Skocz do zawartości
Nerwica.com

Lęk przed popełnieniem samobójstwa


Arcio

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć! Walczę z nerwicą już grubo ponad pół roku. Jak do tej pory skutecznie wyzbyłem się takich lęków jak lęk o chorobę psychiczną ,opętanie,lęk wyrządzenia komus krzywdy i cały stos tych "mniej" uporczywych:)

 

Jednak od półtora miesiąca wszytsko skumulowało się do postaci jednego lęku ktorego nie potrafię zniwelować.

Boję się popełnienia samobójstwa, rzadziej równolegle pojawia się lęk ze popadłem w depresję, Sytuacja rutynowo potarza się w moim pokoju boje się że bez zastanowienia gwałtownie wyskoczę przez okno.

 

Jest to lekko mówiąc uporczywe i sprzeczne, bo jak walczyć z nerwicą kiedy człowiek we własnym kącie nie może się odprężyc i zrelaksowac po cięzkim dniu.

 

Nie bede ukrywał ze nie wiem po jaka cholere zabralem sie za czytanie ksiazki o depresji, tam pochlonal mnie caly dział o prawdopodobienstwach samobojstwa ,wszyłem sobie i teraz mam za swoje:)

 

 

Potraficie tutaj pisac tak pieknie że zaraz lęk się łagodzi, toteż proszę o wsparcie, pozdrawiam Was serdecznie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cześć:)

jak słusznie zauważyłeś, sam siebie nakręcasz. to dość częste jak mi się wydaje, bo tak na prawdę podświadomie chcielibyśmy mieć problemy , żeby się ich pozbywać, walczyć z nimi. nie wiem dlaczego tak się dzieje, wygląda na to, że taka jest natura człowieka.:)

co do lęku przed samobójstwem: nie zrobisz przecież nic wbrew swojej woli. skoro się go boisz, to go nie popełnisz - proste:)

staraj się myśleć w ten sposób.

pozdrawiam i życzę powodzenia :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmm, nakręcanie to jedno. Osobiście mam uporczywie powracające myśli samobójcze (pomysłów tysiąc...) m.in. mieszkam na 8mym piętrze i trochę mi to przeszkadza bo okno czasem tak kusi... Przyglądałam się temu mając nadzieję, że uda mi się wyodrębnić okoliczności towarzyszące pojawianiu się tej pokusy... ale niestety nie ma na to reguły. Najczęściej zdarza się gdy mam obniżone samopoczucie ale to nie jest standard - czasem wystarczy, że spojrzę przelotnie na okno ot mimochodem i już są. Tak długo mi to doskwiera, że się do tego przyzwyczaiłam. Nauczyłam się to ignorować. Ale czasem zastanawiam się, czy jeśli coś złego, coś czego nie mogę przewidzieć lub raczej o czym nawet nie chcę myśleć (mam dość ciągłego napięcia związanego z czuwaniem) czy faktycznie nie będę w stanie coś sobie zrobić? Już kiedyś robiłam sobie krzywdę. Arcio czy zdarzyło Ci się zrobić sobie krzywdę naumyślnie? Bo dla mnie samobójstwo to chyba taka droga ucieczki, gdy naprawdę już innej nie będzie i spieprzy się wszystko a mi skończą się siły - zawsze mam jeszcze taką alternatywę! O zgrozo - ale taka myśl tkwi we mnie i kufa to mnie pociesz :shock: i przeraża zarazem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pochłonąłem się bardziej dogłębnej refleksji tego tematu i wywnioskowałem że tu nie tyle chodzi o sam lęk przed samobójstwem ktorego nie mam zamiaru popełnić, co o lęk przed takim niespodziewaną utrata kontroli nad własnym ciałem, przeważnie podsycane jest to przez drżenie ciała i taki stan "miliona mysli na minute". Boję się że z sekundy na sekundę stracę panowanie nad sobą i że jakoś tak wyskocze przez to okno hehe

 

Konfrontacja z "zagrożeniem" którą kazała mi wykonac psycholosia faktycznie pomogła, no ale cudów nie zdziałała, podświadomie ciągle czuje zagrożenie- że dosłownie 2-3 metry dzielą mnię od popełnienia samobójstwa

 

Dobrze że jest z kim o tym pogadac:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przy nerwicy, a ty bardziej nerwicy lękowej, większość rzeczy które czytamy, bądź też słyszymy, stają się naszą przypadłością...

 

Jedno w tym jest dobre... Boisz się tego, więc będzie ok... Sam wiesz, że Cię to "straszy", więc jest już dużo lepiej... Potrafisz zlokalizować problem i poradzisz sobie z nim :)

 

Jeśli nie potrafisz się wyciszyć i uspokoić we własnym pokoju, proponuję mały remont, albo przemeblowanie...

Będziesz czuć się o wiele lepiej :)

 

Powodzenia i dużo uśmiechu :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam!

 

Ja z z tym lękiem żyję już rok :( Nawet próbowałem, ale oczywiście żyję...

Rok temu "zajechałem się", chcałem być najlepszym sportowcem, pracownikiem i ojcem, potem zaczęłem doszukiwać się depresji i szukać myśli samobójczych... :(( Brałem pół roku trittico i anafranil, ale myśli i tak były.

 

Jestem po roku terapii grupowej, myśli zostały, ale zaczynam rozumieć co się ze mną dzieję, choć nadal mam "ataki".

Nerwicę mam od 25 lat (mam 32 lata). Powód, który odkryłem na terapii (bolało): toksyczni rodzice. Ojciec alkoholik, matka nadopiekuńcza, nagminne awantury i przemoc psychiczna i fizyczna. Już jako kilkulatek chowałem noże, bo ojciec po pijaku łapał noże i chciał się zabić albo kogoś z domowników. Wielokrotnie chciał wyskoczyć z balkonu, chciał się wieszać. Bijatyki też były częste. A ja "uciekłem" w naukę, widzę iż już wtedy żyłem w neurotycznych kanałach. Zachowywałem się jak bohater "Dnia świra", zachowania kompulsywne minęły, lęki, przejmowanie się, myśli natrętne zostały. Też się bałem, że komuś coś zrobię, "agresję" kierowałm przeciw sobie. Oczywiściee muchy nie skrzywdziłem.

 

Momentami myślałem, że jestem świrem, były nawet całe lata, iż było w miarę dobrze, tyle że byłem mocno przejmujący się. Od roku wiem co mi jest. Jest bardzo ciężko, pracuję nad sobą, mam wsparcie żony.

 

Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam 19 lat,a od 12 ZOK. Od roku dręczą mnie natręctwa o mojej agresji,tzn.jak np jestem w kuchni ,to chwycę za nóż i kogoś w pobliżu bez skrupułów zabiję,albo kogos popchnę na ziemię,itp...Strasznie wstydzę się moich myśli,ludzie mnie postrzegają za miłą,nieszkodliwą osobę. :oops:

Od 3 tygodni napastują mnie takze myśli samobójcze.Wyobrażam sobie jak szykuję sznur i miejsce,gdzie się powieszę i jakie to będzie uczucie..

Generalnie nie boję się śmierci..Niedawno miałam wypadek samochodowy.Nie ogarnęła mnie panika w chwili zderzenia z samochodem,w sumie byłam przygotowana na odejście.Nikomu nie mówiłam,ale żałuję,ze nie zginęłam. Czuję się podle z moimi myślami,z nikim się nimi nie dzielę,bo i tak wiem,ze uznają mnie za nienormalną.Wiem dlaczego towarzyszą mi takie odczucia.Przez pare lat uzbierało się w moim zyciu wiele problemów,którym nie potrafię sprostać. W życiu codziennym doskonale gram osobę zadowoloną z życia i pełną optymizmu.Nie wiem jak długo tak jeszcze wytrzymam :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam coś podobnego, ale niezupełnie lęk. Właściwie to takie nieokreślone ucucie, jakaś krzyżówka paniki z fascynacją zarazem. Do tego stopnia, że na przykład w centrach handlowych zaczęłam jeździć tylko windą, bo jazda ruchomymi schodami wiąże się z natarczywą myślą o skoku przez ich poręcz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Arcio, to o czym piszesz dotyczy ja widać wielu z nas, również mnie, są czasem takie momenty, że boję się zostawać sama w domu, bo nie wiem do czego mogę być zdolna i wogóle, ale to jest właściwie tylko tak jak piszesz ten strach przed utratą kontroli. W domu kiedyś też czułam się okropnie, dlatego proponuje ci dużo spacerów i ruchu na świeżym powietrzy, rower czy coś :smile:

curly-joey, nie popadaj w rezygnacje, nie jesteś w tym sama!pokonasz to jedynie poprzez akceptację i zrozumienie, że to tylko nerwica, że trzeba nauczyć się z tym żyć. Dzisiaj już pisałam w innym temacie o tym ale napiszę jeszcze raz: nie jesteśmy swoimi myślami!to umysł-narząd reakcji funduje nam te przeżycia, a my nie powinniśmy angażować w to emocji, tylko jakby stać z boku i przyglądać się temu, pozwolić tym myślom swobodnie wędrować przez nasz umysł. To trudne ale da się zrobić. Kiedy przestanie nas to przerażać to te myśli po prostu znikną. Nie bójmy się o to co będzie za chwilę czy coś się stanie bo tak naprawdę nie wiemy co wydarzy się za sekundę i trzeba to zaakceptować. Stańmy się obserwatorami swoich myśli a nie ich uczestnikami. Pozdrawiam!

 

[Dodane po edycji:]

 

pamiętajcie, że akceptacja jest najważniejsza!jeżeli nie zaakceptujemy siebie i tego co z nami robi nerwica to będziemy się w tym babrać do końca życia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też po Annelise Michael miałam koszmary :? przez wiele nocy bałam się zasnać i w ogóle być sama. Wkręciłam sobie,ze mnie tez może spotkać coś takiego i ciarki po mnie przechodziły.brrr

Jak widac taka tematyka to dobra pożywka dla naszych upiornych myśli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Boże historia tej dziewczyny jest straszna...mam ciarki na plecach jak o tym pomyślę, na youtubie są nagrania, przez chwilę słuchałam ale dłużej nie mogłam...psychiatria uważa stan opętania za zaburzenie dysocjacyjne, nie wiadomo komu wierzyć, ale chyba wolę wierzyć nauce. Po co ja o tym czytałam i tego słuchałam, cholera teraz znowu się boję jak nie wiem...

 

[Dodane po edycji:]

 

a właśnie może ktoś ma jakiś sposób na wyzbycie się tego lęku?spowiedź?komunia święta?czy po prostu zdrowy rozsądek?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie widzę ratunku w spowiedzi,itd.,bo ta dziewczyna była przecież bardzo wierząca,duzo się modliła,a i tak została 'wybrana' na opętaną.

Ja bym z własnej woli tego nie obejrzała,ale ksiądz nam to kiedyś puścił na religii,nie oglądajac tego sam wcześniej. :evil:

Próbowałam zamknać oczy i tego nie oglądać,ale same odgłosy przyprawiały mnie o drżenie. Swoją droga też mało rozsądne puszczać cos takiego w szkole..

Nie każdy ma mocne nerwy do oglądania takich rzeczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no idiotyczne trochę, chciał wa chyba przerazić i w ten sposób wzbudzić w was wiarę :shock: tylko to trochę drastyczne...rzeczywiście odgłosy są przerażające, cały dzień odkąd rano to przeczytałam nie mogę przestać o tym myśleć. Jedynym sposobem na to jest chyba powiedzieć sobie "będzie co ma być!" i tyle

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hehe,ja sobie przed chwilą uświadomiłam,że przed samobójstwem ratuje mnie lęk.i czasem mam taki stan...fascynacji śmiercią...ale strach jest silniejszy,nie pozwalam sobie na konkretne wyobrażenie,jak miałabym ze sobą skończyć...czasem mam wrażenie,że jestem chora psychicznie...przecież każdy wie,że kiedy skoczy z dachu to nie pofrunie...chyba muszę znów zacząć brać te tabletki...najgorsza jest samotność. to nie jest takie łatwe, jak myślałam...szkoda,że nie umiem nikomu o tym powiedzieć.

 

wyobrażam sobie reakcję rodziców...cholera,oni przecież tyle już przeszli.cholera.ale muszę im powiedzieć.i każdemu kogo nachodzą takie myśli też radzę...chyba,że chce nie najlepiej skończyć...albo w ogóle nie skończyć...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szczerze..ja wolę wyżalić się psychiatrze,niż własnej rodzinie.Wielokrotnie 'testowałam' ich zachwanie,oglądając np programy o ludziach o zaburzonej równowadze psych. i nie spodziewałam się,że są tacy nietolerancyjni.No żal. I tak nie jestem taką córką jaką chcieli by mieć (zawsze wymagają ode mnie Bóg wie czego),więc wolę sobie oszczędzić widoku ich rozczarowania,co zapewne umocni mnie jeszcze bardziej w poczuciu beznadziejnosci.Błędne koło,zwariować idzie (o ile jeszcze bardziej się da :roll: ).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Idz do dobrego terapeuty na terapie poznawczo-bahawioralną, przerabiałem wszystkie natręty, samobójcze (lęk przed tym że wyskocze z okna, nie mogłem nawet na nie patrzeć, śniło mi się nawet że się zabijam) 24/7 samobóje, potem myśli mordercze, gejowskie, pedofilskie itd. Cel tych wszystkich myśli jest jeden = LĘK, masz się bać -> "Dlaczego tak myśle? jestem chory umysłowo, co się ze mną dzieje" dodatkowo z czasem napięcie i chęć jak by się chciało zrealizować te natręty a to jest nic innego jak nerwicowa zagrywka i zaczynasz się kręcić w nerwicowym kole, z nerwicy nie wyjdzie się za pomocą leków nigdy i to jest moje osobiste zdanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×