Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość

Myśli samobójcze

Rekomendowane odpowiedzi

Kriss82, bardzo Cię podziwiam. Z Twoich postów widać że jesteś dojrzały i masz dużo odwagi. Ja jestem w takiej sytuacji jak Twoja dziewczyna. Mam dziecko z pierwszego małżeństwa i depresję. Mój obecny mąż wziął mnie z całym tym dobrodziejstwem ale nie wytrzymał, odszedł.

Nie wiem jak długo jesteś ze swoją dziewczyną ale zastanów się zanim zaczniesz składać deklaracje. Bo jeśli kiedyś znudzi Ci się znoszenie jej napadów i wychowywanie cudzego dziecka to strasznie skrzywdzisz 2 osoby. Moja córka jeszcze nie wie, że znów zostałyśmy same. Ale wiem że bardzo to przeżyje, mocno przywiązała się do mojego męża, nawet kupiła mu prezent na dzień ojca. I bardziej niż o siebie boję się o nią.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przeczytałam cały wątek. Kris82, jesteś dzielnym facetem. Tak trzymaj. Szokujące są niektóre porady tutaj zawarte. I to osób, które twierdzą, że cierpią, że chorują, że potrzebują wsparcia drugiej osoby, a doradzają ci "rzuć ją, uciekaj póki możesz". Niewiarygodne. Ja napiszę ci coś innego. Mogę postawić się w sytuacji twojej dziewczyny. Choruję odkąd pamiętam na depresję, od jakiegoś czasu na nerwicę (która bądź co bądź uderza bezpośrednio w mojego męża - bez wdawania się w szczegóły). Odkąd pokazał mi, że miłość faktycznie polega na tym, że jest się z drugą osobą na dobre i na złe, uwierzylam, że może kiedyś.... Nie jest łatwo, uwierz mi. Trzeba być bardzo silnym. Po kliku miesiącach natężenia moich objawów, nie spania i pilnowania czy żyję i jak śpię , wyglądał jak cień. Ale z kolei świadomość tego, że jest przy mnie bardzo mi pomagła. Zmienił sie na lepsze nasz związek.Też robiłam takie rzeczy, jak twoja dziewczyna, tzn. próbowałam nim manipulować (jak to niektórzy tutaj nazwali) - w rzeczywistości to jest taki niemy krzyk, pomóż mi, bo sobie nie daję rady, pomóż bo tylko ty możesz mi pomóc. Dlatego takim zachowaniem najczęściej uderza się w osoby bliskie. Te najbliższe. Dlatego mówi się, że że najbardziej zawsze ranimy tych, których najbardziej kochamy - bo mamy do nich bezgraniczne zaufanie. Wg mnie miłość wygląda właśnie tak. Kiedy kochamy, nie uciekamy jak dzieje się źle. Oczywiście zrobisz jak będziesz uważał, ale wg mnie jesteś wielki. Tylko... - napisałeś ostatnio, że już jest lepiej - nie daj sie zwieść pozorom, ta choroba atakuje znienacka i uśpiona uderza z jeszcze większą siłą.

Pyzia1, to straszne, co przeżyłaś - teraz będę się bać, na ile mój mąż jest silny? Dlatego faktycznie Kris82, zastanów się. Jeżeli masz w sobie aż tyle odwagi, bądź z nią, wspieraj ją, ale jeśli nie... To nie grypa, tego nie da się tak łatwo wyleczyć. Ale fakt jest faktem - najlepiej leczy tę chorobę miłość i obecność drugiego człowieka. A poza tym , zdarzają się przecież w międzyczasie i wspaniałe chwile?....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powiem coś niepopularnego - moim zdaniem najmądrzej zachowywał się w tym wątku Psychopata. Dlaczego? Bo po pierwsze nie rozmawiał z osobą faktycznie dotkniętą chorobą, ale z kimś, kto chce pomagać czyli z Krisem. Chciał mu uświadomić jego własne motywy, co wcale nie jest takie proste. Każdy z nas spycha do podświadomości motywy swojego działania i decyzji. Czasem doznajemy wglądu dopiero po wielu latach, niektórzy nie doznają go nigdy.

 

Jeśli jesteś zainteresowana, zainteresowany tym, jak prowadzimy gierki o których pisała tu również Calineczka, polecam książę "W co grają ludzie" (autor: Eric Berne). Sama byłam zdziwiona, jak wiele moich zachowań wynika nie z jakichś emocjonalnych zachwiań, ale strategii, które mi się sprawdziły w przeszłości.

 

Tu wspomnę, że Psychopata napisał zdanie, coś w rodzaju, że wybranka Krisa będzie wiedziała, że łykanie tabletek się jej sprawdza, więc będzie to robić w przyszłości. No cóż. Skoro coś daje nam efekt, to czemu nie robić tego zawsze wtedy, gdy jest przydatne? Płacz, złość, wybuch agresji, łykanie tabletek, kłótnia - jeśli przynosi taki rezultat jak ugięcie się drugiej osoby, to czemu to zarzucić?

 

Ale teraz napiszę coś o Krisie - wyrażacie dla niego podziw, współczucie, uznanie, za to, że się opiekuje chorą osobą. Za to, że się stara sprawić, by była szczęśliwa.

I przyszło mi do głowy pytanie: czy osoba, która lubi być podziwiana, lubi uznanie, nie będzie podświadomie dążyła do podtrzymania sytuacji, która przynosi jej uznanie?

 

Kris, wiem, że to może Ci się wydać okrutne, ale potraktuj to jak pytanie retoryczne, za to przemyśl dobrze. Bo ja wolałabym podziwiać Cię i uwielbiać za to, że pozwoliłeś leczyć się swojej wybrance albo że miałeś tyle odwagi, by zakończyć związek, który przy tym kształcie nie rokuje. Czy może się zmienić? Wszystko może się zmienić. Ale bez elementu z zewnątrz - pomocy jej i Twojego uświadomienia sobie własnych motywów - marne szansę. Sorry, nie wypowiadam się tak z reguły, ale....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Powiem coś niepopularnego - moim zdaniem najmądrzej zachowywał się w tym wątku Psychopata. Dlaczego? Bo po pierwsze nie rozmawiał z osobą faktycznie dotkniętą chorobą, ale z kimś, kto chce pomagać czyli z Krisem. Chciał mu uświadomić jego własne motywy, co wcale nie jest takie proste. Każdy z nas spycha do podświadomości motywy swojego działania i decyzji. Czasem doznajemy wglądu dopiero po wielu latach, niektórzy nie doznają go nigdy.

Popieram i podpisuje sie obiema rekami pod tym co napisalas:):)

Ale fakt jest faktem - najlepiej leczy tę chorobę miłość i obecność drugiego człowieka

To dziwne bo mam kochajaca rodzine i w moim zyciu pojawialo sie wielu facetów ktorzy chcieli mnie pokochac i pomoc a ja bylam chora nadal, i gdyby w koncu ludzie mna nie wstrzasneli (łącznie ze specjalistami) to zapewne dalej gralabym w te swoje manipulacje ktore ponoc byly motywowane miloscia...w leczeniu takich zaburzen potrzebna jest pomoc fachowcow!! Zacytuje tu słowa pewnego specjalisty ktory powiedzial o osobach z takimi zaburzeniami: ''Jesli ktos bez przygotowania fachowego mysli ze pomoze osobie z takimi problemami to jest po prostu zarozumialy'' I nie uwazam ze ta zasada odnosi sie do wszystkich osob z problemami natury emocjonalnej, bo czasami niektorym naprawde jedyne czego potrzeba to milosci i wsparcia ale jest taka granica za ktora zadna milosc juz nie pomoze.........i wtedy potrzebna jest interwencja specjalistów,a nie domowe sposoby

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zależy jaki problem i jakie leczenie zastosowano. Mi tabletki nie pomogły, nie pomogli mi też psychiatrzy w ilości niezliczonej. Domowe sposoby to herbatka z malinkami, a nie mąż. A co do wstrząsu - no cóż, bliska osoba, kiedy jest mądra też potrafi mną wstrząsnąć. I nie jest zarozumiała wcale. Wg mnie bardzo często to właśnie lekarze są zarozumiali, twierdząc, że mogą dokonać cudów z nami i naszą psychiką. W rzeczywistości zależy im albo na kasie albo na ilości pacjentów (jeśli to NFZ). A poza tym - jak może pomóc rozmowa z osobą, która cały czas patrzy na zegarek, bo w kolejce czeka następny pacjent?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
gdyby w koncu ludzie mna nie wstrzasneli (łącznie ze specjalistami) to zapewne dalej gralabym w te swoje manipulacje ktore ponoc byly motywowane miloscia...w leczeniu takich zaburzen potrzebna jest pomoc fachowcow!! Zacytuje tu słowa pewnego specjalisty ktory powiedzial o osobach z takimi zaburzeniami: ''Jesli ktos bez przygotowania fachowego mysli ze pomoze osobie z takimi problemami to jest po prostu zarozumialy'' I nie uwazam ze ta zasada odnosi sie do wszystkich osob z problemami natury emocjonalnej, bo czasami niektorym naprawde jedyne czego potrzeba to milosci i wsparcia ale jest taka granica za ktora zadna milosc juz nie pomoze.........i wtedy potrzebna jest interwencja specjalistów,a nie domowe sposoby

Zgadzam się z Tobą,ja również miałam próbe samobójczą i wcale to nie była pokazówka a raczej brak sił do walki z przeciwnościami losu "cierpienie nie jest kwestią wyboru,następuje gdy cierpienie przekracza siły do walki z nim.."

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Wg mnie bardzo często to właśnie lekarze są zarozumiali, twierdząc, że mogą dokonać cudów z nami i naszą psychiką. W rzeczywistości zależy im albo na kasie albo na ilości pacjentów (jeśli to NFZ). A poza tym - jak może pomóc rozmowa z osobą, która cały czas patrzy na zegarek, bo w kolejce czeka następny pacjent?

Kazdy ma swoje przezycia i nie mozna uwazac ze to ze tak bylo w moim przypadku wiec tak jest zawsze. To ze Tobie zdolaly pomoc 'domowe sposoby' nie znaczy ze zdolaja one pomoc kazdemu. I jeszcze jedno>>to ze sa lekarze i psycholodzy ktorzy swoja prace traktuja po macoszemu tylko jako sposob na kase nie znaczy ze wszyscy tak postepuja wiec moze proponuje nie uogolniac. Z drugiej stronie jak sie bezmyslnie gdzies idzie nawet nie orientujac sie kogo warto odwiedzic to nie dziwne

sie ze trafia sie na roznych ludzi. Tak samo jak nie wszyscy ludzie na ulicy sa przyjemni fajni i mili tak i wsrod srodowiska medyczno psychologicznego zdarzaja sie rozne osoby. Ale czy to znaczy ze nie ma juz w zwiazku z tym zadnego sensownego czlowieka, ktoremu warto zaufac?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przepraszam, faktycznie patrzę na całą tę dyskusję przez pryzmat własnych doświadczeń, mea culpa. I tak do końca nie zarzekam się, że kiedyś znów nie trafię do lekarza, bo moja granica cierpienia znów zostanie przekroczona. Bo, jak wszyscy wiemy - chyba wtedy każdemu i tak jest wszystko jedno, czy trafi do konowała czy do dobrego lekarza - błaga tylko o jakąkolwiek pomoc. Wiesz, calineczka3 - nie bardzo rozumiem Twoją agresję. Ty chyba też dużo przemyśleń opierasz na swojej autopsji? Też mnie krew zalewa na to wszystko - uwierz mi, o niczym innym nie marzę, jak o kilku takich wspaniałych chwilach jakich miałam okazję doświadczyć po setalofcie. Widzieć wiosnę kolorową a nie szarą, cieszyć się po prostu zwykłym dniem. Nie umiem na razie. A zaufanie? Hmm... Czy można zaufać komukolwiek? To się wiąże z bólem nie do opisania później. W razie... (i znów opieram się na własnych doświadczeniach).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Fakt tez powinnam zastopowac, ale ja tez spotykalam roznych ludzi>>przeszłam kilka terapi, kazda z kims innymi ale po latach prob w koncu sie udalo i trafilam na dobrych specjalistów, dlatego wierze ze nigdy nie warto sie poddawac i wszystkich podpisywac pod jedno bo przez to mozna przegapic naprawde wartosciowych ludzi ktorzy moga pomoc.Nawet na obecnej terapi czasami mam ochote wyjsc i nie wrocic.....ale co bede miec z tego jesli zostawie cos rozkopane, czy naprawde bede szczesliwa zostawiajac cos bo robi sie dla mnie za trudne....ja w mojej sytuacji zyciowej nie. Nie podwazam tu faktu ze czasami z pewnymi osobami nie mozna sie dogadac bo nawet nie sposob, zwlaszcza jak psycholog ma szczegolny rodzaj osobowosci(mówiąc delikatnie:P:P) ktory moze nam nie odpowiadac, ale z drugiej strony tylko Bog wie czy ten czlowiek naprawde jest partaczem czy po prostu nie potrafil pomoc nam osobiscie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę sobie, że Bóg nas wszystkich głęboko doświadczył. Ja osobiście od wczoraj czuję się całkowicie ubezwłasnowolniona. Poddałam się. Nie mam już sił. I cokolwiek bym nie mówiła tu wczesniej, prawda jest taka, że wciąż przegrywam i będę przegrywać. Brak mi odwagi, żeby z tym wszystkim skończyć. Chcę do taty...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
"samobójstwo nie jest kwestią wyboru,następuje gdy cierpienie przekracza siły do walki z nim.."
tak miało to brzmieć ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Myślę sobie, że Bóg nas wszystkich głęboko doświadczył. Ja osobiście od wczoraj czuję się całkowicie ubezwłasnowolniona. Poddałam się. Nie mam już sił. I cokolwiek bym nie mówiła tu wczesniej, prawda jest taka, że wciąż przegrywam i będę przegrywać. Brak mi odwagi, żeby z tym wszystkim skończyć. Chcę do taty...

Moze powinnas zaczac znowu brac leki.....ja odstawilam ale ciekawie nie jest wiec Cie rozumiem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Już nie wiadomo co gorsze, czy brać to swiństwo i żyć jak przez szybę, czy odczuwać to wszystko tak boleśnie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Już nie wiadomo co gorsze, czy brać to swiństwo i żyć jak przez szybę, czy odczuwać to wszystko tak boleśnie...

Sluszne spostrzezenie...ja po odstawieniu leków mam nawrót ale chce go pokonac sama chociaz pokonac to moze zle sformulowanie raczej pobyc sobie w tym dole, pouzalac sie nad soba, nie lubie tego robic, ale to chyba jedyna szansa zeby w koncu z tego wyjsc. Na szczescie mam terapie i kontakt ze specjalista wiec pole dzialania jest....moze Ty tez poszukaj kogos....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wczoraj miałam taki moment załamania - chciałam znaleźć jakiś telefon - pogadać z kimkolwiek, ale jak się czegoś potzrebuje, znaleźć cokolwiek w internecie... Szok. Też próbuję radzić sobie sama bez leków, ale chyba nie dam rady. Brak odwagi, żeby skoczyć z mostu i skonczyć wreszcie z tym wszystkim.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Już nie wiadomo co gorsze, czy brać to swiństwo i żyć jak przez szybę, czy odczuwać to wszystko tak boleśnie...

bardzo trafnie opisałaś to co czuje...odstawiłam leki...walcze

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a ja jestem na etapie odstawiana ale stopniowo.kiedys odstawiłam sama z dnia na dzien i nie było wesoło..generalnie od 4 lat jestem na lekach z małymi przerwami mam nadzieje(pewnie złudną)ze nie bede juz musiala do nich wracac

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam dzisiaj natarczywe myśli samobójcze, już nawet liczyłam tabletki, które bym chciała przedawkować...

Może to faktycznie najlepsze wyjście dla osoby takiej jak ja, która nie potrafi się podnieść?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Whisper wczoraj tez bylam tego zdania ale jak pamietarz to ty wybilas mi to z glowy i ja ci uwierzylam i dzisaj jest troche lepiej Kochanie nie zalamuj sie walcz zobaczysz bedzie lepiej a te tabletki to dla jakiej osoby jak ty jestes kochana wrazliwa i czula a to sa same zalety ktorych nie jeden egoista powinien szczerze ci zazdroscic

skarbie nie zalamoj sie ja tak bardzo cie potrzeboje

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje Ci bardzo Jolu, kochana. Tak wiele dla mnie znaczą słowa, że ktoś mnie potrzebuje...

Misiek, niestety takie podejście mnie nie przekonuje, gdyż ja bym właśnie chciała nie czuć i nie być...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam 22 lata. W zyciu nic mi sie nigdy nie udalo. Teraz jestem w kropce. Zawiodlam moich rodzicow, choc oni jeszcze o tym nie wiedza. Teraz nadchodzi moment aby im o tym powiedziec a ja nie wiem jak. Nigdy w zyciu nie chce widziec ich min tak jak wtedy kiedy pierwszym razem mowilam im ze ich zawiodlam. Z drugiej strony moj ukochany mi sie oswiadczyl i chce brac slub. Moi rodzice sie ciesza choc jak poznaja prawde to juz nie bedzie tak dobrze. Bede dla nich nikim. Musze cos z tm zrobic. Jedynym wyjsciem jest skrocic meki wszystkim. Zanim bedzie za pozno. Odeszlabym jako kochana corka a nie nienawidzona obca. Musze to zrobic jak najszybciej ale jakos nie potrafie. Nie umiem skazac mojego ukochanego na cierpienie. I tak zyje z dnia na dzien liczac na cud. Ale cud nie nastanie. Czy jest ktos kto mi moze pomoc?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jestem już po 2 nieudanych próbach samobójczych i cholera nadal tu jestem Może niedługo trzeba będzie na nowo zacząć Mam teraz inny plan ale odkładam go na tydzień Otóż odchudzam się i to bardzo może to mnie wykończy i pomoże odejść Jestem na skraju wyczerpania nerwowego i mam dość wszystkiego Czeka mnie sprawa w sądzie z dziećmi przecież ja tego nie przeżyje!!!!!!!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja mam dosyc czesto. najgorsze jest to ze kiedys sie ich balem, a teraz traktuje je jako normalna mysl. lecz nie wiem czy umialbym to zrobic, jestem z natury tchorzem i watpie zebym posunal sie do takiego czegos

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jestem przerażona Waszymi postami. A przecież nie tak dawno temu sama przestałam ganiać za śmiercią... Teraz, gdy odgrzebuje swoje stare posty n/t cieszę się, że mam to za sobą - trudno mi uwierzyć w to, co chciałam zrobić. Jedyna refleksja jaka mnie nachodzi to prosić Was abyście wytrwali, przeczekali ten zły czas, który Was obecnie dotyka i nasuwa jedno tylko wyjście... Walczcie o siebie :!:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niestety jak po 8 latach walki tez powoli sie poddaję.Nie mam juz sił,a dodatkowo zabija mnie fakt ile stacilam lat zycia ktore moglam wspaniale przezyc.Mialam tyle planow....Nigdy nie bylam niesmiala a teraz mam fobie spoleczną.Nigdy nie bylam domatorem a teraz cierpie na agorafobie.Jestem samotną matka i gdyby nie choroba ulozylabym sobie zycie na nowo.Przeraza mnie mysl ze bede cięzarem dla dziecka.Ze zamiast ja je wspierac ,bede musiala liczyc na jej pomoc.jak nadal zyc,jak funkcjonowac, jak to zrobic jak nie mozna nawet spokojnie wyniesc smieci.Koszmar .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×