Skocz do zawartości
Nerwica.com

Świadek śmierci.


yuki

Rekomendowane odpowiedzi

Trzy lata temu zmarła przy mnie moja mama. Od tamtego czasu prześladuje mnie poczucie winy za to, że nieumiejętnie udzieliłam jej pomocy, że umierała w poniżających warunkach, że byłam jedyną osobą, która zdawała sobie sprawę z jej pogarszającego się stanu zdrowia, ale nie powiedziałam o tym nikomu dorosłemu. Po jej śmierci usłyszałam od dalszych członków rodziny, że faktycznie za późno wezwałam karetkę i to nie mógł być rak, bo cytując słowa jednego z wujków "tak się na raka nie umiera", choć mama od 3 lat była leczona onkologicznie. Chociaż nie utrzymuję już kontaktu z rodziną, w mojej głowie stale prowadzę batalię z tym co mi powiedzieli dodając nowe argumenty po ich stronie, przez co czuję się jak w pułapce. Obsesyjnie analizuję wieczór, którego umierała zwłaszcza moment kiedy po raz ostatni nabrała oddech. Po wypuszczeniu powietrza zapadła zupełna cisza i myślałam, że mój mózg dosłownie eksploduje.

Jedyną osobą z jaką utrzymuję kontakt jest moja starsza siostra, która mówi że bez przerwy narzekam. Codziennie mam wrażenie, że mnie nienawidzi.

Moim największym problemem jest to, że stałam się człowiekiem obojętnym, nie potrafię się skoncentrować, przez co mam problemy z nauką. Nie mam zainteresowań, żyję z przytłaczającym poczuciem niższości, ponieważ niczego sobą nie reprezentuję. Dostałam się do bardzo dobrej szkoły wyższej, ale tego też nie potrafię uszanować i nie zdałam kilku egzaminów. Ponadto, z jednej strony mam wrażenie, że wzbudzam w innych nienawiść i złość, ale z drugiej strony mam wokół siebie wielu życzliwych ludzi, na których mogę polegać.

Boję się iść do psychologa, bo nie chcę usłyszeć, że za wszystkie moje porażki życiowe winię śmierć mojej mamy, albo że usprawiedliwiam niepowodzenia na studiach trudną przeszłością.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W Polsce co drugi to lekarz.

 

W końcowej fazie raka żadna karetka nic nie pomoże, czasem mogą przedłużyć życie trochę, ale mojego wujka nie wzięli chyba nawet do szpitala jak umierał. Ale nie jestem pewny na jaki dokładnie nowotwór zmarł. Koleżanka od mojej mamy zmarła z kolei chyba na skutek pęknięcia jakichś kręgów szyjnych w wyniku przerzutów do kości.

 

Oczywiste że nic nie mogłaś zrobić więcej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Boję się iść do psychologa, bo nie chcę usłyszeć, że za wszystkie moje porażki życiowe winię śmierć mojej mamy, albo że usprawiedliwiam niepowodzenia na studiach trudną przeszłością.

A co byś chciała usłyszeć? Mogę Ci to napisać. Myślisz że to pomoże?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Samo czytanie tego co chcę usłyszeć oczywiście w niczym nie pomoże, ani nic nie zmieni. Szukam odwagi, aby zgłosić się po pomoc. Mój pierwszy post świadczy o tym, że do tej pory nie udało mi się odnaleźć jej w sobie. Dwa lata temu trafiłam na psychologa, który pomógł mi, ale sprawę śmierci mamy pominął. Teraz poszukuję psychologa, który pomoże mi przeżyć jej stratę i ruszyć dalej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie możesz się obwiniać, za to, co się stało – pomogłeś mamie na tyle, na ile mogłeś. Dla osób o niskiej samoocenie, lub po prostu przytłoczonych chorobą bliskiej osoby, bardzo ciężko jest coś zrobić, aby pomóc drugiemu człowiekowi, dlaczego? Bo przede wszystkim te osoby same potrzebują pomocy. Aby pomagać innym trzeba pomóc najpierw sobie. Przy tak dramatycznych wydarzeniach, często nawet zdrowi ludzie, nie umieją zareagować i właściwie pomóc – paraliżuje ich strach, lęk i to jest normalna reakcja przy tak dużym stresie. Naprawdę nie masz powodów, aby się obwiniać. Twoje złe samopoczucie, negatywny obraz siebie i świata, bierze się z tego, że cały czas żyjesz przeszłością, którą już nie zmienisz!!! Zacznij żyć dniem dzisiejszym. I najważniejsze – idź do psychologa i porozmawiaj z nim.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kochana moja mama zmarla prawie 8 lat temu...Mialam wtedy 19 lat. Chorowala na raka od 5 lat. Bylam przy niej jak odeszla... Tego nie zapomne do konca swoich dni. Tez w zyciu nie potrafie sobie poradzic... Jak jestes jeszcze na tym forum to sie odezwij. Bo pod calym Twoim ostatnim akapitem moge sie podpisac... Mam dokladnie tak samo jak Ty... Chetnie bym z Toba porozmawiala...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

yuki, smierc bliskiej osoby to ogromny cios i czesto nie potrafimy sobie z nim poradzic. Ale kiedys przeciez musimy. Nie mozemy wiecznie "zamiatac problemu pod dywan", bo one nie znikna, a my bedziemy sie ciagle o nie potykac. To ze Twoja mama zmarla na raka nie jest Twoja wina. Nowotwory zabieraja nam wielu bliskich, ale w koncowym stadium choroby juz nikt nie moze nic na to poradzic. Nie tylko Ty, ale nawet najlepsi lekarze. Twoja mama umarla, ale nie pozwol umierac samej sobie. Pomysl czy Ona chcialaby zebys sie tak obwiniala? Czy chcialaby zebys byla taka nieszczesliwa? Czy moze wolalaby zebys sprobowala stawic czola problemom i udala sie do psychologa?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powiem Co że wiem przez co przechodzisz..

Utrata bliskiej osoby jest ogromnym bólem - a jeszcze większy ból robi rodzina która mówi że za późno wezwałeś pogotowie..

Na raka się umiera i wszyscy wiedzieliście że kiedyś ta chwila nadejdzie..

Ja byłam w podobnej sytuacji, tylko że chłopak nie umierał na moich oczach, ale wiedziałam że umiera, czułam to - po prostu to czułam, a jednocześnie byłam świadoma tego wszystkiego..

wielokrotnie przy przesłuchiwaniach padało pytanie, dlaczego nic nie zrobiłam, dlaczego nie zawiadomiłam nikogo kto był w jego pobliżu..

Niestety na to pytanie nie umiem sobie za bardzo odpowiedzieć..

Rodzina tego chłopaka tak samo jak i moja rodzina obwiniają mnie o jego śmierć - potrafią mi nawet powiedzieć prosto w twarz że gdyby nie ja to nie doszło by do tej tragedii..

ale wiesz co? nie poddaje się, nie pozwalam mówić ludziom w mojej obecności o tym co się stało..

Staram się w jakimś stopniu to ignorować, choć wiem że od tego tematu nie ucieknę nigdy ja mimo to się nie poddaje..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

yukiWiem co przeżywasz .Ja pierwsza dowiedziałam się o śmierci swojej mamy.Miała raka.Od razu łyknęłam dwie tabletki uspokajające.Ta ,,jazda,, z emocjami trwa już u mnie 8 lat a jak by to było wczoraj .Rodzina miała mnie gdzieś .Po drodze zaliczyłam ciężką depresję ,alkohol , zawalone studia,terapia.Nie zwlekaj kochana z pomocą dla siebie bo nie warto.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sweethomealabama jedziemy w takim razie na tym samym wózku... Dokładnie to samo: ciężka depresja, ja akurat nie alkohol ale trawka, zawalone studia i różwnież trwa to u mnie 8 lat... Dokładnie 16 września. I rodzina miała mnie gdzieś... To jest niesamowite... Jakbym czytała o sobie.

 

-- So lip 20, 2013 6:24 pm --

 

asela tylko człowiek człowiekowi potrafi wyrządzić taką krzywdę emocjonalną ;/ Wspołczuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hm, świadkiem śmierci nie byłem, ale wchodząc do domu trafiłem na wiszącego ojca. Zastanawiam się, czy moja derealizacja po prostu nie broni mnie przed wielką depresją spowodowaną tym co zobaczyłem. Przypuszczam to na podstawie tego, że gdy derealizacja czasami się wyłączy, zaczyna się mega dół z powodu tego co zobaczyłem i mam ochotę rozbeczeć się jak dziecko. Od jakiegoś roku emocje mam całkowicie wyłączone.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie było mnie tutaj ze 2 lata, ale ciąg dalszy nastąpił. Chodzę do psychologa od roku. Na razie mierzę się ze zdarzeniami z wczesnego dzieciństwa i zaburzeniami odżywiania. Do śmierci rodziców jeszcze nie dotarłam. Dżejmson, to co opisujesz brzmi również jak dysocjacja, która jest podstawowym mechanizmem obronnym polegającym na poczuciu oddzielenia emocjonalnego od zdarzenia, nieutożsamiania się z tą częścią własnego życia. Pamiętaj proszę, że to że nie czujesz, nie oznacza, że tych wszystkich trudnych uczuć nie ma. Tak naprawdę to trzeba wykonać ogromną pracę by je skutecznie wypierać, często kosztem pamięci, koncentracji i zdolności organizacji.

Dziękuję wszystkim za odpowiedź. Gdyby ktoś chciał popisać to serdecznie zapraszam na priv :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×