Skocz do zawartości
Nerwica.com

Boję się.


Mezus

Rekomendowane odpowiedzi

Tak- choć w moim wieku już powinienem być i na stress odporny*, to boję się w coraz to większej ilości sytuacji i w coraz to nowych sytuacjach.

 

Coraz częściej zdarza się, że nie wykonuję pewnych działań, chcąc uniknąć konsekwencji niepowodzenia lub niepełnego sukcesu. Dochodzi do absurdów, gdy unikam prostych decyzji, nie chcąc mierzyć się z konsekwencjami. Zdarza się, ze wolę z pełną premedytacją narazić się na kłopoty, byleby nie podejmować decyzji lub czegoś nie wykonać. Ilość zaległości rośnie, a ja wolę np w "spokoju" posłuchać płyty czy poczytać książkę, niż wysłać @- sam się mobilizuję, tłumaczę że muszę/powinienem, a później odkładam na później lub uznaję, że nie warto.

Czasami to duża rzecz... czasami jakaś głupota.

A jednocześnie, gdy się zmobilizuję, przeżywam jak zdobycie K2...

Mam świadomość, że im więcej odłożę na później tym mi ciężej będzie wyjść na prostą i tym gorsze będą konsekwencje "nic nie robienia", ale... niewiele z tego wynika.

Dodatkowo, coraz częściej zdarza się, że to taka spirala- muszę coś zrobić/robię/pojawiają się wątpliwości/konsekwencją jest "atak"...

Więc jak taki szczurek laboratoryjny, nauczony doświadczeniem, nic nie robię, ale wtedy pojawia się "atak", bo mózg mimo wszystko ma świadomość, że należy/należało to zrobić...

Łapię się na tym, że coraz częściej unikam podejmowania decyzji, co tylko jest wodą na młyn zamartwiania się... A im więcej myślenia, tym gorzej, bo mózg się w pewnym momencie przegrzewa... i coraz więcej głupich myśli się kotłuje.

Fakt- często dotyczy to decyzji, których następstwa są związane z zachowaniem/odpowiedzią kogoś innego- np wybór prezentów. Muszę wybrać, się podjąłem, ale później co? jak? za ile? a czy będzie pasował? a jeśli się nie spodoba? I spirala się nakręca- tym bardziej im częściej się wpadki zdarzają i im częściej kołacze się myśl "Po co się starać, skoro i tak źle się skończy"?

 

Kolejny kamyczek nerwicy czy coś innego, niekoniecznie ciekawszego?

 

 

 

 

* choć zapewne jest wprost przeciwnie- im więcej człowiek nosi na grzbiecie lat, doświadczeń, smaku porażek, itp tym mniej jest odporny na stress, będąc przy okazji odpowiedzialny za coraz więcej "rzeczy"- dom, rodzina, dzieci, praca zawodowa, itp. To już nie młode durne lata pełne beztroski i tumiwisizmu, niestety

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tyle, że tak się na dłuższą metę nie da...

Albo pełna lobotomia i zlew na misia, albo gehenna.

 

Powoli mam dość kombinacji umysłowych, jakie będą konsekwencje działania lub zaniechania, zastanawiania się, co należy w kolejnym dniu zrobić, co z tego wyniknie, a i co nowego się pojawi.

Zwłaszcza, że powoli mam serdecznie dość otoczenia, które nie zważając na sytuację, dokłada nowych obowiązków, w sytuacji, gdy człowiek sobie nie radzi coraz bardziej ze stałymi/starymi.

Ja, przy okazji, jestem między młotem a kowadłem- otoczony rodziną, gdzie przy różnych charakterach w różne strony człowieka rozrywają- zawsze ktoś będzie niezadowolony a konsekwencje ja na klatę muszę przyjąć.

A im bardziej sytuacja jest napięta, tym bardziej się nie chce czy brakuje mobilizacji. A im bardziej brakuje mobilizacji, tym większe czarne chmury nadciągają... i tak można w nieskończoność.

 

Powoli łapię się, że jednym dobry moment, to godziny późno wieczorne, gdy wszyscy domownicy już śpią... Co prawda w pamięci zdarzenia z bieżącego dnia, w głowie chaos, co zdarzy się w następnym, ale jednocześnie cisza, spokój, nikt nic nie wymaga "na już" ...

No, chyba, że dochodzę do siebie po "ataku" lub jakieś zawirowania się pojawiają- wtedy człowiek wie (?), że kolejny dzień też fajny nie będzie, bo choćby zwykłe fizyczne zmęczenie po nieprzespanej nocy się nałoży na cały bur...el.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja najlepiej czuję się, gdy śpię i nic mi się nie śni - wtedy nie wiem, że w ogóle istnieję i jest suuuper!

 

.....a jak sie budze po 2 sekundach mysl o cholera zas :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Generalnie osiągnąłem... dno.

Kilka problemów i stresów, trochę ciężkich sytuacji domowo-zawodowych, kilka "ważniejszych" decyzji i mnie nie ma.

"Ważniejszych", czyli np wybór prezentów na jutrzejszy Dzień Dziecka, a dodatkowo zdziwienie, gdy na testach okazało się, że jedna zabawka jest fabrycznie popsuta i trzeba ją reklamować. A dodatkowo na cito wymyślić i kupić coś innego.

Rozp... mnie w drobiazgi.

Kilka ostatnich nocy, to takie "spanie" na raty- zasypiam, gdy tylko głowę do poduszki przyłożę, nie ma nawet mowy o kilku stronach książki. A po godzinie pobudka, jestem zlany potem, serce skacze od prawej do lewej, wzdłuż i w poprzek, żołądek ( a dokładnie nadkwasota ) chce się na zewnątrz wyrwać. Pół godziny, godzina takiej męczarni i automatyczny reset- nawet nie wiem, kiedy zasypiam. Tyle, że znów po godzinie, dwóch zaczyna się wszystko od nowa.

 

A, że jutro idę na pewne badania lekarskie, to dziś nie ma nie już wcale- żołądek pali, piecze, rwie... We łbie się kręci, rzyganie zatrzymywane w ostatnim momencie- nie pomoże, bo w sumie dwa ostatnie dni, to kawa i papierosy.

 

Wiem jedno- ktoś, kto wymyśli lek na pier...a, dostanie nie tylko nagrodę Nobla, ale nie będzie wiedział, co z pieniędzmi robić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×