie będzie próbował na nic Cię nawracać ( w profesjonalnej psychoterapii nie o to chodzi ). Możesz się zorientować, czy w Twoim miejscu zamieszkania są przykościelne gabinety psychoterapii ( w większych miastach tj. Kraków bez trudu takie znajdziesz ;) ) albo po prostu wybrać się do jakiegoś psychoterapeuty i na wstępie powiedzieć mu, jakie jest Twoje nastawienie i czy on jest w stanie Ci pomóc szanując Twoje przekonania. Co do leków, to uważam, że jak najbardziej powinnaś pójść do psychiatry, żeby Ci przepisał jakieś leki ( branie leków psychotropowych jest zgodne z nauką kościoła, z tego, co mi wiadomo, to jedynie leki homeopatyczne są zabronione, ale już np. ziołolecznictwo nie ). Nie sądzę, żeby w Twoim stanie wystarczyły Ci teraz zioła i nie wiem, jakie masz do nich nastawienie, ale jest dużo mieszanek ziołowych na różne dolegliwości ( często przepisywanych indywidualnie ), które brane systematycznie mogą wspomóc proces leczenia. Ale to zawsze trzeba skonsultować z lekarzem, czy nie ma jakichś interakcji z zażywanymi lekami. I co ciekawe, takie zioła przepisują również zakonnicy, np. zioła ojców Bonifratrów. Piszę Ci to tylko po to, żebyś wiedziała, że jest naprawdę dużo możliwości leczenia :!: Ja ze swej strony radziłabym Ci jednak przemóc się i pójść w pierwszej kolejności do psychiatry, a potem rozważyć również psychoterapię. Pozdrawiam ;)

 

Btw Na forum zawsze możesz liczyć na wsparcie ;) I zniechęcaj się, jeżeliby trafiły się jakieś przykre dla Ciebie komentarze ... jest tu kilka osób o radykalnych poglądach,

ale na to większego wpływu nie masz. Zawsze trzeba się starać szukać tego, co dla nas dobre i pomocne. A na zaczepki i prowokacje nie odpowiadać, żeby nie prowokować niepotrzebnych kłótni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

effetha, popieram wszystko to co Arasha, powiedział

 

jeśli mogę coś dodać prawde mówiąc mi wiara i modlitwa pomogła w walce z nerwicą i niektórymi uzależnieniami, modlitwa to też metoda oczyszczająca umysł tak samo jak medytacja.

Modlitwa działa uspokojająca tylko trzeba modlić się w odpowiedni sposób (sry nie wiem jak to u ciebie wygląda więc mogę się mylić). Modlitwa uspokaja jeśli jest w ciszy, kiedy dajemy myślom płynąć a my spokojnie się modlimy,. Mi pomagało też zwierzanie się z rzeczy co mnie trapią Bogu, jak coś mnie smuciło dręczyło to w ciszy mówiłem o tym Bogu. Modlitwa jest dobra jak jest w ciszy, dajemy myślom płynąć. Ważne też by się nie przesadzać z modlitwą i jak się jest zmęczonym to odpocząć.

 

Jeśli coś mogę polecić

W czasie tych "ataków" jestem przekonana że mam racje i nikt nie potrafi mi wmówić że jest inaczej, uważam ze to co wykreuje mój mózg jest prawda i w to wierze. Jednak od paru tygodni zaczynam z tym walczyć. Gdy łapie mnie "atak" to nie dzwonie do nikogo, zamykam się w pokoju i walczę sama z sobą walczę z osoba która "siedzi we mnie" i mówi mi te kłamstwa. Może to zabrzmi śmiesznie i potwornie się tego wstydze, ale gdy dostaje tych ataków to gdy leżę w łóżku to widzę na nim jakby małe chodzące, czarne pajączki które szybko przemkną i znikną - to jest coś co potwornie wstyd mi się będzie przyznać przed lekarzem.

 

nie walcz tak z myślami co cię dręczą, najlepiej wszelkie natręctwa zwalczyć obojętniejąc na nie,

im mocniej walczysz z chorobą przez to tylko trwasz w niej

za to jak ignorujesz, obojętniejesz na chorobę to słabnie

najlepiej do choroby podejść w sposób obojętny tak aby nas nie obchodziło czy jest czy jej nie ma

 

jak coś zaczyna cię dręczyć to zignoruj to

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej,

Gdy w końcu zdecydowałam się na własną terapię, w mojej głowie zakorzeniła się myśl "Dlaczego tak późno? Dlaczego wcześniej tego nie zrobiłam?". I rzeczywiście, pierwsze kroki są najtrudniejsze, ale pomagają nam zrobić cokolwiek. Szczerze mówiąc, trochę dziwi mnie to, co napisałaś. W przebiegu mojej terapii nie było żadnych rozmów o wierze. Sama nie do końca potrafię zdefiniować swojej, więc trudno wczuć mi się w tę sytuację. Ale nie wiem w jaki sposób religia mogłaby kolidować z leczeniem. Osobiście spotkałam się z bardzo krzywdzącymi opiniami osób gorliwie wierzących, które podważały istnienie zaburzeń takich jak depresja, przez co moja choroba coraz bardziej się pogłębiała, bo nie wiedziałam, co jest ze mną nie tak. Albo za jej przyczynę uznawały oddalenie się od wiary.

Ale w Twoim przypadku wiara może być w końcu plusem. Wiara potrafi odnaleźć sens życia, może na życiu podtrzymywać. Wydaje mi się, że nalezy po prostu zaakceptować istnienie dolegliwości tj. nerwica czy depresja. Człowiek nie jest depresją/nerwicą, czasem po prostu z nimi żyje, często nieświadomie. I uważam, że niezwykle ważne jest podjęcie leczenia. Bo po co się męczyć? ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×