Skocz do zawartości
Nerwica.com

Boję się życia


Marcelina

Rekomendowane odpowiedzi

Kochani,

 

Po wielu latach męczarni postanowiłam podzielić się z kimś swoją historią i mam nadzieję, że otrzymam jakieś wskazówki, porady…byłabym bardzo wdzięczna.

 

Moim głównym problemem jest bardzo niska samoocena. Już jako dziecko czułam do siebie nienawiść. Zawsze uważałam się za najbrzydszą, najgłupszą i ogólnie najgorszą we wszystkich kwestiach. Przez całe życie towarzyszy mi lęk, stres i ogromny strach przed porażką, kompromitacją. Objawia się to od bardzo wczesnych lat mojego życia. Zawsze byłam jednym z najlepszych uczniów w szkole, a moim jedynym mankamentem był brak aktywności na lekcji. Nigdy nie brałam udziału w dyskusjach i nie wynikało to z niewiedzy, a ze strachu przed tym, że powiem coś źle, że zrobię z siebie głupka. Ten problem pojawił się na wszystkich szczeblach edukacji, nawet na studiach, więc to nie były tylko zwykłe, dziecięce widzimisię.

 

Jako dziecko, nastolatka miałam dużo znajomych, mogłam spędzać z nimi całe dnie, byłam bardzo lubiana. Z czasem jednak wszystko zaczęło się zmieniać. Miałam coraz gorsze relacje z rówieśnikami, bo wcale o nie nie ubiegałam. Zaczęłam ograniczać kontakt ze znajomymi. Nie chodzę na imprezy, bo uważam, że jestem brudasem, kocmołuchem, w klubach są piękne dziewczyny, a ja jak zwykle będę najgorzej wyglądać. Czasami nawet mam takie obawy, że nie zostanę wpuszczona przez selekcjonerów bo jestem za brzydka… Jak już się skuszę na taki wypad, to zawsze siadam gdzieś w ciemnym kącie, żeby nikt na mnie nie patrzył i modlę się, żeby wrócić do domu. Kiedy jestem w towarzystwie koleżanek ze studiów czuję się fatalnie, zbiera mi się na płacz. Głównie dlatego, że one coś w życiu osiągnęły, są w fajnych związkach, mają jakieś doświadczenie zawodowe, podróżują…a ja nic z tych rzeczy. I jak zwykle czuję się jak kretynka. Wracam do domu i płaczę.

 

No właśnie…napady płaczu to coraz częstszy objaw u mnie. Potrafię rozpłakać się nagle, bez powodu. Trudno powiedzieć, żebym na co dzień chodziła smutna, czy przygnębiona. Nie daję po sobie poznać, że coś jest nie tak, nawet często się uśmiecham, a w nocy przeżywam koszmar. Myślę o swoim życiu i płaczę. Można to nawet nazwać histerią. Zdarzało się, że ubliżałam samej sobie, biłam się po twarzy, wbijałam paznokcie w ciało, czy wyrywałam włosy. Kilka razy pojawiły się myśli samobójcze. Czasami wyobrażam sobie swoją śmierć, takie sytuacje jak łykam tabletki, czy skaczę z okna. Kiedy czytam o jakichś morderstwach, czy śmiertelnych wypadkach, zadaję sobie pytanie : dlaczego to nie ja jestem jedną z tych ofiar ?

 

Łóżko to moje ulubione miejsce. W nim czuję się najbezpieczniej. Cały swój wolny czas spędzam w łóżku z komputerem. Nie mam ochoty na nic. Zżerają mnie wyrzuty sumienia, że marnuję czas w ten sposób, ale z drugiej strony nie potrafię się przemóc, żeby zająć się czymś pożytecznym. A mam tyle planów do zrealizowania. Ponadto mam problemy ze snem. Właściwie to mogłabym spać bez przerwy, ale mam z tym problem, gdyż w nocy, nawet czując zmęczenie, przewracam się z boku na bok, bo natrętne myśli nie dają mi normalnie funkcjonować. Cały czas myślę o nienawiści do siebie i życia.

 

Bardzo się boję. Bardzo boję się WSZYTKIEGO. Od zawsze marzę o prawie jazdy. Moi rodzice od lat mnie namawiają na kurs. Chcą nawet sfinansować mi go i kupić samochód. A ja ciągle odmawiam ze strachu. I nie przed tym, że nie zdam egzaminu, a bardziej przed tym, że skompromituję się w oczach innych. Moim kolejnym marzeniem jest ciągle dokształcanie się, zrobienie kariery zawodowej. Chciałabym pójść na studia podyplomowe, zrobić kilka certyfikatów językowych. To wszystko jest w zasięgu mojej ręki, ale strach mnie paraliżuje. Strach przed porażką, przed tym, że nie dam rady, że jestem za słaba i za głupia. Otrzymałam świetną ofertę pracy. Ale oczywiście odmówiłam, a mój argument brzmiał : nie poradzę sobie, zrozumcie, wszyscy, tylko nie ja ! Pewnie dziwi Was to, jak to się stało, że w ogóle podjęłam obecną pracę ? Otóż, kiedy dostałam taka propozycję bardzo tego pragnęłam, ale płakałam dniami i nocami, bo wiedziałam, że jej nie przyjmę. Ostatecznie zrobiłam to troszkę pod presją rodziny, nie chciałam wyjść na obiboka. Nawet nie wiecie jaka byłam przez moment szczęśliwa, kiedy powiedziałam „tak, zrobię to !”

 

Jestem bardzo wrażliwa osobą. Zawsze po rozmowach z różnymi osobami dokładnie analizuję to co powiedziałam i myślę, że coś mogłam powiedzieć inaczej, a pewnych rzeczy w ogóle nie powinnam była mówić. Myślę o tym godzinami i zastanawiam się, co mój rozmówca o mnie pomyślał, czy na pewno nie myśli o mnie źle ?

 

Chciałabym powrócić jeszcze na chwile do tematu strachu przed kompromitacja. To objawia się na każdym kroku. Pracuję jako kelnerka. W pracy nie boję się kontaktu nawet z trudnymi i opryskliwymi klientami, a najbardziej stresującą sytuacją jest to, kiedy szefowa (prywatnie moja dobra koleżanka) jest obok. Wtedy obawiam się, że zrobię/powiem coś nie tak. Nawet jeśli by tak było, nie poniosłabym żadnych konsekwencji, ale ja po prostu boję się, że wyjdę na głupka przed nią, czy współpracownikami.

 

Zawsze bardzo źle znoszę krytykę. Nie potrafię przejść obok tego obojętnie. Zadręcza mnie to, nie mogę normalnie funkcjonować, cały czas o tym myślę, nawet jeśli jest to coś mało istotnego, zwykła błahostka. W moim przypadku urasta to do rangi tragedii. Dosłownie.

 

W oczach ludzi, którzy mnie otaczają jestem osobą bardzo grzeczną, spokojną, opanowaną, miłą i cierpliwą. Gorzej jak wrócę do domu. Często zamieniam się w potwora. Wyładowuję cały stres na moich bliskich, jestem bardzo rozdrażniona, reaguję agresją i krzykiem nawet na pytanie w stylu : co chciałabyś zjeść na obiad ? Bardzo łatwo doprowadzić mnie do płaczu nawet takimi drobnostkami.

 

Inną kwestia, która bardzo mi przeszkadza jest fakt, że jestem perfekcjonistką. Zawsze dążę do perfekcji, chcę być we wszystkim najlepsza, robię o wiele więcej niż się ode mnie wymaga. Czasami mam wrażenie, że to rozpaczliwie ubieganie o to, żeby ktoś mnie dostrzegł, docenił, pochwalił. Jeśli znajdzie się ktoś lepszy od razu mam się za jedno wielkie zero.

 

Ale to nic nie daje. To nie jest tak, że nic mi się w życiu nie układa. Paradoks polega na tym, że przeważnie odnoszę sukces w tym, czego się podejmę. Dam kilka przykładów : np. po maturze z j. polskiego wróciłam zapłakana do domu, bo byłam pewna, że na pewno nie zdałam. Później okazało się, że był to jeden z najlepszych wyników. Idąc na studia byłam przekonana, że odpadnę na pierwszym roku, bo oczywiście jestem za głupia, a ukończyłam je z oceną bardzo dobrą i wieloma pochlebnymi słowami ze trony wykładowców. Idąc do obecnej pracy chciałam zwalniać się po tygodniu, bo oczywiście uznałam, że się nie nadaję, a ostatecznie zostałam pracownikiem roku i jako jedyna otrzymałam premię.

Ale powiedzcie mi, dlaczego ja nie potrafię tego docenić ? Dlaczego w chwilach załamania nie potrafię cieszyć się tym, a myślę tylko o złych sytuacjach ? Dlaczego wciąż boję się korzystać z tego co los podtyka mi pod nos ? Jestem coraz bardziej sfrustrowana, że nie skorzystałam z tych wszystkich szans, które mi dano. Tak bardzo boję się zmieniać cokolwiek w swoim życiu. Najgorsze jest to, że zawiodłam nie tylko siebie ale i moich bliskich. Do końca mieli nadzieje, że osiągnę coś w życiu, znajdę dobra prace, cieszyli się, że studiuję, a ja nie robię nic w tym kierunku. Chciałabym być w oczach innych idealna.

 

Innym bardzo dużym problemem jest fakt, że od zawsze obgryzam paznokcie. Nie radzę sobie ze stresem. Zaczęłam mając 5 lat, a obecnie mam 24. Moje palce, opuszki są tak zmasakrowane i zniekształcone, że nic nie da się z tym zrobić. Mam popękane paznokcie, ze skórek leje się krew. Zawsze chowam dłonie w obecności ludzi i jest to kolejny powód do załamania. Ale w ogóle nie mogę poradzić sobie z tym uzależnieniem.

 

Innym niepokojącym objawem są kłujące bóle w klatce piersiowej, możliwe, że na tle nerwowym. Często zdarza się, że nagle robi mi się słabo. Dzieje się tak tylko w miejscach publicznych. Nagle wpadam w panikę, bardzo boję się, że zemdleję i będę w centrum uwagi, a nie chcę, bo najchętniej stałabym się niewidzialna, nie chcę, żeby ktoś nawet na mnie patrzył. Chyba nie muszę mówiąc, że idąc gdzieś, zawsze chodzę bocznymi uliczkami, a unikam miejsc, gdzie jest dużo ludzi.

 

Jestem typem marzycielki. Marzę o tym o tym, żeby mieć wielu przyjaciół, podróżować, kształcić się, imprezować. Często sobie to wszystko wyobrażam. Tak, marzę właśnie o tym, czego tak bardzo się boję.

 

Do innych dziwnych objawów należą również :

- strach przed rozmowami przez telefon

- zawsze, kiedy ktoś powie mi komplement, zaprzeczam i przestawiam swoje negatywne strony, bo nie wierzę, że o mnie w ogóle można pomyśleć coś dobrego

 

Przepraszam, że aż tak się rozpisałam. Uznałam, że te wszystkie szczegóły mogą być ważne, żeby móc ocenić moją sytuację. Powiedzcie mi moi drodzy co ja powinnam zrobić ? Czy mam szansę na normalne życie ? Czy to wynika z mojego charakteru i tak będzie już zawsze ? Czy powinnam się gdzieś zgłosić ? Do psychologa, psychiatry ? Proszę pomóżcie mi, bo ja naprawdę nie chcę tak dłużej żyć. Bardzo bym chciała realizować swoje marzenia, uwierzyć w siebie, polubić swoją osobę, a przede wszystkim przestać się bać !

 

Tym którzy wytrwali do końca gratuluję i z góry bardzo dziękuję za rady.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć..

 

Hmm..

Nie wiem co mogłabym Ci napisać..

 

Pomimo tych całych lęków i strachów bardzo dużo osiągnęłaś..

 

Myślałaś o jakieś wizycie u psychologa albo terapii??

Terapia w pewnym stopniu pomogłaby Ci uporać się z tymi strachami..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć..

 

Hmm..

Nie wiem co mogłabym Ci napisać..

 

Pomimo tych całych lęków i strachów bardzo dużo osiągnęłaś..

 

Myślałaś o jakieś wizycie u psychologa albo terapii??

Terapia w pewnym stopniu pomogłaby Ci uporać się z tymi strachami..

 

Hej, dziękuję za odpowiedź. Udało mi się co nieco osiągnąć, ale to wszystko było okupione stresem i łzami :(

Oczywiście myślałam o wizycie u psychologa, ale nie jestem do końca przekonana, czy to coś da no i oczywiście boję się i wstydzę, że tylko zrobię z siebie idiotkę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Brak pewności siebie. Zaakceptuj to a potem stawaj przed lustrem i szukaj pozytywów - o mam ładne oczy o to o tamto. A potem będziesz stawała przed lustrem i mówiła "łał! kocham siebie, ależ ja jestem" xD jeżeli odnajdziesz siebie, wszystko inne Ci się ułoży... Good luck!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lul, tu jest potrzebna wizyta u lekarza (psychiatry) i terapia, a nie "ładne oczy" i leczenie na własną rękę... Taką "autoterapią" to jeszcze kilkanaście lat dziewczyna, może się kręcić w kółko i "przesypiać" życie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lul, masz rację, ale stan w jakim jest ta dziewczyna sugeruje, że jednak sama bez pomocy osób trzecich nie da sobie w tej chwili rady ze wszystkim. Myśli samobójcze, autoagresja, ataki paniki... To się leczy u specjalisty i trzeba to sobie uświadomić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rany, jakbym czytała o sobie :!::shock: Nieprawdopodobne, jesteś moim klonem? :P Poradziłabym Ci coś jak doszło do mojej przemiany, ale nie jestem w stanie, ponieważ nie wiem jak do tego doszło. W każdym razie to długotrwały proces, bolesny, pełen porażek. Ale uważam, że udało mi się mnóstwo osiągnąć. Czas pokaże czy to jest dla mnie dobre, ale myślę, że tak.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Marcelina, cześć. Kolejną rzeczą z której możesz być zadowolona to zgrabnie napisane posty.

Psycholog może zmienić twoje nastawienie, ale nie zmieni życia. Niektórzy mają ciężki los, a innym idzie łatwiej. Mam 8 lat doświadczenia w chorobie i jasne, że psycholog może pomóc. Ja zmieniłem parę cech w swoim życiu, ale nadal nie żyję w pełni.

 

Jak oglądam "śmieszne obrazki" w internecie to wiele jest sfrustrowanych codziennością ludzi, sporo jest różnych obrazków motywujących, albo przeciwnie: pokazujących życiową degenerację. Ja już nie uciekam od bólu życia, ludzie od lat wierzą w jakąś ziemię obiecaną gdzie w końcu odpoczną. Nawet u nas w Kościele się mówi: "wieczne odpoczywanie".

 

Ciekawi mnie tylko jak to robiłem, że do 16 roku życia potrafiłem być szczęśliwy. Jedynie nie doceniałem tego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hej, tak jak Kokojoko uważam, że powinnaś się wybrać do specjalisty. Zarówno do psychologa, jak i psychiatry.

Podkreślasz, że masz takie tendencje od dzieciństwa. Jest wiele osób z natury nieśmiałych, które w późniejszym życiu zapadają np. na fobię społeczną i depresję. Wiem, iż to teraz jest smutne bardzo i wydaje się nie do przezwyciężenia, ale zobacz, ile osiągnęłaś, pomimo lęku - jak wiele zatem możesz zrobić rzeczy, kiedy już opanujesz swoje lęki z pomocą psychoterapeuty (przy czym odradzam Tobie terapię psychodynamiczną w tym przypadku, a polecam poznawczo-behawioralną; choć może inni mają lepsze doświadczenia z tą pierwszą ;)) oraz odpowiednich leków.

A jeżeli by to była fobia społeczna, to choć ciężka w swoich objawach, ma bardzo dużą wyleczalność. Poczytaj sobie historie ludzi na necie, którzy z tego wyszli, bo można z nich wynieść wiele nadziei :) A ludzi z takim problemem jest naprawdę sporo. Nie jesteś sama.

Najważniejsze, że postanowiłaś coś z tym zrobić.

 

Pozdrawiam Cię serdecznie :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czyli najlepszą decyzją w moim przypadku będzie wizyta u psychiatry ? Czy najpierw próbować z psychologiem ?

Powinnaś :). Ja ostatnio też tak miałem z tym że u mnie poszło to jeszcze dalej(mój wątek jest gdzieś tu zakurzony). Moim skromnym zdaniem potrzeba Ci tylko wiary w siebie,poprawy samooceny i panowania nad emocjami. Sądząc po tym co wyczytałem masz naprawdę duży potencjał tylko te 3 rzeczy nie pozwalają go uwolnić. Też tak miałem i to od dzieciństwa odkąd chodziłem do szkoły i byłem zmuszony do przebywania z ludźmi chciałem się przypodobać to przez dobra materialne nawaliłem sobie długów. Jestem w trakcie psychoterapii,wcześniej męczyłem się przez 11 lat z chorobą której w gruncie rzeczy nie miałem a teraz mam długą prostą przed sobą i czas na rozpęd. Dlatego uważam że nic więcej Ci nie trzeba. No i powodzenia życzę :-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rany, jakbym czytała o sobie :!::shock: Nieprawdopodobne, jesteś moim klonem? :P Poradziłabym Ci coś jak doszło do mojej przemiany, ale nie jestem w stanie, ponieważ nie wiem jak do tego doszło. W każdym razie to długotrwały proces, bolesny, pełen porażek. Ale uważam, że udało mi się mnóstwo osiągnąć. Czas pokaże czy to jest dla mnie dobre, ale myślę, że tak.

 

To samo sobie pomyślałam-nasza historia ma tyle tożsamych punktów, że zastanawiam się czy to możliwe w ogóle :)

Ja w przeciwieństwie do MalejMi1001 nie doznałam przemiany (jeszcze), 5 lat siedzę w tym g....

Przegapiłam ten moment, kiedy mogłam jeszcze coś zmienić zmianą nastawienia, terapią i walka z tym wszystkim jest dziś dużo trudniejsza, dlatego polecam szybką wizytę u lekarza i terapię-nie poradzisz sobie z tym sama i z każdym dniem będzie gorzej.

Trzymam kciuki!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo, ale to bardzo dziękuję Wam za słowa otuchy ! Biorę się za szukanie dobrego specjalisty, mam nadzieję, że dam radę :)

 

-- 11 sty 2014, 00:16 --

 

Zastanawiam się tylko co będzie lepszą opcją...psycholog, psychiatra czy, tak jak ktoś wcześniej wspomniał, jeden jak i drugi w tym samym czasie ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To i też coś tutaj dopiszę :). Ja także mam problemy z bezsennością , jednak ostatnio prawie w ogole nie sypiam. Boje się zycia, przrzewalem studiowanie przez chad i bezsennośc, po przerwie studiuję dalej, ale obawiam się znowu przegram. Teraz to nawet wyjście na uczelnie stanowi wyzwanie bo się tego boje....://.

 

-- 11 sty 2014, 03:15 --

 

Marcelina,

 

U mnie to niemal to samo. Od tygodnia mam problemy ze snem i nie mogę spac w nocy i nie uczesszczam na zajecia,a z tego zrobily się sprore zaleglosci.. Ja nawet tam nie chce tam do dziekanatu iść, ten caly budynek mianiuje jako moja porażka, jedna już była i chyba zaraz druga. Nadzieja jest ze zmienie tryb z dziennego/zaoczne+jaka praca i może byłoyby do przodu. Czy ogółnie to boję się o wszystko

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×