Skocz do zawartości
Nerwica.com

Czy warto przyznać się do choroby przed innymi ?


tictac

Rekomendowane odpowiedzi

Witam

Mam takie pytanie czy warto przyznać się do choroby ( nerwicy, depresji itd) przed rodziną , znajomymi, partnerem , ludźmi z pracy i tymi z którymi się widuje. Czy warto traktować tą chorobę jak każdą inną ? Czy mówicie swoim bliskim o swoich problemach? Czy nie było by lepiej gdyby wszyscy się dowiedzieli ? Ogólnie jak to wygląda u Was ? Jakie macie do tego podejście, jakie nasuwają się Wam wnioski z własnego doświadczenia ? Wiadomo , że jedni będą szyderczo się nabijać za plecami, inni w ogóle nie zrozumieją problemu, a jakaś wąska grupa może pomoże czy będzie współczuć . Czy nerwica i problemy z nią zwiazane nie jest w dużej mierze wynikiem ukrywania stresu, somatycznych dolegliwości, reakcji na życiowe stresy przed innymi ? Czy warto wyjść do ludzi i nawet się oczernic i przyznać do np. ataku paniki czy biegunki czy depresji niż siedzieć w domu izolować się i wszystko ukrywać ?

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myśle, ze nie zawsze kiedy mamy nerwice lub depresję to należy o tym mówić. Powinni sami zauważyć. A jeśli to doprowadza nas do takiego stanu, z e udajemy ze dobrze się czujemy a tak naprawdę jest bardzo cieżko to można powiedzieć. Był moment, ze nie miałam siły żeby wstać z łóżka, zmuszając się. Rodzina nie zauważala, a ja chciałam żyć inaczej więc próbowałam terapii i wszystkiego chyba. W końcu jak wylądowałam w szpitalu to rodzina się zainteresowała. Ale głownie chodziło w moim życiu o zmianę mojego myślenia, które zostało skrzywdzonych przez otoczenie. Więc zmieniłam otoczenie.

 

Teraz może wg psychiatry mam ciężka depresję, ale mam to gdzieś. Mówię tylko gdy jest naprawdę złe, czyli włączają się lekkie paranoję i nerwy.

 

A jak mam biegunke to staram się biec do toalety.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja próbowałam powiedzieć swojej mamie, ale ona nie jest tym zainteresowana. Dopuszcza do siebie, że mój brat i chłopak maja zaburzenia, ogólnie jest "otwarta" na ludzi z problemami, ale o mnie nie chce słyszeć i traktuje jakbym była zdrowa. Ich usprawiedliwia zaburzeniami a mnie lenistwem, mówi, że lubię się wysługiwać ludźmi, że jestem niemiła itp. I ze względu na jej postawę tym bardziej boję się powiedzieć komukolwiek innemu, bo skoro nawet ona, najbliższa mi osoba, niby wyrozumiała tak mnie traktuje to co dopiero mniej życzliwe mi osoby.

Próbowałam szerszej rodzinie mówić o problemach bardziej fizycznych, ale też trochę emocjonalnych, ale zupełnie to do nich nie dociera, że np. nie chcę pracować w jakimś miejscu i dlaczego. Wszystko tylko wykorzystują przeciwko mnie i naskakują na mnie.

 

W pracy na pewno nie mogłabym się przyznać, bo z zawodu jetem nauczycielką. Gdyby ktokolwiek się dowiedział, to nie dopuściłby "chorej psychicznie" do dzieci, bo stereotypowo każdemu by się kojarzyło, że jestem niezrównoważona, niestabilna, mogę stanowić zagrożenie dla dzieci lub nie umieć się nimi zająć.

 

Tylko mój chłopak wie wszystko i rozumie, ale to on pierwszy zaczął mi się zwierzać i dlatego ja nie bałam się mówić. Ta cała wiedza jest bardzo korzystna dla naszego związku, dogadywania się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No niestety zaburzenia psychicznie sa często wrzucane od razu do jednego wora z wariatami . To jest przykre ale prawdziwe , tym bardziej że wiele somatycznych objawów nerwicy czy nawet leków jest z góry odbierana przez inne osoby jako coś o podłożu zupełnie innym ,np. Boli mnie głowa - weź tabletkę, boli mnie brzuch - a co jadłeś , nie chce tam iść - ale nic cie tam nie zje , czym się stresujesz przecież nie ma czym . ITD .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

najlepiej podstawionej przez rodziców zdrowej i młodej narzeczonej i przyszłej żonie która jeszcze nigdy nie współżyła która jest z tobą tylko dla pieniędzy.dobrze by było pokazać jej wszystkie dokumenty ze szpitala psychiatrycznego żeby jej wreszcie zapaliła sie czerwona lampka i instynktownie cie unikała i nie była skłonna być z tobą co niech zauważą rodzice co utwierdzi że ty masz racje.bywa że pokusa zarobienia pieniędzy polegającego na udawaniu zakochanej jest tak silna że trzeba powiedzieć wprost "nie chcę być z tobą" kiedy dobieranie się do niej i przyznanie się do swojej diagnozy i wieloletnich pobytów w szpitalu dla wariatów może się okazać za słabe w działaniu co może zmylić rodziców.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Mam takie pytanie czy warto przyznać się do choroby"

 

Kwestia komu-o czym-kiedy...

Moja Rodzina ma świadomość problemu, z tym że tylko żona wie, jak mocno mnie to g...o dotyka i dlaczego tak a nie inaczej się zachowuję.

Rodzice mają ogólną świadomość, ale to na zasadzie lekkiego zlania tematu z mojej strony. Coś muszą wiedzieć, żeby się nie dziwić, ale bez szczegółów, żeby Im problemów nie dokładać...

Spośród znajomych, których kilkuset by się znalazło, kwestia hobby, wie.. jedna osoba.

I to by było na tyle... zwłaszcza, że "tylko" o nerwicę chodzi.

 

Mocniejsze schorzenia to większy problem.

Z jednej strony np wypadałoby aby szef wiedział o schizofrenii, np, dotykającej pracownika, ale jednocześnie może być to z wielu względów ostatni dzień chorego w pracy. Czyli za szczerość można zapłacić, ale trzeba być też uczciwym wobec otoczenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ciężkie pytanie... z jednej strony każdy z nas chorych czuje potrzebę podzielenia się z kimś swoim problemem. czasem trzeba się wygadać , poszukać zrozumienia. Ale trzeba uważać komu się mówi o takich rzeczach bo może się okazać że to w cale w niczym nie pomoże. ta osoba juz zawsze bedzie patrzeć na Ciebie przez pryzmat choroby a ch uj wie jak ją bedzie interpretować....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem nie warto mówić w pracy. Niestety takie czasy, szefa nie obchodzą problemy pracownika tylko jego efektywność w pracy. Nie warto też mówić o swoim problemie lekarzom (pomijając psychiatrów i psychologów oczywiście ;) ). Lekarze lubią ignorować nasze problemy zdrowotne zrzucając wszystko na nerwicę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zarazilam się swierzbem w szpitalu. Nie miałam ubrań i dali mi szpitalne. A ze byłam wtedy na lekach i ciagle hydroksyzyna kilka razy dziennie to nie wpadłam na to, ze coś mi jest.

 

Potem chodziłam po lekarzach i nikt nie rozpoznał, ze to tak popularne schorzenie. Musiałam wydać kilka razy hajs. Pytali się tez jakie leki brałam. No i jak mówiłam jakie to byłam już skreslona. Do tego miałam blizne na ręce, więc rodzinna mi kazała koniecznie wrócić do leków.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zarazilam się swierzbem w szpitalu. Nie miałam ubrań i dali mi szpitalne. A ze byłam wtedy na lekach i ciagle hydroksyzyna kilka razy dziennie to nie wpadłam na to, ze coś mi jest.

 

Potem chodziłam po lekarzach i nikt nie rozpoznał, ze to tak popularne schorzenie. Musiałam wydać kilka razy hajs. Pytali się tez jakie leki brałam. No i jak mówiłam jakie to byłam już skreslona. Do tego miałam blizne na ręce, więc rodzinna mi kazała koniecznie wrócić do leków.

 

Rodzice kazali Ci brać leki, bo się okaleczałaś? Czy miałaś bliznę od świerzbu?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja kilka lat temu miałam wrzody na dwunastnicy. Lekarz jak tylko dowiedział się że jestem nerwicowcem od razu zbagatelizował sprawę. Brzuch boli z nerwów... :/ Poszłam prywatnie do gastrologa który po krótkim wywiadzie stwierdził " wygląda to na wrzody". Wyleczył mnie.

W tym roku nagle zaczęłam słabnąć, ból i zawroty głowy, bałam się z domu wychodzić, żeby się nie przewrócić. Poszłam do neurologa. Rozmowa wyglądała rzeczowo do czasu aż lekarz dowiedział się że biorę antydepresanty. Skierował mnie do psychiatry. Psychiatra zalecił mocniejsze leki i psychoterapię. Dopiero rok później (kiedy terapia nie przyniosła efektów) dowiedziałam się że mam 70% uszkodzonego błędnika. Niestety po takim czasie nie do wyleczenia :/

Nigdy więcej żadnemu lekarzowi nie przyznam się że kiedykolwiek leczyłam się psychiatrycznie. Banda patałachów :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×