Skocz do zawartości
Nerwica.com

Czy to może być depresja?


Gość vederis

Rekomendowane odpowiedzi

Witam. Wolałbym porozmawiać z psychologiem osobiście, ale nie bardzo mam jak - więc piszę na forum.

 

Jestem z dziewczyną 2,5 roku. Od jakiegoś roku (Może więcej) nam się nie układa. Przestałą mieć ochotę na seks a nawet petting. Cały czas czułem, że coś jest nie tak, ale chyba nie chciałem, żeby tak było, więc jakoś tam to umknęło w tłoku. Ona nie chce rozmawiać ze mną o tym, co ją trapi, obwinia mnie o jej brak ochoty na seks a nawet o to, że jest nieszczęśliwa. Od początku znajomości mówiła mi, że nie ma żadnych marzeń - nie zwracałem na to uwagi, uznałem, że nie chce o nich rozmawiać, że nie jest gotowa. Miesiąc temu prawie zerwaliśmy, powiedziała, że nie wie, czy mnie kocha. Poprosiłem ją, żeby dała nam szanse, że ja wiem, że to się da naprawić - ale ona nie okazuje na to chęci, mam wrażenie, że chce żeby to się skończyło. Przez ten miesiąc było coraz lepiej, przynajmniej ja to tak odbierałem, mówiła mi, że mnie kocha, nawet to czułem, ale ciągle czegoś brakowało - tej ochoty na seks, tego pociągu. Więc wróciliśmy do rozmowy. Powiedziała, że nasz związek wygląda bardziej na przyjacielski, że nie wie czy mnie kocha - mówi tak za każdym razem, kiedy chcę jej pomóc, kiedy drążę temat, jakby odrzucała mnie przez to, że nie chce o tym rozmawiać.

 

Jak patrze na jej zachowanie to widzę, jakby ona się poddawała, bez żadnego celu w życiu, bez marzeń - z tego co wynikało z rozmowy z nią - jak tylko się obudzi to myśli tylko o tym, żeby iść spać. Rzadko się uśmiecha, jest ciągle zmęczona, nieszczęśliwa.

Teraz kiedy dostała staż w urzędzie skarbowym jest jeszcze bardziej wykończona.

 

Dodam, że na początku naszego związku była bardzo zaangażowana, nie dawała mi nawet chwili być samemu, jak tylko nie odpisywałem na jej sms-y to rodziła się kłótnia. Robiła mi pretensje naprawdę z błahych powodów, nawet o kobietę w telewizji potrafiła być zazdrosna i miała straszne kompleksy - co chwilę nadmieniała, że jest brzydka itp. a to nie prawda. Nawet dochodziło do histerii, napadów płaczu(takich, że aż się dusiła) cięła się, uciekała po lasach (bo mieszkamy blisko lasu) nie chciała wtedy słyszeć o psychologu. Twierdziła, że nic jej nie jest. Potem to minęło, bo po pewnym czasie nie mogłem już odpowiadać na jej emocjonalne szantaże, miałem tego dość.

 

Jeśli chodzi o seks - przede mną miała chłopaka, który traktował ją jak własność, nie potrafił jej rozpalić, ale i tak uprawiali seks - co ją bolało. Później - kiedy my próbowaliśmy (dlatego, próbowaliśmy, że ona od razu zakładała, że ją będzie boleć) Czasem

"coś" czuła, do tego doszło straszne zapalenie cewki moczowej, takie, że nie potrafiła chodzić, z bólu aż się wiła a do lekarza musiałem ją zanosić. Każdy następny raz powodował to, że bardziej nie chciała, w końcu zaczęła mnie kłamać, że jest jej dobrze, co nie było prawdą. O tym dowiedziałem się później. Uprawialiśmy petting i seks oralny, co teraz też nie ma miejsca, ona po prostu nie potrafi się podniecić i nie potrzebuje seksu - tak mi mówi.

 

Czy to mogą być początki depresji lub depresja, czy to raczej ja jestem powodem jej nieszczęścia? Dodam, że jest obojętna na wszystko. Naprawdę zależy mi na jej szczęściu, chcę jej pomóc.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj.To rzeczywiście przypomina depresję, ale jak sam zauwazyłes na wstępie , lepsza bylaby rozmowa z psychologiem.Twoja dziewczyna ma duże problemy emocjonalne i powinna pomyśleć o terapii.Ty , niewiele możesz jej pomóc.Sam widzisz.Jesteś przy niej , wspierasz ją i nic się nie zmienia..Tak kieruj rozmowami , aby udalo Ci się ją namówić na wizyte u psychologa-psychiatry.To nie będzie latwe jak sądze..Ale probuj.Nie zapominaj jednak o sobie.Nie przeżyjesz życia za nią.I to ona sama , powinna się o siebie zatroszczyć, żeby nie ranic innych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie jestem święty, nie mogłem sobie poradzić z jej zachowaniem to w pewnym momencie zacząłem robić to samo - chciałem jej pokazać jak to jest, jednak przyniosło to odwrotny skutek, stało się to moim nawykiem, robiłem jej pretensje o byle co, tak jak ona mi. Nasz związek z promieniującego miłością, tak bardzo, że ludzie się za nami oglądali, mówili, że widać miłość, że aż czuć ją od nas. To, co stało się miesiąc temu, to, że prawie się rozstaliśmy zadziałało na mnie jak zimny prysznic na śpiącego człowieka - ocknąłem się, znów jestem sobą, znów jestem opanowany i nie rozumiem jak mogłem się tak zachowywać, jednak czuję wyrzuty sumienia, że to, co się z nią dzieje może być też moją winą. Do tego - jej mama jest alkoholiczką - Ja teraz dopiero rozumiem, jaką ona czuje presje ze strony otoczenia, ze strony świata - jak to ją miażdży. Najgorsze jest to, że ona identyfikuje swoje problemy ze mną, że to ja się jej kojarzę źle i nie wiem jak to zmienić. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy nie byli razem, ona zresztą mówi mi to samo. Jednak ma wszystkiego dość. Wcześniej byliśmy razem, ale ją olałem (chyba już to pisałem) przez dwa lata biegała za mną, nie chciałem z nią być - odrzuciłem ją, choć była w potrzebie. Potem miała innego chłopaka, później przez jakiś czas była sama i kręciliśmy ze sobą(zawsze czułem do niej coś wyjątkowego). Po długich spacerach i rozmowach, powiedziała mi, że czuje coś do mnie, ale inny jej się podoba, po tym jak zrobiła mi coś takiego olałem ją całkowicie, zraniła mnie i basta. (to był właśnie ten wspomniany przeze mnie wcześniej chłopak) biegała za mną, chodziła po mnie - nie wychodziłem. Kiedyś do mnie przybiegła z płaczem, no i to był początek końca jej związku, a początek naszego. Piszę to tutaj dlatego, żeby dać wam zarys naszych relacji, tego co przeszliśmy razem. Nie jestem takim facetem, który nie patrzy na potrzeby kobiet - starałem się jak mogłem, żeby ją zadowolić, żeby dać jej komfort, przyjemność, żeby czuła się przy mnie bezpiecznie. Może gdzieś tam czasem błądziłem - wiadomo, nikt nie jest idealny, ale potrafię się uczyć na błędach.

 

Powinienem ją zostawić samą, czy jednak być przy niej bo nie wiem czy to jak ona się czuje nie jest faktycznie spowodowane mną. Nie chcę tu grać roli jakiejś ofiary, wiadomo, że zawsze są dwie strony medalu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Obydwoje macie problemy.Triche burzliwy ten was związek.Burzliwy bo niedojrzaly.A to ona chciala , a Ty nie chcialeś, a to teraz Ty chcesz , a ona nie bardzo..Trochę to dziecinne .Taki związek , nie daje żadnemu z Was poczucia bezpieczenstwa.jesteście , jak na karuzeli.A to nie tak.Trzeba się postarać.Wy sobie nie ufacie.Na czym chcecie coś zbudować?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rzecz w tym, że wg. niej nasz związek nie ma przyszłości, teraz kiedy jest coraz lepiej, ona stała się obojętna, zimna, nieczuła. Za każdym razem, kiedy robię jakiś ciepły krok w jej stronę, zostaję odrzucony, nawet jeśli tego nie robi bezpośrednio to widać to w jej mimice, czuć od niej tą niechęć.

 

Każdy związek ma jakiś kryzys, ja jestem takiego zdania, że z takich kryzysów da się wyjść, a ona się poddała, nie chce walczyć. "a w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz". Nie wiem już co mam robić, powoli nie widzę wyjścia z sytuacji, ale to chyba nie jest odpowiednie forum, żeby rozmawiać o tego typu rzeczach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×