Skocz do zawartości
Nerwica.com

Zero.


madlen1992

Rekomendowane odpowiedzi

Nie wiem jak zacząć pisać ten post. Nic w moim życiu nie ma sensu. Coraz częściej myślę nad tym, żeby skończyć to wszystko, a w takim stanie w jakim jestem teraz niewiele mnie od tego dzieli. Co mam napisać? Nigdy nie byłam u psychologa, nie byłam u psychiatry, boję się tego co bym usłyszała. Od lat jestem na 'diecie' głodzę się i jem kompulsywnie na zmianę. Tyję i chudnę, waga potrafi spaść w szybkim tempie o ponad 10kg, w jeszcze szybszym wrócić - wtedy nienawidzę siebie, tak bardzo siebie nienawidzę. Robię wszystko by schudnąć. Faszeruję się ogromnymi ilościami tabletek, środków przeczyszczających i kawy. Palę paczkę papierosów dziennie, już od lat. Myślę, że już nigdy nie zaakceptuję siebie, nienawidzę jak ludzie na mnie patrzą.

Dalej, alkohol. Piję codziennie. Nie potrzebuję już towarzystwa, piję by nie myśleć, by zatopić smutki.

Jestem samotna, odpycham potencjalnych partnerów od siebie. Czasami, kiedy analizuję wszystko, dochodzę do wniosku że będę sama, już do końca. Nie potrafię uwierzyć, że ktoś może zainteresować się mną, taką beznadzieją mną. Nie chcę żeby się interesowali, a raczej wstydzę się siebie, boję się że facet dostrzeże moje wszystkie wady. Brzydzę się sobą. Nigdy nikogo nie miałam.

Przeciętni ludzie mnie nie rozumieją, nie biorą na poważnie, mają mnie za głupią próżną panienkę.

Samookaleczam się, zawsze kiedy nie panuję nad sobą, później wstydzę się tego.

Teraz studiuję poza swoim miastem. Źle wybrałam mieszkanie. Nie mogę spać, cały czas śnią mi się koszmary, często mam przywidzenia - boję się tego, boję się, że całkowicie wariuję. Płaczę i użalam się nad sobą. To takie żałosne, nienawidzę być żałosną, nie chcę.

Zawalam studia, rodzice opłacają moje mieszkanie, a ja często nie chodzę na zajęcia, bo po prostu nie jestem wstanie, nie chcę być wśród obcych ludzi, którzy patrzą.

Nie pamiętam kiedy byłam tak naprawdę szczęśliwa. Dobrze wspominam tylko okres dzieciństwa, kiedy biegałam po podwórku i po prostu bawiłam się, jak wszystkie dzieci, choć i wtedy było coś nie tak, nie potrafię tego opisać. Całę życie chciałam być kimś lepszym niż jestem.

Mam dopiero 20 lat, a czuję się już tak zniszczona. Zniszczona psychicznie i fizycznie. Nie wiem po co piszę. Chyba potrzebuję w końcu o ty napisać, a tutaj jestem anonimowa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

madlen1992, hej. Wizyta u psychologa i psychiatry bardzo by Ci się przydała. Piszesz, że boisz się tego co usłyszysz, ale chyba to nie będzie dla Ciebie zaskoczeniem. Sama sobie nie poradzisz, teraz zwłaszcza widać jak życie Ci mija...Musisz o siebie zawalczyć i coś konstruktywnego zrobić ze swoim bytem...

Widzę tu złożoność problemów, ale przez internet wszystkich nie rozwiążę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie szukam pomocy u psychologa, boję się że nie zostanę zrozumiana. Właściwie wydaje mi się, że moje problemy mogą być uznane za błahe - po prostu nie potrafię sobie radzić, jestem życiowym nieudacznikiem. Powinnam sobie poradzić sama, nie wiem tylko jak.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

madlen1992, to bardzo naiwne myślenie. Przecież oni nie tylko z takimi sytuacjami się spotykali i są w końcu po to by Cię pomóc.

Sama tego nie udźwigniesz. Nie ma jakiegoś magicznego przełącznika.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem beznadziejnym przypadkiem.

Od lat piję, od zawsze się odchudzam, do tego dochodzą inne problemy. Jest mi z tym źle, ale nie chcę tego zmieniać. Kompletnie bez sensu. Chyba lubię siebie niszczyć. Na tym polega moje życie. Wmawiam sobie, że kiedyś stanę się taka, jaką chcę być i w końcu będę szczęśliwa.

Miło jest po prostu to tutaj napisać, poczuć się przez chwilę lepiej, lżej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

madlen1992, ale bez pomocy specjalisty nic się na lepsze nie zmieni. Niszczenie siebie to żadna wielka sztuka. I na tym nie polega życie. Na byciu niewolnikiem własnych lęków i słabości. Chcesz żyć ciągle w świecie iluzji?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witaj madlen1992, powiem Ci że ja też byłam pesymistycznie nastawiona do wszystkich tych "specjalistów od ludzkiej duszy tudzież mózgu".Długo trwało,zanim trafiłam na takiego który naprawdę mi pomaga.Zawsze jest sens,żeby walczyć.Dopóki walczysz,jesteś zwycięzcą.Ja zawalczyłam i dzisiaj nie żałuje...a mam podobne nastawienie do siebie samej jak Ty...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

madlen1992 gdzie studiujesz? Na pewno znajdzie się na Forum ktoś z kim mogłabyś się spotkać i pogadać. Nie chcesz i ść do psychologa, to pogadaj z kimś kto u niego był. Oddałbym wiele za parę wizyt, ale nie mogę oficjalnie się leczyć ze względu na pracę. Pomaga mi przyjaciółka po przejściach i jakoś daję radę :) Masz trochę wolnego czasu? Spróbuj jakiegoś wolontariatu. Mnie nic tak nie buduje, jak wdzięczność w oczach kogoś komu pomogłem :) wspaniałe uczucie, że jednak jestem coś wart :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

madlen1992, sam fakt, że tutaj napisałaś znaczy, że chcesz pomocy, tylko moze boisz się do tego przynać :) z tego co piszesz widzę pare podobienstw ze swoim przypadkiem, jezeli nie widzisz sensu- daj sobie ostatnią szansę i idź do tego psychologa, serio, będę trzymać za Ciebie kciuki. Może to zabrzmi okrutnie, ale ja idąc na terapię ( i wcale tego nie chcąc) myslalam: no to co, jesli będzie gorzej? I tak już jest, skoro gorzej być nie może to wyciśnijmy z tego ile się da..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Spotkanie się z 'kimś' to zły pomysł. Boję się mówić o moich problemach.

Zastanawiam się nad psychologiem, ale nie wiem czy będę potrafiła ostatecznie się zdecydować. Robię z siebie dno alkoholowe. Utyłam, znowu mam w planach kolejne głodówki. Nikt mnie nie rozumie, koleżanki próbują wybić mi z głowy odchudzanie - bo 'po co ty to robisz?' nic nie rozumieją. Po alkoholu potrafię wyżalić się najbliższym mi znajomym, ogólnikowo - wstydzę się szczegółów. Żałuję tego później strasznie, wyciszam sprawę. Źle mi. Niby mam bliskie mi osoby, ale tak naprawdę jestem sama, bo nierozumiana. Potrafią się tylko martwić.

Myśl o psychologu przewija się czasami, ale chciałabym najpierw schudnąć, później się leczyć. Wiem, że pewnie uznacie to za naiwne i głupie, ale ja muszę. Wierzę że mi się uda, a wtedy znajdę pomoc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×