Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Wszystko rozkłada się na to że to nie jest mała trema. Podczas wystąpień publicznych drżą mi ręce, serce szybciej bije, czuje że mam jakąś paranoję, bo to nie jest normalne. Wszyscy biją brawa ( za odwagę że w ogóle podjęłam się wystąpienia)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Byłaś u jakiegoś psychologa?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Byłam. Właśnie to on zapytał sie mnie czemu się boje rozmawiając z nim i czego się boje rozmawiając z ludźmi. Dało mi to trochę do myślenia....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja fobia społeczna prawie zniknęła! Normalnie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie boję się do ludzi wychodzić, nie mam większych problemów z zagadywaniem do nich!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Przezwyciężanie fobii społecznej

 

Fobię społeczną zdiagnozowano mi mniej więcej w roku 2015-2016, ale już wcześniej (w 2014) ukazywałam pewne symptomy. Przez ten czas kompletnie zamknęłam się na świat zewnętrzny (zamiast chodzić do szkoły, miałam nauczanie domowe), miałam jednak kontakt z ludźmi w Internecie. Od 2015 do aktualnie spotkałam koło 6 osób (w sumie to 8 licząc tych, których się nie spodziewałam) z Internetu, miałam nawet swój pierwszy związek, przy nim byłam dość wstydliwa, ale nie bałam się tego okazywać, bo on to rozumiał. Przeżyłam te wszystkie rzeczy, pierwszy pocałunek, pierwszy stosunek i takie tam. Moja fobia społeczna wzięła się z dokuczania, byłam na ustach całej szkoły, nie umiałam sobie z tym radzić, bo było to obgadywanie - na bezpośrednie dokuczanie można było odpyskowywać, ale gdy robili to po kątach, byłam zupełnie nieświadoma i odcięta, no i nigdy nie miałam pewności co tam gadają. Pewnie miała też na to wpływ sytuacja rodzinna, dorastałam w rodzinie dysfunkcyjnej, ojciec alkoholik, znęcal się nad mamą. Z tym też nie umiałam sobie poradzić, choć starałam jej się bronić.

Nie byłam zawsze taka, wstydliwa i nieśmiała, przestraszona bliskim kontaktem z innymi. Ale pewne doświadczenia życiowe wryły mi się w psychikę. Do tego stopnia, że rumieniłam się przed każdą osobą, z którą rozmawiałam. Podjęłam próbę powrotu do szkoły, w 3 gimnazjum, ale po pewnym czasie nie dałam rady z tą presją, zamknęłam się w sobie i wróciłam do domu. Jak się zachowywałam na spotkaniach z ludźmi z Internetu? Zgrywałam śmiałą, żartobliwą. Starałam się, nie chciałam, żeby poznały, że jestem wstydliwa i zamknięta w sobie. Wykorzystałam wtedy swój lęk i obróciłam go w coś takiego. Mały sukces. Ale nie nadługo. Przy ostatnim spotkaniu, miałam atak. Siedziałyśmy w mojej sypialni i luźno sobie gadałyśmy. Moje ciało zaczęło drżeć. Nie potrafiłam nad tym na początku zapanować, wykorzystałam fakt, że wróciłam z pod prysznica i jest mi zimno, opatuliłam się szczelnie pościelą. To była wypadkowa stresu, który ukrywalam w sobie, wylazł po prostu po jakimś czasie.

W 1 liceum w której obecnie jestem, również podjęłam próbę powrotu do szkoły. Byłam 1 dzień w pewnej szkole, czułam się dość luźno, zagadywałam do ludzi, zakolegowałam się z innym chłopakiem i z paroma dziewczynami złapałam dobry kontakt. Miałam nawet przyjść i przynieść jej komiksy, jednak nigdy nie zjawiłam się. Była to szkoła dla ludzi dysfunkcyjnych. Ludzie z zespołem aspergera, autyzmem, albo ruchowo uszkodzeni. Zmarnowaliśmy 1 dzień na jakieś idiotyczne gry, czułam niski poziom edukacyjny, nie było klasy mat-fiz, w dodatku inny chłopak, niepełnosprawny umysłowo i nieumysłowo, krzyczał mi do ucha, uczepił się. Jednak chłopak, którego poznałam, i był z mojej klasy, polubił mnie. Mieliśmy trochę podobnych zainteresowań, potem spotkaliśmy się 2 razy, spacerowaliśmy po Poznaniu, zaproponowałam mu, że go przytulę (jednak nie odczuwałam żadnych przyjemności z przytulania) zapraszał mnie na urodziny, ale ja odmówiłam, z wiadomych powodów. Raz, że wszystkie siły tego świata kazały mi zostać, 2, że miał on sporo kolegów, w dodatku kolegów z blokowisk - takich się bałam i dziwnie bym się na tym czuła. No i kontakt nam się urwał. Ale wciąż, miałam chłopaka, on mnie akceptował taką jaką jestem, pasowało mi to. Ale w pewnym momencie... coś się zmieniło.

On miał depresję, bardzo silną, zaczął być chłodny emocjonalnie, starałam się mu udzielać wsparcia, ale sama nie będąc najsilniejszą osobą na świecie, nie mogłam ciągle dbać i podtrzymywać jedną osobę. Nie byłam dostatecznie silna, by móc unieść jego i swoje problemy na moich gołych, słabych plecach. Stało się to toksyczne. Po tym uczucia po prostu mi wyparowały, nic nie czułam specjalnego gdy go przytulałam. Nie było tego czegoś. Chemii.

Coś się we mnie zmieniło. Odpaliłam muzykę, zaczęłam czuć się pewniej idąc przez ulicę. Chciałam czuć się pewniej. Poszlam na parę spacerów. Nie bałam się upadać na lodowisko, tylko żartowałam z siebie przy koleżance. Jakiś czas temu skomplementowałam obcej dziewczynie na ulicy, że ma fajne spodnie, bo rzuciły mi się w oczy. Całkiem spontanicznie. Rozmawiałam z kolegą przez telefon, a rozmowy przez telefon to moja zmora, ale udało mi się wyciszyć emocje w głosie, trochę się wyluzować, ale podobno sprawiałam wrażenie osoby bardzo konkretnej i rzeczowej, nieemocjonalnej, a nie zabawnej i luźnej. To wciąż jednak lepsze niż strach i drżący głos. Jak zrobiłam test liebowitza, gdzie kiedyś miałam poważną fobię społeczną, teraz wyszedł mi niski poziom fobii społecznej.

Chciałabym kiedyś być osobą pewną siebie, magnetyzującą, duszą towarzystwa. Nie wiem jak to osiągnąć, myślałam, o jakichś wykladach czy książkach o rozwoju osobistym. Przyjmę wszystko. Przepraszam że się tak rozpisałam, ale widocznie tego potrzebowałam.

 

A co z psychoterapią?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

na fobie społeczna chyba najlepsza pscyhoterapia behawioralno-poznawcza indywidualna ale nie w tym kraju, w takiej terapi wydaje mi sie ze potrzebny jest trener osoba motywujaca, ktora jest przy tobie w stresujacych sytuacjach i pomaga przeanalizowac ci to co czujesz i myslisz w danym momencie, dynamiczna np. grupowa tez pomaga ale moze zaszkodzic zalezy z jakimi ludzmi sie ma do czynienia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chyba pierwszy raz piszę w tym dziale. Mam wielki problem z kontaktami z innymi ludźmi, który trwa od dziecka. Nigdy nie umiałam łatwo nawiązywać kontaktów. Wstydziłam się zagadywać nawet do osób z klasy. Typowa cicha, szara myszka. Chociaż chyba nie było ze mną tak źle bo zawarłam głębsze relacje i miałam kilku przyjaciół. W gimnazjum się pogorszyło. Rozmawiałam może z 6 osobami z klasy! Porażka. W liceum było o niebo lepiej. Jednak dalej byłam nieśmiała. Żadne randki czy nawet flirt nie miały miejsca.. poszłam na studia i chciałam rzucić po tygodniu. Nie potrafiłam wpasować się w grupę, nie wiedzialam co mówić żeby nie zostać wyśmianą.. ale jakoś poszło. Zakolegowałam się z kilkoma osobami i było fajnie :) oczywiście typowo studenckiego życia nie przeżyłam, bo jak. Lęk przed poznawianiem nowych osób towarzyszy mi od bardzo dawna. Rzadko mi przeszkadza bo po prostu unikam takich sytuacji. Ale ileż można. Mam już dosyć. Potrzebuję kontaktu z ludźmi. Zwłaszcza teraz jak nie studiuję i nie pracuję. Mam 4 znajome, z którymi spotykam się od czasu do czasu zawsze osobno. Ostatnią nową osobę poznałam w wakacje. Jak nadarza się okazja to panikuję, rezygnuję. Wszystko ze strachu, że nie będę się odzywać i wyjdę na dziwną.. Po prostu jestem małomówna, w towarzystwie nieznanych mi osób potrafię się wgl nie odzywać :/ macie rady jak się przełamać? Chcę w końcu coś z tym zrobić. Duszą towarzystwa raczej nigdy nie będę, ale chcę spróbować być bardziej otwartą i pozbyć się lęku

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Chyba pierwszy raz piszę w tym dziale. Mam wielki problem z kontaktami z innymi ludźmi, który trwa od dziecka. Nigdy nie umiałam łatwo nawiązywać kontaktów. Wstydziłam się zagadywać nawet do osób z klasy. Typowa cicha, szara myszka. Chociaż chyba nie było ze mną tak źle bo zawarłam głębsze relacje i miałam kilku przyjaciół. W gimnazjum się pogorszyło. Rozmawiałam może z 6 osobami z klasy! Porażka. W liceum było o niebo lepiej. Jednak dalej byłam nieśmiała. Żadne randki czy nawet flirt nie miały miejsca.. poszłam na studia i chciałam rzucić po tygodniu. Nie potrafiłam wpasować się w grupę, nie wiedzialam co mówić żeby nie zostać wyśmianą.. ale jakoś poszło. Zakolegowałam się z kilkoma osobami i było fajnie :) oczywiście typowo studenckiego życia nie przeżyłam, bo jak. Lęk przed poznawianiem nowych osób towarzyszy mi od bardzo dawna. Rzadko mi przeszkadza bo po prostu unikam takich sytuacji. Ale ileż można. Mam już dosyć. Potrzebuję kontaktu z ludźmi. Zwłaszcza teraz jak nie studiuję i nie pracuję. Mam 4 znajome, z którymi spotykam się od czasu do czasu zawsze osobno. Ostatnią nową osobę poznałam w wakacje. Jak nadarza się okazja to panikuję, rezygnuję. Wszystko ze strachu, że nie będę się odzywać i wyjdę na dziwną.. Po prostu jestem małomówna, w towarzystwie nieznanych mi osób potrafię się wgl nie odzywać :/ macie rady jak się przełamać? Chcę w końcu coś z tym zrobić. Duszą towarzystwa raczej nigdy nie będę, ale chcę spróbować być bardziej otwartą i pozbyć się lęku

 

Może warto byłoby skorzystać z psychoterapii? Być może Tobie to pomoże. U mnie lęk przed ludźmi był tak silny, że trudno mi było wystać w kościele, sklepie czy na stadionie. Obecnie jest lepiej ale przyjmuję leki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fobia... jest to lęk nieadekwatny do bodźca, wyolbrzymiony. A ja mam problem z określeniem, czy moje lęki przed ludźmi są rzeczywiście nieuzasadnione. Za każdym razem, kiedy się otworzę na kontakty z ludźmi, rozczarowuję się.

 

Niedawno poznałam pewną starszą ode mnie kobietę w pracy, mimo różnicy wieku była dla mnie bardzo miła, uczynna, zakolegowałyśmy się i po jakimś czasie okazało się, że za plecami ona mi celowo psuje opinię i gra na to, by mi nie przedłużono umowy [prawdopodobnie ostrzy ząbki na moje stanowisko dla swojej córki]. Na szczęście kierowniczka była po mojej stronie, to ona wszystko mi wyjawiła i zapewniła, że widzi moje rezultaty pracy i tylko to się dla niej liczy a nie to, co komu ślina na język przyniesie. I jak tu ufać ludziom? Gdzie się nie obrócisz, tam ludzie tylko czekający na wbicie szpili w plecy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wTymTygodniu, niestety, takie jest życie i tacy są ludzie. Coś o tym wiem, bo również mam nieciekawą sytuację w pracy. No, ale nie można wrzucać wszystkich do jednego worka. Na 10 osób znajdzie się jednak godna zaufania. Ale się znajdzie. A że ryzyko jest?No jest. Jak we wszystkim. Nawet w wychodzeniu z domu jest ryzyko...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja nie lubie wogóle wychodzić z domu, mam wrażenie że wszyscy ludzie na mnie patrza :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ludzie mnie stresują.

 

Jeśli to nie jest fobia społeczna, to co?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Od kiedy wiem, że te dziwne uczucia to fobia społeczna zachowuję się inaczej i to nie na plus. Niedziele bez handlu spędzam w domu bo nie chcę spotykać wielu ludzi jak wyjdę, na zakupy nie chodzę w godzinach szczytu. Niby całe życie narażałam się na większe dyskomforty, ale już nie chce mi się samej walczyć. Chyba chce leków na to :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mam fobię społeczną, ale przez ostatnie kilka lat poczyniłam postępy i już wychodzę z domu do sklepów, do kina, na basen, czasem na wesele, nie wychodzę tylko w nieznane miejsca i nie podróżuję, boję się podróżować, boję się oddalać od domu.

Edytowane przez alone05

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam fobię społeczną, ale nie w aż tak złym stopniu moim zdaniem, przypadki są gorsze. Nie imprezuję, nie spotykam się ze znajomymi w ogóle, raz na jakiś czas z przyjacielem. U mnie problem objawiał się, np. jak jeszcze chodziłam do liceum. Gdy poznałam swojego chłopaka to bałam się każdej możliwej interakcji z nim. Cieszy mnie, że to on się starał, zalezało mu, ja bym po prostu nie dała rady. Bałam się rozmów z nim, jąkałam się, zasłanialam twarz, wstydziłam się siebie. Zauważam, że np boję się przy ludziach jeść, cała się wtedy trzesę, opowiedzieć coś, czasami jestem w stanie wydusić z siebie dwa słowa, gdy w myślach mam ogromną historię. Oczywiście publiczne wystąpienia odpadają. Czasami chciałabym coś komuś wygadać, kogos obrazić, a nie potrafię, jestem dla wszystkich zbyt miła, tylko na to mnie stać. Znajomości nawiązuje jak już tylko przez internet, z obecnym przyjacielem widziałam się w szkole, a praktycznie nie rozmawialiśmy, bałam się go, jak po raz pierwszy umówiłam się z nim na oglądanie filmu to ze stresu wariowałam, bałam się, że w ogóle się nie odezwę, cała się trzęsłam. U mnie fobia objawia się właśnie tak. 

Edytowane przez Felica

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam tak silną fobię społeczną, że prawie nie wychodzę z domu, a jak wyjdę to czuję, że non stop ludzie się na mnie patrzą i się ze mnie śmieją. Przez to chyba krzywo i dziwnie chodzę, jestem spięty strasznie przez to. Paroksetyna trochę pomaga, ale dalej nie potrafię nawet do nikogo w realnym świecie zagadać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jest już lepiej. Leki coraz bardziej się rozkręcają i nawet zdarza mi się wyjść z domu. To ogromny postęp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

od kiedy pamietam, unikalem wystapien publicznych i sytuacji zwiazanych z byciem w centrum rozmowy/uwagi. od pewnego czasu pojawily sie stany lękowe/paniki - ogromna niesmialosc, brak pewnosci siebie, wycofanie, strach,  lęk, do tego typowe objawy fizyczne w postaci gorąca w klatce piersiowej, przyspieszonego serca bijącego jak dzwon, paraliżu ktory doprowadzal do drgania głosu, po kilku zdaniach w wyniku paniki zazwyczaj przestawałem mowic i koniec bylo po mnie. bylo takich kilka przypadkow.

za kazdym razem gdy cos chce powiedziec, skupiam sie na tym co chce powiedziec do tego stopnia, ze po kilku slowach sie zacinam. czesto jest tak ze rozmowcy nie wiedzą nawet o co chcialem zapytac

problemy z przelozeniem mysli na slowa. zmeczenie, zniechecenie, smutek, 

zainteresowalem sie tematem, przeczytalem kilka ksiazek zwiazanych z tym zagadnieniem, co pozwolilo mi zrozumiec moj problem.

polecam ksiazke 'inteligencja emocjonalna' - dzieki niej zrozumialem ze glownym winowajcą moich problemow jest zbyt aktywne cialo migdalowate 

 

2 miesiace temu bylem u psychiatry, przepisal mi leki ssri, po okolo tygodniu, objawy w postaci paralizu i poziom lęku zmniejszyly sie naprawdę do minimalnego stanu. w tej chwili nadal mam lęki, ale nie są w stanie wywolac stanu paniki i nie paralizuje mnie gdy zaczynam cos mowic. choc nie czuje sie wyleczony.

 

obecnie minely 3 tygodnie od kiedy biore SSRI, wyczuwam poprawe, jest duzo lepiej niz przed kuracją. za kilka miesiecy rozpoczne psychoterapie grupową.

 

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Riphagen daj proszę znać jak terapia grupowa ,w sensie jak po i czy polecasz placówkę

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

terapię grupową rozpocznę najwczesniej w lipcu 2019

taka sytuacja

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam.

To mój pierwszy post tutaj, mam poważną fobię społeczną, zamierzam wybrać się do psychiatry, być może na psychoterapię. Mam prawie 30 lat i duże problemy ze znalezieniem pracy, w której wytrzymałbym dłużej niż parę miesięcy i przychodzę do was z pytaniem, pewnie naiwnym, ale mimo to je zadam:

Czy jest praca/zawód w której/którym kontakt z drugim człowiekiem, ograniczony jest do minimum, że tak powiem praca przyjazna fobikom społecznym? Bardzo proszę o pomoc i opinię, jestem już na skraju wytrzymałości psychicznej i boję się załamania jak parę lat temu, które odebrały mi 2 lata z życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
17 godzin temu, Michau678 napisał:

Witam.

To mój pierwszy post tutaj, mam poważną fobię społeczną, zamierzam wybrać się do psychiatry, być może na psychoterapię. Mam prawie 30 lat i duże problemy ze znalezieniem pracy, w której wytrzymałbym dłużej niż parę miesięcy i przychodzę do was z pytaniem, pewnie naiwnym, ale mimo to je zadam:

Czy jest praca/zawód w której/którym kontakt z drugim człowiekiem, ograniczony jest do minimum, że tak powiem praca przyjazna fobikom społecznym? Bardzo proszę o pomoc i opinię, jestem już na skraju wytrzymałości psychicznej i boję się załamania jak parę lat temu, które odebrały mi 2 lata z życia.

Hej

miło mi Cię poznać.Sama mam fobię społeczną , choć nie jest to moja główna diagnoza , to jest mega ciężko żyć z tym w dzisiejszym świecie.Sama bym chciała mieć zawód pod moją fobię.Tylko to życie się podporządkowuję pod lęki , a nie żyje się mimo ich .Do rzeczy.Najlepszy zawód to byłby latarnika 🙂 sama bym chciała  , i jak u siebie w pracy jestem tylko z jedną osobą , to kompletnie inaczej jest.W sensie mniejsze zmęczenie dłużej wytrzymuję bez kawy , bo ponoć u mnie zmęczenie fizyczne wynika z psychiki.

 

Na ogół strasznie trudno jest znaleźć taką pracą , co nie ma ludzi ,lecz wiadomo ,że są zawody gdzie te kontakty z ludźmi są większe lub mniejsze.Ja pracuje w biurze ,dorywczo,nie na cały etat , bo psychicznie nie dałabym rady,ale to tylko dorywczo,a oni chcą na cały etat.Na ogół w pokoju jest paręnaście osób , i o wiele lepiej mi się pracuje jak nie ma tam nikogo,lub prawie nikogo,staram się wyłączyć i zapomnieć ,że Ci ludzie tam są i skupić na swojej pracy ,ale jest trudno.Głównie pracuje z komputerem i nie mam zbyt dużo kontaktu z ludźmi ,chyba ,że jak czegoś nie rozumiem.Nie jestem osobą stricte odpowiedzialną za to co robię , bo nie jest to mega odpowiedzialne , a w razie niejasności gdyby ktoś nie rozumiał mojej pracy czy tego dlaczego zrobiłam to tak a nie inaczej odsyłam do innych ,co wytłumaczą innym ludziom i są bardziej kompetentni 🙂

 

Jak masz jakieś pytania zapraszam do kontaktu.Wiem ,że z mojej wiadomości może wynikać ,że u mnie super hiper ,ale uwierz mi tak nie jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×