Skocz do zawartości
Nerwica.com

Czuję się samotny ...


kurczak2010

Rekomendowane odpowiedzi

Witam. Mam 15 lat, chodzę do trzeciej klasy gimnazjum. Od kilku lat czuję się bardzo samotnie. Od dawna nie mam przyjaciół, a kolegów z którymi chodzę do klasy w ogóle nie mogę tak nazwać. Codziennie w szkole ktoś mi dokucza, wyzywa, czasem bije. Szczególnie jedna osoba, która doszła do mojej klasy dwa lata temu uparła się na mnie i nie chce odpuścić. Tym bardziej jest to ktoś z Domu Dziecka. Reszta osób, którym się podobało jego zachowanie, z przyjemnością ,,dołączyli'' do jego pogrywek przeciwko mnie i byli z tego zadowoleni. Ciężko mi o tym pisać, bo jestem chłopakiem i daje się tak traktować wszystkim. Jestem nieśmiały, a ostatnio zamknąłem się całkowicie w domu. Ukrywam to przed rodzicami. Czasem, gdy strasznie mi jest źle, już nie potrafię sobie z tym wszystkim poradzić, płacze. Mam również bardzo niską samoocenę, wszyscy się ze mnie śmieją, z tego jak wyglądam, jak się ubieram itd. Gdy tak cały czas śmiali się z mojego wyglądu, ja zacząłem się nienawidzić. Miałem też czasem myśli samobójcze, ale nie potrafiłem nic sobie zrobić. Jedynie co mogę teraz to płakać nad swoim losem. W głebi serca chciałbym mieć przyjaciół, ale gdzieś we mnie jest taki opór, zdarzenia z przeszłości, że boję sie do kogo kolwiek odezwać, nie umiem nikogo znaleźć. Co dalej? Co mi jest?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wiesz nie jestem specjalistą ale uwazam ze jesli masz dobry kontakt z rodzicami spróbuj im o tym powiedziec a jeśli nie masz lub nie chcesz pogadaj z pedagogiem w szkole poszukaj rozwiazan w realu i nie tkwij w tym sam bo to ciut niebezpieczne

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zmień klase, w ostateczności może i szkołę. Nie można się z takimi ludzmi dogadać, wasze stosunki się nie polepszą, źle się to bedzie toczyć dla ciebie. Mówię, z własnego doświadczenia. Sam byłem (wciąż jestem) podobny do ciebie. Też musiałem znosić takie rzeczy, jako chłopak nie jest to łatwe.

Tu nie ma miejsca na jakies mediacje, a troche późno tez i na działania (koniec szkoły za 3 miesiące). Takim ludziom się nic nie wytłumaczy. Polecam ci również zapisac się do jakiegoś psychologa, może masz w mieście poradnie psychologiczno-pedagogiczna, dostaniesz tam psychologa, za darmo, myslę, że powinno to choć ciut pomóc. Musisz to przeżyć chłopie, doskonale cię rozumiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Siema

W gimnazjum przeżyłem coś podobnego więc może ci pomoże to co napisze. Początek gimnazjum był całkiem spoko ale tak jak w Twoim przypadku dopisali kilku baranów do mojej klasy którzy skutecznie utrudniali mi życie tyko dlatego że byłem i nadal jestem bardziej opalony (w ich pokrętnych zakutych łbach byłem murzynem) niż cała reszta. Nikt się mnie nie czepiał dopóki oni nie zaczęli tego robić. I cóż, z czasem dla większości klasy stałem się "murzynem" co było naprawdę dołujące. Czasem nawet (ale bardzo rzadko) jakiś nauczyciel się zaśmiał słysząc komentarz na temat mojej osoby. Ogólnie prawie przez trzy lata byłem psychicznie dręczony a że byłem i jestem "niespotykanie spokojnym człowiekiem" który w zasadzie nie lubi się bić to pozwalałem im na to nie robiąc nic - chociaż był pewien wyjątek o którym Ci zaraz napiszę:

 

Pewnego razu na lekcji kobitka od polskiego (nawiasem mówiąc jedna z ładniejszych polonistek jakie spotkałem) wystawiała oceny. Część kasy zleciała się do niej do biurka tak że ona nic nie widziała i nic nie słyszała co się dzieje w reszcie sali. Panował ogólny chaos który nie bardzo kontrolowała bo skupiła się tylko na dzienniku. Oczywiście drugiej części klasy się nudziło i słyszałem tylko "murzyńskie" kawały pod moim adresem. Jakoś próbowałem to zdusić ale gdy zobaczyłem że "kumpel" uważany ogólnie za pachruścia wypisuje jakieś obelgi wielkimi literami na tablicy pod moim oczywiście adresem to tak mi się zagotowało że zanim skończył pisać ta ja byłem już za nim i (przepraszam za wyrażenie) tak pieprznąłem jego pustym łbem o tablicę że momentalnie stracił dobry humor a jego koleżka który stał obok zaraz powycierał co tamten napisał. Żebyś chłopie widział miny reszty tych baranów - bezcenne. A najlepsze było to że polonistka nawet się nie kapnęła choć do tej pory nie wiem jak to możliwe. Podniosło to rangę mojego "czynu" w ich oczach. Po tym nie mieli odwagi już się mnie czepiać ale niestety po kilku tygodniach "śmietanka" przypomniała sobie o mnie i znowu się zaczęło ALE tylko oni mieli odwagę to robić. Od reszty klasy miałem względny spokój.

 

Tak więc z dzisiejszej perspektywy jak na to patrzę to wiem że gdybym któregoś dnia się odważył i wpieprzył jednemu z tych głównych baranów to dziś nie miał bym problemów ze sobą. Do dziś jestem momentami nieporadny i zachukany aż mnie to wnerwia bo nie umiem tego zmienić a dziewczyny które spotykałem w życiu nie dostrzegały przez to nic szczególnego we mnie.

 

Nie wiem jak jest w Twojej szkole i jaki element tam uczęszcza. Ale jeżeli to kolesie z normalnych domów i tylko udają takich kozaków (nie licząc tego z domu dziecka ale on sam Cie nie dołuje) to możesz zaryzykować w sytuacji krytycznej (ale tylko i wyłącznie w krytycznej!!!) i przywalić jednemu którego uznasz za najsłabszego. Niestety musisz liczyć się z tym że to ty przed dyrektorem najprawdopodobniej zostaniesz uznany za winnego i poniesiesz konsekwencję a oni będą niby poszkodowani - wierz mi to też przerabiałem. Natomiast klasa będzie patrzyła na Ciebie inaczej. Ja sam miałem tyko tyle odwagi żeby przywalić cherlakowi. Wiem jakie to trudne przeciwstawić się bandzie bo sam nigdy tego nie umiałem. Pamiętaj że jest to drastyczne wyjście i zależy tylko od ciebie czy starczy ci odwagi.

 

Alternatywą może być zaimponowanie hołocie na gruncie sportowym (przynajmniej w moich czasach to by zdało egzamin). Postaraj się. A jeśli uważasz że nie dasz rady to porozmawiaj z rodzicami może by cię zapisali na coś - uwierz mi że WARTO mieć coś co robisz po za szkołą. Ja zrobiłem ten błąd że mi się nigdy nie chciało a teraz tego naprawdę żałuję. Polecił bym ci zapisać się na Aikido świetna sztuka walki dla spokojnych ludzi bo wykorzystujesz siłę przeciwnika. Głównie stosowana do samej obrony (obejrzyj stare filmy z Seagalem może się podjarasz :D). Jesteś młody więc na pewno do jakiejś sekcji cię przyjmą.

 

I na koniec powiem tak: Poradziłem Ci na podstawie moich doświadczeń. Jeżeli wiesz na pewno że to nie zda egzaminu w Twoim przypadku to nie poddawaj się i szukaj innych rozwiązań. Tylko pamiętaj że jak zaczniesz przed tym uciekać to do końca życia będzie Cię prześladowało przeświadczenie że jesteś słaby a to prowadzi do depresji. Uwierz mi wiem jak to jest. Mam już prawie 24 lata i nie mogę się odgonić myśli że jutro też będzie do du..y. Nie życzę Ci tego.

 

Pozdrawiam i głowa do góry chłopie jesteś w takim wieku że możesz wszystko zmienić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witaj! słuchaj praktycznie wszyscy, w tym wieku przezywają takie dziadostwo.

Ale nie martw sie (łatwo to powiedzieć)

wiedz tyle, że to Cię wzmacnia. Jesteś odporniejszy.

 

Kolega wyżej 1000% racji ma.

 

Ja miałam podobnie, ale na czym sęk polega.

Postawa pasywna - tzn. nie robienie niczego zazwyczaj daje 0 efektu.

Oni chcą widziec ze jesteś słaby, im mniej będziesz reagował tym bardziej wyczują ze Twoje emocje gnieżdzą się w środku, beda próbowali je wybić zebys sie rozpłakał.

 

Musisz ich zszokować, wystraszyć, niech Cie nawet za wariata uważają. Jak pójdziesz do dyry - tym lepiej. Bo wtedy role się zamienia. oni będą ofiarami,frajerami Ty zlym, niebezpiecznym - sprawca : )

niech sie k.. boją.

" jak sie nie beda Ciebie bali, to sie będa z Ciebie smiali.." taki fajny cytat. I prawdziwy.

Wiec musisz tym bambusom pokazać na co Cie stac, jak nie bedziesz wiedzial jak to moge Ci nawet doradzic.

Ale po pierwsze musisz ich wystraszyc, bo inaczej to sie nigdy nie zmieni. Gdzie kolwiek nie pojdziesz sie bedzie ktos Ciebie czepial, jesli sobie pozwolisz.

Wiec pamietaj 1. punkt, SZOK i STRACH ;) < ale bez przesady>

Pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Skoro ostatnia to nie ma już sensu kombinować ze zmianą szkoły bo w czerwcu problem sam zniknie. Musisz zacisnąć zęby i wytrzymać te cztery miesiące. Pocieszaj się myślą, że jak tylko zamkną się za Tobą drzwi szkoły to będzesz mógł wymazać z pamięci twarze tych durni z którymi musiałeś się meczyć.

 

W nastepnej szkole nie pozwól nikomu się z siebie naśmiewać ani co gorsza bić. Nie mówie, że musisz udawać muczo maczo :lol: ale gdy ktoś przekroczy granice to trzeba mu powiedzieć, że sie zagalopował i nie życzysz sobie takiego zachowania. Nikt nie ma prawa Cię obrażać ani bić. NIKT.

 

Nie zamykaj się w swojej samotności bo będzie coraz gorzej. Jak człowiek zostaje sam na sam ze swoimi myślam to nigdy nic dobrego z tego nie wychodzi. Potrzebujesz ludzi. Jeżeli jesteś zbyt nieśmiały na kontakty w realu to poszukaj znajomych w necie (zawsze to jakiś start). Masz jakieś zainteresowania? Internet aż kipi od for tematycznych :)

 

Doradzam Ci wizyte u psychologa. Zapisz sie na wizytę, idź, pogadaj. To naprawdę pomaga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

detektywmonk tak naprawdę nikt nie jest samotny. Mozna tez powiedziec ze wszyscy sa sami. Ale to zalezy jak sie na tą sprawe popatrzy.

 

tak 3 kl, jest ostatnia

To prawda , mi chodzi,że nie mam nikogo , w sensie dziewczyna , partnerka . Moja wina ,że urzyłem skrótu myślowego .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam po pierwsze rozmowa z rodzicami to ważne dla ciebie .po drugie czy chcesz zmienic szkołę ? i pedagog szkolny nie musisz mówic że by ukarano osobę która ci dokucza ale poproś panią o dyskrecję i opowiedz co czujesz jak cię traktują ,ja podejrzewam że szkoła nie ma pojęcia o wybrykach tego chłopaka .Wiesz mam syna prawie w twoim wieku bardzo mu dokuczali i nawet zrzucili go ze schodów ,była moja interwencja pedagoga i wychowawczyni i nagle złoczyńcy stali się neutralni.wiem jak jest ciężko bo sama nie miałam przyjaciół i inne problemy ale ja zmieniłam szkołę i wyszło mi to na dobre.pozdrawiam,

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zmiana szkoły, rozmowa z nauczycielami, przeczekanie tego problemu itp. są jak usuwanie skutków a nie przyczyn. Wiem że może to zabrzmieć nieco drastycznie ale tak jest. Teraz mogło by to pomóc i przyniosło by to skutki nawet może obiecujące ale co jeśli w liceum chłopak będzie przeżywał to samo. Zawsze znajdzie się jakiś baran w każdej sytuacji i grupie który zatruwa komuś życie. I co? Za każdym razem będzie ganiał do kogoś żeby się poskarżyć (czy to do nauczycieli, dyrektora czy to do szefa w pracy w późniejszym życiu)? Jeśli teraz sam rozwiąże tą sprawę to wyjdzie mu tylko na dobre. Takie jest moje zdanie.

Z punktu widzenia rodzica to wygląda nieco inaczej niż z perspektywy szanownego Pana kurczaka2010 i wiem że proponujecie te rozwiązania bo są na poziomie ludzi inteligentnych i z reguły tak powinno się postępować. Niestety życie pokazuje że z niektórymi osobami jest tak że nie rozumieją norm i w tzw. cywilizowany sposób nie da się dotrzeć do nich. Więc niestety ale (tylko na chwilę) trzeba zniżyć się do ich poziomu i "dobitnie" wytłumaczyć żeby się odwalili. Jest to smutne lecz niektórzy wierzą w prawo dżungli i jak patrzę na rzeczywistość dookoła to niestety ale żeby żyć normalnie trzeba pójść z tym na kompromis (nie zapominając o swoich wartościach bo spotkasz na pewno kogoś kto myśli podobnie) i wydzierać co swoje.

Zaryzykuję stwierdzenie (może trochę na wyrost to będzie no ale...) że moment w którym się znajduje kurczak2010 to pierwszy krok do dorosłości ponieważ musi podjąć samodzielną decyzję (a jak wiadomo samodzielność to atrybut niezbędny w dorosłości) która moim zdaniem odbije się echem na dalszej przyszłości. Dodam jeszcze że trudno to osiągnąć będąc w depresji.

 

Kurczak dasz radę i nie przejmuj się tym patetycznym nieco tonem mojej wypowiedzi. Jak złapię fazę przy pisaniu to tak czasem wychodzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

siwy100 ja się z tobą nie zgadzam,sama miałam takie problemy mi pomogła zmiana szkoły i inna miejscowośc .byłam zamkniętą w sobie osobą nie lubianą choc nikomu nie dokuczałam a dokuczali mi. wyzywali popychali .w nowej szkole poznałam innych ludzi... owszem też byli tacy co mi dokuczali ale nie w takim stopniu jak poprzedniej szkole .Ale ponad to wszystko wizyta u psychologa wskazana.pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

siwy100 ja się z tobą nie zgadzam,sama miałam takie problemy mi pomogła zmiana szkoły i inna miejscowośc .byłam zamkniętą w sobie osobą nie lubianą choc nikomu nie dokuczałam a dokuczali mi. wyzywali popychali .w nowej szkole poznałam innych ludzi... owszem też byli tacy co mi dokuczali ale nie w takim stopniu jak poprzedniej szkole .Ale ponad to wszystko wizyta u psychologa wskazana.pozdrawiam.

 

mylisz ze zmiana szkoly cos daje?

nic nie daje

moze 10 %

jak ktos jest ofiara to zawsze bedze, nie wiem jak teraz zyjesz, ale wspominałaś cos o depresji.

Ludzie TO ZWIERZĘTA

nie ma zadnej roznicy. Tu jest dzungla i tylko silniejszy przetrwa.

Jak robia bociany? wypychaja innego, slabszego za gniazdo i jest juz poprostu martwy.

Eliminuje sie jednostki slabsze.

Dlatego jak jestes slaby to wszyscy beda chcieli Cie zniszczyc nie wazne czy jestes zly czy dobry.

Trzeba pokonac wroga wlasna bronia, udowodnic jego slabosc i walczyć cale zycie o swoja postawę w nim.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

siwy100 nie będę się z tobą kłucic po to nie na tym polega. Dołączyłam na forum aby innym dac chociaż cząstkę nadziei sama przeszłam terapię i wiele lat z tym walczyłam jak widac z dobrymi skutkami .Z osoby zakompleksionej, bojaźliwej i miejącej myśli samobójcze ,jestem szczęśliwą mamą studiuję,i mam 2 sklepy które dobrze prosperują więc idzie ,idzie tylko trzeba chciec a nieraz poprosic o tą pomoc.Przeraża mnie to co piszesz z kim ma on walczyc ?skoro chłopak który mu dokucza jest z domu dziecka i jemu nikt nie chce pomóc inaczej tak by się nie zachowywał.Terapia z takimi dziecmi jest długa i trzeba miec mnóstwo cierpliwości żeby dała efekty a w naszym kraju jest jeszcze bardzo niski poziom jeśli chodzi o terapię i brak funduszy.Nadal twierdze że terapia rozmowa z rodzicami i zmiana szkoły dobrze mu zrobi ale to będzie również wola jego rodziców.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z mojego doświadczenia wynika, że szkoły drastycznie się różnią kulturą bycia. Są klasy gdzie wszyscy są przyjaźnie nastawieni i sobie pomagają nawzajem i są klasy gdzie panują prawa dżungli.

 

Z dokuczaczami też jest ten problem, że niektórzy się nie boją. Dwa razy miałem takich, że nie powstrzymywało ich nawet regularne bicie O_o .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Spokojnie ludzie ja tu nikogo nie namawiam do mordobicia jakiegoś bestialskiego. Może źle się wyraziłem wcześniej. Chodziło mi o to że jeśli sam to rozwiąże to potem dużo łatwiej będzie sobie radził z innymi problemami. Gdybyście przeczytali uważnie mój wywód pierwszy w tej sprawie to byście wiedzieli o alternatywach jakie mu dałem. Nie mniej jednak między takimi baranami największym szacunkiem cieszy się ten kto okaże swoją siłę. Z moich obserwacji różnych środowisk w mniejszym lub większym stopniu to się potwierdza. Mogę wam podać przykład mojego brejdaka który jest wychowawcą w ośrodku dla trudnej młodzieży:

 

No więc jest tym wychowawcą. W ośrodku wspomnianym jedną z plag były papierosy. Nauczyciele wraz z moim brejdakiem namawiali ich po dobroci, potem uwagi stawiali i w ogóle. Wychowankowie mówiąc kolokwialnie mieli to wszystko w d...pie. Dodatkowo jeszcze odszczekiwali się i potrafili palić na korytarzach. Ogólny brak szacunku. Pewnego wieczora w pokoju jakichś dziewczyn (bo to ośrodek z internatem) zrobili sobie coś typu impreza. Palili fajki i nie wiadomo co jeszcze. Godzina była ok 22 więc nachodził czas ciszy nocnej a jak się zapewne domyślacie brat był na nocnej zmianie. Nie trudno się domyśleć że obecność "panów" u "pań" była niedozwolona po 22 więc trzeba było interweniować jakoś. Brat poszedł ale po dobroci nie mógł ich wygonić wiec chcąc nie chcąc musiał dotknąć jednego. Nie mówię tu o jakiejś szarpaninie czy coś (jeszcze nie) tylko chciał go jakoś podnieść, ruszyć żeby zwrócił w ogóle na niego uwagę. Gówniarz w odpowiedzi wyciągną motylka (taki szpanerski nóż jakby co). Niestety przeliczył się gdyż mój brat trenował kiedyś aikido (wiem jak to brzmi ale to prawda) i chłopanio nie zdążył nawet nic z tym motylkiem zrobić bo leżał momentalnie przyduszony ziemi. Gdyby brat postąpił inaczej to prawdopodobnie byłby teraz pocięty. Oczywiście władze ośrodka zaraz się dowiedziały o zajściu bo brat przyznał się sam do wszystkiego żeby było jasne. Nie wiem natomiast co się stało z tamtym typkiem. Po tym epizodzie zdobył taki szacunek o jakim inni nauczyciele w tym ośrodku mogą pomarzyć. Papierosów nikt już nie pali na korytarzach ani nawet w kiblach. Przynajmniej na zmianach mojego brata. Morał jest taki że czasem trzeba się zniżyć na grunt buraka i pokonać go na jego polu żeby do niego dotrzeć. Jak cię zacznie słuchać to możesz wtedy przedstawić swój punkt widzenia. Tłumaczenie po dobroci może się sprawdzi może nie (tzw. wychowanie bezstresowe - bzdura wierutna).

 

A wracając do sprawy... Nie mówię że rozmowa z psychologiem nie pomoże ale sam jestem sceptycznie nastawiony do takiego rozwiązania z prostego powodu. Psycholog wysłucha cię jak mu zapłacisz za wizytę więc nie mogę pogodzić tego z myślą że chce szczerze pomóc. Mogę się mylić ale póki co nie mógł bym zaufać takiej osobie.

 

-- 10 mar 2011, 17:23 --

 

A i ja też nie chcę się kłócić po prostu przedstawiam mój punkt widzenia :) Nie spinajmy się

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cześć ,ja całe życie mam poczucie osamotnienia ,tak było kiedy chodziłam do szkoły,nie miałam przyjaciół,strasznie przytłaczająca samotność,teraz gdy mam rodzinę też czuję się samotna,nic się nie zmieniło, czasem znajdzie się jakaś koleżanka ale wszystkie znajomości po jakimś czasie zanikają bo wkońcu każdy zaczyna mi przygryzać a ja nie umiem odpowiedzieć,i wycofuję się i każda nawet wieloletnia przyjażń kończy się .Od prawie dwóch lat znam jedną koleżankę i teraz boję się żeby jej nie stracić,bo znowu bym nie miała do kogo nawet zadzwonić.Jak strasznie boję się żeby jej nie stracić boję się tej strasznej samotności.I jak to jest że piszę tu o tym skoro mam taką fajną rodzinę .NIESTETY nawet założenie rodziny nie pozbawiło mnie uczucia samotności

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O Jesus, rutka? mówisz ze do psychologa? chyba gorszego wyjscia znalesc nie mozna.

Pamietam jak kiedys do mojej szkoly przyszedł psycholog a nawet kilka i omawiali pewna zdarzenie to wszystko bylo na ofiare a ci co wszystkiego narobili uznani zostali za kozly ofiarne! Na litosc boska! CZY NIKT NIE WIDZI ZE ONI WSZYSCY MAJA TO W D..? odrobic dniowke i do domu na m jak milosc. Taka mamy oswiate.

Polecam wszystkim film Nasza Klasa oparty na prawdziwych faktach.

I kolejny raz z siwym sie zgadzam, masz calkowita racje. ja tez o tym mowie.

 

-- 12 mar 2011, 19:36 --

 

detektyw ja tez tak lazilam wiele razy ale zbytnio sie nie przejmowalam tym ze do nikogo sie nie odezwe raczej znalazlam dobra strone - pelna swobode

i jesli chodzi o wypady na miasto to lepiej samemu spedzic ten czas.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zmiana szkoły to ucieczka od problemu, tym bardziej, że jesteś już w 3 klasie i wkrótce kończysz. Rada z rodzicami jest dobra, z pedagogiem - niekoniecznie. Na Twoim miejscu nie chciałabym żeby angażował się w to pedagog, chyba że to osoba godna zaufania, a z doświadczenia wiem, że pedagodzy pracujący w szkole nie są najlepszą deską ratunku. Chyba lepszy będzie psycholog który przeprowadzi z Tobą jakąś terapię. Musisz dojść do tego aby uwerzyć w siebie, reszta przyjdzie sama. Wiem że łatwo się o tym pisze czy mówi, ale sam nie dasz sobie rady, musisz szukać pomocy u kogoś. Zacznij od rodziców.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×