Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Hej wszyscy fobicy! Jakie dostajecie leki? Ja 50mg sertaliny (asentra) 1xdziennie, przyjmuje lek już od 5 miesięcy ale praktycznie zero poprawy. Czuje że moja dr psychiatra podchodzi trochę schematycznie do mnie, a wydaje mi się ze akurat na mnie ten lek po prostu nie działa. Czy ktoś jeszcze przyjmuje/przyjmował sertaline i czy odczuwał poprawę?

 

Ja już od dłuższego czasu biorę 200mg, pomaga mi to tak jak powinno. Trzeba pamiętać o byciu cierpliwym i przechodzić na wyższą dawkę aż do maksymalnej chyba, że uzyskasz pożądany efekt na mniejszej dawce..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Eldo, jestem teraz w Polsce (ze względu na własne problemy zdrowotne) i widziałam się z nim parę razy i wiem, że jest u niego gorzej. Próbuję namówić go, żeby wrócił na psychoterapię, ale widać było, że mu źle na samą myśl o mierzeniu się z tym w takim stopniu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

encia Możesz go wspierac dobrym słowem, dodawać odwagi, podzielić się z nim swoimi sposobami na odgonienie negatywnych myśli, wspierać go i dać mu poczucie, że mimo wszystko jest dla ciebie wyjątkowy ..no i oczywiście namówić na kontynuowanie psychoterapii, bo samemu trudno mu będzie się wyleczyć z tego zaburzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć, fobicy. Jaki macie wynik w teście Liebowitza? Ja uzyskałam 110 pkt. Uwielbiam języki obce: angielski, hiszpański, włoski, jednak na zajęciach mało się odzywam, bo fobia zabrania, ogólnie jestem raczej małomówna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

103... Często mam ataki paniki, i jak poszedłem i tak na prywatne zaoczne studia to myślałem że zemdleję. Poważnie.

Nienawidzę przebywać wśród ludzi. Pomimo że ogólnie jak jestem samemu nie czuję się z tym źle, nie dążę do tego żeby wyjść.

Nie mam lęku związanego z prozaicznymi czynnościami, ale np. jeżeli mam coś zjeść to idę w pusty zaułek. To samo jeżeli chodzi o przebywanie w grupie, idę, siadam sobie i czytam to co mam na smartfonie.

Nie boję się wyjść do sklepu, ba, często mi ludzie mówią że mówię głośno w miejscach publicznych. To trochę zależy od pewnych zmiennych środowiskowych.

Tą chorobę bym nazwał logofobią z elementami nerwicy lękowej.

 

@EDIT:

Często jest tak, że mimo iż nie czuję lęku nie dążę do zmiany sytuacji przez wadę wymowy (apgar 1), bo wiem że mnie by nie zrozumieli, choć to nie do końca prawda. Wolę się nie przekonywać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jestem bezrobotna od 10 lat i cieszę się z tego, wolę być bezrobotna niż podlizywać się ludziom, których nie cierpię i nienawidzę, żeby dostać pracę i jeszcze przebywać z ludźmi, którzy mnie szczerze nienawidzą, nie zniosłabym tego, wolałabym się zabić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szczerze, to nie widzę powodów do zadowolenia że jest się bezrobotnym, na utrzymaniu innych osób.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
jestem bezrobotna od 10 lat i cieszę się z tego, wolę być bezrobotna niż podlizywać się ludziom, których nie cierpię i nienawidzę, żeby dostać pracę i jeszcze przebywać z ludźmi, którzy mnie szczerze nienawidzą, nie zniosłabym tego, wolałabym się zabić.

 

Spokój albo śmierć ..to ci dopiero dylemat :D Swoją droga wątpię, by człowiekowi, który widzi świat w ten sposób, czuł się dobrze wobec niego z tym, że nie pracuje zawodowo ..no chyba, że potrafisz budować zajebiste psychiczne fortyfikacje. 10 lat to jest trochę czasu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
jestem bezrobotna od 10 lat i cieszę się z tego, wolę być bezrobotna niż podlizywać się ludziom, których nie cierpię i nienawidzę, żeby dostać pracę i jeszcze przebywać z ludźmi, którzy mnie szczerze nienawidzą, nie zniosłabym tego, wolałabym się zabić.

 

Spokój albo śmierć ..to ci dopiero dylemat :D Swoją droga wątpię, by człowiekowi, który widzi świat w ten sposób, czuł się dobrze wobec niego z tym, że nie pracuje zawodowo ..no chyba, że potrafisz budować zajebiste psychiczne fortyfikacje. 10 lat to jest trochę czasu.

Witam,

 

Proszę przestać powielać takie brednie. Człowiek potrzebuje spokoju, i wyalienowania się od ludzi, którzy mogą go tylko skrzywdzić jak mnie moderatorka Alis, nie odpisując na moje wiadomości.

 

Pozdrawiam, Barakudo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mam wrażenie że tylko ja mam takie problemy tzn chodzi mi o bliskie otoczenie. Wszyscy są otwarci, wyluzowani tylko po mnie pewnie widać że jestem spięta i się ode mnie odsuwają.

Przerabiam to od dawna z terapeutką i boję się że nigdy nie pozbędę się tego myślenia.

 

to odsuwanie się jest najgorsze, ten moment kiedy już widzę już, wiem, że "nic z tego", że wszyscy się już między sobą zakolegowali, a ja znów sama i odsunięta. I to jest najgorsze, że takie sytuacje przynoszą samoutwierdzanie się w przekonaniu, że "wyszło jak zawsze, zawsze mi tak wychodzi" i w ostrzejszych przypadkach "nie znajdę przyjaciół", "nie, nikt mnie nie lubi". Ciężko potem to w sobie przełamywać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W leczeniu fobii społecznej najskuteczniejszą metodą jest terapia poznawczo-behawioralna. Terapeuta tworzy konceptualizację - czyli model zawierający wszystkie mechanizmy podtrzymujące zaburzenie i dobiera odpowiedni plan terapii. Przez około 13 sesji pracujecie nad eliminowaniem kolejnych mechanizmów. To bardzo intensywna praca, wymagająca dobrej motywacji i zaangażowania jednak skuteczność jest wysoka więc warto zainwestować. Warto poszukać dobrego terapeuty, czasem wskazane jest uzupełnienie leczenia o farmakoterapię ale nie jest to konieczne by nauczyć się radzić sobie z lękiem. Choć fobia społeczna jest poważnym problemem, bardzo zaburzającym funkcjonowanie to dobra wiadomość jest taka, że bardzo dobrze się leczy. Szkoda życia na lęk, lepiej konstruktywnie rozwiązać problem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
czasem wskazane jest uzupełnienie leczenia o farmakoterapię ale nie jest to konieczne by nauczyć się radzić sobie z lękiem

Nie zgadzam się z tym, chyba że lęk jest o małym nasileniu.

coś źle kliknąłem, chodziło mi o cytat tolinki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam potężną fobię społeczną, test lieb=110 pkt, do tego fobia przed nowymi miejscami (publicznymi), restauracje puby dla mnie niedostępne;

 

Ktoś pisze o bezrobociu ja byłem bezrobotny bardzo długo, zacząłem pracę dopiero po 30stce, już prawie 9 lat pracy i nic się nie zmienia, dzień z ludźmi mnie wypompowuje jak w pierwszym roku pracy, nie wiem czy to aspołeczność, fobia społeczna czy cechy introwertyka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam wszystkich. Jestem tutaj nowa i pierwszy raz. Mam ogromny problem a do psychiatry cały czas się zbieram żeby iść.

Moja historia jest taka że boję się pracować, mieć konatkt ludzmi. Ciągle zmieniam pracę nie mogę jej utrzymać bo cały czas coś mi nie pasuje.

Paracuje na kasie ,ale czuje że znowu zmienie prace. Najchętniej zamknęłabym się w jakiejś skorupie. Czasami boję się przebywać wśród ludzi. Nie lubię pytań zadawanych tybpu np. .Masz dziecko ? oo a czemu nie chcie? Gdzie wcześniej pracowałaś? gdzie mieszkasz. Gdzoe studiowałaś? A dlaczego tam nie pracujesz? itd. Denerwują mnie takie pytania twarzą w twarz. Wtedy chowam się w skorupę i odpowiadam krótkimi słowami nie wdając się w dyskusje. Czuje się jak wybryk natury. Czasem ciężko mi wstać bo w nocy śni mi się cos co np. kiedyś się zdarzyło i już wtedy po takim śnie nawet nie wiem dlaczego ale nie mogę wstać do pracy. Dawno temu przeszłam parę sterujących sytuacji od tamtego roku mam wrażenie że boję się ludzi. Steruje się nawet jak ktoś obok mnie usiądzie w autobusie i w głowie tylko mi krążą myśli "tylko nie siadaj obok mnie" Pocą mi się ręce, drżą okropnie, w stytuacjach kiedy się stresuje. Czasem czuje taką kluske w gardle i ciężko przełknąć mi sline. Mam 30 lat i zdaje sobie sprawę ze musze isc do lekarza. Pozdrawiam wszystkich .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po skończeniu liceum , poszedłem do szkoły policealnej. Jednak kierunek nie przypadł mi do gustu. Zrezygnowałem. Zapisałem się na inny, którego nie otworzyli. Wysłałem tylko 5 CV. Bez skutecznie. Nie potrafię pójść do pracy. Czuję ogromny strach przed tym, jak mogą potraktować mnie w pracy, tak jak robili to w szkole nauczyciele. Denerwujące jest fakt, iż każdy myśli, że "w domu jest Ci lepiej"

bo depresja / nerwica lękowa / fobia społeczna to przecież nie są problemy! Bzdura! Bo wszyscy mamy problemy . Okej, tylko każdy człowiek inaczej reaguje na choroby, lęki. Psycholog na terapii powiedział mi, że "prowadzę wygodne życie". Ciekawe, czy mówiłby tak samo, gdyby był mną przez chociaż 5 minut i że nie planuję zmian w swoim życiu. Jakie zmiany ? Na czym miałyby polegać ? Na tym, że w 5 minut wyleczę się z fobii ? To nie jest fajne uczucie, kiedy ktoś mówi Ci, że prowadzisz wygodne życie, a wszyscy w około pytają "a uczysz się, co porabiasz?". A co ja mam im odpowiedzieć ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A co ja mam im odpowiedzieć ?

Powiedz prawdę i będziesz miał luz. Miałem kiedys taką sytuację, zadzwoniła do mnie kochanka ze studiów - powiedziałem jej że leżę złożony depresją. Teraz myślę, że był to dobry moment, żeby pójść w chorobę i mieć wszystko gdzieś, a ja może niepotrzebnie zbytnio kopałem się z koniem. Rolą psychologa jest mobilizacja. Czasem widać to działa, u Ciebie może przynieść frustrację i rozpacz. Nie wyłączaj myślenia. Oni nie znają się na tym co robią. To są strzały z armaty do muchy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem w sumie gdzie to napisac, tu dawno sie nikt nie udzielal.

W weekend przelamalem sie i w koncu pojechalem do galerii bo musze w koncu kupic jakies ciuchy, od dobrych 5 lat chodze w 2 parach spodni. Jak juz znalazlem miejsce po 15 minutach krazenia po parkingu, to mialem chwile zwatpienia i chec szybkiego powrotu do domu, ale pomyslalem a co tam najwyzej jak nie wejde do sklepu to pochodze chociaz pomiedzy ludzmi ze 2 kolka i wroce ze spuszczona glowa. Wszedlem w sumie do 3 sklepow, pomacalem jakies ubrania, ale ze do przymierzalni byla spora kolejka to obrocilem sie na piecie i szybko sie oddalilem. W sumie nie bylo zle, ale czulem sie jednak nie swojo, odczuwalem stres, czulem ze robi mi sie goraca a na czole pojawiaja sie krople potu. Wzrokiem latalem po tych regalach i wieszakach byle znalesc cos SZYBKO SZYBKO bo przeciez masa ludzi i kazdy akurat patrzy wlasnie na mnie jak szukam spodni(w tygodniu nie pojde bo ludzi jest malo i wtedy NA PEWNO wszyscy beda sie parzec wlasnie na mnie xd) Jeszcze jak wracalem to jakas dziewczyna mnie zaczepila z ankieta czy cos, nawet nie wiem co chciala bo zaraz panika zrobilo mi sie goraco w glowie i robie sie czerwony, i do tego oblala mnie fala potu. Moj mozg z automatu ustawil sie w jakis tryb defensywny i wcisnal tylko na moje usta "sory ale troche sie spiesze", chociaz tyle ze sie usmiechnalem. Od razu przyspieszylem kroku i po chwili dopiero sie uspokoilem.

Przekichane ze takie proste czynnosci sprawiaja tyle problemow. Zeby miec problem z glupim kupnem ciuchow ehh

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Odkąd biorę paroksetynę i pregabalinę, to pozbyłem się FS. Poszedłem do pracy i nie mam z nią problemów, przestałem się bać korzystania z telefonu, sam załatwiam już swoje sprawy, sam kupuję ubrania i nie boję się, mówić, że coś mi nie pasi, nie boję się walczyć o swoje np. reklamowanie uszkodzenie produktu lub sprzeciwianiu się kierowniczce, bo ona nie ma racji.

 

Na żadnej psychoterapii nigdy nie byłem.

 

W rzadkich przypadkach korzystam z bromazepamu, jeśli wiem, że będzie duży stres. Nie mam jednak ciągoty ku benzodiazepinom, więc uzależnienie mi nie grozi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na żadnej psychoterapii nigdy nie byłem.

 

W rzadkich przypadkach korzystam z bromazepamu, jeśli wiem, że będzie duży stres. Nie mam jednak ciągoty ku benzodiazepinom, więc uzależnienie mi nie grozi.

 

Mam jedno pytanie, czy to wystarczy na długo? Dławić się lekami można wiecznie tylko to chyba niewiele zmienia. Nie warto w tej chwili ruszyć z terapią?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wiele zmienia, bo żyję normalnie. Jedyne skutki uboczne jakie mam to impotencja i brak libido, ale dla mnie te skutki są pożądane, bo związki mnie za bardzo nie interesują, więc mam spokój z sferą seksualną.

 

Po za tym, skoro mam wybitnie doskonałą odpowiedź na leczenie, to wydaje mi się, że moje zaburzenia muszą mieć podłoże biologiczne a nie psychologiczne. Dlaczego tutaj ludzie biorą leki im słabo pomagają lub wcale? Ja kiedy musiałem iść pierwszego dnia do pierwszej w życiu pracy, to wziąłem i poszedłem, nie rozmyślałem o tym, nie miałem tysięcy myśli "jak sobie dam radę". I na dodatek ten dzień był udany i wróciłem do domu... zadowolony. Nie miałem też sraczek, bólów brzucha itd. Kiedy musiałem zareklamować parę sprzętów, to wziąłem i poszedłem, bez rozmyślania "co powiedzieć".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie wiem w sumie gdzie to napisac, tu dawno sie nikt nie udzielal.

W weekend przelamalem sie i w koncu pojechalem do galerii bo musze w koncu kupic jakies ciuchy, od dobrych 5 lat chodze w 2 parach spodni. Jak juz znalazlem miejsce po 15 minutach krazenia po parkingu, to mialem chwile zwatpienia i chec szybkiego powrotu do domu, ale pomyslalem a co tam najwyzej jak nie wejde do sklepu to pochodze chociaz pomiedzy ludzmi ze 2 kolka i wroce ze spuszczona glowa. Wszedlem w sumie do 3 sklepow, pomacalem jakies ubrania, ale ze do przymierzalni byla spora kolejka to obrocilem sie na piecie i szybko sie oddalilem. W sumie nie bylo zle, ale czulem sie jednak nie swojo, odczuwalem stres, czulem ze robi mi sie goraca a na czole pojawiaja sie krople potu. Wzrokiem latalem po tych regalach i wieszakach byle znalesc cos SZYBKO SZYBKO bo przeciez masa ludzi i kazdy akurat patrzy wlasnie na mnie jak szukam spodni(w tygodniu nie pojde bo ludzi jest malo i wtedy NA PEWNO wszyscy beda sie parzec wlasnie na mnie xd) Jeszcze jak wracalem to jakas dziewczyna mnie zaczepila z ankieta czy cos, nawet nie wiem co chciala bo zaraz panika zrobilo mi sie goraco w glowie i robie sie czerwony, i do tego oblala mnie fala potu. Moj mozg z automatu ustawil sie w jakis tryb defensywny i wcisnal tylko na moje usta "sory ale troche sie spiesze", chociaz tyle ze sie usmiechnalem. Od razu przyspieszylem kroku i po chwili dopiero sie uspokoilem.

Przekichane ze takie proste czynnosci sprawiaja tyle problemow. Zeby miec problem z glupim kupnem ciuchow ehh

 

 

Dla mnie tez przebywanie w tego typu miejsach nie jest przyjemnoscia,

jak wiem ze musze sie to takiej galerii udac, to nie mysle tylko ide,

jak sie zawacham juz przed wyjsciem to jest lipa,

zawsze znajdzie sie jakas wymowka.

Ide i juz.

Zawsze jak ide to wiem juz co mam kupic i w jakim sklepie.

Biore co mam wziasc i tyle mnie tam widzieli.

 

Obecnie czuje sie niekomfortowo w takich miejscach,

jak musze to nie mam wiekszego oporu zeby tam byc,

jednak powoliw tego typu miejsach psuje sobie glowe,

im krocej tym lepiej,

ewentualnie zaraz potem reset.

 

Tez przewaznie jak juz ide to jakos z rana,

najmniej ludzi.

Najlepiej z mojego punktu widzenia za bardzo sie nie interesowac innymi,

staram sie wieksza uwage przywiazac do ekspozycji,

ktore nawet mnie nie raz w ogole nie interesuja,

ale w ten sposob unikam 'interakcji z ludzmi'.

 

Czasami bywa ciezko,

ale co mam zalatwic to zalatwie,

a jest milion innych miejsc w ktorych mozna spedzic lepiej

wolny czas,

wiec w sumie nie ma na co narzekac :)

 

 

Gdyby dalo sie zrobic hard reset...

obecnie wiekszosc moich barier wynika z wielotetnich przyzwyczajen,

z utartych schematow myslenia...

 

 

Wlasnie zrobilem sobie test Liebowitza o ktorym pisal @Tadek777

"Uzyskałeś 36 pkt. Twoje odpowiedzi sugerują, że nie masz objawów fobii społecznej."

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

haha , fobia społeczna to takie cos dziwne, u mnie dziła wybiórczo,ale bardzo silnie za to, czasem boje sie otworzyc list urzedowy , i wiem ze zawalm sprawe, ze moge za to kare dostac pinieżna a lezy i nie potrafie otworzyc ze strachu , chociaz nic mi za to nie grozi i nie moja to win\a, ale jak nie załatwie w terminie to bedzie grozic a nie potrafie uf i co? a tak pozatym jak ktos mnie widzi to nie powie , ze tak to u mnie działa ,ale tak jest i tyle, sciana nagle i koniec, to jest jakby proszenie sie o kłopoty na własna prosbe a i tak nic na to nie moge poradzić

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej, tak się ostatnio zastanawiam nad tym wszystkim...

 

Moje problemy zaczęły się już we wczesnym dzieciństwie, nie wnikając w to co się działo w domu zawsze byłem chłopcem bardzo drobnym i bardzo spokojnym, nawet ładnym, bo dziewczyny mnie często zaczepiały. W każdym razie od pewnego czasu rówieśnicy komunikowali się ze mną za pomocą agresji i przemocy, a ja nie byłem w stanie odpowiedzieć tym samym (przed 6 rokiem życia doświadczałem sporo przemocy w domu, co było przyczyną mojego radykalnego wyciszenia i ogólnej apatii). W każdym razie funkcjonując poza jakimiś bliskimi kręgami czy grupami byłem łatwym obiektem do wyżycia się. Środowisko w jakim się wychowywałem było raczej robotnicze w negatywnym sensie tego słowa (był obecny lumpenploretariat przechodzący miejscami w knajactwo). Dzieciaki w koło zajmowały się sportem, piłką nożną, muzyką, modą, później doszły oczywiście kluby piłkarskie, na marginesie były drobne kradzieże i takie tam. Ja lubiący czytać książki, interesujący się historią czy astronomią - resztę dopiszcie sobie sami. W szkole jeszcze było w miarę, były spokojne dzieciaki podobne do mnie, ale na podwórku czy na koloniach byłem traktowany jako "lokalny przypał". Rzecz w tym, że nawet unikając kontaktów z tymi ludźmi i zajmując się normalnie swoimi sprawami i tak byłem na siłę wciągany w agresję, wyśmiewanie, zupełny brak dobrej woli. Obcy ludzie, z którymi nigdy nie miałem nic w życiu wspólnego poniżali mnie a później uśmiechali się do swoich kolegów.

 

Zapaść zaczęła się około 13 roku życia, wszystko było mi obojętne, z 3 lata jeżeli nie musiałem w ogóle nie wychodziłem z domu, zapuściłem się, schudłem do ok 45 kilo itd. Muszę powiedzieć, że w tamtym okresie gimnazjalnym radykalnie odizolowałem się od ludzi i przynosiło to pewien efekt, już nie było tak źle jak dawniej, ogólnie mi odpuszczono. Ale nerwicę miałem silną, około 15 lat pojawiła się bardzo silna na punkcie mojego wyglądu. Ogólnie to długa historia, w liceum było całkiem dobrze, około 20 lat miałem bardzo ciężką zapaść (chyba trochę oszalałem), kiedy wyprowadziłem się z domu w wieku 21 lat i zacząłem wszystko na własny rachunek, wprost odetchnąłem pełną piersią, opuściłem tę duchotę i zacząłem żyć w miarę normalnie. Nerwicę mam ciągle, nienawidząc swojego wyglądu intelektualisty dosyć się umięśniłem, ale, szczególnie kiedy wracam czasem pomieszkać z rodzicami, znowu nie umiem wyjść z domu jeśli się kilkanaście razy nie obejrzę w lustrze. O ile patrząc z boku funkcjonuję w miarę normalnie to i tak czuję w sobie olbrzymie pokłady gniewu i niechęci, czasem wręcz pożerającej nienawiści i mizantropii. Nie uzewnętrzniam tego i staram się to kontrolować, a myślę że i racjonalizować, ale i tak nie umiem nawiązać jakiejś głębszej więzi z kimkolwiek. Dużo dziewczyn, szczególnie gdy bywam za granicą (takie bardzo, bardzo) jak nie same wprost mnie zaczepiają, to nawiązują kontakt wzrok i zachęcają ale ja szczerze mówiąc nigdy nie skorzystałem, nie żebym się bał, ale zawsze potrafię to sobie jakoś zracjonalizować i uzasadnić że nie chcę ( a potrzeby itd. mam chyba takie jak każdy). I tak kiedy siedząc w domu myślę o kimś z kim mógłbym się podzielić tym, co między nami mogłoby być najintymniejsze i najbliższe, to będąc między ludźmi i widząc, że jakaś dziewczyna próbuje nawiązać za mną kontakt, jestem w stanie znaleźć tysiąc powodów, aby sobie zracjonalizować moje "nie". Tak samo kiedy spotykam jakiegoś dawnego znajomego na ulicy, mogę się uśmiechnąć, podać rękę, "cześć" czy "dzień dobry" i w sumie cieszę się, że go spotkałem, ale nie nawiązuję już rozmowy "co tam słychać" - czuję raczej przemożną chęć by odejść i pokazać, że nic mnie to nie obchodzi. Apatia jest silna, i chociaż coś tam robię, to się przymuszam, a najczęściej nic mi się nie chce, w internecie też się raczej nie udzielam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×