Skocz do zawartości
Nerwica.com

Straciłem sens życia, czy istnieje szansa na zmianę?


Tomaszmc28

Rekomendowane odpowiedzi

Witam wszystkich. Czasami się zastanawiałem, czy jest sens pisania (o własnym nic znaczącym dla innych) problemach na tego typu forum? Nie jestem do końca przekonany, lecz chyba nic nie stracę jak sobie "coś" popisze......

 

Nawet nie wiem od czego zacząć. Nazywam się Tomasz mam 29 lat, już dawno temu straciłem sen życia. Wiecznie chodzę ze smutną miną, kompletnie nic mnie nie cieszy, jestem wieczny zmęczony, może to głupio zabrzmi, ale i czasami mi się zdarza, że płaczę w poduchę i pewnie nie jeden z was sobie pomyśli o mnie "źle". Pomimo mojego już "starczego wieku" (wiem, że to głupio zabrzmiało, ale tak się czuję), to czuję się już wypalony, że już wszystko za mną, że nie ułożę sobie życia z dziewczyną. Dobrze się domyślacie, jestem sam nie mam dziewczyny i nigdy nie miałem i biorąc pod uwagę moją aktywność co do relacji z dziewczynami to nigdy jej nie będę miał.

Znowu pewnie sobie pomyślicie, "następny, który się żali że nie ma dziewczyny". Zawsze dawniej sobie mówiłem, że i na ciebie przyjdzie czas, a teraz? Wszyscy znajomi mają rodziny, dzieci, jak sobie pomyślę że jak to fajnie by było jak bym był tatą, tak marzę o dziecku. Teraz to tak mi brakuje drugiej osoby, brakuje mi bliskości, rozmowy o wszystkim, przytulania (i wcale nie chodzi mi o sex nawet i tego nie zasmakowałem). Od czasu do czasu, mam jakiś epizod z dziewczyną, ale to tylko za każdym razem kończy się na jednym spotkaniu :(. Czy coś jest ze mną nie tak? Jestem nie śmiały, spokojnym bez nałogów, grzeczny nawet za bardzo, kulturalny, jestem z tych osób co wysłucha, doradzi w rozwiązaniu problemu.

Kiedyś pomogłem, koleżance bo zwróciła się do mnie abym jej pomógł, bo nie wiedziała co ma zrobić ze swoim chłopakiem, rok temu była w desperacji i miała już go rzucić, ja wysłuchałem i doradziłem, a dzięki mnie dziś planują razem w tym roku wesele. Innej znowu koleżance, przekonałem ją, aby nie rzucała studiów, ostatnio mi podziękowała, że ją przekonałem bo studia skończyła i jest szczęśliwa z tego powodu. Paradoksalnie czasami zmieniam się w psychologa i komuś pomogę, nawet o rzeczach których sam marzę, a sam sobie nie potrafię pomóc.....

Po pracy przyjdę i nie mam ochoty kompletnie na nic, nawet nie mam ochoty posprzątać koło domu, w końcu i tak jak przyjdzie sobota to zacznę sprzątać, tylko zastanawiam się po co i tak sobie myślę, że w razie w, jak znajdę jakąś dziewczynę przynajmniej nie będę się wstydził, lecz dokładnie wiem o tym, że tak nigdy się nie stanie jestem sceptycznie nastawiony do tego, że kiedyś kogoś znajdę.

Jedynie co systematycznie robię po pracy i w wolne dni to to, że codziennie (prawie) to czytam książki nawet sporo, siedzę przed kompem i czasami pojadę sobie pojeździć na rowerze. Czasami pójdę do znajomych i poudaję, że "jestem szczęśliwy", przynajmniej się pobawię z ich dziećmi wtedy nawet i się uśmiecham. Jak tylko się pytają czy mam kogoś, to mam ochotę wstać i wyjść, ale żartobliwie coś zawsze odpowiem.

Jestem z tych wstydliwych i raczej wyjście gdzieś do jakiegoś klubu nie wchodzi w rachubę, zresztą mój wiek jest znaczący do pozostałych osób w klubach, przecież nie szukam dziecka, która by się zakochała we mnie, jeśli rozumiecie o co mi chodzi. Portale randkowe - to też nie wypał ( tak wiem, jak poznać kogoś, to nie przez neta), lecz cóż ja mogę? Jestem na straconej pozycji.

 

W domu mieszkam z rodzicami, jak ja nie na widzę krzyków. Nie nie, nie to że się kłócą, tylko czasami wymieniają się własnymi poglądami w bardziej w nienormalny sposób czyli nie wielkie krzyki, które mnie stresują jak diabli, a tak po za tym jest ok w domu.

Ja już mam serdecznie wszystkiego dosyć, wszystko robię od niechcenia, nie wiem czy to depresja czy nie. Ostatnio to nawet zaczynam być nerwowy. Oczywiście do końca moich dni mogę i w ten sposób egzystować w tym świecie, tylko pytanie po co? Nie nie nie myślcie sobie, że jestem już kompletnie załamany i abym był zdolny abym targnął się na własne życie, za bardzo chcę żyć abym mógł w taki idiotyczny sposób rozwiązać własne problemy, bo wiem że wtedy to przysporzę innym problemy. Nie jestem idiotą aby odebrać sobie życie. Ale mam już dość w taki sposób żyć :(

Pewnie nie jedna osoba napisze (o ile w ogóle ktoś te moje bzdety przeczyta), że na pewno znajdziesz dziewczynę, że trzeba wyjść, abym poszedł do psychologa (po co sam czasami się bawię w psychologa i wiem jakich słów może użyć, więc tę grę w słowa znam).

 

Jeśli ktoś z Was, te moje bzdety jednak przeczytał, przepraszam, że tyle tego jest. Wiem, że to są puste słowa. Lecz za przeczytanie dziękuję.

Jeśli ktoś z Was odpisał to już naprawdę serdecznie bardzo dziękuję.

 

Pozdrawiam wszystkich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Tomku. Mam ten sam problem, mógłbym rzec nawet, że identyczny. Także doskwiera mi wszechogarniająca samotność, brakuje mi kontaktu, rozmowy, przytulenia. Na nic nie mam ochoty, siły, energii. Przestałem widzieć "sens". Co do kwestii "zakończenia problemów" mam takie same zdanie jak Ty. Moje kontakty z dziewczynami mimo, że było i tyle że śmiało bym je mógł policzyć na palcach jednej ręki, także się kończyły praktycznie na starcie. Kierunek moich studiów dyskwalifikuje możliwość poznania kogoś na uczelni, moja "towarzyskość i imprezowość" eliminuje kluby, dyskoteki, itp. (poza tym mam dziwne przeświadczenie, że osoba poznana w takim miejscu nie pasowałaby do mnie, i pewnie do Ciebie też). Najlepszym miejsce wydaje mi się park lub jakaś biblioteka, ale to stawia kolejną przeszkodę a mianowicie nieśmiałość, jak ją zwalczyć?

 

4miesiące temu poznałem przez internet fajną dziewczynę. Jej osobowość i charakter są jakby wyciągnięte z moich najskrytszych marzeń, dosłownie druga połówka, między nami jest rok różnicy i ok 250km odległości. Początkowo rozmawialiśmy na gg i smsowo, nierzadko do 4 nad ranem. Było idealnie. Momentami czułem się jak psycholog pocieszając ją bo np. mijała rocznica jej rozstania z kimś tam i była w dołku, jednocześnie dołując się samemu tym że ja nie mam takich doświadczeń a jedyna osoba dzięki której moje serce zabiło szybciej to ktoś, kogo nie widziałem. Po ok. 3 miesiącach powiedziałem jej że chyba coś poczułem i jestem zdolny jeździć do niej co weekend tylko po to by się spotykać na żywo, rozmawiać, patrzeć w oczy. Czar prysł, powiedziała, że jest za wcześnie na spotkanie, ponieważ jestem /tym z internetu/ i potrzebuje czasu by się do mnie przekonać. Mogłem sobie darować już wtedy, ale nie dostrzegłem chyba tego że zepsułem wszystko swoim wyznaniem. Zacząłem żyć nadzieją i marzeniami, spokojnie czekając, jednocześnie wpadając w coraz większą depresję... Od czasu do czasu podrzucałem jej swoje argumenty typu "wiem że nie mam szans bo jestem z internetu", "jestem na straconej pozycji, ponieważ nie mam jak Cie oczarować", "brak między nami tego czynnika, który jest przy spotkaniu na żywo", jej odpowiedź na to wszystko brzmiała: to nie o to chodzi. I tak się to ciągnęło, do czasu gdy kilka dni temu napisała mi że jej smutno bo spotkała kogoś kogo poznała dawno temu na wakacjach i teraz spotkali się drugi raz w życiu i się w nim kocha... 4miesiące marzeń obróciły się w pył. Co ciekawiej osoba ta jest także z daleka i widzieli się 2x. I poczuła coś właśnie przy tym drugim spotkaniu parę dni temu. Dlaczego nie dano mi tej szansy? Co ciekawsze okazało się że parę dni temu była w moim mieście na wycieczce, powiedziała mi o tym 3 dni po fakcie (argument: "spotkanie nie wchodziło w grę, więc uważałam że tak będzie lepiej"). Nie chcąc tracić tej jakże toksycznej dla mnie znajomości powiedziałem że postaram się w niej "odkochać" i żebyśmy zostali zwykłymi przyjaciółmi (może wtedy się spotka? chociaż i tak wątpię, przekleństwo internetu...), zgodziła się. Od tego czasu minęły 3 dni a ja czuję że jest jeszcze gorzej i ciągle myślę czy dobrze robię. Z jednej strony: mam zachować się jak mężczyzna i gonić marzenia za wszelką cenę? czy odpuścić, zakończyć kontakt i wymazać ją z pamięci? Dodam, że fakt odległości i kosztów z tym związanych nie gra dla mnie roli. Co jej powiedzieć? Jeżeli ktoś to przeczytał i potrafi mi pomóc, doradzić to proszę o to z całego serca.

Przepraszam Cię Tomaszu za to że Ci opisuję swoje cierpienia w Twoim temacie, ale to poszło tak jak płacz do poduszki przed snem.

 

Po za tym wszystkim dziś powiedziałem rodzicom o swoim problemie, na razie bez szczegółów, jedynie "chyba mam depresję od paru miesięcy". Mama pracująca w szpitalu ma mi poszukać jakiegoś dobrego psychologa w moim mieście rodzinnym. Może coś z tego wyjdzie. Próbowałeś iść do specjalisty? Może jakaś terapia grupowa by Ci pomogła?

 

Wiem, że moja odpowiedź Ci nic nie pomogła, ale może podbuduje Cię troszkę to że nie jesteś sam z takim problemem :)

 

p.s. ile miałeś lat jak "już dawno temu straciłem sen życia."?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ech no i kurwa stary po co to zrobiłeś...............miałem już nie pisac na tym forum ale tak "urzekła mnie twoja historia" że nie mogłem i załozyłem konto,jak się znowu uzaleznie od forum to bedzie twoja wina i chce żebyś to kurwa wiedział :twisted::P

 

Przeczytałem to co napisałeś,ale może zanim odpowiem to powiem Ci kim jestem.Mam tam nieskończone 21 tez zawsze byłem sam mam CHAD jestem ubogim studentem i to w sumie tyle.Jakiś czas temu byłem pionierem w wylewaniu smutków na tym forum.Naprawdę najęczałem się tu,nie bez powodu bo ból który wtedy czuł był niemal nie do wytrzymania.

 

Jako że zawsze byłem sam nie poradzę Ci jak poznać dziewczynę jak wyrywać lachony i takie tam.Mogę Ci natomiast powiedzieć że z pewnościa popadłeś w depresje.Nie masz się co dołować że popłakujesz w poduche mnie też się to notorycznie zdarzało onego czasu.

 

Dobra po kolei:

masz dopiero 29 lat to NIE znaczy że zawsze będziesz sam.Moja mama wyszła za mąż jak miała 34,mój wujek 30.Współczesnie samotny 29 latek to nic wielkiego.Nie masz 40 czy 50 lat,tylko niespełna 30 jeszcze spokojnie możesz się żenić;]

 

Wiesz ja dobrze rozumiem samotnośc i wiem jak obniża samoocenę widzę po Tobie że twoja samoocena jest niska jak pigmej.Chcę żebyś wiedział że to czy kogoś masz czy nie nie świadczy o twojej wartości,żeby to nie były puste słowa dam Ci parę przykładów z życia.Mój nauczyciel niemieckiego ,teraz po 40,naprawdę dowcipny inteligetny i PRZYSTOJNY facet z super chrakterem-stary kawaler.Za to dwaj moi sąsiedzi brudni pijacy i nieroby-obaj żonaci.Znam kilka ślicznych dziewczyn które nigdy nie miały chłopaków i kilka ropuch którę jakoś tak potrafią się sprzedac że miały już kilku.Także to że jesteś sam nie znaczy że jasteś kimś gorszym.

 

No i trzecia sprawa:masz depresje,szuraj do psychiatry mi baardzo pomógł.Nie bój się nie będziesz brał leków zawsze pewnie po 8 miechach już będzie dobrze.Zrób to dal twojej przyszłej żony-dopóki będziesz w depresji będzi Ci baaardzo cieżko nawiązywać relacje z ludzmi być dowcipnym i miłym,będziesz smutasem a kobiety nie lubią smutasów.Daj się poznać kobiecie od najlepszej strony a nie od strony depresji.

 

Czy coś jest ze mną nie tak?

Tak i sam już napisałeś co:

Po pracy przyjdę i nie mam ochoty kompletnie na nic, nawet nie mam ochoty posprzątać koło domu, w końcu i tak jak przyjdzie sobota to zacznę sprzątać,

Twoje zycie wygląda identycznie jak moje:praca/szkoła,odpoczynek i weekend w domu.I powiedz szczerze kiedy te laski mają nas poznać co?:P Za mało się ruszamy za mało wychodzimy i tyle.To takie proste i takie trudne bo jak przyjdzie się wyrwać i gdzieś wyjść to nagle nie ma gdzie co?

 

Jestem z tych wstydliwych i raczej wyjście gdzieś do jakiegoś klubu nie wchodzi w rachubę, zresztą mój wiek jest znaczący do pozostałych osób w klubach, przecież nie szukam dziecka, która by się zakochała we mnie, jeśli rozumiecie o co mi chodzi. Portale randkowe - to też nie wypał ( tak wiem, jak poznać kogoś, to nie przez neta), lecz cóż ja mogę? Jestem na straconej pozycji.

Noo jakbym słyszał siebie.Facet!Statystycznie najwięcej par to takie w których mąż jest 5 lat starszy od żony .Chyba mi nie powiesz żę w klubach nie ma 24 latek a nawet jak powiesz to Ci nie uwierze bo jednak czasem do klubów chodzę.KONIECZNIE musisz wychodzić i ja też dlatego w przyszły weekend twardo atakuje kluby:P:)I tobie też to radzę.

I bezsprzecznie NIErezygnuj z randek przez internet bo jak byłem kiedyś na forum dla niesmiałych to duża część osób właśnie przez neta poznała drugą połówkę.

 

Pewnie nie jedna osoba napisze (o ile w ogóle ktoś te moje bzdety przeczyta), że na pewno znajdziesz dziewczynę, że trzeba wyjść, abym poszedł do psychologa (po co sam czasami się bawię w psychologa i wiem jakich słów może użyć, więc tę grę w słowa znam).

To co Ci mamy napisac:siedz w domu załamuj się i nic z tym nie rób to na pewno spotkasz kogoś fajnego?

 

I tak na marginesie nie bądź taką cipą:P Nie wspieraj kobiet które mają problemy nie dawaj ramienia do wypłakania i takie tam.Jest tu sporo "pocieszycieli" którzy skończyli samotnie.Pewnie liczyłeś że jak je pocieszysz będą twoję ale to jakoś tak nie działa sam nie wiem czemu.

 

I nie miej też za dużo szacunku i romantycznego uwielbienia do kobiet tak szczerze to dużo procent kobiet to pojebane dupy mówią że zależy im na miłości i bliskości a olewają facetów którzy są do takiej bliskości zdolni.Takie życie.

 

Tak ogólnie to ja bym Ci radził w żołnierskim skrócie:

1)Psychiatra

2)Pisanie tu na forum-będziemy Cie wspierać

3)Siłownia,nowa fryzura eleganckie ciuchy?Ja tak robie to dodaje pewności siebie.

4)Jak już sobie zrobisz nowego looka to zrób sobie kilka korzystnych zdjęc i zamieśc na portalach randkowych

5)No i najważniejsze zmień swój plan dnia wyjdź do ludzi w takie miejsca w których ludzie szukają drugiej połówki-na kurs tańca,dyskotekę,do pubu /klubu.

6)Wiem że to trudne ale NIE MARZ O MIŁOŚCI,NIE PRZYTULAJ SIE DO PODUSZKI:P I takie tam.Czemu?Bo to tylko powieksza ból wzmacnia samotność powoduje żę stajesz się desperatem.A wierz mi wiem po sobie że kobiety czują desperacje.

 

Pozdro i nie łam sie:]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szczerze, to nawet nie sądziłem, że ktoś będzie skłonny odpisać, wiedząc że takich jak ja, jest sporo. Bardzo dziękuję

 

@wypalony2

 

Nie masz mnie za co przepraszać, że pisałeś o sobie w moim temacie. Chociaż to co napisałeś o sobie, w zasadzie mógłbym podczepić do siebie.

Nie wspominałem, że przez jakiś czas pisałem na gg z pewną dziewczyną, obydwoje wiemy jak wyglądamy (ze zdjęć) także i po kilka godzin dziennie rozmawialiśmy, naprawdę bardzo fajnie mi się z nią rozmawiało to było coś jak jakaś "nieopisana bajka". Po pierwszej zmianie, wieczorki były przeznaczone na rozmowy z nią, jak miałem drugą zmianę niestety brak był tych rozmów. Od jakiegoś czasu coraz rzadziej rozmawiamy, ja coś tam do niej piszę a z jej strony brak odp. Od czasu do czasu wymienimy jakieś parę zdań. Jak jesteśmy oboje dostępni na gg to żadne z nas nie rozpocznie rozmowy - czar prysł. Dałem za wygraną, między innymi dla tego też, że ma teraz tylko 22 lata studiuje i pisze prace to co ja tam będę jej głowę zawracał, paradoksalnie mieszkamy jakieś 500-600 metrów od siebie.

Więc historie mamy podobne, lecz nie takie same.......

 

 

-p.s. ile miałeś lat jak "już dawno temu straciłem sen życia."?

 

 

Od jakichś 5 lat, wtedy ostatni wolny kolega się ożenił i zaczynałem odczuwać samotność, co nie oznacza że się nie interesowałem wtedy dziewczynami. Jak już wspomniałem miałem parę epizodów z dziewczynami - jedno spotkanie. A mój kolega, co prawda w wieku 28 lub 29 się ożenił to wcześniej w zasadzie nie miał nigdy epizodów z dziewczynami, wysłał esmsa do niej po wypiciu alkoholu do naszej koleżanki, tak dla żartów dziś są małżeństwem. Kiedyś ( według mnie bardzo nie ładnie się zachował co do swojej dziewczyny) po odprowadzeniu tej, że koleżanki przez niego, wrócił do nas na imprezę i głośno zakomunikował wszystkim: czy może być taka? i po chwili dodał: lepsza taka niż żadna! Tak czasami się zastanawiam, jak by się zachowała wówczas jak by o tym wiedziała, lecz ja się nie mieszam do nie swoich spraw, ale cholernie mi to tkwi w pamięci i ja bym nie mógł tak mówić o własnej dziewczynie swoim znajomym, bo co mogli by o mnie pomyśleć.....

 

 

 

@( Dean )^2

 

Sorki, że wciągnąłem Ciebie, że pojawiłeś się znowu na tym forum, całą winę biorę na siebie.

 

Wiem, że masz rację pisząc, że mam dopiero 29 lat. Ale też zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli przez ostatnie lata nic znaczącego nie wydarzyło się w moim życiu, to skąd mam mieć tę pewność, że jakiegoś dnia moje życie zmieni się na lepsze? Wiem, że lepiej jest komuś kto jest optymistą, ja tak nie potrafię i coraz bardziej brnę co do bycia pesymistą.

 

Tak trafiłeś w 10, mam bardzo niską samoocenę co do swojej osoby.

 

Co do pójścia do psychiatry. Raczej będę tego unikał, bo wiem że to będzie tylko gra w słowa i argumentacja, którą ja bardzo dobrze rozumiem.

 

Piszesz, że koniecznie trzeba wychodzić, wiem że masz rację, że nic do mnie nie przyjdzie samo. Ale pewnie też wiesz jakie to uczucie wychodzenie samemu gdzie kolwiek. Pójdę do klubu i stanę w jakimś miejscu pijąc co kolwiek i będę się czuł jak jakiś kretyn, który obserwuje innych dobrze bawiących się osób i te gapiące się oczy w moim kierunku, które mówią po co on tu przyszedł? Jak już wspomniałem, jestem nie śmiały jest bardzo malutkie prawdopodobieństwo, abym kogoś zagadał......

 

Piszesz także, abym nie rezygnował z randek przez neta, pewnie nie zrezygnuję, lecz zdjęcia nie podam jak już wspomniałem a właściwie to ty wpadłeś na to: że mam niską samoocenę i czuję się dużo gorszy od innych.

 

No tak po raz kolejny wyczaiłeś moje zachowanie. piszesz abym nie był cipą, która wspiera dziewczyny, tak masz rację, że liczyłem że jak pocieszę że się zbliżymy do siebie - tak to nie działa, jak już wspomniałem, jedna już planuje w tym roku wesele. Cholernie mi było ciężko doradzać, ale ok już o tym zapomniałem i jesteśmy dobrymi znajomymi.

 

 

 

Bardzo dziękuję Wam, że odpisaliście nawet nie wiecie ile to dla człowieka tak szarego jak ja to się liczy (a może wiecie).

 

 

Napiszę jeszcze, że tym "smutasem" staję się dopiero jak jestem w domu. W pracy raczej mnie lubią, z tymi co pracuję to się śmiejemy i żartujemy. Ze wszystkimi rozmawiam na luzie z dziewczynami także (wszystkie zajęte - rozeznanie już przeprowadziłem). Bo w domu tak naprawdę czuję się nikim, tym gorszym, ten co nie ma nic. Jak już wspomniałem idiotą nie jestem i dbam o siebie, o wygląd zewnętrzny aby inni nie widzieli we mnie jakiegoś ponuraka. Ale wnętrze mam cholernie zepsute.

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

 

@( Dean )^2

 

Sorki, że wciągnąłem Ciebie, że pojawiłeś się znowu na tym forum, całą winę biorę na siebie.

Stary żartowałem nie przepraszaj za wszystko;P

Wiem, że masz rację pisząc, że mam dopiero 29 lat. Ale też zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli przez ostatnie lata nic znaczącego nie wydarzyło się w moim życiu, to skąd mam mieć tę pewność, że jakiegoś dnia moje życie zmieni się na lepsze? Wiem, że lepiej jest komuś kto jest optymistą, ja tak nie potrafię i coraz bardziej brnę co do bycia pesymistą.

Ja nie mówię żebyś był optymistą w depresji a moim zdaniem ty ją masz to nie możliwe mówię żebyś dał sobe szanse a nóż pójdziesz do jakiegoś klubu i spotkasz podobną do siebie zagubioną dziewczynę spykniecie się i będzie po problemie?;P Nie musisz wierzyć żę sie uda może to nawet lepiej jak będziesz podchodził do tego z rezerwą,bo nie wyjdziesz na desperata ale spróbuje.

Tak trafiłeś w 10, mam bardzo niską samoocenę co do swojej osoby.

No i tutaj będzie potrzebny dobry psycholog nie zachowuj się tak jakbyś był Freudem niech CI się nie zdaję że znasz się na psychologii bo szczerze to nie masz o niej pojęcia jesteś takim domorosłym psychologiem naprawde nie wiesz zbyt wiele.

 

Co do psychiatry on nie będzie z Tobą gadał tylko da Ci leki które CI pomogą po paru miesiącach bo sprawa wygląd tak że długotrwaął samotność wpędza w depresje którą trzeba leczyć.

Piszesz, że koniecznie trzeba wychodzić, wiem że masz rację, że nic do mnie nie przyjdzie samo. Ale pewnie też wiesz jakie to uczucie wychodzenie samemu gdzie kolwiek. Pójdę do klubu i stanę w jakimś miejscu pijąc co kolwiek i będę się czuł jak jakiś kretyn, który obserwuje innych dobrze bawiących się osób i te gapiące się oczy w moim kierunku, które mówią po co on tu przyszedł? Jak już wspomniałem, jestem nie śmiały jest bardzo malutkie prawdopodobieństwo, abym kogoś zagadał......

JA wiem że to boli tak iść samemu ale wiesz samotnosć boli bardziej.Pójdziesz pare razy na poczatek nie musisz do nikogo zagadywać ważne żebyś się oswoił z klubami potem bedziesz gadał.

Piszesz także, abym nie rezygnował z randek przez neta, pewnie nie zrezygnuję, lecz zdjęcia nie podam jak już wspomniałem a właściwie to ty wpadłeś na to: że mam niską samoocenę i czuję się dużo gorszy od innych.

No bez zdjęcia to nie ma szans raczej ale w czym problem pisałeś ze dbasz o swój wygląd?

 

 

 

 

Bardzo dziękuję Wam, że odpisaliście nawet nie wiecie ile to dla człowieka tak szarego jak ja to się liczy (a może wiecie).

i bądz trochę pewniejszy siiebie;)

 

Napiszę jeszcze, że tym "smutasem" staję się dopiero jak jestem w domu. W pracy raczej mnie lubią, z tymi co pracuję to się śmiejemy i żartujemy. Ze wszystkimi rozmawiam na luzie z dziewczynami także (wszystkie zajęte - rozeznanie już przeprowadziłem). Bo w domu tak naprawdę czuję się nikim, tym gorszym, ten co nie ma nic. Jak już wspomniałem idiotą nie jestem i dbam o siebie, o wygląd zewnętrzny aby inni nie widzieli we mnie jakiegoś ponuraka. Ale wnętrze mam cholernie zepsute.

 

Pozdrawiam.

Tym lepiej bo jak widać umiesz zachować się wsród ludzi nie jesteś dziwakiem czy coś będzie dobrze tylko wyrwij się z domu;]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@@( Dean )^2

 

Ja wiem, że żartowałeś, nawet napisałem ostatnie słowa żartobliwie do tego, tylko nie wiem jak to się stało, ale chyba wszystkiego nie skopiowałem jak pisałem w notatniku, no cóż...A po za tym, jak napisałem już, jestem grzeczny a nawet za bardzo, taką mam naturę.....

 

Co do bycia optymistą, powiem Ci tak: Czami miewam lepsze samopoczucie i wyjdę w ładny dzień tak połazić po mieście (rzadko tak wychodzę) i wtedy troszku barwniej na wszystko patrzę, ale kiedy zobaczę jakąś parę to już mnie cholera bierze i wracają te czarne moje myśli i po chwili wracam do domu będąc z myślą że jestem nikim, kompletnie nikim i przez najbliższe kolejne dni nigdzie nie wychodzę, chyba że muszę coś załatwić.

 

Tylko raz się uśmiechnąłem widząc parę trzymających się za ręce, to był piękny widok - a była to "para" starszych osób, obydwoje po 70 na pewno. Wtedy to się do nich szczerze uśmiechnąłem, odwzajemnili mi także uśmiechem i wtedy sobie tak zamarzyłem, że to piękny widok widząc siebie i ewentualną partnerkę kiedy mamy po tyle samo lat. Lecz wiem, że tak nie będzie nigdy.

 

Oczywiście, że masz rację, że nie znam się na psychologii. Ale przecież wiadomo, że psycholog doradza słowem, a dodatkowo psychiatra może przepisać jakieś leki. Jeśli chodzi o leki, to ja jestem z tych anty co do leków. Leki biorę w ostateczności, nie chcę się truć nie potrzebnie.

 

Ja nie potrafię być pewniejszy siebie, zawsze zaczynam się stresować, denerwować jak mam wyjść i coś załatwić i nie ważne czy idę na zakupy, czy do urzędu, czy nawet na spacer. Bo wiem że wszyscy będą się na mnie patrzeć, a to mnie czasami stresuje jak cholera.

Czasami jak mijam się z jakąś grupką dziewczyn i zaczynają się śmiać, to się zastanawiam, /cenzura/ brudny jestem czy co? O co im chodzi? i mnie od razu skręca i mam ochotę uciekać, nie uważam się za przystojnego, ale wiem, że są faceci wyglądający makabrycznie z twarzy i mają żony i dzieci, a ja /cenzura/ to jakiś Marsjanin czy co?.

 

Czasami będąc na mieście, widząc jakąś dziewczynę, zaczyna mnie dopadać lęk, nie to że się boję (może i się boję, nie wiem tylko czego). Ja jestem komunikatywny z nową poznaną mi osobą, będę rozmawiał może i pożartuję, zależy co to za osoba, ale po prostu zaczynam się zwyczajnie stresować, denerwować, chociaż wiem że tylko się mijamy, że nie będziemy rozmawiać. I to nie musi być jakaś piękna dziewczyna, tylko zwyczajna nie wyróżniająca się niczym. No tak, piękna, cóż taka osoba mogła by we mnie widzieć....

Tak wiem, że nie potrzebnie dzielę dziewczyny piękne i te mniej ładne, pewnie w tych drugich powinienem szukać, no tak tylko jak już wspominałem, że ja jako nieśmiały chodzę na dyskoteki, do klubów, zagaduję - tak mam tylko w snach.....

 

Oczywiście, że potrafię się zachować wśród ludzi, na pewno troszku dziwny jestem, ale kto nie jest?

 

Teraz przyszła pora wiosny, ładne dnie a ja /cenzura/ znowu będę sam się kisił w 4 ścianach o niczym.......

 

Pozdrawiam, idę się szykować do pracy na drugą zmianę i kolejny zmarnowany tydzień.....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może inaczej bo taki wirtualny ping pong możemy prowadzić do usranej śmierci.

 

Posłuchaj moim zdaniem masz depresje.Twój mózg zaciął sie na jednej sprawie-nie mam dziewczyny.Z twoich postów aż biję to że nie mylsisz o NICZYM innym.Pewnie w pracy też się dołujesz że jesteś sam jak znajdzie się tylko wolna chwila.To własnie depresja uporczywe negatywne myśli.Zauważ że to wcale nie jest naturalne że niespelna 30 letni facet całe dnie mysli tylko o tym że nie ma dziewczyny.Wielu facetów w twoim wieku jest samotnych i nawet o tym nie myślą koncentują się na pracy hobby pasjach i wielu z nich wcale nie chce się jeszcze żenić.U Ciebie jest inaczej-jednej element twojego życia-samotność kładzie się cieniem na wszystkie inne odbiera Ci radośc z pracy czasu wolnego odpoczynku hobby.To nie jest normalne wielu ludzi ma problemy ale one nie niszczą im cąłego życia!Ty popadłeś w depresje i dlatego ten problem urósł do takich rozmiarów.On nie jest aż tak duży depresja Ci go wyolbrzymia.

Zauważ że można Ci pomóc i ty chcesz sobie pomóc to widać.Ja naprawdę wiem jak trudno zmienić swoje życie bo depresja mi moje zniszczyła i teraz staram się je odbudowywać i jesli mam być szczery nie wychodzi mi za bardzo ale się staram którego dnia się uda.Tobie też.Jest tu dużo strachu-jak sie przełamać i wyść do klubu,jak zagadac jak w ogole odważyc sie wyrwac z domu.Ale masz czas może spokojnie te strachy przełamywać jak wyleczysz sie z depresji to będzie łatwe.

Czasami jak mijam się z jakąś grupką dziewczyn i zaczynają się śmiać, to się zastanawiam, /cenzura/ brudny jestem czy co? O co im chodzi?

KAZDY tak myśli to nic nadzwyczajnego.

 

Jeśli chodzi o leki, to ja jestem z tych anty co do leków. Leki biorę w ostateczności, nie chcę się truć nie potrzebnie.

Idz do lekarza i odpowiedz mu to co nam niech fachowiec zadecyduje czy leki sa CI potrzebne czy nie.

 

Tak wiem, że nie potrzebnie dzielę dziewczyny piękne i te mniej ładne, pewnie w tych drugich powinienem szukać, no tak tylko jak już wspominałem, że ja jako nieśmiały chodzę na dyskoteki, do klubów, zagaduję - tak mam tylko w snach.....

Czemu niepotrzebnie? NIe jesteś taki najgorszy jak CI się zdaje zasługujesz na kogoś kto Ci sie będzie podobał.

 

Wiesz ja jestem dla Ciebie obcym cżłowiekiem i widzę twoję życie z pewnego dystansu i dlatego jestem bardziej obiektywny.Nic nie jest zmarnowane.Za parę lat możesz się cieszyć zoną i gromadką pociech.Ale to bedzie wymagało od Ciebie wysiłku.

 

Bedziesz musiał pójśc do psychiatry i zmierzyć się z depresją co łatwe ani przyjemne nie jest.Będziesz musial nad soba popracować i przełamać się parę razy.Będziesz też musiał być cierpliwy bo zmiany będą trwały miesiącami ale przyjdą.

 

Ja myślę że Ty już doskonale wiesz co trzeba zrobić może wiedziałeś od pocżatku.Tyle że ta myśl dopiero w Tobie kiełkuje sam widzisz że czas na zmiany teraz trochę siły potrzeba żeby je wprowadzić.

Naprawdę potrzeba Ci leczenia psychiatrycznego to żaden wstyd jesteś wrażliwym wartościwym gościem nie możesz sobie zmarnować życia.

Dobrze Ci życzę naprawdę i radze Ci żebyś zrobił ten pierwszy krok potem będziemy stawiać następne.

 

Przemyśl to jesteś dorosły facet wiem że umiesz sobie z tym poradzić.Pozdro.

 

PS: jak jesteś nięsmiały i masz problemy w klubie to idz na kurs tańca tak jak patrzę to na cąły klub żaden facet nie umie tańczyć jakbyś wiedział jak się ruszać to byś tam brylował naprawdę panienki same by do Ciebie cisneły bo nie mają z kim tańczyć w tych klubach taka prawda:P

Nie jesteś jedynym facetem który czuję się spęty w klubie włąściwie wszyscy faceci czują się tam spięci:P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak już na samym początku, napisałem czy w ogóle jest sens pisać na tego typu forum, i masz rację, że możemy sobie tak pisać i pisać i pisać.

 

Nie wiem czy mam depresję, czy nie. Ale właśnie nie wiem, czy główną przyczyną jest brak dziewczyny.

Oczywiście, że marzę aby mieć dziewczynę, ale przecież każdy marzy o swojej drugiej połówce - przecież to normalne, a pomimo tego są szczęśliwi, a ja nie.

 

W pracy to tak naprawdę to tylko momentami myślę o tym że nie mam dziewczyny, muszę być skupiony to co robię, bo mam odpowiedzialną pracę i nie mogę sobie pozwolić na popełnianie błędów. Więc w pracy jako tako psychicznie jestem spokojny i w jakimś stopniu weselszy, możliwe dla tego że jestem po między ludźmi. Jak przychodzę do domu to wtedy czuję się ten gorszy ten co nie ma nic.

 

Tak, większość osób w moim wieku, którzy po prostu nie chcą zakładać rodziny to tylko dla tego, aby robić karierę. Wiadomo, że pieniądze są potrzebne, ale czy rodzina nie powinna być na pierwszym miejscu? I robić to co lubią, to co jest ich pasją, hobby. I ja takich ludzi nie rozumiem, i nawet nie będę się starał ich zrozumieć. A zwłaszcza kobiet, które wiedzą bardzo dobrze, że zegar biologiczny "jeszcze tylko" tyka.

 

 

Więc naprawdę nie sądzę, że główna przyczyną u mnie jest brak dziewczyny? W pewnym stopniu to nawet już dałem sobie święty spokój i że zaakceptowałem, że prawdopodobnie będę starym kawalerem aż do.... Szczerze mówiąc, to nawet ostatnio to i o dziewczynach aż tak dużo nie myślę, jak dawniej po prostu ten rozdział tak jak bym zamkną, po prostu nic na siłę, co nie oznacza, że definitywnie dałem za wygraną.

 

Przecież nigdy dziewczyny nie miałem, ale pomimo tego, byłem szczęśliwy, cieszyły mnie naprawdę bardzo malutkie rzeczy, byłem pogodny, uśmiechnięty, większość dnia byłem żartobliwy, nie przejmowałem się kompletnie niczym, cieszyłem się każdym nowym dniem, że spotkam się ze znajomymi.

 

A teraz? Ciągle jestem smutny, momentami drażni mnie wszystko, irytuję się się jak tylko mam iść do znajomych ( wiem, że nie mogę się od znajomych odwrócić, bo mogą zrobić to samo co do mnie i wtedy będę już kompletnie sam), zaczynam często bez powodu się denerwować, stresować, czasami mam lęki typu, że ktoś przyjdzie do mnie do domu i coś będzie chciał cokolwiek ( wiem że to idiotycznie brzmi, ale tak mam), dawniej cieszyło mnie robienie komuś lub dla zabicia czasu jakieś prace w Corelu, AutoCadzie, Photoshopie czy nawet 3ds studio max, czy nawet jakaś pomoc na podwórzu - naprawdę lubiłem to robić.

 

Teraz mnie "wali" kompletnie wszystko, nic mnie nie cieszy, ciągle chodzę nadąsany, ręce mi się trzęsą bez powodu, nawet przestałem chodzić do kościoła bo nie widzę w tym sensu. Rano jak wstaję, to już mnie cholera bierze, że kolejny w zasranym życiu dzień zmarnowany.

 

Jedyna jakakolwiek zmiana na plus u mnie od kilku miesięcy to taka, że dużo czytam, książki nawet nowe dostałem od brata (około 100 więc parę lat mam z głowy), chyba, że i ta chęć czytania minie, na razie tej myśli nie dopuszczam.

Czytanie książki traktuję jako, jak jakąś ucieczkę od rzeczywistości, od zmartwień, bo tylko wtedy czuję spokojny, rozluźniony.

Kiedy odłożę książkę, wszystko wraca jak jakiś bumerang.

 

I tak naprawdę, nie wiem co mi jest, tak momentami chciał bym się wrócić o parę lat, ale tak psychicznie wrócić, kiedy byłem bardziej normalny niż teraz........

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No tak, dobrze trafiłeś - na tym forum wielu użytkowników mogłoby napisać prawie identyczny wpis o sobie. Chciałam napisać Ci coś pokrzepiającego, przydatnego, poruszającego wiele wątków, ale mam akurat taki kryzys, że nie miałam nawet siły na przeczytanie pozostałych komentarzy. Pozwolisz więc, że skupię się na trzech najważniejszych moim zdaniem punktach. Po pierwsze: idź do psychiatry. Mignęła mi wśród komentarzy Twoja wypowiedź w tej sprawie, przypomnę więc, że psychiatra nie jest od dawania rad, rozmawiania i wymiany argumentów; to właściwie zwyczajny lekarz specjalista. Jak widać, sam nie jesteś w stanie poradzić sobie ze swoją sytuacją, a to znak, że potrzebujesz pomocy. Jeśli masz depresję, a to bardzo możliwe, najlepszą możliwą pomocą są lekarstwa, a przynajmniej takie jest moje zdanie. Sama wiele zawdzięczam farmakologii i dopóki będę wchodziła na to forum, będę powtarzała: trzeba iść do psychiatry. Depresja to choroba, a nie magia. Dlatego, chociaż wydaje się to osobom w depresji nieprawdopodobne, odpowiednimi lekarstwami można na nią wpływać. Druga moja propozycja, tym razem nieco bardziej ostrożna, bo nie znam dokładnie Twojej sytuacji: zastanów się porządnie nad wyprowadzką. Problemy rodziców mogą potęgować Twoje. Skoro z nimi mieszkasz, jesteś prawdopodobnie w niektórych kwestiach od nich zależny, a to też nie działa zbyt dobrze na zdrowie psychiczne.

 

Jeszcze jedna rzecz: nieśmiałość, grzeczność, kulturalność - znam to doskonale. Pod tym wszystkim w moim przypadku kryje się uległość. Skoro mówisz, że jesteś zbyt grzeczny, mogę przypuszczać, że jest ona także Twoim problemem. Jeśli tak, postaraj się to zlikwidować. Dobrze jest być kulturalnym, ale już słowo grzeczny w odniesieniu do dorosłego człowieka niepokoi. Kultura osobista to nie ciągła rezygnacja ze swojego zdania, ustępowanie innym, uważanie opinii innych za ważniejsze od własnych, ale umiejętność dbania o swój komfort w taki sposób, by zachować przy tym komfort innych. Przypuszczam, że podobnie jak i ja, zostałeś nauczony zupełnie inaczej pojmowanej kulturalności: usuwania się w cień, usługiwania innym, ciągłego mówienia: "mnie to jest obojętne, zróbmy to, co ty chcesz"... To jedna z gorszych rzeczy, które można sobie zrobić i jedna z bardzo kłopotliwych cech przy wszelkich relacjach międzyludzkich. Poza tym jako mężczyzna, będąc uległym wiele tracisz na atrakcyjności. Na szczęście przeważnie nie tak trudno zmienić ten nawyk, możesz poczytać coś o tym w internecie.

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przecież nigdy dziewczyny nie miałem, ale pomimo tego, byłem szczęśliwy, cieszyły mnie naprawdę bardzo malutkie rzeczy, byłem pogodny, uśmiechnięty, większość dnia byłem żartobliwy, nie przejmowałem się kompletnie niczym, cieszyłem się każdym nowym dniem, że spotkam się ze znajomymi.

 

A teraz? Ciągle jestem smutny, momentami drażni mnie wszystko, irytuję się się jak tylko mam iść do znajomych ( wiem, że nie mogę się od znajomych odwrócić, bo mogą zrobić to samo co do mnie i wtedy będę już kompletnie sam), zaczynam często bez powodu się denerwować, stresować, czasami mam lęki typu, że ktoś przyjdzie do mnie do domu i coś będzie chciał cokolwiek ( wiem że to idiotycznie brzmi, ale tak mam), dawniej cieszyło mnie robienie komuś lub dla zabicia czasu jakieś prace w Corelu, AutoCadzie, Photoshopie czy nawet 3ds studio max, czy nawet jakaś pomoc na podwórzu - naprawdę lubiłem to robić.

No cóż chyba sam postawiłeś sobie diagnozę,już sam widzisz że coś się z Tobą stało czego nie rozumiesz.Popadłeś w depresje może nie dlatego że nie masz dziewczyny może to biologiczne uwarunkowania mózgu za mało neuroprzekaźników i takie tam.Samootność stała się tylko gwoździem do trumny.Koniecznie musisz się leczyć po tym co napisałeś ja jestem niemal pewny że masz depresje ty już chyba też to widzisz.

 

Jedyna jakakolwiek zmiana na plus u mnie od kilku miesięcy to taka, że dużo czytam, książki nawet nowe dostałem od brata (około 100 więc parę lat mam z głowy), chyba, że i ta chęć czytania minie, na razie tej myśli nie dopuszczam.

Czytanie książki traktuję jako, jak jakąś ucieczkę od rzeczywistości, od zmartwień, bo tylko wtedy czuję spokojny, rozluźniony.

Kiedy odłożę książkę, wszystko wraca jak jakiś bumerang.

To typowe dla depresji że tworzy się sobie mechanizm obronny za pomoca którego ucieka się z rzeczywistość.Mój psychiatra mówił że bardzo często jest to seks/alkohol.U mnie jest to fantazjowanie,marzenie o lepszym zyciu takie notoryczne u Ciebie książki też rodzaj uciekania w fantazje.Osobiście radziłbym Ci powaznie ograniczyć ten mechanizm bo w dłuższej perspektywie jest niszczący.

 

I tak naprawdę, nie wiem co mi jest, tak momentami chciał bym się wrócić o parę lat, ale tak psychicznie wrócić, kiedy byłem bardziej normalny niż teraz........

Pozdrawiam.

Ja też stary tak bardzo bym chciał cofnąć czas o dwa lata prosiłbym o to złotą rybkę gdybym ją spotkał ale cóż raczej nic z tego nei będzie.

Weź idz do psychiatry.Powaznie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@mmonikaa

 

Tak, masz całkowitą rację, w pewnym sensie strasznie mnie ta moja grzeczność irytuje i nie jako jest mym problemem.

Ale przecież nie mogę być dla kogoś chamem, jak trzeba to komuś powiem trochę mocniejszych słów, chodziarz i tego unikam.

Bo w ten sposób straciłem koleżankę, z którą się znaliśmy od dobrych kilkunastu lat.

Kiedyś wysłała mi sms i w nim pisze tak (mniej więcej): co ty kur.. sobie wyobrażasz hu.u, wiedziałam że z ciebie taki skur.... jest, że obgadujesz mnie (w tym momencie myślałem, że zemdleję, cały czerwony się stałem), a dalsza cześć smsa to taka, abym wysłał tego smsa do innych znajomych i porobił sobie żarty w ten sposób.

Ja odpisałem krótko, do niej, że nie życzę sobie tego typu smesów, tak wiem dziwny jestem ale dla mnie to było nie smaczne. Odpisała, że to tylko żarty. I koniec znajomości, i to akurat z jej strony, bo później pisałem do niej ale już bez odpowiedzi.

 

No tak, często mam tak jak piszesz. Że usuwam się w cień, mówienie: mnie to jest obojętne zróbmy tak jak ty/wy chcecie, i w podobny sposób zostaliśmy wychowani "w duchu grzeczności".

 

Ostatnio w pracy miałem sytuację, która w zasadzie po raz pierwszy mi się tak stało, otóż: kiedyś opierniczyłem kolegę zaraz po przyjściu do pracy, że źle wykonał swoje obowiązki, że sobie olał całą sprawę, a mnie się dostało od kierownictwa bo ja za to byłem odpowiedzialny. Po chwili przyszła koleżanka i wali prosto z mostu do mnie i mówi, Tomku proszę nie zmieniaj się, bądź tą osobą, jaką byłeś do wczoraj.

I teraz nie wiem, czy dobrze zrobiłem, bo i tak poważniejszych konsekwencji nie było, jedynie troszku między nami relacje się zmieniły.

 

Grzecznym źle, stanowczym źle, chamem źle. To jakim mam być?

 

Ale Moniko, masz rację, to co napisałaś o tej grzeczności, kulturalności, lecz momentami się już gubię w tym wszystkim.

Jak już wcześniej napisałem, jak już jestem w domu to czuję się ten gorszy, denerwuję się bez powodu, stresuję, mam dziwne lęki, jestem smutny, na nic nie mam ochoty.

 

 

@( Dean )^2

 

Jak przytoczyłeś moje słowa, to poczułem się jak bym bawił się z samym sobą: pacjent i specjalista w jednej osobie.

 

Ja napisałem, że czytanie książek traktuje, jako ucieczkę od tego świata, ale chyba nie tak do końca jest, bo ja zawsze lubiłem czytać. I to czytanie w stosunku do lat ubiegłych, to to jest czytaniem ubogim.

Dawniej zdecydowanie, więcej czytałem 2-3 książki miesięcznie, a teraz ledwie 1 czytam. A z czytania nie chcę zrezygnować, bo bym chyba już kompletnie zwariował.

 

Zresztą lepsze czytanie, niż to co napisałeś: uciekanie do seksu czy alkoholu. Więc czytanie jest lepszym rozwiązaniem od tych trzech rzeczy.

Chociaż w zasadzie nie wiem jak smakuje seks i po mimo mego już i tak dużego wieku, to jestem z siebie dumny, że nie jestem z tych co chadzają do łóżek pierwszej lepszej. Zresztą brać moją aktywność co do dziewczyn, to jak by mogło by być inaczej.

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sens zycia, a co jest sensem zycia? poznanie laski zrobienie jej dziecka zasadzenie drzewa i wybudowanie domu? mysle ze wielu ludzi popada w depresje bo oczekuja od zycia czegos wiecej niz schematu praca, powrot ,jedzenie, spanie,praca... wlasnie czegos wiecej tylko czym jest to "cos"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@agorek

 

Dziękuję za twoją opinię, każdy powinien mieć swoje zdanie, ale całkowicie się z tobą nie zgadzam. Tak, napisałem, że straciłem sens życia, bo to co mnie jeszcze kiedyś cieszyło teraz już mnie to nie interesuje. A według mnie sensem, życia jest to, np: być szczęśliwym, cieszyć się naprawdę z malutkich rzeczy, robić coś co się lubi (jakaś pasja, hobby) i z tego czerpać radość, nie wiem czemu ale u mnie to zanikło i nie wiem czemu a naprawdę byłem kiedyś szczęśliwy.

 

Co to znaczy "poznanie laski, zrobienia jej dziecka"? Nie, nie, oczywiście teoretycznie wiem o co chodzi, ale czy nie uważasz, że to zabrzmiało tak prostacko (z całym szacunkiem do ciebie), jak byś w ogóle nie szanował kobiet, a jedynie widział w nich tylko to aby zaspokoić swoje potrzeby naturalnej, a gdzie tu szacunek, miłość do Kobiety? Bo ja tu tego nie widzę w twej wypowiedzi.

 

Zasadzenia drzewa, wybudowanie domu. Sorry ale to stereotyp, z którego zapewne korzystasz.

 

Każdy jest inny, każdy cieszy się z czegoś innego. Ale nie każdy popada w depresję bo jak to napisałeś, że oczekuje więcej niż praca, powrót, jedzenie, spanie, praca. Lecz to są rzeczy typu rzeczy normalnej, bez tych rzeczy nie da się funkcjonować w tym świecie. Przecież musisz się ubierać, żywić się, kupowanie cokolwiek - a bez pracy tego nie masz, powrót? przecież chyba każdy powinien odpocząć po pracy aby funkcjonować normalnie, spanie? bez komentarza?

 

Lecz poza tymi rzeczami ludzie mają pasje, rodziny i są szczęśliwi. Nie muszą mieć dużo pieniędzy, wystarcza im od 1 do 1, ale pomimo tego są szczęśliwi. Nie każdemu jest pisane aby dzielić życie z kimś, a ciągle są szczęśliwi.

Ja jak już napisałem, dopuszczam myśli, że będę sam, ale pomimo tego nie cieszą mnie rzeczy, które cieszyły mnie jeszcze jakiś czas temu, a bardzo bym chciał.

 

Pewnie, są takie osoby, które właśnie są przekonani, że na tym życie polega co napisałeś, według schematu i szczerze mówiąc to szkoda mi takich osób, które właśnie tak brną przez życie, zresztą w pewnym sensie i ja taki jestem, prawie.

 

-- 06 kwi 2011, 13:42 --

 

Jak sami widzicie, chyba w miarę normalny jestem, jeśli tu można mówić o normalności, bo trzeźwo patrzę na nie które sprawy. Ale nie wiem czemu, ale coś we mnie pękło i już nie daję rady, nie wyrabiam, nie potrafię dać sobie rady z tymi moimi problemami. I to mnie każdego dnia dobija coraz bardziej.

Nie wiem czemu, ale czy moje problemy mogą być spowodowane z braku dziewczyny? Bo większość postów daje do zrozumienia że właśnie tak jest, lecz ja nie jestem tego aż taki pewny, czy to główny problem.

Jak już wspomniałem. Nie miałem dziewczyny, a byłem szczęśliwy tylko któregoś dnia coś we mnie pękło, że straciłem sens ażycia.....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A według mnie sensem, życia jest to, np: być szczęśliwym, cieszyć się naprawdę z malutkich rzeczy, robić coś co się lubi (jakaś pasja, hobby) i z tego czerpać radość

to moze znajdz sobie jakies hobby cos co lubisz.

 

Co to znaczy "poznanie laski, zrobienia jej dziecka"? Nie, nie, oczywiście teoretycznie wiem o co chodzi, ale czy nie uważasz, że to zabrzmiało tak prostacko (z całym szacunkiem do ciebie), jak byś w ogóle nie szanował kobiet, a jedynie widział w nich tylko to aby zaspokoić swoje potrzeby naturalnej, a gdzie tu szacunek, miłość do Kobiety? Bo ja tu tego nie widzę w twej wypowiedzi.

kobiety i wszystkich ludzi bardzo szanuje a to co napisalem to bylo duuuze uproszczenie

 

Zasadzenia drzewa, wybudowanie domu. Sorry ale to stereotyp, z którego zapewne korzystasz.

dlaczego tak myslisz?

 

Każdy jest inny, każdy cieszy się z czegoś innego. Ale nie każdy popada w depresję bo jak to napisałeś, że oczekuje więcej niż praca, powrót, jedzenie, spanie, praca. Lecz to są rzeczy typu rzeczy normalnej, bez tych rzeczy nie da się funkcjonować w tym świecie. Przecież musisz się ubierać, żywić się, kupowanie cokolwiek - a bez pracy tego nie masz, powrót? przecież chyba każdy powinien odpocząć po pracy aby funkcjonować normalnie, spanie? bez komentarza?

chodzilo mi o monotonie zycia ze kazdy kolejny dzien wyglada tak samo, ze praktycznie nic sie nie zmienia. uwazasz ze takie zycie jet ok? w porzadku ale ja oczekuje czegos wiecej. czesto jest tak ze ludzie wychodza do pracy na 8 czy 9 rano i wracaj po 19 co maja zrobic? umyc sie zjesc i spac i tak w kolko jak rozwinac zainteresowania i pasje jak po powrocie z pracy padasz na ryj?

 

Nie wiem czemu, ale czy moje problemy mogą być spowodowane z braku dziewczyny? Bo większość postów daje do zrozumienia że właśnie tak jest, lecz ja nie jestem tego aż taki pewny, czy to główny problem.

Jak już wspomniałem. Nie miałem dziewczyny, a byłem szczęśliwy tylko któregoś dnia coś we mnie pękło, że straciłem sens ażycia.....

poprostu moze jestes samotny, kazdy z nas potrzebuje drugiej osoby, sam wiem co to jest samotnosc. moze poszukaj sobie jakiejs kobiety.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Poczucie utraty sensu życia jest typowe dla depresji.My Ci go nie znajdziemy.Tak jak Ci pisałem czas na leczenie i wyjście do ludzi.Sam już widzisz że potrzeba Ci pomocy i właściwe już nakreśliłeś obszary które źle funkcjonują.Teraz będziesz musiał małymi kroczkami się z tego wyplątąć.Bardzo możliwe że na depresję chorujesz już kilka lat tylko wcześniej tego nie zauważałeś depresja powoli i systematycznie wyniszcza życia ale zwykle zauważamy ją dopiero gdy dopadnie nas kryzys.Radzę Ci szczerze nie namyślać się za wiele nad życiem teraz bo w depresji nie widzisz rzeczy takimi jakie są.

W tym momencie potrzeba jakichś dzialań ,myslę że powinienies jak najszybciej rozpocząć leczenie i życie towarzyskie .Jeśli nic nie zrobisz to nic się nie zmieni.Taka jest prawda raz za czas pojawiają się tu ludzie i pytają co mają robić dalej.Radzimy im ale oni zwykle nie chca słyszeć prawdy i znikają po kilku postach mam nadzieję ze z toba tak nie będzie.Pozdro.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@agorek

 

W żadnym wypadku, nie miałem na celu, aby Ciebie urazić, jeśli tak się poczułeś to wielkie Sorry.

Ale takie właśnie odniosłem wrażeniem jak napisałem we wcześniejszym poście.

 

No tak, według mnie to stereotyp, który zanika pomału, no chyba że użyłeś metafory.

 

Dawniej dla ludzi, np. naszych dziadków i długo, długo wstecz to dla większość facetów było to jak konieczność, cel, że każdy "prawdziwy mężczyzna" powinien tak zrobić. Tylko, że jak zasadził drzewo, spłodził syna, to tak naprawdę brakowało miłości po między rodzicami. A dla mnie miłość w związku jest na pierwszym miejscu, nie musi się budować domu, sadzić drzewa tylko dla tego, że tak dawniej było. No tak, można troszku podciągnąć do nie jako metafory i sens jest już inny.

 

Jak już wspomniałem, wcześniej dużo więcej czytałem, o różnej tematyce i też mi się przewinął rozdział o tym i podzielam te poglądy tamtych autorów.

 

Oczywiście nie wiem, czy z tego stereotypu korzystasz czy też nie, bo to nie moja sprawa, każdy ma swoje inne cele w życiu.

 

Widzisz, to troszku mamy inny pogląd: Mój brat mieszka z rodziną w Warszawie, chodzi do pracy na 8 a kończy pracę o 17, lecz w domu dopiero jest grubo po 18. Ale pomimo tego, często wychodzą wieczorami, do pubu, kina, 3 razy na tygodniu chodzi na squasha czy wpadanie do znajomych. Pomimo, że są zmęczeni to i tak z tego nie rezygnują i im to odpowiada i są szczęśliwi. Bratowa w podobnych godzinach pracuje i razem to wszystko robią. Pracują często także w soboty.

 

Więc nie każdy, jak to napisałeś: "co maja zrobic? umyc sie zjesc i spac i tak w kolko jak rozwinac zainteresowania i pasje jak po powrocie z pracy padasz na ryj?" w tym przypadku to twoje stwierdzenie się nie sprawdza.

 

Rany jak im zazdroszczę, a ja się psychicznie wykańczam, a oni po całym dniu gdzieś wychodzą i się dobrze bawią, ja mam tyle wolnego czasu, który marnuje.

 

Może i masz racje, że jak by się jakaś niewiasta w moim życiu pojawiła, to bym się zmienił bardzo bym chciał i jednego i drugiego......

 

To tak jak w piosence, Ryśka Riedla: "Samotność to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie Wiesz mamo, wyobraziłem sobie, że, że nie ma Boga, nie ma nie!"

 

Tak, w dużej mierze jestem samotnym, pomimo tego, że mieszkam z rodzicami, mam nie daleko rodzeństwo (pomijając tego z Wa-wy), znajomych lecz dalej czuję się samotny, który momentami psychicznie już nie daje rady.

 

@( Dean )^2

 

Wiem, że prawdopodobnie mogę mieć depresję zdaję sobie z tego sprawę lecz tej myśli nie dopuszczam, że musiałbym iść do lekarza. Wiem że to idiotycznie zabrzmi, ale jak sobie pomyślę, że musiał bym już iść do jakiegoś lekarza to poczuł bym się tak jak jakoś upokorzony, ze swoją ułomnością.

 

Ale masz racje, potrzebuję pomocy tylko tego wszystkiego się boję, że pomyślą, że jakiś ten gorszy (i tak się czuję), że jakiś psychiczny. Wiem, że nie powinienem patrzeć na reakcję innych, że to dla mojego dobra ale wszyscy dobrze wiemy, że ludzi to świnie. Jedna osoba będzie się starać pomóc, a kolejne 10 osób będzie ciebie poniewierać.

 

Nie nie zamierzam uciekać, bo widzę że tu są osoby, które radzą co robić. I za to dziękuję.

 

Nie wiem, zbliżają się te cieplejsze dni, może spróbuję jakoś gdzieś wyjść, po zmieniać u mnie to i owo, jak to nie pomorze, to może się przełamię i pójdę do jakiegoś znachora.....Czas pokarze.

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla wielu samotnych kobiet byłbyś ideałem. jest tylko problem - niby jak mają Cię poznać? Internet może być super narzędziem, ale odpowiednio używanym. nie może być tak że "złapiesz" się jednej osoby i kaplica. Zamiast nastawiać się od razu na poważny związek, utrzymuj wiele znajomości. Spróbuj wpleść w te znajomości swoją pasję - książki (i być może coś jeszcze?) - będziesz miał o czym gadać, nawiążesz fajne znajomości. nie wyłapuj nieszczęśliwych eterycznych kobietek które potrzebują jedynie podnieść swoje poczucie wartości - skupiaj się na przyjaznych, sympatycznych, zwyczajnych dziewczynach.

 

Nic dziwnego że masz depresje. Albowiem: nie jest powiedziane że MUSISZ z kimś być, uprawiać seks, mieć dzieci, problem jednak polega na tym że w głębi duszy Ty właśnie tego pragniesz.

 

pytasz jakim masz być, a odpowiedź jest oczywista - bądź sobą. bądź tym kim jesteś w głębi serca, jeśli tylko potrafisz. bo np dla mnie to trudna sztuka i wciąż gram.. a jedynie bycie w pełni sobą gwarantuje dobre samopoczucie - za każdym razem jeśli zrobisz coś wbrew sobie, poczujesz się źle.

 

Na świecie jest miliony kobiet które marzą o spotkaniu DOBREGO faceta, założeniu z nim rodziny, prowadzeniu spokojnego, normalnego życia, prowadzenia pasjonujących rozmów na temat książek, filmów, religii!! co więcej, prawdopodobieństwo ze spotkasz taką kobietę w wieku 29 lat jest znacznie większe niż dziesięć lat temu - z wiekiem zmieniają się priorytety, człowiek więcej rozumie, dojrzewa, mądrzeje, to czego nie docenia 20-latka, z wdzięcznością doceni 30-latka! Tylko na boga nie zapuszczaj w domu korzeni i - jak radzi Dean - biegiem do psychologa (wiem, że to trudne, ale zmuś się!), pozapisuj się na portalach randkowych, pisz bloga, KOMUNIKUJ SIĘ - w realu i wirtualnie, żyj i wydzielaj energię - bo niby jak ma cię ktokolwiek odnaleźć???????

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@zuzazuza

 

Dziękuję że napisałaś, bo nie wiem czemu, ale Twoja wypowiedź tak bardzo mi utkwiła w pamięci.

 

Czy mógłbym być ideałem? Patrząc na inne rodziny co faceci wyczyniają w ich w związkach, to z pewnością był bym dobry - bo taki z natury jestem.

Ja zdaję sobie z tego sprawę, że nic samo do mnie nie przyjdzie i poniekąd nastawiłem się na internet, ale też uważam, że ta metoda poznania przez neta to nie wypał, bo sceptycznie podchodzę ogólnie do zapoznania przez neta.

 

I także bym chciał, aby znaleźć partnerkę tę jedyną z nastawieniem się na poważny związek. Pewnie masz rację, że to złe jest moje podejście, że powinienem utrzymywać wiele znajomości - tak jak radzisz.

Widzisz, tylko jak już wcześniej napisałem, że ja mam bardzo niską samoocenę, czuję się mniej dowartościowany, nie jestem pewny siebie. Wszystko to co robię, to już w myślach krążą moje myśli, że źle robię, że ktoś ciebie wyśmieje, powie że jesteś ten głupi, ten gorszy.

 

I jak ja mam gdzieś wyjść, do jakiegoś np. pubu, gdzie jest masa ludzi, a ja tam ze swoimi wewnętrznymi problemami? Znając siebie, był bym nawet skłonny zapłacić (przeważnie się płaci za wstęp) za wstęp wiedząc, że będzie nawet fajnie, tylko tyle, że ja wiem że po paru minutach ogarnie mnie strach i od razu zacznę wychodzić jak bym był jakimś tchórzem.

 

Tak masz rację, że w głębi duszy tak naprawdę o tym marzę co napisałaś. Ale też zdaję sobie sprawę, że być może jest mi pisane, że będę sam - nawet to w jakimś stopniu zaakceptowałem.

 

Ja w zasadzie jestem sobą, staram się nie przeobrażać w kogoś kim nie jestem. No chyba że mnie strach obleci, zacznę się denerwować, stresować to wtedy zamykam się w sobie i duszę wszystko w sobie, nawet nie mam z kim porozmawiać i chyba dla tego tutaj piszę. Bo ja już mam serdecznie wszystkiego dość. Przecież to nie jest normalne, że mam jakieś walnięte myśli, że jestem gorszy od innych, ale tak się czuję, że boję się spojrzeń obcych mijających się ludzi - przecież to jest chore.

 

Masz rację, że 20 latka myśli inaczej niż 30 latka, lecz za 10 lat pewnie powiem, że: 30 latka inaczej myśli od 40 latki - bo jestem przekonany że właśnie tak będzie.

 

Ja wiem, że sam sobie nie daję puki co pomóc, że powinienem pójść do lekarza i pobawić się w grę słów i zażywać leki, które pewnie bardziej otumaniają niż ich nie branie ( wiem to chore myślenie ale tak myślę). Ale nawet boję się tego kontaktu z lekarzem, zacznę się denerwować, stresować, zaczną mi się ręce trząść, po prostu wpadnę w jakąś panikę. A dodatkowo wstydzę się, ja wiem że tacy lekarze są aby pomagać, ale też wiem, że o mnie pomyśli o kimś tym gorszym "następny co zwariował".

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@zuzazuza

 

Dziękuję że napisałaś, bo nie wiem czemu, ale Twoja wypowiedź tak bardzo mi utkwiła w pamięci.

 

Czy mógłbym być ideałem? Patrząc na inne rodziny co faceci wyczyniają w ich w związkach, to z pewnością był bym dobry - bo taki z natury jestem.

Ja zdaję sobie z tego sprawę, że nic samo do mnie nie przyjdzie i poniekąd nastawiłem się na internet, ale też uważam, że ta metoda poznania przez neta to nie wypał, bo sceptycznie podchodzę ogólnie do zapoznania przez neta.

 

I także bym chciał, aby znaleźć partnerkę tę jedyną z nastawieniem się na poważny związek. Pewnie masz rację, że to złe jest moje podejście, że powinienem utrzymywać wiele znajomości - tak jak radzisz.

Widzisz, tylko jak już wcześniej napisałem, że ja mam bardzo niską samoocenę, czuję się mniej dowartościowany, nie jestem pewny siebie. Wszystko to co robię, to już w myślach krążą moje myśli, że źle robię, że ktoś ciebie wyśmieje, powie że jesteś ten głupi, ten gorszy.

 

I jak ja mam gdzieś wyjść, do jakiegoś np. pubu, gdzie jest masa ludzi, a ja tam ze swoimi wewnętrznymi problemami? Znając siebie, był bym nawet skłonny zapłacić (przeważnie się płaci za wstęp) za wstęp wiedząc, że będzie nawet fajnie, tylko tyle, że ja wiem że po paru minutach ogarnie mnie strach i od razu zacznę wychodzić jak bym był jakimś tchórzem.

 

Tak masz rację, że w głębi duszy tak naprawdę o tym marzę co napisałaś. Ale też zdaję sobie sprawę, że być może jest mi pisane, że będę sam - nawet to w jakimś stopniu zaakceptowałem.

 

Ja w zasadzie jestem sobą, staram się nie przeobrażać w kogoś kim nie jestem. No chyba że mnie strach obleci, zacznę się denerwować, stresować to wtedy zamykam się w sobie i duszę wszystko w sobie, nawet nie mam z kim porozmawiać i chyba dla tego tutaj piszę. Bo ja już mam serdecznie wszystkiego dość. Przecież to nie jest normalne, że mam jakieś walnięte myśli, że jestem gorszy od innych, ale tak się czuję, że boję się spojrzeń obcych mijających się ludzi - przecież to jest chore.

 

Masz rację, że 20 latka myśli inaczej niż 30 latka, lecz za 10 lat pewnie powiem, że: 30 latka inaczej myśli od 40 latki - bo jestem przekonany że właśnie tak będzie.

 

Ja wiem, że sam sobie nie daję puki co pomóc, że powinienem pójść do lekarza i pobawić się w grę słów i zażywać leki, które pewnie bardziej otumaniają niż ich nie branie ( wiem to chore myślenie ale tak myślę). Ale nawet boję się tego kontaktu z lekarzem, zacznę się denerwować, stresować, zaczną mi się ręce trząść, po prostu wpadnę w jakąś panikę. A dodatkowo wstydzę się, ja wiem że tacy lekarze są aby pomagać, ale też wiem, że o mnie pomyśli o kimś tym gorszym "następny co zwariował".

 

Pozdrawiam.

 

Z wychodzeniem do pubów na Twoim miejscu powstrzymałabym się do czasu kilku wizyt u DOBREGO terapeuty. W przeciwnym wypadku tylko nakręcisz spiralę strachu..

 

Nawiązywanie znajomości przez neta nie jest doskonałe, lecz może wiele upraszczać, szczególnie dla osób "z oporami" do których i Ty należysz (oraz tysiące innych ludzi). Nie tylko upraszcza, ale i stwarza dużo większe możliwości.

 

Kilka spośród moich znajomych koleżanek poznało swoich mężów przez Internet. Zanim jednak spotkały tych właściwych, miały mnóstwo internetowych "wpadek" - jeden facet okazał się zboczeńcem, inny znowu podesłał nie swoją fotkę i znajoma w trakcie spotkania doznała wstrząsu. Takie jest ryzyko, co nie zmienia faktu, że przez internet naprawdę można nawiązać super znajomości. Dlatego nie wolno - jeśli jest się w miarę inteligentną istotą - od razu maksymalnie angażować się w wirtualne znajomości.

 

Każdy chciałby od razu natrafić na tą jedną jedyną... ale życie to nie bajka i najczęściej musimy się nieco wysilić. Ty nie jesteś tu wyjątkiem.

 

99 % pacjentów gabinetów psychologicznych doznaje poczucia wstydu podczas pierwszych wizyt. Większość z nas ma ogromne opory i czuje ogromną blokadę przed sięgnięciem po profesjonalną pomoc. I my odczuwaliśmy objawy somatyczne - trzęsienie rąk, napady paniki, podwyższone ciśnienie etc. Ponownie - nie będziesz tu żadnym wyjątkowym zjawiskiem dla psychologa. Twój przypadek nie rozłoży go na łopatki. Jak większość ludzi z tego forum - masz silnie zaniżone poczucie własnej wartości, które to uniemożliwia Ci prowadzenie spełnionego życia - i to właśnie chciałbyś zmienić, po to idziesz do psychologa. Skąd wzięło się Twoje skrzywione wyobrażenie o pomocy psychologicznej? Pomyśl o tym.

 

Nie sądzę aby przyjmowanie leków było konieczne w tym momencie - prawdopodobnie wystarczy dobra terapia. Bądź jednak świadom, że jeśli nie sięgniesz po pomoc teraz, za kilka lat Twoja depresja może pogłębić się na tyle iż włączenie leków antydepresyjnych okaże się konieczne - ba, może stać się kwestią życia i śmierci..

 

Światopogląd 30-sto i 40-sto latek nie różni się już tak mocno, za to z 40-latką może nie być tak łatwo założyć rodzinę (kwestia biologii)..

 

Nie jesteś chorym psychicznie dziwolągiem, nieudacznikiem, ofiarą losu, nikt - poza Tobą samym - nie wytyka Cię palcami. Szkoda, że się marnujesz..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam.

 

Nie, nie, na razie nie potrafiłbym prawdopodobnie wyjść do jakiegoś pubu, bo to by było na siłę, ale wiem że nie tędy droga.

 

Nie tak dawno pojechałem do Wa-wy na tydzień do rodziny: brata, bratowej i do ich oczka w głowie córeczki. Wtedy, szczerze mówiąc to od dobrych kilkunastu miesięcy byłem wypoczęty psychicznie, nie miałem tych idiotycznych "prześladowań myślowych", naprawdę czułem się po prostu dobrze, pewniejszy siebie.

 

Codziennie sam wychodziłem i łaziłem zwiedzając Warszawę i nie było mnie po kilka godzin i czułem ogólny spokój wewnętrzny.

Szczerze mówiąc, to tam bardziej bym się teraz skusił na wyjście do jakiegoś pubu, niż tu gdzie mieszkam.

Bo gdzie mieszkam to znów nie jest aż takie duże miasto (60 tyś) miasto, i tutaj już mam opory, wiedząc że ktoś może być, kogoś kogo znam i później wytykanie palcami. A tam? Jest malutkie prawdopodobieństwo, że spotkam znajomą twarz.

 

Raz z bratem tylko sami poszliśmy na piwo, i tak sobie gadaliśmy i w pewnym momencie dawał mi do zrozumienia, nie mówił w prost, ale zaczął chyba dostrzegać, że mam jakiś wewnętrzny problem, i stosował takie ogólniki na przykładach innych (np. aby się nie poddawać, że trzeba sobie pomóc, wychodzić do ludzi, do pubów, na dyskoteki, że może tam kogoś się spotka, bo dziewczyny z tego samego powodu chodzą), lecz wiedziałem że tak naprawdę mówił abym ja tak postępował.

 

Ten brat zawsze mi pomoże, jeśli potrzeba wiem że mogę na niego liczyć. Ja go osobiście traktuję jak kogoś z autorytetem. Chociaż biorąc jego mega wykształcenie a moje skromniutkie, też mam kompleksy z tego powodu.

Szkoda tylko, że tylko 1 czy 2 razy do roku się widzimy......

 

Po tej rozmowie, poczułem się nawet w jakimś stopniu dowartościowany i na pewne rzeczy sobie pozwoliłem po przyjeździe do domu, gdzie wcześniej na pewno bym się nie odważył. Przykładowo głupia jazda na rowerze ze słuchawkami w uszach, siedzenie w parku, chodzenie po sklepach bez żadnych oporów, czy nawet patrzenie prosto w oczy dziewczynie, która przechodzi obok mnie widząc, że bardziej ona jest skrępowana niż ja.

 

Ale po jakimś czasie, wszystkie te moje problemy zaczęły powracać, ze zdwojoną siłą. Dodatkowo doszły jakieś idiotyczne urojenia, że ktoś przyjdzie do mnie do domu i będzie chciał cokolwiek.

 

 

Pytasz się, skąd mam takie wyobrażenie o pomocy psychologicznej? Widzisz, moja mama pracowała w szpitalu aż do emerytury (do końca ubiegłego roku) i w zasadzie większość lekarzy to zna bardzo dobrze i mnie znają przy okazji że jestem jej synem.

Ile razy to ja w domu słyszałem, że lekarz opowiadał o swoich pacjentach o jego problemach i śmiał przy okazji, kiedy opowiadał na dyżurce. Raz opowiadał chirurg, że miał pacjenta co przyszedł z problemem "ze swoją męskością" i ponoć był jeden wielki chichot. To nie jest normalne!

 

Więc jak ja mógłbym iść do jakiegoś specjalisty gdzie już na samym początku już nie mam zaufania, wiedząc, że prawdopodobnie będzie mnie kojarzył i nie ważne czy to dentysta, czy psychiatra. I, że później będzie mnie obgadywał do kogoś.

Wiem, że nie wszyscy lekarze tacy są, ale mama nigdy nie mówiła który co mówił o kimś. Teraz chyba rozumiesz moje obawy.....

 

 

Tak, wiem doskonale o tym co piszesz o 40 latce. Jak już w którymś poście pisałem: że zegar biologiczny jeszcze tyka i wiem o tym doskonale.

 

Piszesz: "Nie jesteś chorym psychicznie dziwolągiem, nieudacznikiem, ofiarą losu" Lecz tak właśnie się czuję i pewnie masz rację, że tylko ja sam sobie to wmawiam.

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam.

 

Nie, nie, na razie nie potrafiłbym prawdopodobnie wyjść do jakiegoś pubu, bo to by było na siłę, ale wiem że nie tędy droga.

 

Nie tak dawno pojechałem do Wa-wy na tydzień do rodziny: brata, bratowej i do ich oczka w głowie córeczki. Wtedy, szczerze mówiąc to od dobrych kilkunastu miesięcy byłem wypoczęty psychicznie, nie miałem tych idiotycznych "prześladowań myślowych", naprawdę czułem się po prostu dobrze, pewniejszy siebie.

 

Codziennie sam wychodziłem i łaziłem zwiedzając Warszawę i nie było mnie po kilka godzin i czułem ogólny spokój wewnętrzny.

Szczerze mówiąc, to tam bardziej bym się teraz skusił na wyjście do jakiegoś pubu, niż tu gdzie mieszkam.

Bo gdzie mieszkam to znów nie jest aż takie duże miasto (60 tyś) miasto, i tutaj już mam opory, wiedząc że ktoś może być, kogoś kogo znam i później wytykanie palcami. A tam? Jest malutkie prawdopodobieństwo, że spotkam znajomą twarz.

 

Raz z bratem tylko sami poszliśmy na piwo, i tak sobie gadaliśmy i w pewnym momencie dawał mi do zrozumienia, nie mówił w prost, ale zaczął chyba dostrzegać, że mam jakiś wewnętrzny problem, i stosował takie ogólniki na przykładach innych (np. aby się nie poddawać, że trzeba sobie pomóc, wychodzić do ludzi, do pubów, na dyskoteki, że może tam kogoś się spotka, bo dziewczyny z tego samego powodu chodzą), lecz wiedziałem że tak naprawdę mówił abym ja tak postępował.

 

Ten brat zawsze mi pomoże, jeśli potrzeba wiem że mogę na niego liczyć. Ja go osobiście traktuję jak kogoś z autorytetem. Chociaż biorąc jego mega wykształcenie a moje skromniutkie, też mam kompleksy z tego powodu.

Szkoda tylko, że tylko 1 czy 2 razy do roku się widzimy......

 

Po tej rozmowie, poczułem się nawet w jakimś stopniu dowartościowany i na pewne rzeczy sobie pozwoliłem po przyjeździe do domu, gdzie wcześniej na pewno bym się nie odważył. Przykładowo głupia jazda na rowerze ze słuchawkami w uszach, siedzenie w parku, chodzenie po sklepach bez żadnych oporów, czy nawet patrzenie prosto w oczy dziewczynie, która przechodzi obok mnie widząc, że bardziej ona jest skrępowana niż ja.

 

Ale po jakimś czasie, wszystkie te moje problemy zaczęły powracać, ze zdwojoną siłą. Dodatkowo doszły jakieś idiotyczne urojenia, że ktoś przyjdzie do mnie do domu i będzie chciał cokolwiek.

 

 

Pytasz się, skąd mam takie wyobrażenie o pomocy psychologicznej? Widzisz, moja mama pracowała w szpitalu aż do emerytury (do końca ubiegłego roku) i w zasadzie większość lekarzy to zna bardzo dobrze i mnie znają przy okazji że jestem jej synem.

Ile razy to ja w domu słyszałem, że lekarz opowiadał o swoich pacjentach o jego problemach i śmiał przy okazji, kiedy opowiadał na dyżurce. Raz opowiadał chirurg, że miał pacjenta co przyszedł z problemem "ze swoją męskością" i ponoć był jeden wielki chichot. To nie jest normalne!

 

Więc jak ja mógłbym iść do jakiegoś specjalisty gdzie już na samym początku już nie mam zaufania, wiedząc, że prawdopodobnie będzie mnie kojarzył i nie ważne czy to dentysta, czy psychiatra. I, że później będzie mnie obgadywał do kogoś.

Wiem, że nie wszyscy lekarze tacy są, ale mama nigdy nie mówiła który co mówił o kimś. Teraz chyba rozumiesz moje obawy.....

 

 

Tak, wiem doskonale o tym co piszesz o 40 latce. Jak już w którymś poście pisałem: że zegar biologiczny jeszcze tyka i wiem o tym doskonale.

 

Piszesz: "Nie jesteś chorym psychicznie dziwolągiem, nieudacznikiem, ofiarą losu" Lecz tak właśnie się czuję i pewnie masz rację, że tylko ja sam sobie to wmawiam.

 

Pozdrawiam.

 

Fakt, że zwykła rozmowa z bratem sprawiła iż nabrałeś pewności siebie, podziałała niemalże terapeutycznie, jeszcze bardziej świadczy o Twoich możliwościach zmiany bez konieczności natychmiastowego sięgania po farmaceutyki.

 

Lepiej rozumiem teraz Twoją postawę ALE właśnie dlatego napisałam iż powinieneś udać się do DOBREGO specjalisty. Pisząc "dobrego" nie mam na myśli małomiasteczkowych konowałów. Możesz wybrać się do sąsiedniej, większej miejscowości - tam, gdzie będziesz mógł pozostać anonimowy. Aby nie trafić na pseudofachowców, możesz zrobić rozeznanie w Internecie i po prostu wyszukać polecanych psychologów (---> ranking lekarzy) Uwierz mi, istnieją świetni fachowcy - leczę się u jednego z nich.

 

Wiem iż w depresji zmobilizowanie się do działania bywa potwornie trudne, ale jak widzisz - można.

 

Niestety nie jestem w stanie wskazać co TAK NAPRAWDĘ leży u źródeł Twoich problemów - to zadanie Twoje i terapeuty. Póki co mogę tylko gdybać i domyślać się z różnych strzępów Twoich wypowiedzi - ale nie o to chodzi.

 

Podejrzewam iż jesteś znacznie mniej "zaburzony" ode mnie - ale popatrz, ja próbuję, walczę. Od niedawna przyjmuję "pastylki szczęścia", którym w końcu uległam... Żałuję, że wcześniej nie zdecydowałam się na terapię, tyle lat bezsensownie męczyłam się ze swoimi "stanami". Teraz, aby jako tako żyć, potrzebuję chemii - być może gdybym wcześniej zaczęła leczenie, nie byłoby to konieczne.. Niestety z doświadczenia widzę iż dopóki człowiek nie ma dość własnego cierpienia, dopóty z sobą nic nie robi..

 

Tak więc drogi Tomaszu nadszedł czas na działanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@zuzazuza

 

Tak jak już wcześniej napisałem, że ten brat to taki u mnie autorytet, może to idiotycznie zabrzmi, ale jego osobę bardziej sobie cenię niż moich rodziców, których szanuje.

Zawsze jak się z nim spotykam, a to jest bardzo rzadziutko, to wystarczy że go widzę nie muszę z nim rozmawiać, ale wtedy przy nim staję się jak bym był innym człowiekiem, pewnym siebie, tak jak bym znalazł się pośród ludzi "uważanych w środowisku" tych lepszych. To taka jak by inna rzeczywistość, do której powinienem się "przystosować" poniekąd mi to odpowiada, nie wiem może chwilowa zmiana otoczenia tak wpływa na mnie.

Jesteśmy braćmi, ale każdy jest inny, brat pewny siebie, ja pewny siebie w sensie staczający się " w nicość" w takiego wyrzutka społeczeństwa, który nic nie znaczy w dzisiejszym chol... świecie.

Jak bym chciał chociaż troszku mieć tej pewności co on ma........ Teraz to się nawet zirytowałem, jak się dowiedziałem że przyjeżdża na święta. Bo już i na tym coraz mniej mi zależy. (teraz to powstał paradox, nawet i tego już nie doceniam).

 

No tak można się zmobilizować, jeśli wiadomo że przyniesie to dobre rezultaty. A wiem że to i tak nic taki pieprzo... wysiłek nic nie da, więc po co mam się mobilizować? Że znowu rozczarowanie? Że jeszcze bardziej będę w przekonaniu że nic nie jestem wart na tym świecie, a tym bardziej dla jakiejś dziewczyny? Ja już nawet nie wiem czy umiałbym bym jakąś pokochać. Nie dziękuję ja już mam w du... to wszystko, na niczym mi już nie zależy.

 

Ja chciałbym oczywiście spróbować aby wyjść z tego bagna, ale ja już chyba na to nie mam siły.

 

Czuję się jak bym tonął mając wyciągniętą rękę, w nadziei, że ktoś chwyci i uratuje mnie, no bo jak mógłbym siebie uratować skoro ja tonę, przecież sam siebie nie chwycę za rękę aby siebie wyciągnąć. Tak właśnie się czuję......

 

Wiem, że nikt nie przyjdzie i mnie nie zaprowadzi, że powinienem sam, ale ja nawet nie mam żadnych argumentów abym poszedł do jakiegoś specjalisty.

Czasami chciałbym z kimś o tym pogadać, wyżalić się, wyrzucić z siebie to wszystko co mnie boli, a tylko duszę to w sobie a jak przyjdzie kres poważnych zwątpień, to płaczę jak jakiś smarkacz w poduszkę.

 

@( Dean )^2

 

Twoje słowa przemawiają do mnie, nie tylko kobiety a faceta też. Pewnie tak to zabrzmiało jak pisałem a ty to tak odebrałeś.

 

 

Przez kilka dni się nie logowałem, właściwie to nawet w zasadzie i kompa nie uruchamiałem, bo miałem cholernego doła. Jak sobie pomyślę, że teraz będą święta i parę osób się zwali nawet nie wiem po co, to mam ochotę teraz wstać wyjść i wróć po tym wszystkim.

 

@zuzazuza napisałaś, że szkoda że się marnuję. Ależ skąd, pewnie tam u góry sobie wybrali dla mnie taki los, nieudacznika. Tylko nie wiem czy mam im za to dziękować? Podobno można z tym żyć i bardziej się dołować.... Ale ze mnie skończony kretyn.....

 

@( Dean )^2 napisałeś: "No chyba wszystko zostało powiedziane teraz musisz to zrobić jak Ci się uda" Mnie zawsze udaje się, ja calutki czas jestem wkur... mam złą minę, płaczę jak baba, jestem w przekonaniu coraz bardziej że jestem nikim i nikomu potrzebny. Więc sam widzisz, że potrafię i zawsze mi się udaje..

 

Kur...ja już mam wszystkiego dość!!!!!!!!!!

 

-- 18 kwi 2011, 13:07 --

 

Chyba troszku przesadziłem z tym wpisem nocnym, lecz prawie cały tydzień chodziłem jak jakiś lunatyk, żyjący w swoim innym świecie......

 

-- 11 wrz 2011, 21:43 --

 

Witam po dość długiej przerwie.

Czy coś u mnie się zmieniło od ostatniego logowania? Tak i to dużo!

 

Jest już w zasadzie jesień, nikt ale to nikt nie przekona mnie że moje popier... życie zmieni się na lepsze. Psychicznie czuję się gorzej, nawet do bycia na tym popieprzo... świecie zaczynam myśleć jak te męki zakończyń. Jestem nieudacznikiem, kretynem mający problemy jak jakiś z psychiatryka - a do tego mi już nie dużo brakuje. Wcześniej to lubiałem sobie poczytać teraz już od kilkunastu tygodni ani kartki nie przeczytałem. Ciągle sam wiecznie kur... sam teraz zaczyna się maraton imienin urodziny znajomych już na samą myśl że będę zmuszony iść to mam ochotę już teraz ze sobą skończyń!!! Nie wiem po co tu piszę ale jestem głupi................

 

-- 11 wrz 2011, 21:47 --

 

Witam po dość długiej przerwie.

Czy coś u mnie się zmieniło od ostatniego logowania? Tak i to dużo!

 

Jest już w zasadzie jesień, nikt ale to nikt nie przekona mnie że moje popier... życie zmieni się na lepsze. Psychicznie czuję się gorzej, nawet do bycia na tym popieprzo... świecie zaczynam myśleć jak te męki zakończyń. Jestem nieudacznikiem, kretynem mający problemy jak jakiś z psychiatryka - a do tego mi już nie dużo brakuje. Wcześniej to lubiałem sobie poczytać teraz już od kilkunastu tygodni ani kartki nie przeczytałem. Ciągle sam wiecznie kur... sam teraz zaczyna się maraton imienin urodziny znajomych już na samą myśl że będę zmuszony iść to mam ochotę już teraz ze sobą skończyń!!! Nie wiem po co tu piszę ale jestem głupi................

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam. Troszkę temat stary...ale mam nadzieję, że autor jeszcze od czasu do czasu zagląda....

Na początku może powinienem coś powiedzieć....co do pierwszego posta....sens życia....ma Pan 29 lat, nie jest tak źle...ja mam 17 lat, chodzę do liceum i nie widzę w tym wszystkim sensu....

Nie mówię, że przeszkadza mi Polska...polityka.....muzyka..nie o to chodzi....ale....zastanawiam się, po co to wszystko....

Ja też nigdy nie miałem dziewczyny i wygląda na to, że tak pozostanie. Bardzo Pan to przeżywa.....z własnego doświadczenia wiem, że rady typu, idź do psychologa, wyjdź gdzieś itd. nie mają sensu.

Oczywiście, wiem, ze w domu nikogo się nie spotka, a znajomości internetowe to bardzo cienka linia...jednak....proszę pomyśleć o czymś innym.

Ja mam 17 lat....uczę się..przeciętnie, nie najgorzej, nie najlepiej. Mam dużo znajomych, wielu kolegów, kilku przyjaciół, w tym przeważająca ilość dziewczyn. Z tego co przeczytałem, to jestem do Pana bardzo podobny...jestem, bardzo uprzejmy i miły...staram się zachowywać kulturalnie....zbyt często przepraszam....jestem nieśmiały. Nawet co do związków...( oczywiscie, związki jak na 17 lat, więc należy to wziąć pod uwagę) kilka razy pomogłem pewnym osobom....osobiście nie mając żadnego doświadczenia w tej sferze.

Nie potrafię dać Panu rady, co zrobić, żeby Pańskie życie się zmieniło....ale w pewnym sensie....przykre jest to...że mimo iż mam komu to powiedzieć...nie potrafię tego zrobić i piszę to w internecie.

Może po prostu skorzystałem z okazji....żeby wygadać się...gdyż chciałem to zrobić już dawno...nie wiem czy powinienem to robić w tym temacie...ale nic innego mi nie zostało....idę rano do szkoły...wszystko jest fajnie....przychodzę do domu i łup..jakby mnie ktoś uderzył młotkiem....czasami nawet nie mam ochoty się odzywać....do nikogo. Nie wiem czy to jest depresja..wątpię, po prostu zarówno ja, jak i w pewnym sensie Pan...jesteśmy innymi ludźmi. Tak się czasami zastanawiam....czy...gdyby coś mi się stało...gdybym po prostu zniknął....cokolwiek..to czy ktoś by w ogóle to zauważył....ja mam chyba ze sobą problem...bo wcale nie jestem jakąś szarą myszką...rozmawiam w zasadzie ze wszystkimi i większość osób mnie lubi....

Cóż....w każdym razie....pewnie nikt już tego nie przeczyta, bo to po roku odgrzebuję....ale....dziękuję Panu za sposobność...wygadania się...choćby i w eter.

Pozdrawiam...

 

P.S. - Mój wujek ożenił się mając 46 lat, ma dziecko i jest szczęśliwy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×