Skocz do zawartości
Nerwica.com

Jak bardzo jesteście w stanie wmówić sobie chorobę?


mamma

Rekomendowane odpowiedzi

Jak w temacie.

Wiem, że pisaliście już chyba tysiące postów o najczęściej wyimaginowanych chorobach, typu zawały, nowotwory, itd. Na szczęście, niemal w 100% objawy te są skutkiem tylko naszej "wybujałej" wyobraźni.

Mam dziś taką sytuację wieczorem: mianowicie, jak niektórzy z was wiedzą, boję się chorób odzwierzęcych, gł. wścieklizny. Ponad miesiąc temu, na nasz ogródek wdarł się bezpański, śmierdzący pies, który obwąchał rzeczy spożywcze znajdujące się na ogrodowym stole. Rzeczy były w opakowaniach, ale moja rodzinka brała te opakowania do rąk i prosto z nich wyciągała np. pierniczki. Ja wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ten pies to wąchał (a może polizał :shock: , kto wie) i też trochę się poczęstowałam.

Od tej pory odrodziła się moja bardzo nietypowa fobia: lęku przed wścieklizną. Pierwszy raz przechodziłam to mając 18 lat, nie wiedziałam wtedy jeszcze, co to fobie, nerwice, itd.

Oczywiście pytałam i lekarza i weterynarza, czy takie pośrednie zarażenie jest możliwe, ale powiedzieli, że nie.

 

A teraz "kliniczny" opis dzisiejszej sytuacji:

Siedzimy, jemy kolację. Nagle wydaje mi się, że mnie światło lampy razi (o, światłowstręt :zonk: ), za moment wszystkie dźwięki, np. odgłosy sztućców, głosy rozmawiającej rodzinki, itd. zrobiły się jakby "zbyt ostre", irytujące (o, dźwiękowstręt :why: ), 10 min. później myję ręce i czuję kulę w gardle (wodowstręt :zonk: ). Myśl: to koniec, mam pełne objawy choroby. Potem już lawinowo: czuję oszołomienie, trochę się trzęsę, chciałabym skryć się w ciemnym pokoju. A więc te kilka dni bólu gardła i mięśni to była zapowiedź "tego najgorszego". Ratunku! - Tak w skrócie wyglądają moje myśli. Jeszcze mi nie przeszło, piszę, żeby oderwać myśli, od lęku, piszę, bo czekam kiedy połknięty xanax zacznie działać.

To są takie straszne chwile.

Napiszcie mi, jak bardzo sugestywnie Wy potraficie się "nakręcić"?

Może świadomość, że inni mają podobny problem jak ja pomoże mi.

Piszcie proszę.

 

mamma

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To co napiszę nie będzie w sumie a propos wmawiania choroby, ale skojarzyło mi się z paranoją, że pies polizać mógł jedzenie a potem ktoś dotknął opakowania a potem.... itd. Nie obraź się kochana za słowo "paranoja". Pozwalam sobie tak nazwać, bo...miewam to samo :)

 

Przykłady:

 

Myję łazienkę jakimś żrącym detergentem, gąbeczką. Coś mnie zaswędziało, drapię się ręka w kącik ust. Nagle patrzę, że na tym ręku mam odrobinę tego detergentu, no coś tam skapnęło. I co? I paranoja. Przecież ja dotknęłam tym ust, przecież to jest żrące, przecież ja to mogłam połknąć. Przecież od tego pewnie można paść/oślepnąć/cholera-wie-co-jeszcze. I płukanie ust w panice, mycie zębów, cholera-wie-co-jeszcze. Może nawet wymiotowałam, aby "to" (no właśnie - co? sama teraz widzę, jakie to durne) zwymiotować...

 

Do tramwaju wsiadł jakiś pan, który zbierał pieniądze z kartką, że jest chory na AIDS. Stał niedaleko mnie i kichnął, nie zasłaniając ust. I co? Przecież na mnie kichnął prawie że. Przecież mógł mnie zarazić. Tak, ja wiem, że tak się nie zaraża. I co z tego, że wiem, skoro do następnego dnia o tym myślałam.

 

Zjadłam paczkę cukierków ziołowych. Ale nie aptecznych, nie lekarstw - cukierków. Tak całą paczuszkę, tak nerwowo w sumie. I co? I nagle myśl - o rany... a jak któreś z tych ziół w takiej dawce może zaszkodzić? I trach czytać opakowanie, czy nie ma żadnych ostrzeżeń. Tak tak, z pewnością cała masa ostrzeżeń i znaczków z trupią czaszką a w składnikach cyjanek...

 

Wiem, debilistyczne. Zdaję sobie sprawę...

 

Generalnie schemat, że coś/ktoś/dotknął/gdzieś/coś się gdzieś wylało/a potem coś/jakoś/może/możliwe że... i nagły niepokój z tym związany (paranoja) jest mi niestety znany.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ylva, jak ja mogę się obrazić za szczerość i potwierdzenie tego, co sama myślę :D

Poza tym "szczerość w naszym klubie to norma", prawda? ;)

Mówiąc (a raczej pisząc) szczerze, to ja nawet wolę, żebyście mi "wylali zimny kubeł wody na głowę", niż rozczulali się nade mną.

W ogóle Ylva my mamy wiele cech wspólnych w tych dolegliwościach, taką najbardziej rzucającą mi się w oczy to ta, że mnie też codziennie mdli z nerwów. Nigdy też (do tej pory przynajmniej)nie wymiotowałam od tego, oczywiście to nie tak, że nigdy, ale np. kilka lat temu przy okazji grypy żołądkowej. Ale te mdłości nerwowe to miałam w ciągu ostatnich ośmiu miesięcy chyba z 400 razy(!), tylko, że nie trwają one długo, tak do pół godziny (gdyby trwały dłużej to chyba bym oszalała, już i tak cały czas żuję gumy miętowe, bo wtedy mniej mnie mdli).

Teraz znowu od dwóch tygodni boli mnie gardło, lekarz nic tam nie widzi, nowe wizje...

Tak, paranoja to niezłe słowo :(

 

Ale wracając do mojego pytania, napiszcie mi jak bardzo Wy jesteście w stanie wmówić sobie chorobę?

 

mamma

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×